David Beckham… pożeracz życia

Kiedyś George Best pił na umór nawet dzień przed meczem i nie darował żadnej spódniczce. Diego Maradona tak balował, że umierał kilka razy, ale nadal szczęśliwie dla nas żyje. Dziś Steven Gerrard za pobicie ląduje w areszcie, Giovanni Dos Santos zalewa się jak stary gaźnik nie będąc w stanie o własnych siłach opuścić pub, Robinho znaczy już prawie tyle, co „dla pieniędzy zrobię wszystko”, a Cristiano Ronaldo swym coraz większym popadaniem w samozachwyt może doprowadzić do apopleksji nawet najbardziej oddanych fanów United.
Jednak wśród tej całej śmietanki piłkarskiego towarzystwa jest człowiek, który zwłaszcza ostatnio powoduje, że na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech wyrażający podziw i zachwyt. Kiedyś go ignorowałem, nawet nie lubiłem za to, co prezentował całym sobą, dziś staje się dla mnie niemal idealnym wyznacznikiem zasady, którą w piłce nożnej sumiennie wyznaję – „game for play, play for game” – panie i panowie: David Robert Joseph Beckham.
Mniejsza o daty, statystki i inne zbędne liczby. Przedstawmy pewne istotne fakty, które pozwoliły mi wysnuć taką tezę. David Beckham jak przystało na prawdziwego Anglika swoją karierę rozpoczynał na Wyspach. Przez cały ten okres występował w Manchesterze United (z małym wypadem do Preston North End na wypożyczenie) kreując swoją osobę na boisku i poza nim. Grał, podawał, strzelał – przeważnie był niezawodny. Został kapitanem United, a w między czasie reprezentacji Albionu. Nie był częścią wielkich skandali, nie upijał się w sztok w każdym napotkanym pubie, ewentualnie dostał od czasy do czasu jakimś butem. Ze strony sportowej przez prawie 12 lat gry w Premier League wyrobił sobie solidną markę zawodnika niezbędnego, niezawodnego, kogoś odpowiedniego jako antidotum na kłopoty. W życiu prywatnym: tatuaże, ubrania, fryzury, kolczyki, reklamy, znowu ubrania, znowu fryzury i tatuaże. Prawie za wszystko ogromne pieniądze.
No, ale czemu nie mając okazji, wyglądu i społecznego uwielbienia z tego nie skorzystać. Zwłaszcza, że Beckham za boga się raczej nigdy nie uważał i w narcystyczne uwielbienie nie popadał. Mimo tego, że kobiety go uwielbiają ciągle jest z jedną, ma chyba udaną rodzinę (synowie Brooklyn, Romeo, Cruz) jest zawsze uśmiechnięty, przeważnie zadowolony i prezentuję się jako „śliczny chłopiec” wielkiego, nie tylko piłkarskiego świata, a ludzie to kochają. Więc kochają jego.
Pewnego dnia Beckham stwierdził, że chce spróbować czegoś nowego, innego. Zamienił więc pochmurną i deszczową Anglię na dużo cieplejszy i słoneczny Madryt, gdzie zapewne wraz z rodzina czuł się jak w raju…a w piłkę dalej sobie grał, tatuaży wciąż przybywało, fryzury się zmieniały, a pieniędzy nie brakowało. Zapewne to był piękny czas… z resztą spróbujcie sobie to wyobrazić sami.
Jednak najlepsze dopiero było przed Davidem. 250 mln dolarów i 5 lat gry w MLS w drużynie Los Angeles Galaxy. Beckham zapragnął zapewne na własnej skórze przekonać się, czy sen o Ameryce jest prawdziwy…i zrobił to. Kalifornia, Beverly Hills, znajomość z Tomem Cruise’em, zabawa na boisku, piękno i błogi spokój. No ale, że przerwa zimowa trwa tak długo, a reprezentacja czeka, postanowił nie marnować tego czasu. W pierwszym sezonie w zimie tylko trenował z Arsenalem… pomieszkał i pobawił się w Londynie. W tym roku już został wypożyczony do AC Milan i może nawet tam zostanie. Mediolan – piękne miasto, idealny klimat, stolica mody i wielki klub… żyć nie umierać.
