Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Witamy w Anglii!

Witamy w Anglii!

Witamy w Anglii!
Ma za sobą pierwszy oficjalny mecz w barwach nowego klubu, pierwsze trofeum, kilka dobrych interwencji i pierwsze błędy. Zadanie, które ma do wykonania w najbliższym sezonie zalicza się do tych z rodzaju „mission impossible”, bo zastąpić swojego genialnego, lecz niestety leciwego poprzednika będzie niezwykle trudno. Poprzez swój młody wiek jest nadzieją klubu z Old Trafford nie tyle w nadchodzącym sezonie, co również w najbliższych latach. Uznawany za ogromny talent hiszpańskiej piłki za wielkie pieniądze trafił do najlepszej i najbardziej wymagającej ligi świata. Teraz pozostaje mu tylko udowodnić swoją wartość. Witamy w Anglii, David!

38’ minuta spotkania o Tarczę Wspólnoty pomiędzy Manchesterem United a Manchesterem City. Wrzutka w pole karne. Do piłki wychodzi bramkarz Czerwonych Diabłów, David de Gea, po czym cofa się, rezygnując z wybicia piłki na przedpolu swojej bramki. Do futbolówki dochodzi Joleon Lescott, oddając strzał głową. City vs United 1:0. Osiem minut później strzał zza pola karnego oddaje Edin Dzeko. Piłki nie sięga de Gea, a zawodnicy Manciniego prowadzą już dwoma golami. Na szczęście dla młodego Hiszpana i Manchesteru United mecz zakończył się happy endem, a David de Gea może cieszyć się z pierwszego trofeum w nowym klubie. Po spotkaniu o Tarczę Wspólnoty na głowę byłego golkipera Altetico Madryt ze strony mediów i kibiców poleciały jednak gromy. Ale czy słusznie?

Przy drugiej bramce można czepiać się Michaela Carricka lub Nemanji Vidicia, którzy dopuścili Edina Dzeko do strzału, i którzy ponoszą z Davidem de Geą współodpowiedzialność za straconą bramkę, natomiast przy pierwszym golu dla City trudno mówić jednak o jakiejkolwiek współodpowiedzialności, lecz niestety tylko i wyłącznie o winie młodego Hiszpana. Oczywiście gra cały zespół, zwycięża, zdobywa bramki i również je traci, ale jak to mówią „futbol to gra błędów”, a błędu niewątpliwie dopuścił się David de Gea.

Mimo szerzącej się krytyki w obronę Hiszpana wzięli między innymi legenda bramki Czerwonych Diabłów, Peter Schmeichel oraz klubowy kolega de Gei, Chris Smalling:

– Myślę, że to jest wielki absurd, aby ludzie krytykowali go zaledwie po jednym występie. Każdy w tym kraju zawsze dostaje szansę na poprawę, więc dlaczego teraz miałoby tak nie być?

– Właśnie z takich rzeczy uczysz się najwięcej. W drugiej połowie popisał się już kilkoma dobrymi paradami. Poza tym dobrze jest wiedzieć, że nie załamał się tą sytuacją.

Moje futbolowe zboczenie objawia się między innymi tym, że codziennie poświęcam trochę czasu na czytaniu wszelkich informacji w internecie dotyczących futbolu, począwszy od stron www poszczególnych klubów piłkarskich, przez blogi sportowe moich znajomych, do polskich i zagranicznych portali związanych z piłką nożną. Naturalnie po meczu pomiędzy oboma Manchesterami pojawiło się wiele newsów dotyczących tego spotkania, wychwalających determinację piłkarzy Sir Alexa Fergusona, widowiskowość meczu (ah, cóż to było za spotkanie!), jak również poświęcających sporo uwagi Davidowi de Gei, który stał się głównym winowajcą straty dwóch goli przez United. Z reguły nie czytam forów czy też komentarzy internautów pod newsami. Mimo to, będąc na polskiej stronie Arsenalu, zwróciłem uwagę na „głosy” londyńskich kibiców pod informacją o rozstrzygnięciu spotkania o Tarczę Wspólnoty. Przeglądając komentarze byłem mocno zaskoczony tym, co czytałem: „De Gea to cienias!”, „United przepłaciło za de Geę.”, „Nasz Wojtek jest o wiele lepszy.”, „Słaby ten de Gea.”, „Dobrze, że chociaż bramkarza mają słabego”. Od razu pomyślałem sobie: „Zazdroszczą nam i tyle!”. Wszedłem więc na portal poświęcony Manchesterowi United, ciekaw co o meczu i postawie Davida de Gei myślą fani Czerwonych Diabłów. Byłem w szoku, gdyż większość udzielonych komentarzy na temat byłego bramkarza Atletico Madryt była podobna do tych, które przeczytałem na stronie internetowej Arsenalu Londyn.

Z całym szacunkiem do wszystkich internautów, bez względu na podziały klubowe, zastanawiałem się do cholery, kto pisze takie komentarze? Jak można wysnuwać takie wnioski po jednym spotkaniu? Czy są oni zaślepieni jedynie ligą angielską i nie oglądali nigdy żadnego meczu Atletico Madryt z udziałem de Gei? A może są to sklerotycy, którzy zapomnieli, jak młody Hiszpan bronił w spotkaniach Ligi Europejskiej? Moje oburzenie sięgało zenitu, lecz starałem się tłumaczyć sobie, że jest to internet, gdzie przecież każdy jest panem swojej klawiatury.

Nie będę się spierał, że de Gea nie jest winny straconych bramek w spotkaniu z City, gdyż byłoby to z mojej strony niepoważne, nieobiektywne i wręcz głupie, lecz mam zamiar bronić piłkarza, który według mnie jest obecnie nieoszlifowanym diamentem wśród brylantów Sir Alexa Fergusona. Chłopak ma obecnie dwadzieścia lat i jest zdobywcą Mistrzostwa Europy U-17 i U-21 oraz srebrnego medalu Mistrzostw Świata U-17 z reprezentacją Hiszpanii. Mało? Więc dodam, że zdobył Ligę Europejską i Superpuchar Europy z Atletico Madryt. Co więcej we wszystkich wymienionych rozgrywkach David de Gea był postacią wiodącą. Przypadek? Nie, talent! Talent, na którym poznał się Sir Alex Ferguson i na zakup którego nie szczędził gotówki.

– Moim zdaniem Edwin grając w Manchesterze był najlepszym bramkarzem świata. Chciałbym go naśladować i także spędzić tutaj wiele lat. Mam nadzieję, że będę mógł dać klubowi podobnie dużo jak on lub nawet więcej. – David de Gea

Wydaje się, że wydane prawie £18 000 000 na transfer Hiszpana na Old Trafford mogą okazać się problemem, zastanawiam się jednak, czy bardziej dla obecnego bramkarza numer jeden Manchesteru United, czy też kibiców, którzy, widząc jak w przypadku spotkania o Tarczę Wspólnoty błędy de Gei, nie będą mogli odżałować wydanych przez klub funtów. Naście milionów przeznaczonych na dwudziestoletniego golkipera robi przecież wrażenie. Oczekiwania przed nadchodzącym sezonem wobec Hiszpana są wielkie. Wydaje się, że zastąpienie Edwina van der Sara w bramce United jest niemal niemożliwe, a przecież jeszcze ta kwota transferu…

– Premier League i La Liga to dwa różne światy. W lidze angielskiej gra jest o wiele bardziej fizyczna. Jest wiele wysokich piłek i często gra się w powietrzu, ale mam nadzieję, że szybko w ten styl się wpasuję. – David de Gea

David de Gea trafił do najmocniejszej ligi świata, gdzie gra na przedpolu jest równie ważna jak na linii bramkowej, na której notabene Hiszpan jest znakomity. W Premier League, w odróżnieniu do Primera Division, mało kto stara się wejść z piłką do bramki, a o strzałach z dystansu czy też częstych wrzutkach i grze siłowej de Gea mógł przekonać się już w spotkaniu z Manchesterm City. Aklimatyzacja w nowym klubie, lidze musi potrwać i nie jest procesem prostym, szczególnie, że ma się dopiero dwadzieścia lat i całe dotychczasowe życie spędziło się w ojczystym kraju. Hiszpan obok Wojtka Szczęsnego jest obecnie najmłodszym podstawowym golkiperem swojego zespołu w całej lidze angielskiej, a co więcej jednym z najbardziej utytułowanych.

Przed nadchodzącym sezonem jestem optymistą, biorąc pod uwagę Manchester United i Davida de Geę. Jak to mówią „pierwszy raz boli” i zapewne zabolał Hiszpana. Wierzę jednak, że w nadchodzących spotkaniach de Gea wyciągnie wnioski z popełnionych błędów, a doświadczenie z ligi hiszpańskiej i europejskich pucharów przełoży się na grę w Premier League.

PS A co negatywnych komentarzy internautów na temat nowego bramkarza Manchester United zapraszam tych wszystkich do obejrzenia tegoż oto filmiku:

Przewiń na górę strony