Nie przegap
Strona główna / Inni / Czy Walia dźwignie się z kolan?

Czy Walia dźwignie się z kolan?

Stojący na uboczu, w cieniu swych bardziej znanych wyspiarskich kolegów: Szkocji, Irlandii czy – przede wszystkim – Anglii, walijski futbol znajduje się w punkcie kluczowym dla jego przyszłości. Chwila zaś, w której pięciu Walijczyków przegrało razem ze swymi kolegami w barwach Wielkiej Brytanii szansę na medal olimpijski – największy sukces reprezentacyjny tego kraju od 36 lat i jego pierwsze trofeum – wydaje się być odpowiednią, by pochylić się nad jego obrazem.

Nim przejdziemy do sedna sprawy – piłki nożnej w Walii – zastanówmy się wpierw nad inną kwestią. Z czym kojarzy się Walia, Walia niefutbolowa? Szukając na to pytanie odpowiedzi, spora część wskazałaby pewnie malownicze łąki ze stadami owiec (lub też wrzosowiska czy lasy), pagórki, jeziora… Jednym słowem: sielskie obrazy – zatem też i folklor, powszechne życie wiejskie. Dość dobrze określenia te sprawdziłyby się w roli opisu Walii futbolowej – wszak i tu Kraina Czerwonego Smoka zdaje się być wsią wobec rozwiniętych i wcale nie odległych wielkich metropolii pokroju Anglii.

Na ligowym podwórku

Zawodnicy TNS walczą o awans do dalszej rundy Champions LeagueNiedobrze miewa się futbol w Walii – tak stwierdzić można byłoby po zaledwie jednym spojrzeniu na miejscowy krajobraz ligowy. Walijczycy nie mają już swych reprezentantów w europejskich pucharach, bowiem wszyscy odpadli po swym pierwszym dwumeczu, włącznie z mistrzem Walii, The New Saints – ci dzielnie walczyli z Helsingborgiem, który całkiem niedawno pewnie zwyciężył w pierwszym meczu ze Śląskiem Wrocław.

Nie można takiego stanu rzeczy uznać oczywiście za szczególną niespodziankę, jednak w obliczu choćby awansu mistrza Luksemburga, F91 Dudelange do trzeciej rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów, przyszłość walijskiej piłki w Europie nie rysuje się w różowych barwach. Ciągłe spadki w ligowym rankingu UEFA (po ubiegłym sezonie 46. miejsce na 53. sklasyfikowane ligi) niemal na pewno zaowocują tym, że od sezonu 2014/2015 mistrz tego kraju rozpoczynać będzie grę w Lidze Mistrzów od pierwszej jej rundy eliminacyjnej, razem z czempionami z San Marino, Andory, Armenii, Wysp Owczych oraz Estonii.

Oczywiście, wciąż wspominać będzie się osiągnięcia klubowe sprzed lat – remis 3:3 u siebie z Aberdeen w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej do Pucharu UEFA czy triumf 3:1 u siebie z FC Porto (poprzedzony porażką 8:0, żeby nie było zbyt wesoło) w wykonaniu Barry Town, regularne zwycięstwa w początkowych fazach turnieju (później brutalnie przerywane przez mocniejszych – wspomnieć wystarczy triumf 12:1 Amiki Wronki nad walijskim TNS). Miejsce w pamięci kibica zagrzeje pewnie też nie tak dawna nominacja nieznanego wcześniej szerszemu gronu kibiców Lesa Daviesa do nagrody dla najlepszego piłkarza Europy.

Nadzieję na powtórzenie tych osiągnięć w przyszłości mieć trudno – sytuacja ligowa pozostawia bowiem wiele do życzenia. Choć wiele ekip sięgało ostatnio po tytuł mistrza kraju, większość z nich (jak choćby wspomniane już Barry Town czy ostatni jak dotąd zdobywca wszystkich walijskich trofeów w jednym sezonie – prócz ligi, także Pucharu Walii i Pucharu Ligi Walijskiej, Rhyl) z racji trudnej sytuacji finansowej odpada z walki nawet o pozostanie w lidze. Na placu boju pozostały zatem trzy drużyny – The New Saints, Bangor City i Llanelli, a i wśród nich ciężko wskazać potencjalnego lidera, który mógłby sam podciągnąć kraj w górę czy chociaż zaimponować postawą na arenie międzynarodowej (co dodatkowo utrudniają obecne przepisy, uniemożliwiające trafienie na klub z górnej półki na wczesnych fazach rozgrywek).

