Podsumowanie 34. kolejki Premier League

Podsumowanie 34. kolejki Premier League
W 34. kolejce Premier League najciekawiej zapowiadał się mecz pomiędzy Manchesterem United a Evertonem. Czerwone Diabły potrzebowały trzech punktów, aby utrzymać przewagę nad rywalami do tytułu, a The Toffes wygrywając na Old Trafford, chcieli zbliżyć się do Liverpoolu, co dałoby im szansę minąć lokalnego rywala na finiszu rozgrywek. Zapraszam na podsumowanie tego pojedynku, jak i całej serii spotkań.

Manchester United zdołał pokonać Everton na własnym boisku, dzięki czemu do zapewnienia sobie mistrzowskiego tytułu podopiecznym Fergusona brakuje już tylko siedmiu punktów. Zwycięstwo nie przyszło jednak gospodarzom łatwo. The Toffes przez całe spotkanie prezentowali się świetnie w defensywie i długo wydawało się, że Czerwone Diabły nie zdołają złamać oporu rywali. Zwłaszcza w drugiej połowie gracze United zepchnęli gości do, momentami rozpaczliwej, defensywy, ale zarówno Distin jak i Jagielka świetnie czyścili pole karne, a gdy zdarzyło im się zawieść, na posterunku zawsze znajdował się Howard. W 84. minucie bramkarz Evertonu nie miał jednak nic do powiedzenia, gdy po świetnym dośrodkowaniu Valencii z prawego skrzydła najwyżej w szesnastce wyskoczył Hernandez i strzałem głową skierował piłkę do siatki. Popularny Chicharito po raz kolejny w tym sezonie przesądził o wygranej Manchesteru, a gol zdobyty przeciwko podopiecznym Moyesa może być kluczowy w perspektywie walki o mistrzostwo.

Z rywalizacji o końcowy triumf odpadł najprawdopodobniej Arsenal, który przegrał na wyjeździe z Boltonem i do United traci już dziewięć punktów. Na początku spotkania zarysowała się lekka przewaga Kanonierów, ale wraz z upływem czasu, gra zaczęła się wyrównywać, a coraz lepsze sytuacje zaczęli sobie stwarzać gospodarze. W 38. minucie udało im się wykorzystać jedną z nich. Z rzutu rożnego dośrodkował Lee, a strzał Cahilla z linii bramkowej zdołał wybić Nasri. Pierwszy do dobitki ruszył jednak Sturridge i bez problemów wpakował piłkę do bramki z najbliższej odległości. Szansę na szybką odpowiedź miał Fabregas, ale jego strzał z dystansu zatrzymał się na słupku. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu drugiej połowy Kłusaki mogły podwyższyć rezultat. Sędzia Mike Jones podjął dość kontrowersyjną decyzję, dyktując rzut karny za faul Djourou na Sturridge’u, ale jedenastki na bramkę nie potrafił zamienić Kevin Davies. Niewykorzystana okazja zemściła się natychmiastowo, już w 48. minucie po ładnej dwójkowej akcji Fabregasa z Van Persiem, precyzyjnym uderzeniem popisał się ten drugi, wyrównując stan spotkania. Podopieczni Wengera nie wykorzystali chwilowej dekoncentracji Boltonu i pozwolili gospodarzem wrócić do gry. Kłusaki wykorzystały to w doliczonym przez arbitra czasie. Mark Taylor precyzyjnie dośrodkował z rzutu rożnego, a rezerwowy Cohen pokonał Szczęsnego strzałem głową, ustalając wynik meczu na 2:1.