Może rzeczywiście Beckham tam zostanie, może brakuje mu walki o najwyższe cele i chociaż minimalnej stabilizacji w silnym klubie. Z jednej strony go rozumiem, ale z drugiej już zacząłem obstawiać gdzie pojawi się w przyszłym roku. Myślałem, że może Bayern? Malownicza Bawaria, przepyszne piwo i biała kiełbasa…raj dożycia na ziemi…no i zabawa na boisku. Może skusiłby go jakiś rosyjski oligarcha i mroźna Rosja pokochałaby Beckhama? Nawet jeśli znudzą mu się Stany, a w Europie nikt nie będzie chciał zatrudnić zawodnika w jego wieku zawsze może wyjechać na bardzo długie wakacje do Japonii. Tam jest bogiem, a bóg ma wszystko. Ogólnie rzecz biorąc wszystkiego możemy się spodziewać. W końcu David Beckham to postać nietuzinkowa, która w sposób dla mnie wyjątkowy bawi się życiem, człowiek, któremu się udało w sposób fascynujący osiągnąć szczęście. Osoba, w ustach której słowa „Impossible is nothing” brzmią nadzwyczaj prawdziwie…
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(10 głosów, średnia: 4,50 na 5)







fajnie napisane, ale z istotnym błędem
Beckham nie odszedł dobrowolnie z United
został sprzedany wbrew swej woli
przynajmniej takie informacje są w jego książce
Pozdrawiam
no i ta kasa, którą miał dostać od LA Galaxy, jest podobno grubo przesadzona. ale faktycznie – koleś ma niezłą, udaną karierę.
a swoją drogą – kiedy niby Beckham był kapitanem w Manchesterze?
był kapitanem reprezentacji chyba, ale nie Manchesteru, tak mi się wydaje.
Był kapitanem ManUtd tylko w pojedynczych meczach, oficjalnie nie byl nim nigdy
Kibicuję ManUtd od ’97, ale tu dowiedziałem się kilku nowych rzeczy…
Do autora tekstu: stary, nie pisz artykułów na siłę, bo to się spodoba tylko dzieciakom, które nic nie wiedzą o MU. Następnym razem jak będziesz oznajmiał jakieś „fakty”, to zasięgnij języka u kogoś, kto ma pojęcie o United.
Pozdrawiam.
podobno ma zostać w ACM na 18 mcy i zrezygnować z fortuny LAG na rzecz sportowego rozwoju(?)
Zrozumiałem ten tekst, jakoby krytykujesz karierę Becksa. Moim zdaniem lekko mówiąc nic nie obchodziło czy robi sobie tatuaże zarabiał na reklamach miliony…Dla mnie ważne jest to, co pokazuje na boisku, a Beckham robił to doskonale. W każdym meczu całe serce wkładał w tą grę i kochał nasz klub.
@tom
Słuchaj fajnie, że jesteś wielkim fanem ManU…ja nie do końca. Nie zaślepiaj się z tego powodu i zwróć uwagę na to, że nie o Manchester tu chodziło, ale o samego Becksa…może powinieneś jak małe dziecko właśnie wczuć się w ten tekst i odkryć prawdziwy sens…pozdrawiam
@Pawlo
No właśnie jest zupełnie odwrotnie. Ja go wręcz chwalę za jedno i drugie..za to, że potrafi tak pięknie wszystko połączyć…trochę nie tak zrozumiałeś…tekst jest jak najbardziej pozytywny
Artykuł do momentu „game for play, play for game” jest OK. Z resztą sie nie zgadza, przedstawiasz Becksa w taki sposób, jakby co roku sobie zwiedzał klubiki, bawiąc się życiem i korzystając z uroków danego miejsca…
Nie, nie o to chodzi. W jego zyciu przyszedl moment (wiek to jeden czynnik) w którym pieniadze schodza na dalszy plan. Widzi blad w przeprowadzce do MLS i teraz pragnie gry, nie wycieczek, a gry na najwyższym poziomie, by kibice znów go kochali! A jak jest w MLS wiemy…
Lepszy Beckham w Europie i LM z mniejszym portfelem, niż za oceanem i nadziany :]
Ciekawe stwierdzenie, że Becks „bawi się życiem”. Jednak dla mnie to on się troszkę pogubił, bo widać, że futbol sprawia mu radość (powroty do Europy, teraz może nawet zostanie w Milanie nieco dłużej?), ale wyjechali z żoną gdzieś na piłkarskie antypody. Chyba sam nie wie czego chce. A czy jest szczęśliwy? Ciężko stwierdzić, ale myślę że to co pokazuje w mediach to raczej maska, a naprawdę tęskni za prawdziwym futbolem i żałuje swojej decyzji (i stąd te powroty do Europy, a teraz nawet już nie spieszy mu się do LA, więc widać rajcuje go gra na najwyższym poziomie).
