Nie przegap
Strona główna / Premiership / Robin van Persie – transfer słodko-gorzki

Robin van Persie – transfer słodko-gorzki

Jesienią 2007 r. wyjechałem na Wyspy Brytyjskie. Kilka tygodni później wbiegłem do dużego sklepu sportowego w centrum Bristolu i spośród dostępnych tam koszulek wybrałem TĘ jedyną. Wybór wydawał mi się bezpieczny – gość, którego nazwisko i numer miałem na plecach, strzelał bramki, zapieprzał aż miło, a trybuny pokochały go z miejsca. Przez niecałe dwa lata nosiłem koszulkę z dumą, aż doszło do „wojny na górze” i po powrocie do Polski w 2009 r. już jej założyć nie mogłem, bo Carlos Tevez postanowił, że pograć to on może w Manchesterze, ale City.

Pamiętacie to? Niebiescy pysznili się niesamowicie, mając pierwszorzędny ubaw z sympatyków United, zapominając przy tym jednak o pewnej istotnej kwestii. Tevez to TYLKO piłkarz, a piłkarz – zwłaszcza taki, który zarabiając sumy dla zwykłego człowieka niewyobrażalne, nie potrafi ogarnąć czasowników nieregularnych w języku urzędowym państwa, w którym te sumy zarabia – nie krowa, poglądy zmienia. Jakiś czas później przekonali się o tym i fani City, kiedy Argentyńczyk powiedział im, że jest nieszczęśliwy. Wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, ale oby same tak nieszczęśliwe istoty nasz ziemski padół zamieszkiwały. Ale o Tevezie na tę chwilę już starczy, bo to o puentę się rozchodzi, czyli że piłkarzowi wierzyć nie należy.

Transfer Robina van Persie wywołuje we mnie mieszane uczucia. Nie dlatego, że ma 29 lat i wydano za niego tyle i tyle, bo w przeszłości też wydawano w United kwoty spore, podejmując ryzyko, które się opłacało bądź nie. Życie. To nie moje pieniądze i mam gdzieś, ile za kogo zapłacono. Nie dlatego też, że – jak mówią – Holender jest szklany. Bywają i takie przypadki jak Hargreaves, zdrowia należy życzyć każdemu, a kontuzje się zdarzają jednym częściej niż innym. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Mieszane uczucia mam dlatego, że wiem, iż transfer Robina van Persie sprawił, że fani innego klubu poczuli się dotknięci i zdradzeni. Nie przez United, ale samego piłkarza, który – nie on pierwszy i nie ostatni – raczył zmienić zdanie.

Robin van Persie graczem United

Nie lubię Arsenalu i jego sympatyków, bo nie mam za co ich lubić. Pamiętam, jak pysznili się, gdy Wenger prowadził do boju „Invincibles”, jaki mieli ubaw z United, gdy w 2005 r. gracze Fergusona nie wyszli z grupy w Lidze Mistrzów. Drażnią mnie oni zdecydowanie bardziej nawet niż wielbiciele Steviego G. Więcej, moja sympatia dla Tottenhamu wynika pewnie z niechęci fanów z White Hart Lane do Arsenalu, w myśl starej maksymy głoszącej, iż wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem. Nie mam jednak (a może już nie mam, bo z wiekiem się jej wyzbyłem) takiej typowej kibicowskiej zawziętości, która nakazuje się cieszyć z własnych sukcesów, ale i w znacznym stopniu także z porażek przeciwników. A dla sympatyków Kanonierów odejście ich kapitana jest największą porażką w tym roku. Nie chodzi tu bowiem o osiągnięcia sportowe, oni zwyczajnie dostali cios prosto w serce od człowieka, którego stawiali na piedestale. Tym bardziej, że facet wiele rzeczy fanom Arsenalu powiedział i wiele obiecał. A później zmienił zdanie. Dlatego też – mimo iż doskonale rozumiem motywy, które kierowały Holendrem – nie dziwi mnie rozpatrywanie przez fanów Arsenalu tego ruchu Robina van Persie jako zwyczajnej zdrady.

Można postawić się ponad tym i stwierdzić, że źle sympatycy londyńskiej ekipy ulokowali uczucia. Można stwierdzić – co sam czynię – że nie należy wierzyć Holendrom, bo większość z nich co jakiś czas uznaje za wysoce stosowne zmienić pracodawcę. Można też uznać, że w United taka rzecz nie mogłaby się wydarzyć. Tylko, że właśnie mi się przypomniał casus Rooneya sprzed dwóch sezonów. Mało brakowało? Jak byśmy się wówczas czuli, gdyby Rooney ostatecznie wylądował w City? Nie chciałbym, by taka sytuacja miała kiedyś miejsce na Old Trafford. Dlatego też nie odczuwam satysfakcji z nieszczęścia, jakie spotkało sympatyków Arsenalu.

W tym wszystkim sportowa klasa Robina van Persie jest rzeczą zupełnie osobną. Jest to znakomity piłkarz i pewnie nieraz sprawi mi swoją grą dla United wiele radości. Ale w końcu za to będzie mu United płacić.

Przewiń na górę strony