Latynoska Przypadłość

Choć ogólnoświatowa prasa raczej o tym nie trąbiła, nam udało się dotrzeć do bardzo ciekawego i zarazem niepokojącego wywiadu, którego dla dwóch brazylijskich gazet udzielił jeden z młodych gwiazdorów Czerwonych Diabłów – Anderson. Otóż okazuje się, że nie tylko Ronaldo marzy o grze dla innego klubu, niż United. 20-latek marzy o grze dla Interu pod wodzą Jose Mourinho.
Jeśli ktoś zna portugalski i chce sprawdzić, czy to, co powiedział Anderson faktycznie jest wyznaniem uwielbienia dla włoskiej piłki, a zwłaszcza Interu Mediolan i Jose Mourinho, może przeczytać oryginalną wypowiedź Złotego Chłopca.
Assim como Cristiano Ronaldo sonha em vestir a camisa do Real Madrid, também sonho em atuar no futebol da Itália. Não falo isso por respeito ao clube com o qual tenho contrato. Mas qualquer profissional tem sua preferência ao fim de qualquer compromisso. Estou a pensar em jogar em Itália. O futebol italiano é o melhor do mundo e o mais inteligente. Todos os jogadores sonham jogar na Serie A, porque os italianos são os mestres do futebol. Gosto muito do Inter. Sempre gostei, desde que Ronaldo jogou lá. Não escondo que, no futuro, adoraria jogar no Inter de Mourinho. O meu sonho é ser treinado por ele.
Jeśli jednak ktoś z Was nie studiuje iberystyki i nie jest pasjonatem języków południowych, może zapoznać się z polską wersją tej wypowiedzi, uzyskaną poprzez tłumaczenie z angielskiego.
Tak jak Cristiano Ronaldo marzy o założeniu koszulki Realu Madryt, tak ja marzę o grze we Włoszech. Nie chcę wypowiadać się źle o klubie, z którym mam obecnie kontrakt, ale każdy profesjonalista wie, że jeśli zawodnikowi kończy się kontrakt, ma prawo poszukać innego klubu. Ja myślę o grze we Włoszech. Football w tym kraju jest najlepszy i najbardziej inteligentny. Wszyscy zawodnicy marzą o grze w Serie A, ponieważ Włosi to mistrzowie piłki nożnej. Zawsze lubiłem Inter, odkąd grał tam Ronaldo [Brazylijczyk Ronaldo – dop. Red]. Nie ukrywam, że w przyszłości bardzo chciałbym grać w Interze prowadzonym przez Mourinho. Moim marzeniem jest, aby być przez niego trenowanym.
Gracze południowi, nazwani przeze mnie w tytule ogólnie Latynosami, mają dziwną przypadłość. Żaden z nich nie może usiedzieć dłużej w United. Wspomnę tylko trzech ostatnich – Veron, Heinze i Pique. Żaden z nich nie przebywał na Old Trafford dłużej niż pięć sezonów, ich rozstania klubem z Manchesteru zawsze były pełne napięcia, a wypowiedzi często wyrażały niechęć wobec sir Alexa Fergusona, United i angielskiej piłki. Teraz dwaj najlepsi Latynosi w United – Ronaldo i Anderson – otwarcie mówią o swojej chęci zmiany klubu w dość niedalekiej przyszłości. Choć Brazylijczyk zachowuje się dużo porządniej, gdyż o takim rozwiązaniu będzie myślał dopiero po zakończeniu kontraktu (czyli w roku 2012). Nie skarży się, nie zapowiada co roku odejścia, nie uważa się za niewolnika zarabiającego kilkadziesiąt tysięcy funtów. To dobrze, jest profesjonalny, nie będzie niepotrzebnie kaprysił i zrobi wszystko, by do czasu wygaśnięcia kontraktu grać najlepiej, jak umie.
Dodatkowo, wszyscy wymienieni przeze mnie w tym artykule gracze, za wyjątkiem Gerarda Pique, przechodzą lub chcą przejść do klubów, których nie lubię. Żywię do tych zespołów niechęć głównie z powodu ideologii zarządzania nimi. Veron odszedł do Chelsea (której sukcesy zbudowane zostały w krótkim czasie i na grubej kasie), Heinze do Realu (źle zarządzanego, który zniszczył swoją własną legendę i który przez długi czas był bardziej firmą marketingową, niż klubem piłkarskim), w jego ślady chce iść Ronaldo. Anderson marzy o grze pod wodzą Jose Mourinho, jedynemu człowiekowi, który może rywalizować z Cristiano o tytuł najbardziej bezczelnego i aroganckiego człowieka footballu. A do tego w brzydki sposób idącego do celów po trupach. Prawdopodobnie mój system wartości piłkarskich jest nieco odmienny od południowego i kibicowanie United od prawie 10 lat miało wpływ na moją mentalność.