No widze, ze Luki w jednakowym czasie napisal wypowiedz podobna do mojej, oddająca sens tego co robi teraz Beckham :]
Myślę, że te Stany to mogła być sprawka żony. Becks to pantoflarz, było to widać w kilku wywiadach.
Początkowe wnioski (brzmi to jak oksymoron, ale trudno) bardzo dobre – mimo swojej wielkiej sławy i pieniędzy jest człowiekiem dobrze ułożonym. I za to należy mu się kolejny plus w statystyce. Dalej trochę można się pokłócić (co widać powyżej), niemniej zamysł dobry.
PS. Spójrzcie na zdjęcie przy tytule – Becks jest dobry, umie ładnie pisać wspak :D
No to się zgraliśmy ;D Prawda jest taka, że dla każdego szczęściem będzie co innego i nigdy nie dojdziemy, czy Becks jest naprawdę zadowolony z życia czy te powroty do Europy mają być tylko takim wspominaniem (i wyrazem tęsknoty) czasów świetności;)
Jak dla mnie, to D. Beckham to „na dziś” plastikowa lalka i dlatego jest pod każdym względem idealny, jak plastikowy Ken, albo Barbie:)
Jest idealnym mężem (podobno) i kochankiem, ojcem i piłkarzem…a ja jednak jakoś wole jego żonę… przynajmniej ma odpowiednie IQ:)
Beckham jest tak „bezpłciowy”, ze się dziwie, iż kobiety na niego lecą ?
Jak dla mnie Beckham jest za bardzo „idealny”… wolę Fergiego:)
@ Iv:
Plastikowa lalka czy nie, trzeba mu oddać, że zachowuje się przyzwoicie. Tak, jak stwierdził to Marek: nie prowadza się z inną panienką w każdym mieście, do którego przyjeżdża, w gazetach nie ma jego zdjęć gdy koledzy muszą wynosić go z klubu. Lepsza taka plastikowa lalka, niż facet z krwi i kości, który zostawi żonę z dzieckiem, a za miesiąc zostanie złapany na jeździe po pijaku.
A co jego IQ – nie znam. Wydaje się, że ma wystarczająco dużo oleju w głowie, żeby nie robić takich głupot.
Karierę sportową ma od pewnego momentu nieco dziwną. Przenosiny do Madrytu można jeszcze uznać za mieszczące się w granicach współczesnej normy – wielu piłkarzy chce tam trafić, nawet jeśli już grają w dobrych zespołach. Aura Realu.
Może miał pecha w tym, że będąc w Madrycie trafił na kryzys tego klubu? Może gdyby nie to, nie musiałby w niesławie wyjeżdżać za ocean. Wiadomo, że sam w jakiejś mierze zasłużył sobie na opinię kolesia, który bardziej jest pochłonięty kręceniem reklam niż treningiem. Jak widać, po pewnym czasie odezwała się w nim sportowa ambicja – tyle, że stało się to chyba pod sam koniec pobytu w Hiszpanii, gdy bardzo trudno było mu udowodnić, że znów chce na poważnie wziąć się za futbol.
W każdym razie, teraz ma szansę. I na razie dobrze ją wykorzystuje. Mając już swoje lata na karku, dalej jest w kadrze i stanowi pewną wartość dla niej. No i początek w Milanie ma imponujący. Aż jestem ciekaw, jak to się dalej potoczy. Może jeszcze przyjdzie momenty, gdy David będzie na pierwszych stronach gazet z powodu świetnej gry…?
Giggs, Scholes, Neville>> Beckham.. i to piseze jako kobieta kibicująca MU:)
Maniak, noooo, Beckham się nie prowadza z kolejna panienka
(chociaż po cichu i przy pozwoleniu żony je rżnie). Czyli sam może mądry nie jest.. ale ma niegłupią zonę :)
C. Ronaldo tez ciągle się oprowadza z kolejna panienka, ale nie rozumie jednej sprawy. Przy swoim „nazwisku’ każdą „łatwą” może mieć…ale nie będzie miał nigdy porządnej kibicki MU.