Potknięcie Kanonierów wykorzystała Chelsea i to właśnie The Blues są ostatnim realnym zagrożeniem dla Czerwonych Diabłów. Podopieczni Ancelottiego pokonali na Stamford Bridge West Ham, a ich strata do lidera tabeli wynosi sześć punktów. Derbowy pojedynek z broniącymi się przed spadkiem Młotami nie był jednak dla gospodarzy spacerkiem. Przez większą część pierwszej połowy Chelsea przeważała nad lokalnym rywalem, ale nie potrafiła pokonać świetnie spisującego się w bramce Greena. Po drugiej stronie równie dobrze prezentował się Cech, który pewnie powstrzymywał nieliczne, ale groźnie ataki West Hamu. W 44. minucie gospodarzom udało się w końcu strzelić pierwszą bramkę. Przebojowym rajdem lewym skrzydłem popisał się Ashley Cole, a jego precyzyjne podanie na trafienie zamienił Lampard. W drugiej odsłonie na przebieg gry duży wpływ miał obficie padający deszcz. Piłka często zatrzymywała się w kałużach, utrudniając płynne rozgrywania akcji, co powodowało dużą przypadkowość w grze obu drużyn. Przewaga The Blues wprawdzie wciąż się utrzymywała, ale Młoty miały szansę na wyrównanie wyniku meczu. Dwa razy w dogodnych sytuacjach zawiódł jednak Keane, co zemściło się tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Najpierw w 84. minucie gola, na którego czekali wszyscy kibice Chelsea, zdobył Fernando Torres. Hiszpan miał przy tym trochę szczęścia, bowiem prowadzona przez niego piłka zatrzymała się na mokrej murawie, co zmyliło obrońców i pozwoliło mu podkręconym strzałem pokonać Greena. Młoty dobił już w doliczonym czasie gry Malouda, który mocnym uderzeniem w górny róg nie dał szans angielskiemu bramkarzowi i zapewnił The Blues wysokie zwycięstwo.

Ważne trzy punkty zapisał na swoje konto Manchester City, który jest coraz bliżej zapewnienia sobie miejsca gwarantującego grę w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Podopieczni Manciniego po bardzo wyrównanym meczu zdołali pokonać Blackburn w najmniejszym możliwym rozmiarze. Przez większość spotkania przewagę posiadali The Citizens, a podopieczni Steve’a Keana zagrażali gościom głównie poprzez stałe fragmenty gry. Obrońcy Rovers spisywali się jednak świetnie i wydawało się, że oba zespoły będą musiały się zadowolić jednym punktem. O zwycięstwie City zadecydowała świetna decyzja Manciniego, który w 72. minucie wprowadził na boisko Edina Dżeko, a już kilka chwil później Bośniak wpisał się na listę strzelców, po mocnym uderzeniu w górny róg bramki strzeżonej przez Robinsona. Blackburn miało jeszcze szansę na wyrównanie stanu gry, ale Hart świetnie wybronił rzut wolny wykonany przez Olssona i wynik nie uległ już zmianie.

Niespodziewanie punkty na własnym stadionie stracił Tottenham, przez co zajęcie 4. miejsca w tabeli wydaje się coraz mniej realne. Mecz z West Bromwich zaczął się fatalnie dla podopiecznych Redknappa, bowiem już od 5. minuty musieli odrabiać straty. Vela świetnie wypatrzył wbiegającego w szesnastkę Odemwingie, ten poradził sobie z Assou-Ekotto i podkręconym strzałem w lewy róg nie dał szans Gomesowi. Kogutom udało się wyrównać tuż przed upływem pół godziny gry, gdy precyzyjnym uderzeniem z dystansu popisał się Pavlyuchenko, a Carsonowi zostało tylko wyciągniecie piłki z siatki. Gospodarze mogli wyjść na prowadzanie jeszcze w pierwszej połowie, ale zabrakło im skuteczności w wykańczaniu znakomitych okazji. Co nie udało się przed przerwą, powidło się w 67. minucie. Defoe minął pilnującego go obrońcę i potężnym uderzeniem w prawy róg pokonał Carsona. Pod opieką Roya Hodgsona West Bromwich jest jednak groźne dla każdego i tym razem przekonały się o tym Koguty. W końcówce spotkania piłkę tuż przed linią pola karnego przejął Cox i fenomenalnym strzałem w okienko zapewnił beniaminkowi niezwykle cenny punkt.

Wygrać udało się natomiast Liverpoolowi, który rozgromił na Anfield Birmingham. The Reds otworzyli wynik już 7. minucie. Potężny strzał Spearinga odbił przed siebie Foster, a do dobitki najszybciej zebrał się Maxi i pewnie pokonał bramkarza gości. Przed upływem drugiego kwadransa Liverpool podwyższył prowadzenie. W ogromnym zamieszaniu podbramkowym Foster obronił zarówno strzał Suareza jak i dobitkę Kuyta, ale przy kolejnym uderzeniu Holendra, nie miał już żadnych szans i musiał wyciągać piłkę z siatki. Po przerwie dominacja gospodarzy jeszcze się wzmocniła, a kolejne trafienia stały się tylko kwestią czasu. W 66. minucie Suarez uniknął pozycji spalonej, po czym dokładnym dośrodkowaniem obsłużył Maxiego, a ten bez problemów pokonał Doyle’a (Irlandczyk przed przerwą zastąpił kontuzjowanego Fostera). Chwilę później Argentyńczyk mógł się już cieszyć z hat-tricka. Jego strzał z dystansu rezerwowy golkiper Birmingham odbił przed siebie, a piłka po zamieszaniu w polu karnym trafiła ponownie pod nogi Rodrigueza, który spokojnie umieścił ją w pustej bramce. W 86. minucie podopiecznych McLeisha dobił Joe Cole, nie bez pomocy kiepsko spisującego się Doyle’a. Skrzydłowy The Reds oddał niezbyt silny strzał w krótki róg bramki Irlandczyka, ale ten nie zdołał zbić go za linię końcową i piłka po jego ręce wtoczyła się do siatki. Dzięki temu zwycięstwu Liverpool umocnił się na 6. miejscu w tabeli i wciąż ma szansę na awans do przyszłorocznej Ligi Europejskiej.

Po serii dziewięciu meczów bez zwycięstwa, Sunderland w końcu zainkasował trzy punkty. W pierwszej połowie z boiska wiało nudą, za to w drugiej odsłonie piłkarze urządzili sobie prawdziwy strzelecki festiwal. Wynik otworzył w 52. minucie Diame, potężnym uderzeniem z dystansu, nie dając żadnych szans na skuteczną interwencję Mignoletowi. Na odpowiedź Czarnych Kotów nie trzeba było długo czekać, chwile po golu Senegalczyka na listę strzelców wpisał się Gyan, który wyskoczył najwyżej do dośrodkowania Malbranque i strzałem głową pokonał Al-Habsiego. Gospodarze poszli za ciosem i w 66. minucie zdobyli kolejną bramkę. Dzięki świetnemu przyjęciu piłki Henderson wypracował sobie dobrą okazję w polu karnym i z bliska wpakował futbolówkę do siatki. Gdy do końca meczu pozostawało nieco ponad kwadrans, a Sessegnon wykorzystał jedenastkę podyktowaną za faul Alcaraza na nim samym, było już jasne, że tego spotkania Sunderland nie przegra. Chwilę po trafieniu reprezentanta Beninu gości dobił jeszcze Henderson, który pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z Al-Habsim. Wigan zdobyło wprawdzie jeszcze jedną bramkę, ale trafienie Di Santo nie miało już żadnego znaczenia dla końcowego wyniku spotkania. Ta porażka spowodowała ponowny spadek Wigan na 18. zagrożone relegacją miejsce w tabeli Premier League.

Punktami podzieliły się natomiast Aston Villa i Stoke. Od początku meczu zaznaczyła się wyraźna przewaga podopiecznych Pulisa, ale świetnie w bramce gospodarzy spisywał się Friedel, który nie dał się pokonać po groźnych uderzeniach Hutha i Jonesa. W 20. minucie musiał jednak skapitulować, a Stoke strzeliło bramkę w charakterystyczny dla siebie sposób. Daleki wrzut Delapa z autu trafił na głowę Jonesa, a ten świetnym uderzeniem umieścił piłkę pod poprzeczką. The Villans odpowiedzieli tuż przed przerwą za sprawą Darrena Benta. Anglik wykorzystał dokładne dośrodkowanie Walkera i strzałem głową pokonał Begovicia. W drugiej połowie kibice zgromadzenie na Villa Park zobaczyli dużo gorsze zawody, a wynik do końca spotkania nie uległ już zmianie.

