Manchester United… A biznes się kręci!

Jak być może niektórzy z Was wiedzą, kilka dni temu wróciłem z Majorki. Wspaniałe miejsce – polecam wszystkim! Temperatura – idealna. Morze – cieplutkie. Wyspa – piękna. Wszystko, czego może dusza zapragnąć, znajdziecie właśnie tam! Tak naprawdę, to zdziwiły mnie tylko 2 rzeczy. Pierwszą jest to, że na wyspie większość stanowili Niemcy. Nawet nie wiem, czy nie było ich więcej od samych Hiszpanów! To jest ta mniej ważna rzecz. Drugą sprawą, była dość duża rzesza fanów Manchesteru United!
Idąc ulicą, można było zobaczyć sporo osób w koszulkach Czerwonych Diabłów. Nie wiem, jak w pozostałej części wyspy, ale na północy, tam gdzie ja byłem, królowały 3 kluby – Liverpool, Manchester United i Barcelona. Trzeba wspomnieć, że na Majorce było sporo Anglików, lecz nie tylko oni chodzili w koszulkach angielskich klubów. Szczerze mówiąc, uwielbienie do tego trzeciego klubu wcale mnie nie zdziwiło – z Majorki do Barcelony dość blisko, jeden kraj i w końcu to chyba najbardziej kochana drużyna w Hiszpanii. Liverpool troszkę bardziej mnie zdziwił, ale po krótkiej chwili zastanowienia, doszedłem do wniosku, że w końcu jest to klub angielski tylko na papierze… Szczerze mówiąc, najbardziej zdziwił mnie ogrom ludzi, noszących barwy mojego ulubionego klubu – Manchesteru United. Dzieci, dorośli – wiek nie grał roli. Niektórzy mieli koszulki oryginalne, inni nie, ale w końcu liczy się sam fakt. Byłem tym szczerze mówiąc bardzo pozytywnie zaskoczony, bo bałem się, że sam w koszulce United utonę, w gąszczu białych i granatowo – bordowych koszulek dwóch, hiszpańskich potęg.
W związku z tym lekkim Diabelskim szałem, w przydrożnych sklepikach można było znaleźć mnóstwo gadżetów, związanych z Manchesterem United – od czapek po kije baseballowe. Przyznam, że choć wszystkie były podrobione, to niektóre były podróbkami niezłej jakości. Aż się zdziwiłem i pewnego razu podszedłem zobaczyć czapkę, z herbem United, bo wyglądała naprawdę dobrze. Szkoda, że tylko z daleka… Mutacji herbu było mnóstwo – to na Majorce zobaczyłem po raz pierwszy herb Czerwonych Diabłów z lwem, zamiast diabła! No cóż, biznes się kręci, pieniądze wlatują do kasy, więc czemu nie? Takie klubowe pamiątki na pewno dają im jakiś zastrzyk gotówki. W pewnej chwili przeszło mi nawet przez myśl, że sprzedają tam więcej koszulek piłkarskich, niż jakiś T-shirtów z napisami: MAJORKA itp. Szczerze mówiąc, chyba takich nie widziałem. Za to sklepów z piłkarskimi gadżetami było mnóstwo. Świadczy to o potędze footballu w Europie. Z jednej strony to dobrze, lecz co za dużo to nie zdrowo…
Sam Manchester United zarabia przecież nie małe pieniądze, na sprzedaży różnego rodzaju pamiątek. W samym Megastore, znajdziemy przecież mp3, koszulki, czapki, grzebienie, gumki do włosów i wiele, wiele innych, czerwonych rzeczy z herbem United. Takie gadżety można kupić zarówno przez Internet, jak i oczywiście na Old Trafford. Masy turystów i fanów Czerwonych Diabłów przemierzają morza i góry, by znaleźć się w Teatrze Marzeń, zwiedzić tamtejsze muzeum i dogłębnie poznać stadion. Jednak sama podróż nie wchodzi w grę – trzeba kupić pamiątkę. Trzeba udowodnić niedowiarkom, że się tam było. Mieć coś, czego nikt w okolicy nie ma – suszarkę z diabłem! Albo nie, czerwoną doniczkę z herbem! O! To jest coś! Na pewno nikt w naszej dzielnicy, nie ma takowej doniczki w swoim oknie! No i właśnie dzięki takim doniczkom Manchester United ma spore dochody. Nie chcę właścicieli takowych doniczek obrażać. Jeżeli jest się fanem United od lat wielu, to na taką doniczkę pozwolić sobie można. Jednak jest wiele, wiele osób, które kupują coś takiego, żeby mieć. Nie koniecznie są związane z United, albo (co gorsza) są sezonowcami. Co gorsza… Co gorsza dla nich, bo dla zarządu Czerwonych Diabłów zakupy takowych kibiców są bardzo miłym wydarzeniem. Myślę, że Manchester United potrafi zarobić, w ciągu sezonu, co najmniej 100.000 funtów miesięcznie, na pamiątkach. Strzelam, bo suma może być o wiele wyższa, jednak myślę, że to minimum. W wakacje – jeszcze więcej.