Bo ja kocham Giggsa i Scholesa:)
Maniak- Beckham należy do piłkarzy, którzy błyszczą, jak mają świetny zespół obok siebie. I stad się biorą problemy Los Angeles Galaxy. Oni myśleli, ze kupują zawodnika, który zmieni oblicze ich drużyny, a tu się okazało, ze jak byli do dupy, to i z Beckhamem są tez do dupy:)Syfu nam Beckham narobił wyjeżdżając c do USA. Teraz MU będzie tam kojarzone z slipkami od Armaniego…
Beckham to wybitny piłkarz, ale bez świetnego zespołu wokół siebie, nic nie da rady zrobić.
Heka, podesłałem linka mojej znajomej. Myślę, że trafnie skomentowała treść artykułu.
„Lukrowana laurka. beckham dwukrotnie zdradzil swoja zone i zostalo to udowodnione wiec przypuszczam ze zrobil to kilka razy wiecej, zreszta nic dziwnego. ona sie w ogole nie usmiecha i wyglada jak koscisty manekin.. :|
po drugie
ich wypad do stanow mialo na celu zdobycie olbrzumiej popularnosci poza europa. nie udalo sie pomimo wielu koneksji jak np tom cruise czy inni ktorzy dzielnie z beckhamami pozowali do zdjec na kalifornijskich czerwonych dywanach. stany ich nie pokochaly stad mus powrotu do miejsca gdzie znaja ich wszyscy
facet ktory pisal ten artykul powinien troche uwazniej poczytac i pozagladac w kilka serwisow bo w 60% to co napisal mija sie z prawda
niech zyje george best!”.
Pozdrawiam z tego miejsca moja bliską znajomą – nie przekonanego do końca kibica MU :)
Dodam tylko, że osobiście zgadzam się z jej opinią.
Na temat życia prywatnego takich ludzi lepiej nic nie „przypuszczać” – bo niechcący można zacząć zmyślać niestworzone historie. Na przykład takie, jakie podrzucają nam media. Brukowa prasa podaje masę sensacyjnych plotek i „odkrywa” mnóstwo „skandali”. Niewiele z nich jest prawdziwych, a jeszcze mniej zostało w jakikolwiek sensowny sposób „udowodnione”.
Co miał na celu ich wypad do Stanów? Też się nie podejmuję stanowczo tego stwierdzać. Nie znam ich na tyle, żeby to oceniać.
Zdobycie popularności poza Europą? Akurat Beckham jest jedną z tych postaci, która nigdzie nie musi „zdobywać” popularności – on już ją ma. Wszędzie.
Poza tym – jaki mus? Czy koleś, który tyle osiągnął i tyle ma, jest pod jakimkolwiek przymusem? Mógłby już nigdy w życiu nie zagrać profesjonalnie w piłkę, a i tak nie musiałby się martwić o stan konta ani brak zajęcia.
zakład, ze Beckham mnie mię nie przeleci? Jestem kibicką MU:)
Maniak- Beckhamowie z medialnej sławy w brukowcach żyją :) I Beckham i jego inteligentniejsza połowa, czyli Victoria, gdyby nie występowali ciągle na pierwszych stronach w mediach, to nie zarabiali by takich milionów.
A wyjazd do Stanów był jedynie podyktowany celami marketingowymi. Żaden piłkarz nie zrezygnuje z gry w Europie, w Realu czy Milanie (bo już wtedy byli zainteresowani Becksem) dla gry w Los Angeles Galaxy jeśli nie ma ku temu istotnych powodów :) Powodem Beckhamów była myśl, aby zarobić kupę forsy i zrobić medialna karierę w Hollywood.
Niestety Beckhamowie w USA trafili na dziesiątki sobie podobnych medialnych gwiazdek, a sam Beckham nie oszołomił swoja grą kibiców LA Galaxy.
I dlatego chce wrócić do Europy.
A tymczasem w Europie furorę robią jego koledzy z Manchesterowskiej klasy’92:) Giggs i Scholes są starsi od Beckhama, a walczą w MU i z MU o najwyższe trofea w piłce nożnej.
Stają się piłkarską klasą samą w sobie i nie potrzebują do tego medialnego brukowcowego blichtru .