Po jednym oczku zdobyli również piłkarze Blackpool i Newcastle, co pozwoliło Mandarynkom wydostać się ze strefy spadkowej. Mecz zaczął się jednak dużo lepiej dla Srok, które objęły prowadzenie w 17. minucie. Lovenkrands uderzył precyzyjnie sprzed pola karnego i Gilksowi zostało tylko wyjęcie piłki z siatki. Beniaminek odpowiedział chwilę po upływie drugiego kwadransa gry. Po raz kolejny w tym sezonie Adam dokładnie dośrodkował z rzutu rożnego, a gola głową, mimo rozpaczliwej interwencji Enrique, zdobył DJ Campbell. Po strzeleniu bramki Blackpool całkowicie zdominowało Newcastle, stwarzając sobie masę sytuacji, ale skuteczność nie była tego dnia ich mocną stroną. Najbardziej żałować swojej szansy powinien Adam, po jego uderzeniu ze skraju pola karnego piłka zatrzymał się bowiem na słupku. Trzy punkty zdobyte w tym meczu znaczenie ułatwiłyby Mandarynkom walkę o utrzymanie, a tak piłkarze beniaminka będą musieli drżeć o ligowy byt do ostatniej kolejki.

Remisem zakończyło się również spotkanie pomiędzy Wolverhampton a Fulham. Przez długi czas wszystko układało się jednak świetnie dla Wilków, którzy objęli prowadzenie w 22. minucie, po dośrodkowaniu Karla Henry’ego i precyzyjnym uderzeniu głową Fletchera. Z upływem czasu przewaga Fulham rosła coraz bardziej, ale dobrze spisywała się obrona gospodarzy i bramkarz Hennessey. Kluczowa dla losów meczu okazała się zmiana dokonana przez Marka Hughesa. Na boisku w 80. minucie wszedł Andy Johnson i już po kilkunastu sekundach mógł cieszyć się z trafienia. Anglik przejął piłkę podaną przez Zamorę i mocnym strzałem w środek bramki pokonał źle ustawionego Hennessey’a. Dla podopiecznych McCarthy’ego strata punktów w tym spotkaniu może mieć przykre konsekwencje, w postaci relegacji do Championship po zakończeniu sezonu.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Maxi Rodriguez
Argentyński piłkarz nie może zaliczyć przygody w Liverpoolu do udanych, ale sobotnie popołudnie będzie na pewno wspominać miło. Przeciwko Birmingham zagrał bardzo dobre zawody, a jego trzy gole mogą dać mu szansę na częstsze występy w pierwszym składzie The Reds.

Jedenastka kolejki:
Howard (Everton-2*) – Fabio (Man Utd-1), Jagielka (Everton-2), G. Cahill (Bolton-3), A. Cole (Chelsea-1) – Valencia (Man Utd-2), Henderson (Sunderland-2), D. Silva (Man City-3), Maxi Rodriguez (Liverpool-1) – Kuyt (Liverpool-2), Sturridge (Bolton-2)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (Brak ocen)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



13 komentarzy do “Podsumowanie 34. kolejki Premier League”

  1. Hubercik pisze:

    No co by nie mówić to dobra kolejka, Arsenal stał się rywalem drugim, a pierwszym znów Chelsea. Torres w końcu trafił. No i w końcu przełamał się Sunderland, szkoda, że kosztem Wigan. Mam nadzieję, że The Latics się utrzymają w lidzę. Bardzo tego bym chciał.

    • keano89 pisze:

      Też liczę na utrzymanie Wigan, podoba mi się sposób w jaki prowadzi ich Martinez, jego drużyna zawsze stara się grac ofensywnie i często wychodzi im to naprawdę dobrze. Przy okazji The Latics wypromowali już kilka naprawdę niezłych talentów (Valencia, Palacios), a niejednemu zawodnikowi pomogli również odbudować dobrą formę (Heskey, Bramble). Mam więc nadzieję, że w przyszłym sezonie nadal będziemy oglądać Wigan w Premier League.

      • YanPL pisze:

        Biorąc pod uwagę, że z nimi wygrywamy każdy mecz już od bardzo, bardzo dawna, gdyby się utrzymali w lidze, byłoby to pewne 6 punktów w przyszłym sezonie :]. Nie mówiąc o tym, że jak wygrywamy z nimi 4:0 czy 5:0 to i bilans bramek podbijany jest, a może on być decydujący.

    • Hubercik pisze:

      Pozatym potrafią urwać punkty choćby Chelsea, czy Kogutom *chociaż dostać dużo tez od nich lubia* a z United zawsze przegrywają. Dostarczyciel 6 pkt na sezon musi zostać w PL.