Sądzę, że Asia Tour 2007 wzbogaci Manchester United o kolejną rzeszę fanów z Azji. Japończycy, Chińczycy – oni bardzo często kupują pamiątki. Ciągle robią zdjęcia. Utrwalają w pamięci miejsca, które odwiedzili. Cieszą się z tego sprzedawcy, którzy w takowych miejscach prowadzą swoją działalność i myślę, że ucieszy się z tego również Manchester. Mam tylko jedno ale… Co stanie się dalej z tymi pieniędzmi? Chyba wszyscy wiemy, że na coś takiego Glazerowie tylko czekają… Na razie nic poważnego nie wywinęli, ale co będzie w przyszłości? Chyba każdy fan, ma przed oczami to, co wydarzyło się z Tampa Bay Buccaneers… Miejmy nadzieję, że Glazerom woda sodowa nie uderzy do głowy…
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(7 głosów, średnia: 4,71 na 5)







hmm… zacznijmy od tego, że niebardzo rozumiem co masz na myśli, pisząc: „(…) z Majorki do Barcelony dość blisko, jeden kraj i w końcu to chyba najbardziej kochana drużyna w Hiszpanii.” od razu mówię, nie byłem nigdy na Półwyspie Iberyjskim, ale słyszałem to i owo. Katalonia Hiszpanii nienawidzi i podobno ludzie tam mieszkający są postrzegani niczym warszawiacy w Polsce. ciężko mi jest uwierzyć w to, aby FC Barcelona była najbardziej kochanym klubem w Hiszpanii…
piszesz też o podróbkach. jakim cudem podróbki mogą przynosić dochód klubowi? jeżeli to nie są autoryzowane przez Manchester United produkty, to raczej dochód z nich nie trafia do kasy klubowej. chyba, że źle rozumuję :)
a co do Glazerów… staram się nie opowiadać za czy przeciw właścicielom MU. owszem, wykupienie przez nich klubu to nie była dobra wiadomość dla kibiców, ale czy jest naprawdę tak źle? poza podnoszeniem cen biletów, oczywiście… właściciel jak właściciel. jedno wiem na pewno, nikt nie pozwoli mu zniszczyć tak wspaniałego klubu, więc ja bym się raczej o to nie martwił ;)
Nilok ma rację. Kiedy miałam okazję być w Barcelonie oraz niedalekim Lloret de Mar, w którym mieszkałam – żaden tamtejszy nie mówił o sobie ‘Hiszpan’, a właśnie ‘Katalończyk’. Myślę, że to działa w dwie strony :)
A ja bym sobie taką doniczkę chętnie strzeliła. Jedyny problem to to, że nie mam zdolności do cierpliwego podlewania czegokolwiek :)
Mówisz 100.000 Ł miesięcznie… myślę, że z takimi obrotami to by zwineli interes :p a tak serio to myśle, że MU zarabia na pamiątkach grubo ponad 10 mln Ł rocznie, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko same koszulki, to już idziemy w miliony
Tłumacze*: fanów jest 80 mln na świecie, niech koszulke kupi co 1000( nie wierzę, że tak mało) kibic to sprzedamy ich przez 2 lata 800 tys.
1 koszulka = 60?, załóżmy, że nike bierze połowę z tej sumy – do MU trafia 50% z 60? x 800 tys. = 48 mln ? x 0,5 = 24 mln. Na jeden rok z samych koszulek wychodzi 12 mln ? = 8 mln Ł ;) + doniczki, kapcie, czapki i mamy grubo ponad 10 mln Ł.
Gdzieś czytałem, że MU z samych blietów dostaje za sezon ponad 100 mln Ł.
* to moje założenia, równie dobrze może kupować co 100 fan i równie dobrze nike może brać 90%, dlaczego? bo nam zaplacili za sponsoring 400 mln Ł za 5 lat.
? = euro, nie wiem czemu tak zamieniło ;)
** założenia jednak dla kupna co 100 koszulki
Suma 100000 funtów miesięcznie ze sprzedaży pamiątek jest moim zdaniem o wiele za niska.
Myślę że to są pieniądze rzędu 1-3 miliona funtów (na cały świat oczywiście)
żeby jeszcze dołożyć swoje 3 grosze do tego, co napisała Futbolowa… choćby taki przykład: konferencja prasowa Realu Madryt, wypowiada się Dudek. mówi, że będą walczyć o mistrza czy coś takiego i zamiast powiedzieć „campeones” (mistrzowie po hiszpańsku), powiedział „campions” (mistrzowie, ale po katalońsku). efekt? madrycka prasa ostro po nim „pojechała”, a część kibiców Realu i w ogóle mieszkańców Kastylii na pewno poczuła się urażona…