Nie przegap
Strona główna / Bezcenny złoty środek

Bezcenny złoty środek

Bezcenny złoty środek
Pod koniec czerwca mój redakcyjny kolega Damian Zawiliński napisał ciekawy felieton o Park Ji-Sungu. Ciekawy, ale jak dla mnie napisany zbyt krytycznie. Nie do końca mogę się z nim zgodzić i spróbuje się do niego odnieść i ocenić miniony sezon w wykonaniu koreańskiego piłkarza.

Panie Park, a weź pan odejdź …

Nie będzie to wielkim odkryciem, jeśli stwierdzę, że Park był ważnym ogniwem układanki Fergusona w poprzednim sezonie, przynajmniej w jego drugiej połowie. Czasami był najlepszym zawodnikiem na placu gry, co mnie dziwiło, bo do Koreańczyka przylgnęło określenie „chłopaka od czarnej roboty”. Wielka wydolność, niespożyte siły, niezła technika i ułożenie taktyczne to najważniejsze cechy charakteryzujące tego piłkarza. Przez wielu krytykowany i nazywany jedynie produktem marketingowym. Nie można się z tym po części nie zgodzić, ale tak przecież nie jest!

W ostatnich dniach, kiedy starałem się podsumować sezon tego zawodnika, podchodzę do jego osoby w pewien specyficzny sposób. Staram się zrozumieć jego wielkość, pomijając to, że wychowanek Kyoto Purple mierzy zaledwie 177 centymetrów wzrostu. Stawiam siebie w jego sytuacji i chodzę w jego butach – jestem zawodnikiem Manchesteru United i balansuje na krawędzi pierwszego składu i ławki rezerwowych. Muszę utrzymywać formę przez cały sezon i walczyć o swoje, dając z siebie cały czas sto procent. Niekiedy nawet, będąc w lepszej formie od „pewniaków” do pierwszego składu, siadam na ławce. Jak tutaj mam się spokojnie przygotowywać do następnego spotkania? Może się okazać, że w ogóle nie zagram, albo zagram od pierwszej minuty i dostanę odpowiedzialne zadanie zdominowania środka pola. Park to potrafi, choć moim zdaniem jest to piekielnie trudne. „Wiem, że nic nie wiem”, a jednak muszę na coś być przygotowany. Takich sytuacji było kilka w tym sezonie. Każdy pamięta mecze z Arsenalem i Chelsea, gdzie to właśnie on odgrywał kluczową rolę. Potrafił poprowadzić zespołem w dajmy na to, spotkaniu z Wolverhampton, w którym strzelił dwa gole.

SAF i JiZauważmy pewną prawidłowość. Dlaczego w większości przypadków (głowy nie daje, że we wszystkich), gdy Manchester grał z silnym wybieganym zespołem, Park był w pierwszej jedenastce? Był po prostu desygnowany do tego przez Fergusona, aby swoim doświadczeniem i umiejętnościami zrównoważyć siły ataku i obrony. Szkot doskonale wie, że obecność Koreańczyka na boisku daje więcej pewności obrońcom oraz piłkarzom z przodu, którzy mogą skupić się na atakowaniu bramki rywali. Park świetnie balansuje na tych dwóch biegunach, co, jak cały czas podkreślam, jest trudne.

Bycie wszechstronnym zawodnikiem ma też swoje minusy, bo czasami jest typowym zapchajdziurą. Park z tego samego powodu jest również prawdziwym skarbem. Uważam, że każdy trener w Premier League przyjąłby go z otwartymi ramionami. Przechwycił od Johna O’Shea, którego niedawno pożegnaliśmy, miano najbardziej niedocenianego zawodnika w klubie. Nawet nie chcę zastanawiać się, co by było, gdyby Park odszedł od nas i zakotwiczył się w jakiejś Maladze czy Paris Saint-Germain. Pewnie byłoby źle i mógłbym jedynie powiedzieć, że wiedziałem, że tak będzie.

Zwieńczeniem jego dobrego, a nawet bardzo dobrego sezonu miał być, rozgrywany na stadionie Wembley, finał Ligi Mistrzów z Barceloną. Niestety zagrał słabo. Nie sprostał oczekiwaniom kibiców, a przed finałem na oficjalnej stronie został przez nich wybrany do podstawowej jedenastki. Uważam, że nawet gdyby Park zagrał lepiej, Barcelona i tak by wygrała, była lepsza pod wieloma względami, czego nie da się ukryć.

Jedno jest natomiast pewne jak amen w pacierzu. Park jest naszym złotym środkiem, skarbem, żywym srebrem. Nie oddawałbym go nikomu za żadne pieniądze, bo jest dla drużyny niezmiernie ważny.

Moment chwały: 13.12.2010 (vs Arsenal)
Moment słabości: 28.05.2011 (vs Barcelona)
Ocena ogólna: 7.5/10

Przewiń na górę strony