Chyba jednak gruba linia, która dzieli football angielski od hiszpańskiego (i pochodnych jemu stylów południowoamerykańskich) tak szybko się nie zatrze. Latynosi dalej mają problem w przystosowaniu się do wyspiarskiego sposobu rozumienia piłki nożnej i nie potrafią w tej chłodnej, deszczowej krainie spędzić zbyt wielu lat. Choć w większości są uwielbianymi przez kibiców gwiazdami i mogą walczyć o najważniejsze trofea, a gra w zespołach takich jak United daje im mnóstwo nagród zespołowych i indywidualnych oraz olbrzymie możliwości rozwoju, słoneczne tereny śródziemnomorskie wciąż przyciągają ich jakąś nieznaną siłą. Jednocześnie powoduje to we mnie pewien brak zaufania do graczy z południa, gdyż wiem, że istnieje ogromna szansa, że długo się ich grą nie nacieszę. A szkoda, bo potrafią oni stworzyć z Anglikami naprawdę fantastyczne zespoły.
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(6 głosów, średnia: 4,33 na 5)







nie mam nic przeciwko marzeniom pilkarzy latynowskiego pochodzenia w jakim klubie chcieliby grac, tak samo jak o tym z jaką Angeliną Jolie chcieliby sie tej nocy przespać:), ale dopoki pracują w jednej firmie, to niech publicznie nie mowia, ze zawsze marzyli i w przyszlosci chcieliby pracowac dla konkurencji :)
Bo pytanie jest nastepujące, skoro marza o grze we Wloszech czy Hiszpanii, to dlaczego przyszli do MU. Odpowiedż nasuwa sie sama…:(
Na razie jeszcze Andersonowi mozna wybaczyc te gafę, bo młody i głupiutki jest na razie, ale C. Ronaldo juz by mogł przestac gadac o tym swoim marzeniu gry w Hiszpanii. Poczeka rok, kontrakt z MU mu sie zacznie powoli konczyc, to bedzie mógł publicznie marzyć o grze w Realu.
dlatego jestem za tym aby sprowadzać zawodników z północy tzn najchetniej rodzimej Anglii…
lecz wiadomo też że najlepsi piłkarze rodza się w Brazylii, nie mozna temu zaprzeczyć bowiem rzesze diamentów brazylia wypusciła już na światło dzienne – co za duzo jednak to nie zdrowo.
Qiułi- sprowdzac Latynowsow trzeba, bo inaczej sie juz nie da, ale warto miec do tego co mówia dystans.
Figo tez ponoc kochał Barcelone…. wpierw:)
Latynosi maja taka psychike i takie otzymali wychowanie, a MU z reguły nie jest ich klubem marzeń, ale za to klubem, gdzie mozna zdobyc za młodu sławę i kasiorę.
I dlatego trzeba na to patrzec spokojnie… mlodzi Latynosi przychodza do nas głownie po to, zeby zdobyc nazwisko i kase, a potem chca odchodzic do klubów swoich marzen.
No to trzeba zrobic tak, ze zanim zaczna spelniac swoje prywatne merzenia, to żeby, za to co dla nich MU robi, oni sami sie troche „pospinali” dla nas na boisku :)
moja droga, figo niby kochal bercelone ale z glupoty sprzedal sei do realu bo podpisal nielegalne zobowiazanie, gdyby nie przeszedl, trafil by do wieznienia jego agent a on sam dostalby grzywne od realu w wysokosci 10mln euro i pewnie obaj panowie dostaliby grzywne, wszystkiemi winni sa oni bo nie patrzyli co podpisuja
jesli chodzi o andersona to nie dziwi mnie ze gada takie rzeczy, ronaldo tez plecie trzy po trzy ale gra dla nas, dlaczego? bo w pilce noznaj najwazniejsza jest procz ciezkiej pracy motywacja, jako argument do tej tezy przytocze sytuacje z Totenhamem: Ramosa nikt nie rozumial ani on nie rozumial mentalnosci w Anglii i polegl – Redknapp bardzo dobrze zna Anglie i realia plus jest dobrym motywatorem i od razu lepiej mu poszlo
Kluczem sa zatem dwie rzeczy: zrozumienie realiow przez trenera i odpowiednie zmotywowanie zawodnikow przez niego
cwiras- no ja co do Figo slyszalam inna wersje wydarzeń, ponoc Barca była dla niego okrutna. No nie wiem, wiem tylko, ze Perez obiecal kibicom Realu Figo w prezencie i prezent dostali, a sam Figo tak samo (publicznie) kochał Barcę jak i Real :)
No, dzis głowna motywacja pilkarzy jest kasiora, sława, kasiora, sława i jeszcze raz kasiora i jeszcze raz sława, a potem klub marzen, żeby tam kariere skonczyć.. jakby sie udalo i jakby jakis szejk na emeryturze zaproponował jakąs emeryturkę w jakims Manchesterze City.
