Nie przegap
Strona główna / Podsumowanie 38. kolejki Premier League

Podsumowanie 38. kolejki Premier League

Podsumowanie 38. kolejki Premier League
Chociaż losy mistrzostwa i miejsc w Lidze Mistrzów były już rozstrzygnięte, w 38. kolejce Premier League nie zabrakło emocji. Zadbały o to głównie zespoły z dołu tabeli, które stoczyły między sobą korespondencyjną, ale mimo to fascynującą walkę o zachowanie ligowego bytu. Zapraszam na podsumowanie tych pojedynków, jak i całej serii spotkań.

Po pasjonującym meczu Manchester United wygrał z Blackpool, dzięki czemu zachował miano niepokonanego na własnym boisku. Porażka z nowym mistrzem miała natomiast przykre skutki dla podopiecznych Hollowaya, gdyż zadecydowała o ich spadku do Championship. Na prowadzenie pierwsi wyszli gospodarze. W 21. minucie po podaniu Berbatova i błędzie Evatta, Park znalazł się w idealnej sytuacji i technicznym strzałem pokonał Gilksa. Po zdobyciu gola Czerwone Diabły kontrolowały przebieg spotkania i wydawało się, że na przerwę zejdą z przewagą jednej bramki. Kilka minut przed zakończeniem pierwszej połowy fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się jednak Adam i mecz zaczął się od początku. Po przerwie Blackpool ruszyło do natarcia i szybko udało im się po raz kolejny pokonać van der Sara. Vaughn zagrał w kierunku Taylor-Fletchera, a Anglik popisał się sprytnym uderzeniem, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Piłkarze i kibice Mandarynek nie cieszyli się jednak z niego długo. Już pięć minut później było 2:2 a ładną dwójkową akcję pomiędzy Parkiem i Andersonem precyzyjnym uderzeniem z pierwszej piłki zakończył ten drugi. Remis wydawał się zadowalać beniaminka, ale na kwadrans przed zakończeniem meczu kolejny raz pomylił się Evatt, tym razem pakując piłkę do własnej siatki, po mocno bitym dośrodkowaniu Smallinga. Podopieczni Hollowaya nie mogli sobie pozwolić na porażkę, dlatego ruszyli do zdecydowanych ataków, narażając się na kontry gospodarzy. Po jednym z takich wypadów, Owen wykorzystał świetne podanie Andersona i bez kłopotów pokonał Gilksa, ostatecznie pieczętując losy Blackpool. Po spotkaniu w obu obozach panowały skrajnie odmienne nastroje: piłkarze beniaminka przeżywali gorycz degradacji, a Czerwone Diabły mogły cieszyć się z zasłużonego zwycięstwa w lidze.

Losy Mandarynek podzieliło niespodziewanie Birmingham. Podopieczni Alexa McLeisha, którzy jeszcze w lutym cieszyli się z wygranej w Pucharze Ligi, a co za tym idzie awansu do europejskich pucharów, w niedzielne popołudnie musieli przełknąć gorzką pigułkę. Porażka z Tottenhamem i niekorzystne rozstrzygnięcia na innych stadionach spowodowały, że w przyszłym sezonie nie zobaczymy ich w rozgrywkach Premier League. Już od pierwszej połowy meczu zaznaczyła się przewaga Kogutów, ale dobrze w bramce gości spisywał się Foster, broniąc miedzy innym dwa strzały aktywnego Sandro. W końcu w 49. minucie musiał jednak wyciągnąć piłkę z siatki, po precyzyjnym uderzeniu Pavlyuchenki sprzed pola karnego. Po stracie bramki Birmingham rzuciło się do odrabiania strat, coraz mocniej naciskając obronę gospodarzy. W końcu na mniej niż kwadrans przed ostatnim gwizdkiem sędziego, po ogromnym zamieszaniu przed polem karnym Cudicniego, piłka spadła pod nogi Gardnera, a ten potężnym strzałem wpakował ją do siatki. Podopiecznym McLeisha remis nie wystarczał do utrzymania, dlatego atakowali dalej. Kontratak Tottenhamu zakończony trafieniem Pavlyuchenki pozbawił ich jednak złudzeń i to właśnie oni dołączyli do zdegradowanych wcześniej: Blackpool i West Hamu.

