Czerwone Diabły i Kanonierzy: Klasyk niejedno ma imię

Czerwone Diabły i Kanonierzy: Klasyk niejedno ma imię
Pojedynki Manchesteru United i Arsenalu to prawdziwy klasyk i święto futbolu. W jutrzejsze popołudnie oba zespoły zmierzą się po raz 204. w historii wszystkich rozgrywek. Na tą bitwę czeka cała Anglia i kibice obu drużyn na całym świecie. W zeszłym sezonie, starcie gigantów Premier League obejrzało niespełna miliard ludzi na całym świecie. Wielkie emocje przed nami!

Jednak czy mecz na The Emirates będzie takim samym szlagierem jak w zeszłym roku, gdy obie ekipy bezpośrednio zmierzyły się o pierwsze miejsce w tabeli? Obecnie United po słabym początku rozgrywek (w swoim stylu zresztą ;-)) nabiera tempa i zajmuje 3. pozycję, natomiast Londyńczycy dostali lekkiej zadyszki i zdobyli tylko 1 punkt w ostatnich 2 spotkaniach. Mimo wszystko, rywalizacja Czerwonych Diabłów i Kanonierów to klasyk, który wzbudza emocje bez względu na formę obu zespołów.

Historia poprzedniej dekady jasno określa kto wtedy walczył o najwyższe laury w Premier League.

Jeśli spojrzysz 12 lub 13 lat wstecz, kto tam jest? Arsenal vs Manchester United albo Manchester United vs Arsenal.

Sir Alex Ferguson

Trudno się nie zgodzić ze Szkotem. To Kanonierzy byli tym zespołem, który na przestrzeni lat 90′ sprawiał nam najwięcej kłopotów.

Oczywiście teraz jest także Chelsea – to nie ulega wątpliwości. Ale historia rywalizacji Arsenalu z Manchesterem United oznacza nie tylko piłkarski mecz – mówię również o historii jednego zespołu przeciwko historii drugiego.

Nie możesz zaprzeczyć historii i jakości w którą wierzą oba kluby. Sposób gry obu drużyn nigdy się nie zmienił.

Do tego dochodzi dominacja. My chcemy być najlepsi, oni także – dzięki temu doszło do kilku nieprawdopodobnych spotkań.

Ferguson tym samym daje do zrozumienia jakim szacunkiem darzy drużynę Kanonierów, ich historię i tradycję . Chyba każdy z nas zauważył aluzję do rywalizacji z Chelsea Londyn. Póki co, mecze z The Blues to tylko i aż szlagiery ligowe. Aby ogłosić te pojedynki mianem klasyku z prawdziwego zdarzenia trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Sir Alex wypowiedział się nawet kiedyś, że jeśli miałby wybrać Mistrza Anglii (poza United oczywiście), byłby to raczej Arsenal. Osobiście uważam jednak, że wybór pomiędzy Arsenalem, Chelsea czy Liverpoolem dla Szkota to jak pytanie czy woli, aby odcięto mu rękę czy nogę ;-).

Kanonierzy zdobyli swoje pierwsze Mistrzostwo Anglii pod wodzą Wengera w sezonie 1997/98. United nie dołożyło do swojej kolekcji żadnego trofeum, gdyż rozgrywki Pucharu Anglii zakończyło w V rundzie, przegrywając z Barnsley. Zwycięzcą finału został Arsenal i było jasne, że Manchesterowi przybył kolejny konkurent na drodze do zdobycia supremacji z Anglii.

Podrażniona ambicja tak podziałała na podopiecznych Fergusona, że w nowym sezonie, dokonali rzeczy, wydawałoby się nieprawdopodobnej w obecnym futbolu i wznieśli w maju, najważniejsze trzy puchary o jakie wtedy walczyli. Zespół z Londynu na kolejny Dublet musiał czekać cztery lata, gdyż w tym czasie to Red Devils niepodzielnie rządzili na ligowym podwórku. W sezonie 2001/02 Diabły przegrały wszystkie trzy mecze, które rozegrały z Kanonierami, a porażka 4:0 w Fa Cup była szczególnie bolesna. Rok później to znowu United wygrało ligę, lecz w kolejnych rozgrywkach musieliśmy uznać wyższość w Premier League Arsenalu i Chelsea. Od tamtej pory, rywalizacja z The Gunners nieco przyblakła (oprócz finału Fa Cup w 2005 roku), gdyż naszym głównym konkurentem zostali Niebiescy.

