Nie przegap
Strona główna / Capital One Cup / Co nam dała głupia strata Naniego?

Co nam dała głupia strata Naniego?

Przegraliśmy wygrany mecz, w dodatku z Chelsea. To wystarczający powód, by pogrążyć się w smutku. W takich momentach irytujące może być szukanie dobrych stron porażki i powtarzanie zaklęć od „nie ma tego złego” przez „nie wszystko można wygrać” po „always look at the bright side of life”. Rzeczone zachowanie wywołuje niemal zawsze reakcję przeciwną do zamierzonej. Jednak z definicji istnieje zbiór zdarzeń ZAWSZE\ZAZWYCZAJ, dla którego elementów dobre strony rozwoju wypadków aż biją po oczach.

Spotkania z Chelsea nie przegraliśmy wbrew pozorom w momencie faulu Scotta Woottona na Ramiresie w 94. minucie spotkania. Stało się tak, gdyż kilkadziesiąt sekund wcześniej Nani – strzelec ładnego gola na 2:3 (i przy tym, przez litość dla niego, pozostańmy) – zamiast uszanować fakt posiadania piłki i zrobić cokolwiek mądrego, co ogarnięty zawodnik na tym poziomie w takiej chwili by uczynił, postanowił wbiec na pałę w trzech gospodarzy i stracić futbolówkę. Z kolei młody Anglik popełnił większy błąd polegający na nieupilnowaniu Ramiresa niźli na samym faulu, wżdy zawodnik Chelsea najpewniej wpakowałby piłkę do siatki, gdyby nie taran Scotta.

Załóżmy na chwilę, że dzięki normalnej grze na zabicie pozostałego do końcowego gwizdka czasu United w ciągu czterech dni dwa razy zdobyli Stamford Bridge. Piękna rzecz! Chodzimy jak w skowronkach, śmiejemy się w twarz fanom niebieskich, szukamy spalonego w goli Groszka na 2:1, wychwalamy młodych stoperów i jedziemy po Fergu, który w trakcie kataklizmów do gry w defensywie desygnował Michaela Carricka.

Wracamy do rzeczywistości i notujemy spostrzeżenia. Wootton i Keane to fajne chłopaki, będą z nich ludzie, lecz na dzień dzisiejszy od Evansa czy Smallinga dzieli ich z grubsza tyle, co Liverpool od fotela lidera. W nerwowych sytuacjach na tym poziomie jeszcze nie wytrzymują i to któryś nie upilnuje Cahilla, to zrobi karnego już po doliczonym czasie gry, to przeceni umięśnienie własnej szyi i postanowi główkować do bramkarza przez niemal 30 metrów. Może jednak Carrick na stoperze to, nie przesądzając o słuszności takiego wyboru, nie jest skończony absurd? Może doświadczony CM mimo braku predyspozycji do nawet chwilowego przemianowania na CB to wciąż ograny gość, co z wielu pieców pieczywa kosztował, i w newralgicznym momencie się nie spali?

Ale nie nasze odczucia są tu najważniejsze. Spójrzmy na sytuację z punktu widzenia młodych nadziei czerwonej części Manchesteru. Po zejściu z boiska obaj stoperzy zapewne kipieli z wściekłości (ja bym kipiał w każdym razie), a szatnia na Stamford Bridge powinna wymagać użycia szpachli po wirujących korkach kończących swój krótki, acz dynamiczny lot w ścianie. Michał ze Scottem wiedzą, że i co spieprzyli do tego stopnia, iż nawet bardziej na miejscu będzie poklepanie przez trenera po plecach zamiast standardowej suszarki. Właśnie przeszli przez chrzest bojowy, który może bardzo zaprocentować w dalszym rozwoju chłopaków. Gdyby pół godziny wcześniej wszystko skończyło się wesołym oberkiem, żadne słowa Ferga na temat niedoskonałości nie wywarłyby tak znamiennego wpływu na młode umysły Diabełków. „W końcu wygraliśmy, Hazard nam niestraszny, w gazetach biją brawo, więc o co chodzi?” Przy najszczerszych chęciach zainteresowanych, podświadomość swoje robi…

Pewnie przesadziłem i obaj panowie są materiałami na profesjonalistów z prawdziwego zdarzenia. Nie śledzę, niestety, poczynań rezerw, toteż nie znam ich psychiki. Z góry przepraszam również za nadchodzące porównanie, lecz kto wie, czy Morrisonowi lub Pogbie nie brakło w pewnym momencie sprowadzenia na ziemię za pomocą zdarzeń, a nie tylko słów?

Przewiń na górę strony