Ze stryczka udało się urwać Wigan, które w najmniejszym możliwym rozmiarze pokonało na wyjeździe Stoke. W pierwszej połowie zdecydowanie lepiej spisywali się gospodarze, raz za razem sprawdzając formę Al-Habsiego. Reprezentant Omanu spisywał się jednak bardzo dobrze i głównie dzięki jego interwencjom The Latics pozostawali w grze. Wraz z upływem czasu podopieczni Martineza otrząsnęli się z przewagi Stoke i zaczęli tworzyć coraz groźniejsze akcje ofensywne. W 78. minucie udało im się dopiąć celu, gdy po dośrodkowaniu Figueroy z lewego skrzydła, Rodallega pokonał Begovicia strzałem głową. Cenne prowadzenie Wigan utrzymało do ostatniego gwizdka sędziego a po nim nastąpiła szalona radość z utrzymania.

O największym szczęściu, z zespołów zagrożonych degradacją, muszą jednak mówić piłkarze Wolverhampton. Mimo porażki z Blackburn, korzystne wyniki na innych stadionach sprawiły, że w przyszłym sezonie Wilki ponownie zagoszczą na murawach Premier League. Po pierwszych 45 minutach wydawało się jednak, że taki scenariusz nie jest możliwy. Podopieczni McCarthy’ego grali bowiem słabo i zasłużenie przegrywali z Rovers 0:3. Strzelanie rozpoczął w 22. minucie Roberts. Po uderzeniu Salgado piłka odbiła się od Anglika i wpadła do siatki obok bezradnego Hennessey’a. Podopieczni Steve’a Kean’a ponownie podkręcili tempo w końcówce pierwszej odsłony, co przełożyło się na kolejne bramki. Najpierw fantastycznym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się Emerton, a chwilę później wynik podwyższył Hoillet, który efektownie minął dwóch obrońców gospodarzy i spokojnie pokonał walijskiego bramkarza Wilków. Wszystko zmieniło się jednak jak w kalejdoskopie tuż przed upływem ostatniego kwadransa gry. Po faulu Jonesa, podopieczni McCarthy’ego świetnie rozegrali rzut wolny, a niepilnowany O’Hara z łatwością wpisał się na listę strzelców. Gospodarze potrzebowali jeszcze jednej bramki do zapewnienia sobie utrzymania. W końcu w 87. minucie Hunt przejął piłkę na skraju pola karnego i fantastycznym, podkręconym strzałem pokonał Robinsona, zapewniając swojej drużynie miejsce w następnym sezonie Premier League.

W kiepskich nastrojach zakończyli sezon piłkarze i kibice Chelsea. The Blues nie zdołali pokonać Evertonu, a za porażkę, a właściwie za przegrany na wszystkich frontach sezon, głową zapłacił Carlo Ancelotti. W pierwszej połowie odrobinę lepiej spisywali się gospodarze, ale zabrakło im skuteczności przy wykańczaniu stworzonych sytuacji. Chelsea zaatakowała odważniej dopiero po tym, gdy z boiska za drugą żółtą kartę usunięty został Coleman. Najlepszą okazję zmarnował wówczas Terry, którego strzał zatrzymał się tylko na słupku bramki Howarda. Gdy wydawało się, że gol dla gości jest tylko kwestią czasu, fenomenalnym rajdem popisał się Beckford. Anglik przebiegł z piłką niemal całe boisko, minął po drodze pięciu piłkarzy The Blues, po czym technicznym strzałem pokonał Cecha i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Zniechęceni goście nie byli już w stanie zagrozić The Toffees, dzięki czemu trzy punkty zostały na Goodison Park.

Nie popisali się również Kanonierzy, którzy zaledwie zremisowali z Fulham. Słaba forma w końcówce sezonu spowodowała spadek podopiecznych Wengera na 4. miejsce w tabeli, co zmusi ich do wystąpienia w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Mecz rozpoczął się lepiej dla gospodarzy. Sidwell wykorzystał dokładne podanie Zamory i z łatwością pokonał Szczęsnego. Na odpowiedź Arsenalu nie trzeba było jednak długo czekać, już trzy minuty później wyrównał van Persie, pewnie wykorzystując sytuację sam na sam. Po przerwie Kanonierzy powinni objąć prowadzenie, ale kapitalną interwencją po strzale Nasriego z rzutu wolnego popisał się Schwarzer. Chwilę później ponownie dał o sobie znać Zamora, który wyskoczył najwyżej w polu karnym gości i bez kłopotów wpisał się na listę strzelców. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania sytuacja na boisku diametralnie się zmieniła, po tym jak Gera brutalnie sfaulował Vermalena i zasłużenie zobaczył czerwony kartonik. Podopieczni Wengera wykorzystali grę z przewagą jednego zawodnika i po trafieniu Walcotta udało im się wywieźć z Creven Cottage jedna punkt.