Obydwa zespoły rozegrały niejedno niezapomniane spotkanie, które do dziś dostarcza nam wielu wspomnień. Spośród wszystkich pojedynków, bardzo ciężko było mi wybrać te najbardziej właściwe, ale mam nadzieję, iż podjąłem słuszną decyzję. Oba spotkania zostały rozegrane w Pucharze Anglii.

Najbardziej pamiętne zwycięstwo:
14.04.1999 r., Villa Park, półfinał FA CUP, Manchester United 2:1 Arsenal

Pierwsza potyczka w ramach półfinału Pucharu Anglii zakończyła się bezbramkowym remisem, w związku z czym obie drużyny były zmuszone ponownie stanąć do walki w przeciągu trzech dni. Dramaturgia w powtórzonym spotkaniu dosłownie wylewała się z boiska.

Przeżyjmy to jeszcze raz:

Najbardziej dotkliwa porażka:
21.05.2005 r., Millenium Stadium, Finał FA CUP, Manchester United 0:0 Arsenal, karne 4:5

Przegrana w finale po karnych i po tym jak United dominowało w całym meczu bolała podwójnie. Po raz kolejny się przekonaliśmy o słuszności powiedzenia, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Film dla kibiców Arsenalu lub ludzi o mocnych nerwach:

Kulinarne potyczki…

24 kwietnia 2004 doszło do kolejnej niezapomnianej potyczki pomiędzy Manchesterem i Arsenalem. The Gunners przyjechali na Old Trafford z zamiarem przedłużenia passy 49. spotkań bez porażki. Ku uciesze ponad 67-tysięcznego tłumu zgromadzonego w Teatrze Marzeń, Manchester wygrał pojedynek 2:0 i Kanonierzy w końcu zostali pokonani. Jednak dla gości, mecz się nie skończył po ostatnim gwizdku sędziego. Wybuchła awantura, a piłkarze i oficjele obu drużyn brali udział w zaciekłej kłótni, która miała miejsce w tunelu. Londyńczykom nie starczyło jednak argumentów w sprzeczce i sięgnęli po zdecydowanie mocniejszą broń: niezidentyfikowany piłkarz Arsenalu wylał zupę na Fergusona! Jak wieść gminna niesie, była to grochowa lub pomidorowa. Przed konferencją prasową, sir Alex był zmuszony umyć się i przebrać. Natomiast Paul Johnson, człowiek odpowiedzialny za sprzęt w ekipie Arsenalu, wyszedł z szamotaniny z krwawiącym nosem (ciekawe, kto się bawił w boksera?). Federacja Angielska zawiesiła Van Nistelrooya na 3 mecze za ostry faul na kolano Ashleya Cole’a.

Ferguson vs Wenger

Arsene WengerPojedynki Manchesteru United i Arsenalu nie byłyby tym samym bez wojny słów pomiędzy Sir Alexem Fergusonem i Arsene Wengerem. Obaj trenerzy nie pałają do siebie wielką miłością i lubią wymienić między sobą kilka kąśliwych uwag. Medialna wojna na słowa to rozrywka, której Szkot i Francuz oddają się bardzo chętnie. Wiele wymian zdań przeszło do annałów brytyjskiego futbolu.

Bardzo ciekawa wymiana zdań miała miejsce już na samym początku przygody Francuza w Arsenalu. Przypomnijmy, iż przed przybyciem do Anglii, Wenger trenował między innymi takie zespoły jak Nancy, AS Monaco czy też japoński Nagoya Grampus (?!). W momencie, gdy trener Kanonierów narzekał na terminarz przychylny Diabłom:

To nie w porządku, że terminarz jest tak rozległy. Manchester może odpocząć i wszystko wygrać

Ferguson nie zapomniał o jego azjatyckim wojażu i od razu miał gotową ripostę:

Jest nowicjuszem i powinien trzymać się swoich opinii o japońskim futbolu.

Arsene Wenger to trener bardzo dobrze wykształcony, posługujący się wieloma językami. Nasz boss nie odmówił sobie tej przyjemności, aby zakpić z lingwistycznych zdolności przeciwnika:

Mówicie, że to inteligentny człowiek, tak? I mówi pięcioma językami!
[W akademii] mam 15-letniego chłopaka z Wybrzeża Kości Słoniowej, który rozmawia w pięciu językach!

ferguson_alex_04.jpgNad narodowościową strukturą Arsenalu ubolewają od dawna wszyscy trenerzy reprezentacji Anglii. Wenger nigdy nie przepadał zbytnio za rycerzami Albionu i rodzimi zawodnicy stanowią u niego małą część całego zespołu. Obecnie w szerokiej, 27-osobowej kadrze Kanonierów jest tylko dwóch Anglików, z czego tak naprawdę tylko Theo Walcott może liczyć na systematyczną grę. Trener The Gunners odpowiedział również na te zarzuty ze strony Szkota:

Jestem gotów wziąć winę za wszystkie problemy angielskiego futbolu jeśli tego chce.

Dlaczego obaj trenerzy wciąż dolewają oliwy do ognia? Czy wojna na słowa ma jakiekolwiek przełożenie na wynik pojedynku? Psycholog sportowy John Kramer twierdzi, iż Szkot oraz Francuz używają swojej wzajemnej rywalizacji, aby odprężyć się przed ważnym pojedynkiem:

Czasami takie rzeczy są odzwierciedleniem stanów niepokoju jakiego doświadczają managerowie. W ten sposób dają upust emocjom, które towarzyszą tego rodzaju sztuczkom przed kluczowymi meczami – można to porównać do walki z cieniem.

Jeśli chodzi o przełożenie na samą grę, wpływ takich rzeczy jest czasem naprawdę przesadzony. Nawet gdyby obaj nic nie powiedzieli, ktoś inny by wypełnił tą pustkę, ze względu na wysoką stawkę spotkania. Dodaje to dramaturgii rywalizacji ale nie przywiązywałbym do tego zbyt wielkiej uwagi.

Keane i Vieira: „I’ll see you out there!”

Keane vs VieiraDokonując swoistego przeglądu i analizy rywalizacji Czerwonych Diabłów i Kanonierów, nie sposób nie wspomnieć o 2 postaciach, mających w przeszłości niezwykle istotny wpływ na oba zespoły. Roy Keane i Patrick Vieira to byli liderzy United i Arsenalu. Ich wzajemne, osobiste potyczki były wisienką na torcie pojedynków dwóch najlepszych, angielskich zespołów w ostatniej dekadzie. W pamięci kibiców, najbardziej utkwił incydent na stadionie Highbury z 1 lutego 2005 roku.

Przed spotkaniem, w tunelu prowadzącym na murawę stadionu doszło do sprzeczki pomiędzy byłym kapitanem Arsenalu i Garym Nevillem. Vieira próbował zastraszyć Anglika, przypominając mu jego faul na Jose Antonio Reyesie w poprzednio rozegranym pojedynku. Nasz kapitan nie mógł przejść obojętnie obok tej sprawy i stanął w obronie swojego zawodnika. Trzeba przyznać, że jeśli ta akcja miała na celu sprowokowanie Gary’ego, to tak naprawdę podziałała na Roya. Irlandczyk zaczął grozić Francuzowi:

„Zobaczymy się na boisku!”

I wykrzyczał sędziemu do ucha: ”Powiedz mu, żeby się zamknął!”

Cały incydent musiał mocno zmotywować Roya i cały zespół United. Diabły wygrały tamto spotkanie 4:2, w głównej mierze dzięki błyskotliwemu występowi Keane’a. Samo zajście w tunelu odbiło się szerokim echem w mediach i dyskutowano o nim jeszcze długo po samym meczu. Irlandczyk skrytykował przeciwnika za grę w reprezentacji Francji i fałszywe jego zdaniem przywiązanie do Senegalu:

Arsenal wszystko rozpoczął od Gary’ego. Vieira go zaatakował, a tak naprawdę Gary nie jest fighterem. W niedzielę przed spotkaniem, w The Sunday Times ukazał się 2-stronicowy artykuł z Vieirą w roli głównej, w którym chełpił się wszystkimi dobrymi rzeczami jakie zrobił w Senegalu. Zbudował akademię, ratując dzieci z ulicy. To zirytowało mnie. Samo przechwalanie się to żadna chwała. Więc powiedziałem do niego: ’Skoro tak się martwisz o Senegal, dlaczego do cholery nie grałeś dla nich!?

Mniej więcej tydzień później powiedział mi, że nie zrozumiałem historii z jaką próbował dotrzeć. Ma rację co do tego, a ja prawdopodobnie się myliłem.

Vieira natomiast wypomniał Royowi, jego rezygnację z gry w narodowym zespole tuż przed Mistrzostwami Świata w 2002 roku, sugerując tym samym, iż nie jest właściwą osoba do komentowania takich spraw.

Graham Poll przyznał również później, że powinien wyrzucił obu piłkarzy z boiska jeszcze przed rozpoczęciem meczu, mimo, iż znajdował się pod presją, aby nie podejmować takich radykalnych środków.

Jak było w poprzednim sezonie?

3.11.2007 r. Emirates Stadium, 12. kolejka Premier League, Arsenal 2:2 Manchester United

3 listopada 2007 roku, na stadionie The Emirates doszło do meczu na szczycie Premier League. Naprzeciwko siebie stanęły dwa najlepsze zespoły początkowej fazy sezonu. Arsenal zajmował pierwszą pozycję w lidze, z trzema punktami przewagi nad Manchesterem United. Czerwone Diabły przyjechały do Londynu, aby zniwelować tą stratę i wspiąć się na fotel lidera.

Po samobójczym trafieniu Williama Gallasa w 45 minucie spotkania (który stał na linii bramkowej, a piłka odbiła się od niego po strzale Rooneya), United schodziło do szatni ze skromnym prowadzeniem. Gola dla Arsenalu chwilę po rozpoczęciu pierwszej połowy strzelił Cesc Fabregas. Na 8 minut przed końcem regulaminowego czasu gry Saha do spółki z Evrą przeprowadzili wzorową akcję, którą na gola zamienił Cristiano Ronaldo. Gdy już się wydawało, że Manchester dowiezie prowadzenie do końca, w zamieszaniu podbramkowym, gola na 2:2 strzelił William Gallas, rehabilitując się tym samym za wpadkę przed przerwą. Mecz zakończył się remisem i to Kanonierzy byli bardziej zadowoleni z tego wyniku. Status quo zostało utrzymane i Arsenal dalej przewodził lidze.

16.02.2008 r. Old Trafford, V runda FA CUP, Manchester United 4:0 Arsenal

Losowanie kolejnej rundy Pucharu Anglii dostarczyło nam możliwości obejrzenia niesamowitego pojedynku. Oto, w przedwczesnym finale tych rozgrywek, miały się zmierzyć dwie, dotychczas najlepsze drużyny w Anglii ówczesnego sezonu, które równocześnie pretendowały do zdobycia korony mistrzowskiej w Premiership.

Darren FletcherLuty 2008 to był bardzo ciężki okres dla United. Najpierw zremisowaliśmy z Tottenhamem po golu Teveza strzelonym w 94 minucie, w dosłownie ostatniej akcji spotkania, a potem ponieśliśmy bolesną porażkę na własnym boisku w derbach Manchesteru, w spotkaniu upamiętniającym monachijską katastrofę z 1958 roku. Straciliśmy pozycję lidera w lidze, a drużyna była w rozsypce. Pojedynek z Arsenalem był zatem okazją, aby odbudować morale zespołu.

Ferguson zaszokował wszystkich składem, a w szczególności posadzeniem Ronaldo na ławce. Na środku pomocy desygnował Fletchera, co się okazało później prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Wynik spotkania otworzył Wayne Rooney, 2 bramki dołożył wspomniany już Fletcher, a jedną bramkę strzelił Nani, kolejny bohater tamtego spotkania. Arsenal zupełnie nie istniał na boisku, a portugalski skrzydłowy wręcz ośmieszał rywali swoimi sztuczkami. Jak się później okazało, ta porażka odcisnęła swoje piętno na dalszych poczynaniach Kanonierów.

13.04.2008 r. Old Trafford, 34. kolejka Premier League, Manchester United 2:1 Arsenal

Owen HargreavesTo był mecz ostatniej szansy dla Arsenalu. Dzieciaki Wengera w drugiej części sezonu nie wytrzymały presji wyzwania i znacznie zwolniły tempo. Obie drużyny stworzyły emocjonujące widowisko, które zakończyło się zwycięstwem gospodarzy. Po tym spotkaniu, Kanonierzy definitywnie stracili możliwość wygrania ligi, a United zrobiło kolejny, ważny krok ku obronie tytułu mistrzowskiego.

Trzeba przyznać, iż The Gunners sprawili nam tamtego dnia niemało problemów, grając znakomity futbol, który nie przyniósł im jednak żadnej korzyści. Co ciekawe, dobrze grający goście objęli prowadzenie po nieprawidłowo zdobytym golu Adebayora. „Boska ręka?” Tak naprawdę, nie zauważyli jej nawet gracze Manchesteru.