Prosze, następny koment mojej znajomej:
00:16:49 kaja: Moi drodzy panowie Szanuje was jako kibiców MU lub tez piłki nożnej ogółem. Szanuje również prywatność innych osób nawet jeśli robią wszystko by było o nich nadal głośno jak w przypadku państwa Beckham. Celowo mowie tutaj o dwojgu bo Beckhama nie sposób postrzegać teraz inaczej jak przez pryzmat swojej zony. Można ja lubiec albo nie ale szczerze to obecnie ona pilnuje tego aby ich zdjęcia pokazywały się w każdej mniej lub bardziej szanującej się gazecie plotkarskiej. Problem z Beckhamem jest duży bo i on sam kiedyś wspaniałym piłkarzem był i tego nikt nie kwestionuje. Teraz nie bardzo wiadomo jak się ustosunkować do jego decyzji odnośnie piłki jak i tworzonych przez niego perfum,udzialu w sesjach fotograficznych dla babskich magazynow a nawet linii ubran. No bo gdzie w tym całym rozgardiaszu ubranek i pokolorowanych zdjec jest prawdziwy piłkarz?? Dlatego nie potrafię zgodzić się z napisanym artykułem. Wynika z niego jasno, ze Beckhamem każdy powinien chcieć być bo to oznacza i ze jest się wiernym i ze jest się przystojnym i ze można zagrać w szeregach jednej z najlepszych drużyn świata i ze w ogole cacy cacy a tak chyba nie jest.. inaczej Beckham nie wracałby cichaczem do Europy. Myślę ze to fajny facet i tej piłki nieszczęsnej bardzo mu brakuje.
00:16:57 kaja: Maniaku, plotek nie tworze, bo nie lubię. Problem z postem był taki ze zostal wyrwany z rozmowy gg jaka miałam ze swoim kumplem, stad tez duzo skrótów myślowych i drażniące sformułowania. Widomosci na temat zdrad Beckhama czy tez wspaniale zakrojonej kampanii mającej na celu przedstawienie panstwa B. Ameryce to nic odkrywczego. Wystarczyło być na bieżąco z brytyjskimi serwisami informacyjnymi, telewizyjnymi, oglądnąć z nimi pare wywiadów, przeglądnąć pare sesji modowych i przyswoić artykuły do nich dołączone (tak jest, w tych durnych magazynach o modzie tez się można czegoś dowiedzieć). Dla mnie to był bardzo ciekawy przykład próby przełożenia europejskiej popularności na amerykański niepewny grunt. Dlatego tez śledziłam losy państwa B z ciekawością. Nie będę się tutaj rozpisywać się na temat ich pobytu w stanach bo nie o to w poście chodziło. Nie pozwalam jednak na to, aby tak bardzo wybielać czyjś wizerunek nie sprawdzając przedtem wszelkich przesłanek. Dla mnie ten artykul został napisany w odp na tęsknotę za piłkarzem jakim kiedys Beckham bez watpienia był i w odp na fakt ze obecnie brakuje takiego pozytywnego superbohatera. Ale co tam, póki chłopaki biegaja po trawie tam i z powrotem i uganiają się za piłką prędzej czy pozniej znowu znajdzie się ktoś godny podziwu. Duży szacunek dla Beckhama ale na tytuł „pożeracza życia” jak sugeruje autor czekam na nowe nominacje. Pozdrawiam.
Jednej rzeczy nie jestem w stanie pojąć. Większość z Was zganiła mnie za ten tekst jakobym bez odpowiedniej wiedzy pisał o życiu prywatnym Beckhama. Ja jednak nie raz i nie dwa w tekście zasugerowałem, ze jest to moje zdanie i go nie zmienię. Was natomiast strasznie to oburzyło, po czym zaczęliście mnie poprawiać: że Becks to, że tamto, ze to przez żonę, że to nie dla pieniędzy, że to dla pieniędzy. Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że dyskusja donośnie tego wpisu została opanowana przez kibiców ManUtd, którzy nie mogą się pogodzić z tym, że Becksowi może być po prostu dobrze…no bo jak może być komukolwiek dobrze poza Old Trafford…niech ktoś mi wskaże większego „pożeracza życia”…
Aha i proszę nie róbcie czegoś takiego, że mówicie żeby nie pisać „plotek” skoro potem w komentarzach zachowujecie się gorzej niż starsze panie w kolejce po masło…:] pozdrawiam
Marek Krysa- szanuje Twoje zdanie odnośnie Beckhama, ale w komentarzach wyrażam swoje:) A dla mnie Beckham nie jest „żadnym pożeraczem” mojego życia. Po prostu nie gustuję w piłkarzach, którzy sprzedają się dla kasy i potrafią przy tym publicznie pitolić, ze oni to robią dla wyższej idei.
W tej chwili „pożeracz życia” przegrał swoja karierę piłkarska, bo Milan nie chce za niego dać takiej kasy, jakiej żąda LA Galaxy. A w tym czasie jego kumple z MU, Scholesy i Giggsy oraz Neville nie martwią się o to, że może nie wystąpią w kolejnej reklamie Pepsi, tylko martwią się o to jak „ustrzelić” z United poczwórna koronę :) Martwią się o to wspólnie z Kibicami MU, a nie „konsumentami” swojej sławy.