Potknięcia Arsenalu wykorzystał Manchester City. Podopieczni Manciniego wskoczyli na trzecie miejsce w tabeli i mają już zapewniony występ w następnej edycji Ligi Mistrzów. Tym razem The Citizens poradzili sobie bez większych kłopotów z Boltonem, który zakończył sezon fatalną passą pięciu porażek z rzędu. W pierwszej połowie gra była jednak w miarę wyrównana i oba zespoły miały szansę na strzelenie pierwszej bramki. Sztuka ta powidła się gościom w 43. minucie, a gola, po dośrodkowaniu Johnsona z rzutu rożnego, zdobył Lescott. W drugiej połowie przewaga City była już zdecydowana, a losy rywalizacji rozstrzygnął Dżeko. Bośniak, który pojawił się na placu gry w 60. minucie, kilkadziesiąt sekund później mógł już cieszyć się z trafienia, po tym jak pokonał Jaaskelainena strzałem z najbliższej odległości. Na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem sędziego, z boiska za brutalny faul wyleciał jeszcze Sturridge, podsumowując frustrujące przedpołudnie Kłusaków.

Świetne widowisko zobaczyli kibice zgromadzeni na St James Park. West Bromwich zdołało wrócić do gry i mimo trzybramkowego prowadzenia Newcastle w pewnym momencie spotkania, zapisało na swoje konto jedno oczko. Strzelanie rozpoczął w 16. minucie Steven Taylor, który po ogromnym zamieszaniu w polu karnym wykazał się największym sprytem i spokojnie wpakował piłkę do bramki z kilku metrów. Chwilę przed przerwą Sroki podwyższyły prowadzenie, a na listę strzelców wpisał się Lovenkrands. Przy uderzeniu Duńczyka nie popisał się Carson, źle oceniając tor lotu piłki i wpadając z nią do bramki. Gdy w 47. minucie, po samobójczym trafieniu Olssona, Newcastle wygrywało 3:0, nikt nie spodziewał się że goście mogą odrobić straty. Jednak tuż po upływie godziny gry świetnym podaniem z głębi pola popisał się Reid, obrońcy gospodarzy nie utrzymali linii spalonego, a Tchoyi bez kłopotów pokonał Krula. Dziesięć minut później było już tylko 3:2 dla Srok. Kameruński pomocnik przejął piłkę w polu karnym, po czym spokojnie minął Colocciniego i wpakował futbolówkę do siatki. W 90. minucie w pełni zrehabilitował się Olsson, który dokładnie dośrodkował na głowę Tchoyia, co pozwoliło pomocnikowi West Bromwich zapisać na swoje konto hat-tricka i spowodowało, że mecz zakończył się zasłużonym podziałem punktów.

Aston Villa skromnie pokonała Liverpool i mimo słabej gry przez większość sezonu, zajęła wysokie dziewiąte miejsce w tabeli. Jedynego gola tego spotkania zdobył Stewart Downing, który zamknął akcję po zbyt mocnym dośrodkowaniu Albrightona i strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Reinie na skuteczną interwencję. W drugiej odsłonie podopieczni Dalglisha byli bliscy wyrównania, ale fenomenalną interwencją przy strzale Meirelesa popisał się Friedel i trzy punkty zostały na Villa Park.

W fatalnym stylu pożegnali się z angielską ekstraklasą piłkarze West Hamu. Młoty przegrały bez walki z Sunderlandem i przynajmniej przez rok będą musiały mierzyć swoje siły z przeciwnikami z Championship. Czarne Koty otworzyły wynik w 17. minucie, gdy po dośrodkowaniu Elmohamady’ego gola głową zdobył Zenden. Kiedy chwilę po przerwie prowadzenie gości podwyższył Sessegnon, precyzyjnym strzałem pokonując Greena, było już jasne, że Młoty po raz kolejny nie zdobędą nawet punktu na własnym terenie. W doliczonym czasie gry gospodarzy dobił Riveros, który nie atakowany przez nikogo bez kłopotów wpakował piłkę do siatki, ustalając końcowy wynik spotkania na 0:3.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Somen Tchoyi
Kameruńczyk nie miał pewnego miejsca w składzie West Bromwich i przez cały sezon spełniał w nim głównie rolę jokera. W niedzielę zagrał jednak od pierwszej minuty i odwdzięczył się trenerowi efektownym hat-trickiem, który odwrócił losy, wydawało się, że przesądzonej już rywalizacji.

Jedenastka kolejki:
Al-Habsi (Wigan-6*) – Walker (Aston Villa-2), Jagielka (Everton-3), Caldwell (Wigan-1), Rose (Tottenham-1) – Hunt (Wolverhampton-1), Anderson (Man Utd-3), Sessegnon (Sunderland-1), Tchoyi (West Brom-2) – Zamora (Fulham-3), Pavlyuchenko (Tottenham-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony