Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Kariera vs United

Kariera vs United


Wydaje się, że temat ten został już całkowicie wyeksploatowany i oklepany, a każdy, kto miał coś do dodania w tej sprawie, już to uczynił. Jednak kwestia ta szczególnie wśród szeregów polskich kibiców Manchesteru United jak mantra powracać będzie przed każdym oknem transferowym, bo to chyba fanom z naszego kraju najbardziej zależy na tym, by ich rodak przez grę w „Czerwonych Diabłach” (a właściwie jej brak), doszczętnie nie zniszczył sobie kariery.

Gdy pod koniec sezonu 2009/2010 z Old Trafford odchodził Ben Foster, wydawało się, że lepiej być już nie może. Najgroźniejszy przeciwnik w walce o schedę po van der Sarze, opuścił klub, a na polu bitwy pozostawał już tylko mało doświadczony, dopiero wchodzący do składu Ben Amos. Nic dziwnego, że Polak mógł powoli czuć zapach koszulki z numerem jeden. Radość naszego rodaka nie trwała jednak długo. Już zimą następnego sezonu zakupiony z duńskiego Odense Anders Lindegaard zdawał się nieco komplikować sprawę, a późniejsze kupno z Atletico Madryt Davida de Gei zobrazowało, że Polak znów musi walczyć o swoje racje. Już w latach gdy w bramce prawdziwą hegemonię zdobył sobie Holender, można było stwierdzić, że nasz Tomek był niejako zapuszkowany i jego pozycja w klubie (nawet gdy był drugi) nie była w pełni zadowalająca. Teraz, gdy na moje oko zajmuje dopiero czwarte, de facto ostatnie miejsce w klasyfikacji golkiperów sir Alexa, sytuacja Tomka jest już niemal krytyczna.

Faktem jest, że Polak dostaje najmniej szans do gry. Niestety boję się o tę pozycję w naszym klubie. Mamy aż czterech bramkarzy i na dzień dzisiejszy dyspozycja żadnego z nich nie przypomina tej, którą prezentował (ponad) czterdziestoletni Edwin van der Sar. Daleki jestem od krytykowania Davida de Gei, który jest obecnym numerem jeden. Sam jestem zwolennikiem tego, by dać mu czas do końca sezonu na aklimatyzację. Jednak tak naprawdę to bramkarz jest szefem całej defensywy, a w tym i obrony, a ta (szczególnie w ważnych meczach tego sezonu) często zawodzi…

Wracając do Kuszczaka. Myślę, że Ferguson nie ma zbyt wielu argumentów, by postawić właśnie na niego. Tomek goszcząc rzadko nawet na ławce, nie może być w formie, czego dowodem jest mecz rezerw United z Sunderlandem rozegrany kilka dni temu, podczas którego Polak spędził na boisku całe 90 minut, a spotkanie zakończyło się wynikiem 3:6 dla… „Czarnych Kotów”. Oczywiście dla obrony Tomka, świetna jest teza, że zdobywa bezcenne doświadczenie, jednak ktoś kiedyś trafnie powiedział, twierdząc, że tak naprawdę po co mu ono, skoro i tak rzadko ma okazję wykorzystać je w praktyce? Czy więc jest sens, aby bramkarz rujnował najlepsze lata swojej kariery, siedząc na ławce jednego z najlepszych klubów na świecie?

Chyba nie bardzo. Nie wiem, co zrobi w najbliższym czasie wychowanek wrocławskiego Śląska, jednak warto się zastanowić, gdzie mógłby potencjalnie odejść, gdyby jednak zdecydował się opuścił Old Trafford. Najprawdopodobniej w grę wchodzi najbardziej liga angielska. O Polaka pytały już w przeszłości takie kluby jak Wigan czy WBA, jednak na tym się skończyło. W bramce tych drugich stoi obecnie Ben Foster, który przebywa na wypożyczeniu z Birmingham i najprawdopodobniej zostanie tam na dłużej. „The Latics” to tegoroczny outsider i wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku zagra w Championship. Ale czy mimo wszystko nie jest lepiej grać o klasę niżej, ale jednak grać?

Mało prawdopodobny wydaje się powrót do kraju. Człowiek, który zasmakował już życia wśród elity, zapewne nie będzie chciał wrócić do wciąż zaściankowej, polskiej ligi. Z resztą rozpieszczony pensją w United, nawet siedząc na ławce w porównaniu z zarobkowymi rekordzistami T-Mobile Ekstraklasy, byłby pewnie liderem, na którego mogłyby sobie pozwolić jedynie Legia, Wisła, Śląsk czy Lech. Na dzień dzisiejszy chyba jedynie Wisła mogłaby się zainteresować Kuszczakiem. Siergiej Pareiko, który jeszcze kilka miesięcy temu miał pewną pozycję, poprzez swoje błędy, w szczególności w Lidze Mistrzów, coraz częściej jest wymieniany w grupie piłkarzy, która po sezonie ma opuścić klub. Ale czy na pewno zespół spod Wawelu stać na sprowadzenie tego piłkarza? I przede wszystkim podstawowe pytanie: czy jest on tego wart?

W czasie gdy Tomasz nie gra, sprawa reprezentacji również wydaje się być nieaktualna. Myślę, że nie można mieć pretensji do Franciszka Smudy o to, że nie powołuje rezerwowego gracza United. Selekcjoner dawał mu przecież szanse w pierwszych meczach pod swoją wodzą. Czy ten swoje okazje wykorzystał, to już zupełnie inna historia. Ale przecież nie można wstawiać do składu kogoś, kto nawet często nie zasiada na ławce… Wszystko wskazuje na to, że Kuszczak swoją szansę u Smudy przegrał (i to o dziwo nie przez słabe występy w klubie, ale ich całkowity brak) i nawet gdyby jeszcze zimą zmienił klub, o powołaniu na turniej w Polsce i na Ukrainie mógłby zapomnieć. Przy ostatnich niemal perfekcyjnych występach pewne miejsce w składzie ma Wojciech Szczęsny, do reszty wydają się być dokooptowani Łukasz Fabiański i Przemysław Tytoń (czy kogoś pominąłem?). Ale przecież nasza S-kadra nie kończy swojego istnienia w przyszłym roku. Jednak tutaj kolejny raz kłania się kwestia zmiany klubu, bo nawet jeśli nasi skompromitują się w czerwcu, to Franciszek Smuda (bądź jego następca) nie usłyszy nalegania Tomka, który będzie trwał w obecnym miejscu.

Czas spojrzeć prawdzie prosto w oczy: jeśli nasz Tomek ma jakieś ambitniejsze plany niż ławka United, musi jak najszybciej zmienić klub. Gdyby odszedł z „Old Trafford”, nikt za nim raczej, by nie płakał, lecz jeśli tego nie zrobi któregoś dnia to on sam może uronić z oka łzę, że nie tak to miało przecież wszystko wyglądać.

Przewiń na górę strony