Podrażnione Czerwone Diabły rzuciły się do ataków. Na wyrównanie nie trzeba było długo czekać. Znowu ręka, tym razem Williama Gallasa we własnym polu karnym i tym razem wszyscy ją widzieli. Rzut karny na gola zamienił Cristiano Ronaldo, który wytrzymał wojnę nerwów, gdyż musiał dwukrotnie podchodzić do wykonania jedenastki. Zwycięską bramkę zdobył Owen Hargreaves, popisując się znakomitym uderzeniem z rzutu wolnego. Ostatni kwadrans dostarczył niesamowitych emocji. Goście za wszelką cenę próbowali wyrównać stan meczu i non stop oblegali pole karne Manchesteru. W końcu usłyszeliśmy ostatni gwizdek sędziego i kibice Czerwonych Diabłów mogli odetchnąć z ulgą. Arsenal grał w piłkę, jednak to United strzeliło więcej bramek, wygrało spotkanie i na koniec sezonu zostało Mistrzem Anglii.

Mikael SilvestreNa koniec warto nadmienić, iż dodatkowym smaczkiem sobotniej potyczki będzie osoba Mikaela Silvestre’a. Francuz w letnim okienku transferowym opuścił Old Trafford i przeniósł się na The Emirates. Ten ruch Wengera był chyba najbardziej zaskakującym kadrowym posunięciem letniego okienka w całej Anglii. Trzeba przyznać, iż nie mógł liczyć na regularne występy w naszym zespole, a samo rozstanie z Sir Alexem przebiegło w pokojowej atmosferze.

Czy sobotnie spotkanie również zapisze się złotymi literami w historii brytyjskiego futbolu? Miejmy nadzieję, że będzie niemniej ciekawe niż poprzednie potyczki obu drużyn i zostanie przeprowadzone w duchu fair-play. Niech wygra lepszy!


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (8 głosów, średnia: 4,50 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



10 komentarzy do “Czerwone Diabły i Kanonierzy: Klasyk niejedno ma imię”

  1. Arken pisze:

    Przy skrócie półfinału Fa Cup powinien być rok 1999 a nie 1998.

  2. Prezydent pisze:

    Dzięki wielkie za wyłapanie błędu :)

  3. Olle pisze:

    Dziwne, że autor nie wspomniał o pogromie kanonierów 6-1 bodajże w 2001 roku. To był piękny mecz ;)

  4. AFC pisze:

    trudno wyobrazić sobie lepszy moment do(ku uciesze wielu z Was,mam nadzieję;)) „powrotu” na redlog.pl niż wigilię meczu ARSENAL vs Man Utd. mam nadzieję także i na to, że po jutrzejszym spotkaniu The Gunners powrócą do poważnej walki o tytuł i zakończą ją na chyba nie muszę wspominać,którym miejscu ;) artykuł bardzo ciekawy,przypominają mi się czasy, gdy w PL były tylko 2 siły,chelsea czy lfc nie miały nic do powiedzenia, a przed takim meczem jak jutrzejszy to piłkarze i trenerzy podgrzewali atmosferę teraz zajmują się tym fani:) we wspomnianych meczach miało się wrażenie, że gdyby sędzia przymknął oko na 5 minut to ręce z pewnością „poszłyby w ruch”
    teraz nie ma raczej mowy o aż takich animozjach między piłkarzami,ale z pewnością będziemy jutro świadkami nietuzinkowego pojedynku, w którym-mimo przeciwności-zwycięży…zgadnijcie kto(nie piszę,by nie podgrzewać atmosfery;))
    Pozdrawiam i do usłyszenia jutro ok 15.30.

  5. hejdes pisze:

    Aż dziwne, że autor nie wspomniał o niesamowitym meczu w „5 minut”. Muszę przypominać finał FA CUP z 1979 roku? Co prawda dla nas trochę niemile wspominany, ale trzeba przyznać, że mecz był naprawdę niesamowity. To tak naprawdę końcowe pięć minut zadecydowało o wyniku (mecz bardzo często powtarzany na kanale ESPN Classic Sports). Oto bramki :
    12′ – Talbot (1:0)
    43′ – Stapleton (2:0)
    86′ – McQueen (2:1)
    88′ – McIlroy (2:2)
    89′ – Sunderland (3:2)
    ARSENAL LONDYN 3-2 MANCHESTER UNITED . Ale było na co popatrzeć… :D

  6. Prezydent pisze:

    @Olle – Wybrałem półfinał Pucharu Anglii ze względy na dramaturgię, wagę spotkania i niesamowitego gola Giggsa ;) a wygrana 4:2 na Highbury było bezpośrednio związana z incydentem w tunelu. Szczerze mówiąc, temat rywalizacji United i Arsenalu jest niewyczerpany, ten artykuł spokojnie mógłby być dwa razy dłuższy i jeszcze pewnie bym o czymś nie napisał :)

