
W ostatnim czasie wielokrotnie spotkałem się, czy to w Internecie czy wśród znajomych, z ciekawymi opiniami kibiców spoza naszego obozu, dzięki którym odnoszę dziwne wrażenie. Tezy te mają udowadniać szeroko pojętą wielką niesprawiedliwość dziejącą się w piłkarskim świecie. Wygląda na to, iż Manchester United jest klubem w ogóle nie zasługującym na zdobywanie trofeów. Powodów, bardziej lub mniej poważnych, istnieje sporo, ale raczej nie zwracamy na nie uwagi. Może jednak powinniśmy dokonać małej refleksji? Może rzeczywiście jesteśmy tak zaślepieni miłością do drużyny z Old Trafford, iż nie zauważamy ogromu negatywnych zjawisk dotyczących Czerwonych Diabłów? Może to „oni” mają rację w przeciwieństwie do nas?
Najczęściej przewijającymi się wokół argumentami są cztery poniższe stwierdzenia.
1. „Manchester United to drużyna o niebywałym szczęściu. Ogrom wygranych po 1:0 oraz decydujące bramki w ostatnich minutach dają im prowadzenie w lidze. Do tego te szczęśliwe losowania w pucharach…”
Rzeczywiście, ilość spotkań rozstrzygniętych w taki sposób nie jest mała. Diabły od początku obecnych rozgrywek 12 razy wygrywali 1:0, natomiast gole decydujące o losach spotkania w ostatnich 10 minutach meczu zdobywali 6-krotnie. Liczby przekonujące do momentu, gdy przeanalizujemy, ile razy United siedząc na rywalach jak na czereśni (vide: Fulham – MU 0:2) nie wpakowali piłki do siatki rywala z powodu ogromnego pecha lub fenomenalnych interwencji golkipera drużyny przeciwnej, który akurat miał ochotę na rozegranie meczu życia. Balans zysków i strat wyrównuje się. Historia z najniższymi możliwymi zwycięstwami wygląda nieco inaczej. Moim zdaniem, są one wynikiem nie tyle szczęścia, co solidności i dojrzałości gry naszych ulubieńców. Jako ciekawostkę przypomnę, iż podobnie rzecz się miała na początku ubiegłego sezonu – w ciągu siedmiu kolejnych meczów (nie uwzględniam porażki w Pucharze Ligi z Coventry – graliśmy rezerwami, o czym może świadczyć obecność Donga w ataku) strzeliliśmy 8 bramek, nie straciliśmy żadnej, jednocześnie zdobywając komplet punktów. Seria ta dała nam solidne podstawy w walce o mistrzostwo Anglii. Tym bardziej, jeśli ktoś (jak m. in. ja) wychodzi z założenia „lepsze 2 zwycięstwa 1:0 niż wygrana 5:0 i remis”, to takie wyniki nie są czymś strasznym.
Losowania. Łatwe Porto, teoretycznie najsłabszy z czwórki Everton etc. Drabinka drabinką, ale warto przypomnieć, iż niedoceniani przez niektórych The Toffees ograli w poprzedniej rundzie faworyzowanych rywali zza własnej miedzy. Idąc tokiem rozumowania naszych krytyków, wychodzi, że FC Porto też w ćwierćfinale najbardziej elitarnych rozgrywek klubowych na świecie miałoby się znaleźć przypadkiem, a wyeliminowane przez nich Atletico Madryt zbieraniną kelnerów. Tak nie jest. Co więcej, fazę pucharową Champions League rozpoczęliśmy od starcia ze zdecydowanie najlepszą drużyną ligi włoskiej pod przywództwem kogoś, kto przeciwko United potrafi pokierować swój zespół jak mało kto – Jose Mourinho. Na koniec – zarówno w 1/4 , jak i w 1/2 finału drugie spotkanie dwumeczu gramy na wyjeździe. W takim, a nie innym systemie rozgrywek jest to duża niewygoda.
