Anderson – pomocnik ofensywny czy defensywny?

Miał być bramkostrzelny, ofensywny Brazylijczyk, który swoimi pomysłami rozegrania akcji będzie zachwycał całą Europę, który będzie następcą Paula Scholesa – w gruncie rzeczy Czerwone Diabły zyskały dynamicznego, solidnego w obronie pomocnika, który w każdy mecz z diabełkiem na piersi wkłada całe swoje serce.
Anderson – bo o nim mowa – do drużyny „Czerwonych Diabłów” trafił z FC Porto za łączną kwotę 17 milionów funtów, w 2007 roku. 21-latek przedstawiany był światu, jako „drugi Ronaldinho”, Jednakże właśnie dobieg końca jego drugi sezon na Old Trafford, a wiecznie uśmiechnięty Brazylijczyk nie zdołał zdobyć jeszcze swojego debiutanckiego gola dla United.
Dla porównania spójrzmy na statystyki Naniego, który do deszczowej Anglii przybył w tym samym czasie, co Anderson. Mimo, że w odczuciu fanów United, Portugalczyk miniony sezon po prostu zawalił, dokonania 22-latka są znacznie okazalsze. Póki co skrzydłowy urodzony w Republice Zielonego Przylądka na Old Trafford rozegrał 71 meczów, w których zdobył 10 bramek.
Oczywiście przez te dwa lata Anderson miał swoje szanse na uradowanie siebie oraz wszystkich fanów. Jednak albo uderzenie było zbyt lekkie i bramkarz nie miał z nim problemów (np. spotkanie z Portsmouth), albo były zawodnik FC Porto wolał podać do lepiej ustawionego kolegi (spotkanie Carling Cup, z Blackburn), bądź też piłka lądowała w trybunach (przykładów jest sporo ;)).
Zaraz, zaraz… przecież piłka po strzałach Andersona już miała okazję lądować w bramce i wcale nie miało to miejsca na treningu. Póki co, jeśli chodzi o rzuty karne Brazylijczyk ma 100% skuteczność. 21-latek trzykrotnie miał okazję uderzać futbolówkę z linii 11 metrów, a miało to miejsce w seriach rzutów karnych – raz podczas finału Champions League w Moskwie, przeciwko Chelsea, przy okazji finałowego spotkania Carling Cup, z Tottenhamem oraz w półfinale FA Cup z Evertonem.
Jednak w tym miejscu warto powiedzieć, że wychowanek Gremio Porto Alegre nigdy nie należał do bramkostrzelnych zawodników. W brazylijskim klubie zdołał strzelić jedną bramkę, zaś w portugalskim FC Porto dwa razy wpisywał się na listę strzelców. Pierwszy sezon w Anglii nie był dla niego udany – nie było goli, nie było zbyt wielu asyst, fani byli zawiedzeni.
Moim skromnym zdaniem drugi sezon był już lepszy. Owszem, nadal nie ujrzeliśmy bramki w wykonaniu Andersona, lecz zauważyć można było, że Brazylijczyk potencjał ma ogromny. Podczas gry niesamowicie „szybki umysł”, dzięki czemu potrafi „błysnąć” nie konwencjonalnym zagraniem.
Niewykluczone, że to właśnie przyszły sezon okaże się dla niego przełomowy. I nie mówię tu tylko wyłącznie o strzeleniu debiutanckiej bramki, a wierzę że Brazylijczyk może się okazać wiodącą postacią w środku pola. Jednak jak zawsze wszystko zweryfikuje boisko…
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:


(8 głosów, średnia: 3,63 na 5)







„jeśli chodzi o rzuty karne Brazylijczyk ma 100% skuteczność. 21-latek dwukrotnie miał okazję uderzać futbolówkę z linii 11 metrów” – drobny błąd, rzuty karne strzelał 3-krotnie, tym trzecim spotkaniem był półfinał FA Cup z Evertonem. ;)
Oczywiście, przepraszam w imieniu kolegi – małe niedopatrzenie :). Błąd już został poprawiony.
Na zdjęciu jest konferencja prasowa LM:
- „Anderson, kiedy strzelisz gola?”
- „Nie wiem, chyba nigdy”
Brakuje mu pewności siebie, pierwsza strzelona bramka pozwoliłaby mu się odblokować. Po odejściu Ronaldo niektórzy muszą się wziąć za strzelanie bramek, ja nie piszę żeby A8 zaczął strzelać bramki seriami, ale jakby raz w miesiącu strzelił to na pewno byłoby dobrze.
Ej, ja myślę że sobie żartował.
Wychodzi na to, że kupiliśmy nie „drugiego Ronaldinho”, tylko „drugiego Fletchera” :) Wcale nie mówię tego z przekąsem, w złośliwym tonie, bo Fletchera zawsze ceniłem i cenię. Dlatego zawodnik o podobnej charakterystyce nie musi być złą inwestycją. Anderson ma walory potrzebne do gry w Premier League i co raczej nieczęste, potrafił bardzo szybko do tego stylu gry się przystosować.
Natomiast szkoda trochę, że Andi nie prezentuje – przynajmniej jak dotąd – walorów klasycznego rozgrywającego, bo przydałby się ktoś, kto mógłby zastąpić Scholesa. Carricka, który ma po temu predyspozycje, Ferguson zrobił raczej defensywnym pomocnikiem. Fletcher, Hargreaves i Anderson też odgrywają tę rolę. No i zostaje starogwardzista Giggs, który siłą rzeczy będzie występował coraz rzadziej.
Zobaczymy – może w momencie, gdy Scholes i Giggs nie będą już zdolni do regularnej gry na najwyższym poziomie, Ferguson pokusi się o przesunięcie Andiego lub Carricka bardziej do przodu. Wtedy przekonamy się, czy młokos z warkoczami potrafi być równie zabójczym podającym, co skutecznym destruktorem. Bo zapału do biegania za rywalami naprawdę mu nie brakuje. Zostają tylko te jego nieszczęsne strzały, nad którymi ewidentnie powinien popracować :) Bo mordowanie ludzi ze środkowych rzędów trybun zaczyna być irytujące :P
Ferguson pokusi się o przesunięcie Andiego lub Carricka bardziej do przodu.
Aha, tylko po co ? Andi i Carrick niech grają tak jak najlepiej potrafią na swojej optymalnej pozycji (chyba, że się okaże, iż w przodzie potrafią zdziałać więcej – proszę bardzo), a o ofensywnego pomocnika nie ma się co martwić. Ferguson szuka kogoś takiego – czyt. Adem Ljajic.
Mam nadzieję, że Anderson się przełamie w nadchodzącym sezonie. Uważam jednak, że jego rola jest znacznie inna – Anderson jest ustawiany na boisku nie po to, by zdobywać gole. On musi rozgrywać akcje, podawać do kolegów. Mnóstwo jest przykładów kiedy wywiązywał się z tej roli niesamowicie – wspomniane spotkanie z Blackburn czy zagranie do Berby w meczu z West Hamem. Jak dla mnie Anderson może się nadal rozwijać i nie zdobywać goli. Choć kilka trafień też by pasowało mieć :P
Jak na mój gust tych przykładów jest niestety nie aż tak wiele. Ponownie podkreślam: nie krytykuję Andersona po całości, bo uważam, że chłopak ma potencjał i może być z niego duży pożytek. Ale mam wrażenie, że to jego „rozgrywanie” jest jakieś takie… połowiczne. Niby stara się być pod grą, niby często go widać, a jednak nie rozdziela piłek w sposób, który rozrywałby obronę rywala, nie notuje zbyt wielu asyst, nie prezentuje zabójczego prostopadłego podania. Ma duży wkład w konstruowanie ataków, ale ten jego wkład nie przekłada się odpowiednio często na sytuacje bramkowe. Wykonuje sporo podań, ale wiele z nich to krótka gra na zamkniętym przez rywala obszarze albo zagrania w poprzek boiska gdy przeciwnik już ustawi swoje linie.
Myślę, że to w jakiejś mierze kwestia doświadczenia, dlatego mam nadzieję, że treningi ze starymi wyjadaczami typu Scholes i Giggs przyniosą po pewnym czasie efekty, i to się zmieni. Póki co wydaje mi się, że Andi jest po prostu kolejnym człowiekiem od ryglowania środka – solidnym, pożytecznym, w którego można dalej inwestować.
Masz trochę racji w tym, co napisałeś. Anderson nie rozgrywa tak jak Scholes czy Giggs (mam na myśli ten sezon). Brakuje mu tego czegoś, instynktu takiego. Ale do nadrobienia to jest, bo Anderson się rozwinął od czasu przyjścia na OT i mam nadzieję, że nie zaprzestanie :)
Nie wierzę, żeby w kwestii rozegrania mógł się rozwinąć na tyle, aby kiedyś próbować pełnić podobną rolę do Paula Scholes’a. Nie ten typ piłkarza. Z takim instynktem trzeba się urodzić, raczej tak łatwo się nie da tego nauczyć. W meczach, które przytoczyłeś faktycznie należał do najaktywniejszych, można powiedzieć, że sam chciał grać za całą drużynę, ale to jeszcze nie miało nic wspólnego z odpowiedzialnym prowadzeniem gry.
Ogólnie to Ferguson chyba sam nie wie jak obecnie wykorzystać Brazylijczyka. Zdarzają mu się super mecze jako defensywny pomocnik, ale częściej jego gra jest nijaka. W środku pola ustępuje Carrickowi, Giggsowi, Fletcherowi, Scholesowi, Hargreavesowi. Jest dopiero szósty w hierarchii. Dużo pracy przed nim.
To jest być może magia słynnego sezonu nr 2 :) Obaj, i Nani i Anderson, w pierwszym sezonie prezentowali się na pewno lepiej niż w drugim. Portugalczyk grał częściej w pierwszym składzie, Brazylijczyk miewał znakomite mecze, jak właśnie te z Liverpoolem i Arsenalem. Teraz było gorzej, zwłaszcza jeśli chodzi o „17″, ale po odejściu Krystyny, być może obaj zaczną grać na miarę talentu. Bo o tym, że obaj potencjał mają całkiem duży, przekonywać nikogo nie trzeba.
Ten dziwny brak skuteczności Predatora jest już naprawdę bardzo irytujący. 2 sezony – 0 goli. Nie mówię, pół biedy, gdyby był obrońcą, ale środkowy pomocnik, i to występujący dość regularnie powinien już coś ustrzelić, zwłaszcza że ma ku temu liczne okazje. Cóż, do trzech razy sztuka :))
Po części zgadzam się z oboma Waszymi opiniami. Z jednej strony, po Andim widać robione postępy. Dlaczego więc nie miałby się nadal rozwijać? Z drugiej natomiast, umiejętność odpowiedniego rozprowadzania piłki jest specyficzna i dobre „widzenie” na boisku trudno jest wypracować. No ale zobaczymy, może jednak mu się uda. W końcu na co dzień trenuje z paroma facetami, którzy wiedzą o co w tym chodzi.
A z syndromem drugiego sezonu to ciekawa sprawa :) Po Andersonie mniej to było widać, on i tak w miarę często grał. Ale Nani ewidentnie zaliczył „sophmore slump” i teraz dostaje ogromny prezent w postaci odejścia Ronaldo. Pytanie, czy dane mu będzie z niego skorzystać, czy Fergie znów zamknie mu drzwi przed nosem kupując jakieś duże nazwisko na skrzydło.
Anderson – „drugi Ronaldinho” po tym jak zobaczylem co zrobil w swoim pierwszym sewzonie w United z Gerardem w meczu z LFC i Fabregasem w meczu a Arsenalem to zmienmy mu ksywke na:
„drugi Makalele”
Docenil go nawet Gerard bo pamietam ze po tym meczu powiedzial w wywiadzie ze „nie chce juz przeciw niemu grac” :D
Dokładnie. W dodatku tak jak Makelele nie strzela dużo goli ;)
Z taką grą jak teraz nie musi strzelać bramek, wystarczy, że stwarza okazję innym. :) Pamięta ktoś jak dekocentrował Almunię przed wykonaniem wolnego przez Owena? (Po którym zresztą padła bramka :D)
Wówczas na bramce stał Lehmann :)
Proszę się przyjrzeć: http://www.youtube.com/watch?v=pp1HDz13rfI :)
Wiedziałem, że trzeba było napisać „bramkarza Arsenalu” :)
Gadanie :P. Jak już tak drugujemy, to dla mnie pod każdym względem (może oprócz bramek) Anderson jest drugim Edgarem Davidsem.