    @AFC – heh witamy ponownie w naszych skromnych progach :) Co do animozji: jeśli United i Arsenal pod koniec sezonu będą między sobą rozstrzygać losy tytułu, to w rewanżu na Old Trafford moga lecieć wióry :) Oj, oby się działo! Także jutro :)

    @Hejdes – Szczerze mówiąc, nie miałem jeszcze przyjemności obejrzeć tego meczu w ’5 minut’, aczkolwiek historia jest mi znana. Ale jak już wspomniałem to jest temat-rzeka i zawsze będzie tak, że czegoś nie dopiszę, a w tym tekście skupiłem się głównie na erze Fergusona i Wengera.

  7. Lukas pisze:

    Bardzo dobry wpis. Konfrontacje Arsenalu z Manchesterem jak zawsze elektryzują rzesze kibiców i to nie tylko tych drużyn. Może nie ma takich smaczków jak pojedynki Keane’a z Vierą- ale mimo to są to zawsze zacięte, pełne walki i zaangażowania spotkania, gdzie nikt nie zamierza odpuszczać i daje z siebie max możliwości!
    Jak widać ostatnimi czasy nie idzie nam tak jak powinno na Emirates, a do tego dochodzi problem Diabłów z koncentracją przez całe 90 minut:/ dobrymi dla nas wiadomościami są niewątpliwie absencje Adebayora, Persiego. Jest to najwyższy czas by udokumentować rosnącą formę i pokazać że problem z koncentracją już przeminął. 2:0 dla Diabłów.

  8. Luki pisze:

    Mecze Arsenalu z United to dla mnie zawsze ‘bitwa o Anglię’, na tych klasykach się wychowałem:) Jeszcze jak grali Keano, Vieira i cała stara gwardia, zarówno z jednej jak i drugiej strony. To było coś, fantastyczne spotkania. Teraz wygląda to nieco inaczej, może nie ma już takich emocji, a zawodnicy takiego charakteru, aby czynić te mecze prawdziwymi bataliami. Jednak wspomnienie rywalizacji z lat 90′ zawsze sprawia, że czekam na te mecze z niecierpliwością. Oby było wspaniałe spotkanie;)

    A tekst bardzo dobry, przed spotkaniem z Kanonierami fantastyczna sprawa. Brawa, 5 :) A, że nie znalazło się wszystko…no cóż, ciężko zawrzeć w artykule cała historię spotkań – było mnóstwo niezapomnianyh, z różnych względów, pojedynków;)

  9. sebos_krk pisze:

    To prawda, że obecne pojedynki tych drużyn to nie to samo w porównaniu do tego co sie działo w czasach Keano i Vieiry, czy nawet w latach wcześniejszych.
    Po pierwsze obie drużyny bezpośrednio rywalizowały o tytuł mistrzowski- były momenty, kiedy wyjazd na Highbury budził największe obawy w całym sezonie. Z góry było wiadomo, że remis będzie sukcesem.
    A po drugie nie ma już takich osobowości szczególnie w ekipie Kanonierów, gdzie teraz dominują młodzieniaszki niezbyt czujący atmosfery takich spotkań. Wtedy po prostu zawodnicy obu drużyn się nienawidzili. To było coś więcej niż gra o punkty. A teraz… Silvestre przechodzi do Arsenalu jakby nigdy nic.

  10. Szymcio pisze:

    Jedyne, czego należy się moim zdaniem obawiać, to forma Theo Walcotta, Samira Nasriego i Cesca Fabreagasa. Pierwszy, gra od razu po kontuzji, drugi miewa spore wahania formy, natomiast trzeci, na pewno nie prezentuje dyspozycji, jaką pokazywał dokładnie rok temu. Cieszy brak Kolo Toure, który natenczas, jest chyba najlepszym obrońcą Arsenalu.

    Z drugiej strony, prawie idealnie trafiłem w skład. Tyle, że zamiast Neville’a, stawiałem na O’Shea. Dobrze, że wystąpi Park, który mam nadzieję, będzie wspomagał Gary’ego lub Patrice’a w walce z Nasrim albo Walcottem.

    Szansa na pokonanie Kanonierów jest olbrzymia. Tak bardzo pragnę, byśmy wygrali !

    Wiara, nadzieja, miłość!

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..