Nie przegap
Strona główna / Czy Nani jest piłkarzem?

Czy Nani jest piłkarzem?

Wydawać by się mogło, że nie powinno być wątpliwości, co do odpowiedzi jakiej należy udzielić na postawione w tytule pytanie. Regularnie grający w United Portugalczyk utrzymuje się z grania w piłkę (choć w reklamach występuje równie ochoczo) i nie raz, nie dwa razy zdobywał z tego tytułu nagrody.

» Oj Nani, Nani
» Nani: Chcę wyjść z cienia Ronaldo

A mimo wszystko czasami mam wrażenie, że grający u nas z numerem 17 wychowanek Sportingu Lizbona sprawdziłby się bardziej w innym zawodzie. Na przykład ogrodnika, bo przesadza. Wielokrotnie zapewniał, że pragnie stać się najlepszym piłkarzem i chce udowodnić, że dojrzał już do rywalizowania o to miano. Niejednokrotnie słyszeliśmy też, że po prostu jest najlepszy… we wszystkim i zawsze (raz chyba nawet wygrał turniej tenisa stołowego). Jednocześnie zapewnia, że nie ma żadnej obsesji, więc z pewnością ma sporo dystansu do tego tematu (albo po prostu bezwstydnie kłamie). Rozumiem zatem, że charakter Naniego może wielu kibicom nie odpowiadać, jednak wolę oceniać go przez pryzmat boiska.

„Cristiano Ronaldo nie sprawdza się w ofensywie, może zamiast opierać atak na nim, trzeba Nanim? To znaczy na Nanim”*

Piłkarsko Nani nie ma łatwo, ponieważ zawsze jest (zawsze był i zawsze będzie) w cieniu Ronaldo. Choć twierdzi, że nie chowa się za starszego kolegę jak nindża i ma własny styl, na murawie robi wszystko, aby zaprzeczyć własnym słowom i zachowuje się, jakby był wierną kopią Cristiano. Po pierwsze, też gra dla reprezentacji Portugalii (no, a przecież chyba mógłby dla Republiki Zielonego Przylądka). Po drugie, również nakłada żel na włosy, aby trudniej ich było odróżnić. A tak na poważnie, po trzecie, jest ofensywnie usposobionym skrzydłowym, rzadko wykazującym się w defensywie, który gra obiema nogami (choć to akurat nie jego wina), często ścina do środka, strzela z dystansu, pcha się do wykonywania stałych fragmentów gry, drybluje i stara się samemu przejść wszystkich stojących na jego drodze przeciwników. Jedyną znaczącą różnicą, jaką między nimi dostrzegam, jest to, że Ronaldo zdecydowanie z wiekiem dojrzał, zaczął grać bardziej zespołowo i wciąż uczy się na swoich błędach. No i gra na równym, wysokim poziomie, a nie przeplata wybitnych meczów tymi totalnie nieudanymi.

Od jakiegoś czasu Nani odkrywa przed nami swoją nową pasję do zawodu browarnika. Po tym jak znów przesadził, chcąc od Manchesteru tygodniówki na poziomie 130 tyś. funtów tygodniowo, zażądał równie niebagatelnych pieniędzy od Zenitu St. Petersburg. On jednak najwyraźniej ani myśli zmniejszać swoich wymagań finansowych i podpisywać nowego kontraktu, i koncentruje się na ważeniu sobie piwa. Właśnie świat obiega informacja o tym, że Portugalczyk uderzył grającego w rezerwach United Davide Petrucci’ego. O ile to prawda, to niezależnie od tego, czy Włoch sprowokował całą sytuacje, czy nie, Nani nie powinien rozpoczynać teraz kariery boksera. Wkrótce tego piwa może być za dużo i przygoda naszego skrzydłowego w Manchesterze dobiegnie końca. Kto wie, być może odejdzie do City, w sumie to by tam pasował.

Czy Ferguson potrzebuje bocznych pomocników?

Nani ma swoje wady, którymi są przede wszystkim mało zespołowa gra i częste nurkowanie (Luis nurkuje zawodowo), a i tak pozostaje bardzo dobrym i ważnym dla United zawodnikiem. Choć nie gra teraz na tym samym poziomie co w sezonie 2010/11, to choćby nie wiem, co się działo, jest teraz jednym z trzech naszych najlepszych skrzydłowych. Poza Youngiem i Valencią (oraz grającym coraz częściej na środku Giggsem) nie mamy obecnie nikogo, dla kogo byłaby to przecież nominalna pozycja. Możliwe, że SAF rezygnuje jednak z taktyki wykorzystującej boczne sektory boiska i chce, abyśmy biegali w ataku sześcioma pomocnikami niczym reprezentacja Hiszpanii.

Ostatnim piłkarzem Czerwonych Diabłów, który sprzeczał się na treningu z kolegą z drużyny był Ruud van Nistelrooy i wkrótce potem musiał odejść z klubu. Jeżeli do stycznia sytuacja Naniego nie ulegnie diametralnej zmianie (czyli m.in. nie ustabilizuje formy na wysokim poziomie), to nie wykluczone, że pożegnamy się z nim w najbliższym okienku transferowym. Dziś Nani przebywał na boisku 90 minut i nawet strzelił jedną bramkę, ale nie zaprezentował się też z nie wiadomo jak dobrej strony. Jeśli ma odzyskać zaufanie kibiców i otrzymać propozycję nowego kontraktu, to będzie musiał się bardziej postarać. W przeciwnym wypadku Ferguson może ponownie nie wahać się zgodzić się na transfer Portugalczyka i tylko ze względu na brak ewentualnego następny na horyzoncie, grozi nam widmo starowitego Giggsa, Rooneya, Welbecka a może nawet van Persiego na skrzydle…

* Jacek Gmoch podczas przerwy w meczu Niemcy – Portugalia na EURO 2012

Przewiń na górę strony