Dla mnie (i pisze to jako 100%-towa kobieta)
Scholesy, Giggs i Neville >>> D. Beckham & Victoria.
„..Osoba, w ustach której słowa „Impossible is nothing” brzmią nadzwyczaj prawdziwie…”
Tak ! ale brzmią prawdziwie dla Beckhama i jego rodziny, bo dla mnie jako kibica MU są „te słowa Beckhama z kolejnej reklamy” bezwartościowe.
A po za tym radze się spytać, czy dla kibiców LA Galaxy Beckham jest „pożeraczem życia”:
http://www.thesun.co.uk/sol/homepage/sport/football/article2253852.ece
Najwyraźniej nie, bo czuja się jak kolejni „wydupczeni” przez rodzinę „pożeracza życia”… ale znając Beckhamów i ich umiejętność działania w sferze „public relations”, to Beckham znowu wyjdzie na nieszczęśliwą i niewinną ofiarę, i jeszcze na tym zarobi:)
P pierwsze to strasznie się cieszę, że jesteś kobietą, bo nigdy nie zdarzyło mi się rozmawiać o piłce z płcią przeciwną…nie chcę się wykłócać, ale mam prośbę – jeżeli to możliwe spróbuj przeczytać i zrozumieć ten tekst nie przez pryzmat Manchesteru i nienawiści do Pepsi…aczkolwiek myślę, że będzie to trudne – po prostu masz Manchester w głowie – nie jesteś obiektywna…
Marek Krysa- to prawda, nie jestem obiektywna i się do tego przyznaje. WE przypadku D. Beckham nie potrafię się wysilać na obiektywizm, bo jako wieloletnia kibicka MU czuje się przez niego zdradzona. Tak samo mogą się czuć kibice Realu i obecnie LA Galaxy. Beckham wiecznie powtarza, ze gra w piłkę z „idealistycznej” miłości do futbolu, czy soccera (w zależności o tego, czy Beckham się wypowiada w Europie, czy w USA:), ale on to głownie robi dla kasy i własnej korzyści, nawet kibice Los Angeles Galaxy mogą się o tym dziś przekonać.
Inna sprawa, ze Beckham już wszystkich pozdradzał, w tym i nawet Victorię:)
Ale on ciągle czuje się idolem i ględzi się o nim, ze powinien być wzorem do naśladowania…. ale naśladowania czego? Tego jak kosztem uczuć innych dorabiać się wielkiej kasy?
Jeśli Beckham miałby być wzorem dla moich dzieci i wnuków (prawnuków już pewnie nie dożyję :), to wole pozostać bezdzietna.
lv – Chyba go trochę demonizujesz…bo wątpię, żeby takim wzorem mógł być np. Cristiano Ronaldo, czy Nani, którzy sobie bardzo folgują…ale bardzo trafnie to oceniłaś – „czujesz się zdradzona”, a ja to rozumiem…ale na swój sposób facetowi się udało i temu nie zaprzeczysz :P, no i oprócz Ciebie są miliony kobiet, które Beckhama ubóstwiają, a setki miliony kibiców, którzy go i tak i tak będą kochać niezależnie od tego co my ustalimy…:]
Dla mnie idolem jest taki Cantona który zawsze deklarował, ze kocha MU i cały czas to swoim zachowaniem potwierdza. Roy Keane, który nigdy nic nie deklarował co do swoich uczuć wobec MU, ale nie musiał, bo wszyscy kibice wiedzieli co czuje:)
Obecnie to moimi idolami są : Paul Scholes, Ryan Giggs, Gary Neville, bo oni nie muszą ciągle publicznie ględzić, że graja w piłkę, bo to ich „trzecia” miłość po żonie i dzieciach:)
Ale zgadzam się, ze Beckham odniósł sukces, kochają go miliony kobiet, mężczyzn i Azjatów… ale ja go nie kocham :) I to jest mój powód do dumy (mam nadzieje, ze dla moich dzieci i wnuków też będzie) Jak już nie będą Einsteinami (hehehe), to niech przynajmniej wyrosną na Scholesów, Giggsów lub Nevillów i taki przykład kariery im będę poddawała jako wzór do naśladowania:)
i niechaj tak się stanie. Amen. :]
Marek Krysa- teraz się dołączam do chóru:)