Patrząc zdroworozsądkowo – czy „jadąc na farcie” można walczyć o 5-krotną koronę, a w najsilniejszej lidze świata prowadzić na 6 kolejek przed końcem zmagań mając w zanadrzu mecz zaległy? Pytanie z oczywistych względów retoryczne. Przypadkiem, to można spłodzić potomka, a nie wygrać Premiership.
2. „Gra brzydka. Bez ofensywnego polotu. Nie to, co Liverpool lub Barcelona.”
Postronny widz zapewne mając do wyboru mecz Barcy, MU lub LFC prawdopodobnie wybierze pierwszą lub trzecia opcję. Jednakże, o ile Duma Katalonii nadal walczy na wielu frontach, o tyle piłkarze z czerwonej części Liverpoolu mogą skupić się już tyko na walce o triumf w Premiership. W pozostałych rozgrywkach jakoś widowiskowa gra nie pomogła (chociaż za ostatni mecz z Chelsea należy im się szacunek), podobnie jak w przypadku serii zimowych remisów. Czy w obecnym futbolu, gdzie podstawą klasowego zespołu musi jest solidna obrona, stawianie na blok defensywny jest powodem do wstydu? Zapewne nie. Szczególnie, gdy przez 14 meczów ligowych z kolei bramkarz zachowuje czyste konto.
3. „Siła Manchesteru tkwi w Ronaldo. Gdyby odszedł latem do Realu, byłoby z Diabłami krucho.”
I jak tu nie przyznać racji, gdy mowa o najlepszym zawodniku świata, który w 10 miesięcy pogrąża bramkarzy z najróżniejszych klubów 42 razy, a w chwili obecnej przewodzi w klasyfikacji strzelców nie tylko United, ale przede wszystkim angielskiej Premier League? Nikt przecież nie zaprzeczy, że Cristino nawet przy obecnej słabszej niż rok temu formie jest jednym z najważniejszych ogniw bloku ofensywnego. Z drugiej strony, Portugalczyka nie można uważać za całość ataku United. Bez trafień i rozgrywania Rooneya, Teveza czy Berbatowa (jak również jego licznych asyst), a także ważnych bramek obrońcy (!) Vidiča, a także wspomagania przez weteranów – Scholesa i Giggsa, osamotniony Ronaldo mógłby co najwyżej robić „smutną buźkę” w kierunku tłumów przybyłych na Old Trafford. Należy też wziąć pod uwagę fakt, iż na dzień dzisiejszy, to Wazza jest uznawany za najbardziej efektywny czynnik ataku Czerwonych Diabłów.
Oczywiście totalną bzdurą są opinie głoszące, że jeden jedyny zawodnik jest w stanie decydować o sile zespołu. Owszem, może poza piłką nożną podwórkową. Tego nie był w stanie zrobić nawet Diego Maradona w latach swojej świetności, gdy ponoć wygrywał mecze swojej reprezentacji w pojedynkę. Poza geniuszem wspomnianego napastnika liczyły się też poczynania jego 10 kolegów z boiska. Dobra drużyna to 11 zawodników grających w 3-4 formacjach współpracujących ze sobą, przy czym każda z nich pełni własną, odrębną rolę.
4. „Manchester odnosi sukcesy dzięki ogromnym pieniądzom. Mogą kupować sprawdzonych zawodników, nie inwestując w młodych, których mają jak na lekarstwo”
Jeden z najbogatszych klubów świata wydaje latem na jednego zawodnika ponad 30 mln ₤, obecnie szykuje się drugi transfer na podobną kwotę. W tym samym czasie inne kluby, np. Arsenal, dysponujące mniejszymi budżetami prowadzić mają inna politykę kadrową. Wspomniana londyńska drużyna jest znana z ciągłego odmładzania składu. Obecnie spekuluje się, iż wkrótce team Wengera zawojuje świat, a my staniemy się drugim AC Milanem ze średnią wieku podobną do tej działaczy PZPNu. Wydawać by się mogło, że wszystko jest takie proste i przejrzyste. Oczywiście, znów nie zgodzę się z powyższą tezą. Opinia ta wywołana głównie wysokimi pozycjami w rankingach z kategorii „najzamożniejsi” niż bardziej merytorycznymi zjawiskami.
