Nie przegap
Strona główna / Niech żyje kontrrewolucja!

Niech żyje kontrrewolucja!

Przez lata byli naszym biednym sąsiadem, przebywającym praktycznie od początku w naszym cieniu. Jeszcze do niedawna w lidze angielskiej znaczyli niewiele. Nawet gdy udało im się wygrać ligę, kilka dni później przyćmiliśmy ich zwycięstwem w Pucharze Mistrzów. W europejskim futbolu ich największym, a zarazem jedynym sukcesem była wygrana Pucharu Zdobywców Pucharów z Górnikiem Zabrze w 1970. W Polsce do niedawna byli znani także z tego, że przegrali 1:3 z Lechem Poznań i dali się wyeliminować zaściankowemu Groclinowi Grodzisk Wielkopolski (ktoś w ogóle pamięta jeszcze ten klub?). Ale od tego sezonu wszystko się zmieniło…

» Spalmy psie budy!

Błękitna lokomotywa rozjeżdża w tym sezonie (prawie) wszystkich na swojej drodze. Na razie jest jeszcze za mało zgrana, by narobić hałasu w Europie, ale jeśli zachowa taki progres, to wydaje się to tylko kwestią czasu. Czy to już ten moment? Czy to już ten dzień, na który czekały pokolenia kibiców Manchesteru City? Czy to już czas odwrócenia ról, czyli moment byśmy to my stali się teraz tym słabszym w mieście, z którego wszyscy się śmieją? Wobec szaleństw jakie wyprawiają piłkarze „The Citizens” i zniżki formy „Czerwonych Diabłów”, której końca nie widać, coraz większa część mojej podświadomości mówi mi, że to najwyższy czas, by bić na alarm!

Gdyby się bliżej przyjrzeć rosnącej potędze „Obywateli”, ma się wrażenie, że gdzieś podobny obrazek już się widziało (a przynajmniej ja mam takie odczucie). Klub stał się silny w „dwie minuty”. Jego mocą są pieniądze zainwestowane przez bogatych burżujów, którzy wydali miliony na wybrany zespół, bo akurat mieli taki kaprys. Ściągają światowych graczy z wyrobioną marką (niekiedy lekko wypalonych), oferując im niewyobrażalne płace, a przy okazji przepłacając przy wykupie o wiele faktyczną wartość. Czy to wszystko razem nie przypomina wam Chelsea sprzed 7-8 lat, gdy stery w „The Blues” obejmował dobrze nam znany Roman Abramowicz? Faktem łączącym oba klub jest też to, że przed „nowymi erami” owe teamy nie zaliczały się do ścisłej czołówki. Jasne, można powiedzieć, że londyńczycy grywali już wcześniej w europejskich pucharach, więc typowym średniakiem nie byli, ale wyczyn z 2002 oku, kiedy to „The Blues” odpadli już w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, przegrywając z… norweskim Vikingiem Stavanger, świetnie obrazuje, że daleko im było wtedy do Manchesteru United czy Arsenalu. Czy jednak naszym sąsiadom uda się podobnie jak Chelsea na stałe zagościć „w czubie” tabeli?

Wydaje się, że władze City są zdecydowanie bardziej radykalne w swoich poczynaniach od klubu z Londynu. Paradoksalnie rzec można, że ich transfery poniekąd wyszły na dobre, bo pokazały, że większość dzisiejszych piłkarzy jest pozbawiona jakichkolwiek ambicji i po prostu idą tam, gdzie dadzą więcej, nie zachowując nawet pozoru przywiązania do barw klubowych. Symbolami tego są dla mnie ostatnimi czasy Emmanuael Adebayor (z Arsenalu do City), Samir Nasri (z Arsenalu do City) i Fernando Torres (z Liverpoolu do Chelsea). Wracając do pytania kończącego ostatni akapit: myślę, że świetna dyspozycja MC nie będzie trwała wiecznie i w moim mniemaniu „pomocnikiem” do powrotu „The Citizens” tam, gdzie ich miejsce, czyli środka tabeli, może być nie spadek formy, ale konflikt wewnętrzny pomiędzy zawodnikami, którzy rozpieszczani wysokimi wynagrodzeniami już w zeszłym sezonie napisali prolog do burzy, która prędzej czy później zniszczy siłę tej ekipy.

Na to jednak ani dzisiaj, ani jutro się nie zanosi. Przy ostatniej słabej formie „Czerwonych Diabłów”, których szczytem możliwości stają się wygrane po 1:0 z angielskimi średniakami, baty, jakie sprawiają kolejnym rywalom w Premiership gracze Manciniego, potęgują wrażenie braku formy „naszych” przy jednoczesnej świetnej dyspozycji naszego lokalnego rywala. Szlag trafia człowieka, gdy patrzy na tabelę i widzi, że złota trenerska myśl Alexa Fergusona po nieco ponad 1/3 sezonu przegrywa z arabskimi petrodolarami, których właściciele, jako kluczowa postać w tym klubie (podobnie jak SAF w MU) w porównaniu ze Szkotem nie mają większego pojęcia o futbolu.

Co dalej z sezonem? Pewnie gdyby United, nawet z tą pięciopunktową stratą, wygrywali większość meczów różnicą 2 bramek, bylibyśmy spokojni. Wszak kryzys kiedyś nadejść musi i dotknie nawet „Gwiazdeczki” City. Minimalistyczne wygrane po 1:0 ze Swansea czy Aston Villą, śmieszne porażki, jak choćby ta z Cristal Palace, nie napawają optymizmem przed meczami z najsilniejszymi w Anglii. Miejmy nadzieję, że kryzys minie przed 1/8 Ligi Mistrzów. Aaaa… racja przecież jeszcze nie wiadomo, czy w ogóle w niej zagramy, bo przy takiej dyspozycji United nie skreślałbym jednoznacznie szans Bazylei, która dodatkowo gra u siebie, a z którą mało nie przegraliśmy na Old Trafford.

Pozostaje nam więc chyba tylko nadzieja, że obecna forma w PL Manchesteru City już niedługo przejdzie do historii, a wraz z nią zajmowane przezeń miejsce. Jeśli nie to, chcąc trzeźwo myśleć o obronie tytułu mistrzowskiego, należy wykonać i to już w zimę jakiś głośny transfer, do którego (mam wrażenie) za żadne skarby nie zamierza dopuścić nasz boss…

Przewiń na górę strony