Przedpola, przedmieścia, centrum – zurbanizowani

Walijczykom w rozwoju ligi z pewnością nie pomaga fakt, że aż 6 klubów zarejestrowanych jest w rozgrywkach angielskich. Są to Merthyr Town w 8. klasie rozgrywkowej, Colwyn Bay w 6., Wrexham i Newport County w 5. oraz – przede wszystkim! – Cardiff City w Championship i grające w najwyższej klasie rozgrywkowej Swansea. Pierwsza czwórka nie miałaby jednak szczególnie wielkich szans na poważną zmianę oblicza krajowego futbolu, tak jak nie uczynili tego synowie marnotrawni sprzed 20 lat (przy okazji reformy związanej z utworzeniem angielskiej Premier League, która swój oddźwięk miała także u zachodniego sąsiada Anglików – wówczas to utworzono też trwającą do dziś w podobnym kształcie ligę walijską), z Barry Town i Rhyl na czele.

Zupełnie inaczej sprawa się ma w przypadku Cardiff i Swansea. Wywodzące się z dwóch największych tamtejszych miast kluby na dobre zadomowiły się w angielskiej czołówce i ostatnimi czasy konsekwentnie odrzucają zaproszenia nawet do walijskich pucharów (pozostali wygnańcy grywają czasem w pomniejszych rozgrywkach). Zdawałoby się, że są całkowicie uniezależnieni od sytuacji panującej w swojej okolicy, ale jednak – w istotnym punkcie dla piłkarskiej strony Krainy Czerwonego Smoka i ich dotknęły problemy, choć nieco innej postaci.

Herby Cardiff - przed zmianą i poKlub ze stolicy Walii od dwóch lat jest własnością malezyjskiego biznesmena. Teoretycznie nowy zastrzyk gotówki potężnie wspomógł The Bluebirds w pogoni za Premier League (po raz trzeci jednak nie do pokonania okazały się baraże) i w innych angielskich rozgrywkach (dopiero w finale Pucharu Ligi zatrzymał ich Liverpool), jednak nowy prezes, by ewentualny awans sportowy poszedł w parze z awansem także marketingowym, postanowił niebieskie dotychczas barwy Cardiif zmienić na czerwone, a drozda zamienić z walijskim smokiem. Krajowa tradycja krajową tradycją, niemniej niezadowolenie kibiców zdaje się być w pełni zrozumiałe, nawet w przypadku skrajnym – jak u Bena Dudleya, który mimo sporego stażu kibicowskiego w akcie rozpaczy swe wsparcie wystawił na eBayu.

Z nowego kibica cieszyć się może Tottenham.

Brendan Rodgers - menedżer, który porzucił Swansea na rzecz LiverpooluTymczasem Swansea boryka się z kłopotami natury sportowej. Gwiazdy ubiegłego, udanego sezonu (beniaminek zajął bowiem 11. miejsce) na czele z menedżerem Brendanem Rodgersem skorzystały na zapewnionej przez dobre wyniki i efektowną grę promocji. Trener od dwóch miesięcy ma już podpisany kontrakt z Liverpoolem – na Liberty Stadium zastąpił go Michael Laudrup. Póki co jedynym poważniejszym ubytkiem w kadrze jest Gylfi Sigurdsson, formalnie i tak należący w ubiegłym sezonie do niemieckiego Hoffenheim (obecnie jest już zawodnikiem Tottenhamu), jednak na jego miejsce ściągnięto rewelacyjnego w ubiegłym sezonie ligi hiszpańskiej Michu.

Mówi się jednak o odejściach kolejnych zawodników (i to do ligowych rywali, choć raczej tych z czuba tabeli), między innymi pomocnika Joe Allena i obrońcy Neila Taylora. W przypadku ich odejścia z klubu, obecny bilans transferowy może okazać się niewystarczający, zwłaszcza w obliczu wciąż żywego i regularnie dotykającego ligowych nowicjuszy syndromu drugiego sezonu. Czy osłabieni Walijczycy zdołają przynajmniej powtórzyć wynik z maja?

A reprezentacja?

Ryan Giggs - legenda reprezentacji Walii i były kapitan reprezentacji Wielkiej BrytaniiSobotnia porażka Wielkiej Brytanii z Koreą Południową po karnych, w której swój udział miała cała piątka reprezentantów Walii: kapitan Ryan Giggs, który wszedł z ławki za innego Walijczyka, Craiga Bellamy’ego i swoje zrobił – trafił w serii rzutów karnych, Aaron Ramsey, który z trzech jedenastek w meczu wykorzystał dwie – pomyłka kosztowała awans, a także grający przez cały mecz wspomniani Allen i Taylor dołączyła do panteonu najwybitniejszych osiągnięć reprezentacyjnych walijskich piłkarzy. W ćwierćfinale reprezentacja tego kraju odpadała już dwukrotnie, jednak w bardziej prestiżowych turniejach – na Mundialu 1958 z przyszłym mistrzem, Brazylią (przegrali ledwie jedną bramką – tylko w grupie z Anglią Pelé i spółka mieli trudniejszą przeprawą, bowiem zanotowali bezbramkowy remis), a także w Euro 1976 z tym razem dla odmiany najsłabszą drużyną Final Four, Jugosławią.

Obecnie szans na kolejne sukcesy także nie widać – wspomniane dwa turnieje były jedynymi, do których The Dragons się zakwalifikowali. Punktem krytycznym stałego regresu był sierpień 2011, kiedy to spadli oni aż na 117. miejsce w rankingu FIFA. Po tych ciężkich początkach Gary’ego Speeda jako selekcjonera reprezentacji przyszły lepsze chwile – kilka zwycięstw pod wodzą nowego, najmłodszego w historii kapitana, Aarona Ramseya, sprawiło, że już dwa miesiące później zameldowali się na 45. miejscu. Niestety, przyszedł potężny cios – samobójstwo trenera kadry wstrząsnęło piłkarskim światem, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Mimo to piłkarze kontynuowali swój bieg w górę klasyfikacji, zgarniając przy okazji nieoficjalną nagrodę za największy postęp we wspomnianym rankingu.

Gareth Bale - lewoskrzydłowy i największa gwiazda walijskiej kadryPatrząc na osiągnięcia z ostatnich kilku miesięcy, można spodziewać się walki o awans do Mundialu 2014. Grupa zdaje się być bowiem dość wyrównana: rywale Walijczyków to Chorwaci, Serbowie, Szkoci, Belgowie i Macedończycy. Wszystko zatem w nogach największych gwiazd reprezentacji – Gareth Bale czy wspomniani Ramsey i Allen mogą rozstrzygnąć nie tylko o grze za dwa lata w Brazylii, ale przede wszystkim o przyszłości swej ojczyzny.

Co zaś z następcami kluczowych postaci tej drużyny? Dawna generacja, z Ryanem Giggsem na czele, już zrezygnowała z gry na poziomie międzynarodowym, ostatnie mecze gra zapewne też Craig Bellamy. Obecnym liderom przydałaby się z kolei konkurencja. Rośnie ona, co dziwić nie powinno, z dala od ligi walijskiej. W młodzieżowych reprezentacjach prym wiodą zawodnicy Wolverhampton Wanderers i walijskiego Swansea City, zaś pozostali reprezentują barwy angielskich klubów grających w League One czy w dolnych strefach Championship, choć gdzieniegdzie przewijają się i przypadki skrajne – kluby Premier League, jak i kluby League Two.

Widać zatem jeden z podstawowych problemów walijskiej piłki: wyraźne uzależnienie poziomu od Anglii, która odpowiada za szkolenie młodych piłkarzy i w której grają najważniejsi klubowi reprezentanci narodu. Na próżno bowiem szukać w reprezentacji Walii przedstawicieli ligi walijskiej, skoro nawet największe legendy miejscowej ligi pokroju Marca Lloyda Williamsa nie przewijały się wśród nazwisk powoływanych do kadry. Z jednej strony jest to sporym błogosławieństwem dla miejscowych, bo z pewnością sami nie byliby w stanie zapewnić takiego poziomu wyszkolenia, jaki młodzież otrzymuje całkiem niedaleko od granicy między oboma krajami.

Z drugiej strony jednak jest to największe przekleństwo. Niski poziom szkolenia w Walii jest bowiem równoznaczny z odpływem talentów z ligi walijskiej do Anglii, co praktycznie uniemożliwia bez zmiany obecnego stanu rzeczy jakikolwiek rozwój tamtejszej ligi. Pozostaje zatem kibicować walijskim klubom w ligach angielskich – czy jednak, kiedy dojdą na odpowiedni poziom, nie wyrzekną się swych korzeni (jak mogło uczynić Cardiff, jak odmawiając gry z walijskimi klubami w pucharach czyni także Swansea)? W przypadku reprezentacji postawić można pytanie: czy wraz ze wzrostem wartości pieniądza i spadkiem wartości honoru Walijczycy wychowani w Anglii, skuszeni perspektywą gry dla czołowej kadry świata nie zaczną w końcu ulegać?

Co zatem: przekleństwo czy błogosławieństwo? Jak spojrzeć należy na sytuację geograficzną Walii? Czy jeden ewentualny sukces będzie w stanie wprawić w ruch koło, czy wywoła efekt domina i sprawi, że walijski futbol ruszy do przodu, pociągając może za sobą całe Wyspy Brytyjskie? Która generacja sprawi, że na przekór wszelkim wskaźnikom, na przekór demografii w kadrze znaleźć będzie można 23 Walijskich Czarodziei? Kiedy wreszcie Czerwony Smok zaryczy i zionie ogniem? W jakich barwach rysuje się najbliższa przyszłość piłkarskiej Walii? Pytań zadawać możemy sporo, ale na odpowiedzi ze strony mieszkańców brytyjskiej krainy pozostaje nam tylko czekać.

Przewiń na górę strony