Kwestia wychowywania zawodników to dla fanów MU niewątpliwy powód do dumy. Wystarczy wymienić kilka nazwisk z serii: Giggs, Neville, Scholes, Beckham, Brown, O’Shea, a z nieco późniejszego pokolenia: Evans, Fletcher, Campbell, Welbeck. Także w rozwijaniu ściągniętych młodych talentów prezentujemy się dobrze. Przykładami mogą być Roy Keane, Ole Gunnar Solskjaer, Cristiano Ronaldo czy choćby Wayne Rooney. Na tym polu jesteśmy jednymi z najlepszych w europejskiej elicie.
Stary skład? Owszem, w obecnym sezonie główne role pełnią znów Scholes z Giggsem, Gary Neville stosunkowo często wybiega na plac gry. Jednak w pierwszej drużynie posiadamy ponad 10 piłkarzy, którzy nie mają więcej niż 25 lat. Wielu z nich regularnie wybiega na boisko w podstawowej jedenastce, a pozostali już ostrzą sobie żeby na swoją kolej w drużynie Czerwonych Diabłów. I tu porównam nas do Arsenalu – drużyny od ładnych paru lat uznawanej za super-przyszłościową. Co z tego, skoro nikt tej przyszłości jeszcze nie widział i wcale nie jestem pewien, czy jej doświadczymy? Na światło wychodzi więc stara, ale jakże trafna prawda, mówiąca, że mistrzowskie drużyny łączą młodość z doświadczeniem, żywotność z opanowaniem, energię z solidnością – po prostu odpowiednik „złotego środka” na przestrzeni lat poszukiwanego przez starożytnych filozofów. My go posiadamy!
Transfery. Cóż w tej materii też trzeba mieć głowę na karku i wymieniać sportowców z rozsądkiem oraz długoterminową wizją budowania i rozwoju drużyny, a także odznaczać się cierpliwością. W United tę arcyważną umiejętność posiadł Sir Alex – w ostatnich latach na próżno szukać stuprocentowego transferowego niewypału – oczywiście pomijam mało znaczące posunięcia typu Manucho z Angoli, o których poza nami mało kto słyszał, a już na pewno nie poświęcił im wielkiej uwagi. Zupełnie odwrotnie dzieje się w innym wielkim europejskim klubie zwanym madryckim Realem. Co pół roku słyszymy o ich głośnych zakupach „na teraz”, które w większości nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, albowiem poza terytorium Hiszpanii „Królewcy” od wielu sezonów mogą jedynie marzyć o choćby ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Najwidoczniej „inni” zazdroszczą nam trafnych decyzji w kwestii transferów, mając w pamięci kiksy o tytułach Robbie Keane (FC Liverpool), Andrij Szewczenko (Chelsea), Jonathan Woodgate (Real) itp.
Przyszedł więc czas na podsumowanie. Tak naprawdę wszystko zostało już powiedziane. Spełniamy wszelkie wymagania dzisiejszego sportu, by zdobywać najcenniejsze trofea. Prezentujemy równą, wysoką formę przez praktycznie cały sezon. Dysponujemy doskonałą defensywą, która pomimo ostatnich nie najlepszych występów wraca na prawidłowe tory i wciąż należy do grona najlepszych w Europie. Zespół ten budowany jest konsekwentnie od lat przez wspaniałego i doświadczonego trenera. Posiadamy również szeroką ławkę, na której siedzą pełnowartościowi piłkarze, co pozwala na nieustanną rotację oraz zastępowanie kontuzjowanych przez kolegów z drużyny bez większych obaw, a także utrzymanie kondycji danych zawodników do końca sezonu. W końcu, naszych piłkarzy cechuje tzw. głód zwycięstw, co jest niezwykle ważne w walce na wielu frontach. Z całą odpowiedzialnością mówię dziś: TAK, ZASŁUGUJEMY NA KOLEJNE TROFEA!
Autor: Krzysztof Wojtowicz (Kris1908)
Redlog.pl – Manchester United – blog fanów Because we are United
