Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Menedżer największą gwiazdą zespołu

Menedżer największą gwiazdą zespołu

Menedżer największą gwiazdą zepołu
Futbol to piłkarze, stadiony i przede wszystkim kibice. