Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Inne realia, reakcja ta sama – David de Gea na ławie

Inne realia, reakcja ta sama – David de Gea na ławie

Jeszcze liga nie nabrała rumieńców, jeszcze piłkarze Manchesteru nie rozpoczęli walki w pucharach, a już zaliczyliśmy małe deja vu. Tak, jak większości sytuacji z poprzedniego sezonu, obrazu zmieniającej się obsady bramki w wyjściowych składach mało który kibic chciałby doświadczać ponownie – jednak sir Alex w kwestiach kadrowych ma za nic opinie fanów i raz obranej taktyki nie zmienia.

» Jak dwóch bramkarzy łopatami machało
» Mówiłem, by postawić na Lindegaarda

Gdy dziewięć miesięcy temu nieporadność Davida de Gei coraz bardziej dawała się we znaki, byłem pierwszym do przyklaśnięcia sir Alexowi w przypadku posadzenia Hiszpana na ławkę rezerwowych. United na tym etapie sezonu nie mogli sobie pozwolić na kolejne głupio stracone punkty, więc postawienie na dobrze dysponowanego Andersa Lindegaarda było dla wielu całkowicie zrozumiałe. Los chciał, iż jakiś czas później Duńczyk (jakżeby w United miało być inaczej) złapał kontuzję, co na powrót otworzyło drogę do bramki Davidowi. Od tego czasu młody golkiper z obowiązków wywiązywał się bez zarzutów, dokładając do wyrobionej normy wiele perełek – w tym obronę rzutu wolnego w końcówce meczu z Chelsea.

Jasne stało się, że w zimowych miesiącach przełomu lat 2011 i 2012 madrytczyk z urodzenia potrzebował ogarnięcia się, aklimatyzacji w angielskiej piłce, ale również, bez czego nie byłoby rychłego sukcesu, uświadomienia, iż spore pieniądze nań wydane w żadnym wypadku nie kupią mu miejsca w składzie. Jesienią roku bieżącego sytuacja wygląda zgoła inaczej – co z tego, skoro Fergie najwyraźniej zdiagnozował nawrót schorzenia i rozpoczyna sprawdzoną terapię?

Po ponad roku spędzonym na Wyspach, hiszpański golkiper nabrał pewności i umiejętności charakterystycznych dla ligi, w której występuje, a dzięki nauczce z przeszłości oraz buńczucznym słowom konkurenta do pozycji wątpię, że David nie pamięta, skąd wyrastają mu nogi. Mimo to, po dosłownie jednym błędzie, de Gea zmienił się miejscami z Andersem. Zdawało mi się to normalne, skoro Skandynaw ma wierzyć w możliwość wygryzienia kolegi z atrakcyjnej posady. Jedno spotkanie pod nadarzającym się pretekstem nie budzi podejrzeń.

Drugi z rzędu mecz, nawet z Wigan u siebie to już coś, dającego do myślenia obserwatorom drużyny z Old Trafford. Linda potrzebuje gry, co do tego nie ma wątpliwości, lecz nadchodzące puchary zagwarantowały by mu ją w stopniu zadowalającym. W końcu SAF chyba nie rozważa pozostawienia potomka Wikingów w bramce na czas dłuższy, a w takim razie kara za babola z Fulham wydaje się zbyt surowa, zwłaszcza, iż może pociągnąć za sobą pewne nieciekawe konsekwencje. Weźmy pod uwagę szczęśliwie bez strat w ludziach zakończoną przerwę reprezentacyjną – przez nią i Fergiego dwa mecze ligowej absencji równają się ponad trzem tygodniom bez gry. Na wyjazdową batalię z Liverpoolem wolałbym wystawić bramkarza w rytmie meczowym. W chwili obecnej logiczne wydaje się postawienie w środę na Davida w starciu z Galatasarayem, skoro wariant „Hiszpan w lidze, Duńczyk w pucharach” nie zyskał zaufania w oczach szkoleniowca. W przeciwnym razie na Scouserów David wyszedłby po niemal miesiącu bez gry, choć, co zyskiwałoby na prawdopodobieństwie, między słupkami na Anfield stanąłby Anders… Ufam jego umiejętnościom, jednak teraz to de Gea ma więcej do zaoferowania.

Poprzedni akapit naturalnie bierze w łeb, jeśli miejsce miało coś nam nieznanego, ot, taka powszechna Diabłom przypadłość jak kontuzja, nawet niewielka. W sumie po co rywale mają wiedzieć, szansa na przetestowanie w warunkach bojowych Lindegaarda jest, to należy korzystać. W każdym możliwym razie, jak zwykle artykuł można zakończyć dobrze nam znanymi słowami: trzeba zaufać Fergusonowi.

Kto powinien stanąć w bramce przeciwko Galatasarayowi?

  • David de Gea (90%, 133 głosów)
  • Anders Lindegaard (11%, 17 głosów)

Wszystkich głosujących: 148

Loading ... Loading ...

Przewiń na górę strony