Coraz bardziej kocham Scholesego, Garego, Ryana…
Zgadzam sie praktycznie na całej linii z Iv… Od zawsze powtarzam, że najpiekniejszą wizją MU jest ta, w której 75% drużyny to ludzie z Wielkiej Brytanii.
Kris1908- niekoniecznie z Wielkiej Brytani, Eric Cantona i Ole Solskjaer pokazuja, ze mozna miec pilkarzy- milosnikow MU i z krajów ( mam nadzieję, ze kiedys i Vida do nich dołaczy, a moze i Evra…:). Ale to jest tak, ze albo sie przychodzi do MU i sie zakochuje w tym klubie, albo sie przychodzi i ciągle kocha sie inny.
A jesli juz kocha sie ten „inny” i gra sie w MU, to trzeba to przecierpiec i nie otwierać do konca kontraktu z MU mordy, po to zeby mówic, ze sie chce grac gdzie indziej.
przepraszam urwalo mi słowo, miało być -z innych krajów… bo Eric to Żabojab, a Ole to Wiking:)
Obydwu kocham…:) Kibicowska miłościa oczywiście:)
Anderson mnie zdenerwował tym pieprzeniem. Kurczę, wielu ludzi, ze względu na iście diabelski charakter tego gracza, liczyło na jego przywiązanie do United, a tu takie coś… Prędzej spodziewałbym się takiego gadania po Nanim (i szczerze mówiąc, jeśli miałbym wybierać, to właśnie Portugalczyka wyekspediowałbym do Włoch).
Niech wypełni ten kontrakt, a później robi co chce. Obyśmy tylko nie byli świadkami takich telenowel jak w przypadku Ronaldo. Dla mnie jednak, Anderson zdecydowanie bardziej pasuje do ligi angielskiej niż włoskiej, ale cóż… Jeśli mu się podoba styl gry makaroniarzy, to proszę bardzo.
Mimo wszystko, rozczarował mnie okropnie tymi kilkoma zdaniami. Niby każdy ma prawo do swoich marzeń, ale jednak spodziewałem się, że Predator ma w sercu Manchester…
Szymcio- Anderson to bardzo młody chłopak, trzeba dac mu szansę i czas do „zakochania” się :)
Do zakochania jeden krok, jak to powiadają. Oby tym krokiem, była pierwsza bramka ;D Bo szczerze mówiąc, przerażająca skuteczność Andersona zaczyna mnie już troszkę martwić.
Problem w tym, że Latynosi są tak wychowywani, że grają przede wszystkim dla siebie, a nie dla klubu/ zespołu (to widać po stylu, wypowiedziach i zachowaniu). Oczywiście nie chcę uogólniać, bo istnieją wyjątki, ale większość nie wykazuje zainteresowania wiązaniem się z jednym klubem, przez co poza boiskiem sprawiają wile zamieszania i problemów. Tacy ludzie, cóż poradzić…
A tak swoją drogą takie wypowiedzi jak ta Andersona są po prostu nieprofesjonalne, nietaktowne i nielojalne wobec pracodawcy, piłkarze na zbyt wiele sobie pozwalają. To tak samo jakbym zatrudnił się na jakimś odpowiedzialnym stanowisku w Pepsi, a publicznie wygłaszał, że jestem fanem Coca- coli. Marzenia marzeniami, ale jest takie coś jak lojalność i dbanie do dobre imię firmy w której się pracuje.
Jasne i tu też się zgadzam. Jednak najłatwiej miłość do klubu wyrobić u Brytyjczyka, co nie zmienia faktu, że wspomniane osoby są wielkimi legendami Manchesteru. Natomiast naprawdę mam trudności ze znalezieniem jakiegoś Latynosa, który były wielką legendą, któregoś z klubów angielskich (mówię o czasach w miarę teraźniejszych, bo tych bardziej historycznych to siłą rzeczy nie pamiętam :))
Autorze, jakie to odejścia Pique i Verona były pełne napięć, spięć itd? Jak niby Pique uraził Fergusona?
Ideologia zarządzania klubem? Za dużo jednak powiedziane.
Man maniak- i to wlasnie chodzi, jak sie juz atrudniasz w Pepsi-Cola i marzysz o grze w druzynie Coca-Cola, to nie gadaj o tym publicznie, dopoki ci sie kontrakr za Pepsi nie skonczy.
No,ale Latynosi maja swoja mentalność, oni i z kobietami tak postepuja, biora kolejna do łóżka na dwa miesiące, i zawsze tej „kolejnej” mowią- jak sie juz nią znudzą, ze nie jest ich Angeliną Jolie.
Tylko, ze Kibice MU nie sa kolejna panienką do łóżka…