      Mi ich styl podobał się jeszcze za Jewella. I mocno im kibicuje

  2. adipete pisze:

    Jak dla mnie Sessegnon to powinien byc pilkarzem kolejki. Gral fantastycznie, wychodzilo mu praktycznie wszystko, dziwie sie ze nie znalazlo mu sie miejsce nawet w 11, najlepiej za Kuyta badz Valencie.

    • keano89 pisze:

      Co do Valencii absolutnie się nie zgodzę, Ekwadorczyk robił co chciał z jednym z najlepszych lewych obrońców tego sezonu, Bainesem i już za to należy się mu nominacja do 11 (nie mówiąc o ładnej asyście przy trafieniu Chicharito). Kuyt tez zaprezentował się bardzo dobrze przeciwko Birmingham, przez cały mecz będąc głównym motorem napędowym akcji Liverpoolu i zapisując na swoje konto bramkę.

      Sessegnon na pewno wyróżnił się w spotkaniu z Wigan, ale moim zadaniem lepiej od Hendersona czy Silvy nie zagrał i stąd jego brak w jedenastce kolejki.

  3. adam pisze:

    Taka prośba. Nie piszcie nic o wczorajszym meczu, ani w ogóle o Barcelonie, co?

    • sayper pisze:

      Dlaczego? Z chęcią bym przeczytał coś prześmiewczego o „derbach Europy” W tym meczu tyle się działo że można spokojnie napisać kilka tekstów, chociażbym o perfidnym wymuszaniu kartek przez Mascherano, Pedro i Busquetsa. I potem sie dziwić że piszą – real gra antyfutbol. Idziesz sobie a tu nagle ktoś w ciebie wbiega. Łapie się z twarz, turla się po ziemi 13 razy a potem z zapłakana twarzą wstaje i trzyma się za szczękę chociaż nikt go tam nie dotykał. To jest pie*dolone chamstwo i powinni za to zawieszać. Konsekwencje? 0- zero.

      Sergio po faulu który spokojnie mógł się zakończyć wielomiesięczną absencją Xabiego nie dostał kartki. Nawet żółtej. Trafił go wyprostowaną nogą pod samo kolano. konsekwencje? 0 – zero.
      Natomiast Pepe dostał czerwoną ze próbę niebezpiecznego zagrania. Za próbę! On nawet Alvesa nie dotknął, trafił piłkę. Konsekwencje? Każdy wie, odpadnięcie z ligi mistrzów.

      Więc pytam jeszcze raz, dlaczego nie mamy o tym pisać?

      • Hubercik pisze:

        Hmm, choćby z racji tego, że póki co to nie jest nasz problem. To problem Hiszpański. To oni powinni to wytykać, z resztą Mourinho i tak zrobi swoje.

        A na tekst o nich przyjdzie czas w maju. Z resztą w kwietniu już był tekst jeden i w zupełności wystarczy.

        Z resztą naczytać możesz się na mnóstwie innych stron gdzie i komentarzy jest całkiem mnóstwo i całkiem sensownych.

      • sayper pisze:

        Chyba popadamy w paranoje jeżeli każdy tekst o lidze mistrzów ma być traktowany jako kolejny pojazd na Barcelonę.
        Można napisać chociażby o wypowiedziach Mourinho który powoli zamienia się w całkiem sporego hipokrytę. To tylko jeden z tematów.

        Chyba że nie wolno nic pisać dopóki Barca gra w CL…

    • sayper pisze:

      PS. Opisany faul Sergio miał miejsce w pucharze króla. Napiszecie że to przecież inny sędzia, ale zasady są te same prawda? Czy nie za bardzo?

    • Queiroz pisze:

      Kurde, wlasnie wyslalem swoj tekst :) nie rozumiem dlaczego mielibysmy nie dyskutowac o polfinale LM, w koncu to dotyczy nas bezposrednio- bez wzgledu na to czy gra tam Barca czy nie. Akurat Sayper ma tu 100% racji

    • Hubercik pisze:

      Tekst o Barcelonie = masa fanów = masa bezmyślnych komentarzy = spam = szkoda się produkować na odpowiedzi, które nic nie dadzą = szkoda nerwów…

      Może podchodze tak do tego, bo ja już i tak sobie pocisnąłem…

      Pozatym znów będą narzekania, że mamy kompleks itd itp
      jest to mocno irytujące, i nie mamy popadać w paranoje, dobrze wiecie jaki mam do tego stosunek

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..