Nie przegap
Strona główna / Reprezentacje / Za wszelką cenę

Za wszelką cenę

Za wszelką cenę
Polanski (czy to z kreską nad „n” czy bez) to nazwisko, które na pierwszy rzut oka kojarzy nam się z pewnym reżyserem, który od jakiegoś czasu ma niemałe problemy z wymiarem sprawiedliwości. To samo nazwisko dzierży jeszcze pewien piłkarz, o którym ostatnio w naszym kraju zrobiło się głośno, a który nagle przypomniał sobie, że jest Polakiem.

Eugen Polanski, bo o nim mowa, urodził się w Sosnowcu w 1986 roku. Gra na pozycji środkowego pomocnika. W wieku trzech lat wraz z rodzicami wyemigrował do naszych zachodnich sąsiadów. Grał w reprezentacji Niemiec w kadrze U-19 i U-21, dla których strzelił 2 bramki. W tej drugiej drużynie pełnił także funkcję kapitana. Za kilka tygodni w jego życiu rozpocznie się nowy rozdział pt. „Gra w seniorskiej reprezentacji Polski”. Niestety…

Nie miałem nic przeciwko temu, by w koszulce z orłem na piersi biegał piłkarz urodzony w Brazylii czy Nigerii. Bronię przed atakami Manuela Arboledę, który również ma szansę na grę dla „biało-czerwonych” (choć na dzień dzisiejszy jego forma nie pozwala na to). Ale zaproszenia do gry u nas dla bohatera naszego tekstu przeboleć nie mogę. Dlaczego? Przecież to facet urodzony w Polsce. Przecież pomimo, że prawie 90% swojego życia spędził za granicą, to i tak zasługuje na grę zdecydowanie bardziej niż Olisadebe, Roger czy „Manu” razem wzięci. Może… Ale na pewno całe to trio nie ma w sobie tyle bezczelności, braku skrupułów i Bóg wie czego jeszcze, jak nasz Ojgen… Ogólnie to, że grał w niemieckich młodzieżówkach pomimo tego, iż jego rodzice to Polacy, a on sam urodził się w naszym kraju można by wybaczyć. W końcu taki Sebastian Boenisch ma podobną sytuację, ba, nawet gorzej mówi po polsku. Jednakże wspomniany obrońca nigdy nie wykazał aż takiej niechęci do gry w Polsce jak nasz Zagłębiak.

Mój cel jest jasny. Chciałbym kiedyś zagrać w reprezentacji Niemiec. Wprawdzie urodziłem się w Polsce, lecz żyję od 3. roku życia w Niemczech, tam dorosłem, mam przyjaciół i nauczyłem się grać w piłkę. Myślę, że trzeba być wdzięcznym krajowi i być zaszczyconym, by móc wyraźnie powiedzieć, że gra się dla Niemiec – nieważne jakie ma się szanse.

Eugen Polanski

Fragment ten pochodzi z 2009 roku, czyli w momencie, gdy Ojgen miał jeszcze nadzieję na grę dla Niemiec.

Jednakże nagła zmiana decyzji nastąpiła na początku tego roku, gdy Polanski stwierdził, że jeśli tylko będzie znajdował się w wystarczającej formie, trener Smuda ma brać go pod uwagę. Ciekawe co spowodowało tę interesującą zmianę frontu? Może fakt, że w wieku 25 lat kariery w niemieckiej reprezentacji nie zrobi? Nieee… to na pewno ten duch patriotyzmu.

Czarę goryczy przelał wywiad dla Przeglądu Sportowego udzielony kilka miesięcy temu. Niestety nie odnalazłem tego materiału, ale ufając mojej pamięci, najważniejsza jego część brzmiała tak:
PS: Przyjedziesz na mecz Polska-Niemcy do Gdańska?
EP: Wątpię. Chyba, że w roli piłkarza.
PS: Komu będziesz kibicował?
EP: Jeśli nie wybiegnę na murawę – Niemcom.
PS: Oryginalne podejście.
EP: Szczere.

Jak widzimy, człowiek ten pomimo swojego kiepskiego położenia jeśli chodzi o reprezentację, nie tracił rezonu. Co więcej, postanowił jeszcze bardziej pogorszyć swoją pozycję (szczególnie w oczach kibiców), pokazując, że w nosie ma dla kogo gra, ważne by grał. I w tym momencie podobnie jak nasz polski Niemiec też będę szczery: śmiało twierdzę, że tego pana u nas nie potrzebujemy (nawet jeśli nie dysponujemy lepszym graczem na tę pozycję). Jeśli ten gość zagra u nas na EURO, to niestety, ale nasza reprezentacja upodabniać się będzie do Manchesteru City, gdzie pełno desperatów, ludzi powszechnie nielubianych i takich, których nikt nie chce.

Osobiście trochę nie pojmuję postępowania naszego coacha. Zaprasza do gry piłkarza o nikłym przywiązaniu do barw polskich, za to nie powołuje ludzi, którzy sto razy bardziej na grę z orłem na piersi zasługują. Świetnym przykładem jest tu gracz krakowskiej Wisły, Patryk Małecki. Osobiście nie jestem fanem tego zawodnika, acz uważam, że mógłby wnieść znacznie więcej do gry, gdyż motywacja byłaby u niego znacznie większa niż u Polanskiego, który, mam całkiem uzasadnione wrażenie, traktować będzie naszą reprezentację jako najzwyklejszą „zapchajdziurę”.

Przed Eugenem (choć osobiście twierdzę, że jeśli chce grać dla Polski powinniśmy mówić mu Eugeniusz) trudne zadanie. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby został wygwizdany na dzień dobry przez naszą publiczność. Cóż, zasłużył. Jednakże jak każdemu innemu zawodnikowi należy dać szansę. Z tym jednak, że od niego powinniśmy wymagać znacznie więcej. Wszak to właśnie wtedy okaże się, jaki naprawdę przyświecał cel Polanskiemu, gdy zgadzał się na grę u nas.

Przewiń na górę strony