Nie przegap
Strona główna / Manchester United / 5 Wniosków po meczu z Reading

5 Wniosków po meczu z Reading

Miało być lekko, łatwo i przyjemnie; był gniew, frustracja i obgryzione paznokcie. Tak w skrócie można opisać przebieg wczorajszego spotkania w ramach 15 kolejki Premier League pomiędzy Manchesterem United a Reading. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że w Anglii nikt nie może być pewny swego i nie istnieje takie pojęcie jak „łatwy mecz”. Kibice zgromadzeni na Madejski Stadium byli świadkami emocjonującego widowiska, w którym goście pokonali piłkarzy The Royals 4:3. Pomimo ważnego zwycięstwa, postawa ekipy sir Alexa Fergusona pozostawiała wiele do życzenia… Deja vu?

No to, w której minucie panowie?

To, co irytuje mnie najbardziej, to nastawienie, z jakim piłkarze Manchesteru wybiegają na boisko. Co wśród naszych graczy przykuwa tak wielką uwagę, że jedyną osobą skupioną na grze jest arbiter, który, jak powszechnie wiadomo, jest 12. zawodnikiem United? Efekt? Po raz kolejny straciliśmy bramkę jako pierwsi, co w obecnej kampanii staje się już zwyczajem, nie wypadkiem przy pracy. Jaki jest powód tak fatalnej passy? Brak koncentracji? Może wewnętrzny konflikt? Problem z motywacją, a może to tylko czysty przypadek? Ciężko to stwierdzić, ale faktem jest, że Diabły nie potrafią wejść w mecz tak, jak przystało na kandydata do mistrzostwa. Brakuje w naszym zespole postaci, która związałaby tę drużynę do kupy, prawdziwego lidera, mentora, kogoś pokroju Roya Keane’a, który krzyknie, poklepie po ramieniu i powie „Panowie, wychodzimy i wygrywamy”. Manchester nie potrafi wybiec i przestraszyć rywala, od razu narzucając swoje tempo gry i dyktując warunki. Brakuje żądzy zwycięstwa, zaangażowania i woli walki. Dlatego po ciągłych błędach i brakach, o których wspomniałem, tracimy gole, które zmuszają nas do bezsensownego odrabiania strat. Cieszy mnie fakt, że udaje się zwyciężać, bo chyba tylko to odciąga ode mnie myśl o kryzysie, ale w końcu „przyjdzie kryska na Matyska” i polegniemy. I nie będzie to pierwszy raz…

Panowie, czy to jest grzybobranie do cholery?

Prosto z mostu. Formacja defensywna, którą miałem „zaszczyt” obserwować, doprowadzała mnie do szewskiej pasji. W pierwszym akapicie wspomniałem o braku lidera. W defensywie było to nad wyraz widoczne. Postanowiłem, że będę robił notatki w czasie meczu, aby później łatwiej było mi zebrać myśli i sformułować wnioski. Po 30 minutach gry, odwróciłem stronę i napisałem „DRAMAT”. I to słowo chyba najlepiej oddaje postawę obrońców. Było chaotycznie, niekonsekwentnie, niepewnie. Brakowało dyrygenta, który odpowiednio rozplanuje grę, ustawi swoich muzyków (ach, jak metaforycznie) i zadba o poprawność instrumentów. Patrząc na nazwiska, powinniśmy być pewni spokojnej i pewnej symfonii Mozarta, tymczasem byliśmy świadkami nieudolnego dudnienia i brzdękania w niewiadomym celu. Jeśli już trzymamy się muzycznych metafor, jeżeli naszą postawę mam porównać do wybitnego dzieła, to marsz pogrzebowy wpasuje się w sam raz. Zawinił absolutnie każdy – agresywny Rafael, którego zmiana była w mojej opinii strzałem w 10, niepewny Evans, który częściej krył Evrę niż rywali, tak jakby bał się bardziej o zdrowie Francuza, niż wynik spotkania, Rio Ferdinand (zaraz, on w ogóle był na boisku, czy redagował kolejny numer swojego magazynu?). Patrice był chyba najpewniejszy ze wszystkich, jako jedyny dał cokolwiek w ofensywie, ale na lewej stronie chciał chyba wczuć się w rolę Świętego Mikołaja niż porządnego defensora, bo rozdawał prezenty, jakby już ćwiczył przed Świętami Bożego Narodzenia. Czas na rewolucję, nie wiem, co wpłynie na zawodników, ale sir Alex powinien zrobić wszystko, żeby sytuacja wróciła do normy. Cięcia tygodniówek? To nie jest przypadek, to postawa defensywy United w tym sezonie – doprowadza do szału…

Dwa bieguny

Anderson i Fletcher. Brazylijczyk odnalazł swoją formę, gra kreatywnie, odpowiedzialnie. Jest w tej chwili naszym najlepszym pomocnikiem. Zasługuje na grę w pierwszym składzie, bo jako jedyny jest zarówno efektowny, jak i … efektywny. Problem w tym, że po wczorajszej kontuzji rozbrat z futbolem potrwa kilka tygodni. A jak nie Ando, to kto?
Darren zasługuje na wielkie słowa uznania, bo niewielu piłkarzy przeżyło taką tragedię jak Szkot, ale pomimo sentymentów, nie jest on piłkarzem zdolnym do gry w pierwszym składzie. Bezproduktywny, wciąż bardzo niepewny, częściej możemy zauważyć słabe podanie, albo głupi błąd, niż dobre rozegranie, z którego powinniśmy go rozliczać. Bardzo lubię Fletchera, ale jest to zawodnik odpowiedni na końcówki spotkania, nie gracz odpowiedzialny za środek pola.

No nie wytrzymam kurde, trzymajcie mnie!

Wczoraj, zupełnie przez przypadek oglądałem pomeczowe MUTV. Zadzwonił tam pewien starszy facet, który w mojej opinii już jest fenomenem. Wiecie, w takich programach zwykle pozwala się widzom zadzwonić, żeby pokazać, że stacja liczy się ze zdaniem odbiorców, ale zwykle wygląda to mniej więcej tak: „zadzwoń, powiedz byle szybko, rozłącz się”. Mężczyzna zadzwonił, zamiast kilkudziesięciu sekund, przemawiał ponad 5 minut. Mówił o Lindegaardzie i De Gei, a możecie mi wierzyć, nigdy nie widziałem tak skupionych ekspertów w studio. Powiedział, że idiotyzmem jest fakt, że wydajemy prawie 20 milionów na znakomitego bramkarza, po to, aby siedział na ławce rezerwowych. Święta racja! Lindegaard jest dużo słabszy, nie pamiętam żadnej wspaniałej interwencji, a takich de Gea miał sporo. Hiszpan ma zadatki na karierę podobną do swojego rodaka – Ikera Casillasa, a jego rozwój hamuje głupia rotacja. Po co ona potrzebna? Nie daje nam nic, działa destrukcyjnie na obu bramkarzy, a nie oszukujmy się, Anders nie umywa się do Davida, o czym wczoraj dobitnie się przekonaliśmy. Jeżeli David grając bardzo dobrze, ląduje na ławkę po jednym błędzie, to sir Alex powinien natychmiast posadzić Duńczyka do rezerwy. I to na długo! David de Gea to absolutny numer jeden, co wielokrotnie udowadniał. Ale nie, rotacja mu pomoże… W końcu jak posiedzi parę spotkań na ławce, to zdobędzie doświadczenie… Logiczne, prawda?

Mamy kryzys, kryzys!

Niestety, pomimo tego, że jesteśmy na szczycie tabeli, uważam, że gramy fatalnie. I tak, nie boję się tego sformułowania – Manchester United jest w głębokim kryzysie. Szwankuje defensywa – która ma wiele wspólnego z polskim narodem – jest niezwykle gościnna. Pomoc, to w moim mniemaniu absolutny żart. Shinji Kagawa (pamiętacie jeszcze, że gra w United?) rozegrał kilka dobrych zawodów, ale później nasz samuraj częściej walczył o faule, niż o piłkę. Scholes wieczny nie jest, a ciągle obserwuję, że to od niego ma zależeć większość tego sezonu. Skrzydła…. Boże, ratuj. Nie mamy porządnego skrzydłowego w tym sezonie, ani jednego. Zastanawiam się co wygląda bardziej komicznie: skrzydła, czy gra diamentem? Brakuje formy, brakuje „mentalności zwycięzców”, brakuje zaangażowania. Świetnie, że jesteśmy na szczycie, ale ja od Diabłów oczekuje pięknej gry. Nie sztuką jest wygrać, sztuka zrobić to w pięknym stylu. A wczorajszy mecz idealnie odzwierciedla moje słowa. Kryzys pełną gębą, zamaskowany przez świetną ofensywę i słabe wyniki rywali.

Celowo pomijam kwestię prawidłowej bramki Robina van Persiego, bo nie jest to najważniejszy wniosek po meczu. United ma wielki problem, bo szwankuje prawie wszystko, a nie tego oczekujemy od naszego zespołu. Za tydzień gramy z Manchesterem City, można odskoczyć na 6 punktów, ale to bardzo odległa wizja. City będzie wymagające jak nigdy, a patrząc na postawę defensywy i pomocy, pamiętne 6:1 wcale nie jest takie abstrakcyjne. Trzeba pokonać kryzys, usprawnić grę. Pozycja w tabeli cieszy, obraz gry załamuje…


Najlepszy piłkarz Manchesteru w meczu z Reading to

Pokaż wyniki

Loading ... Loading ...

Przewiń na górę strony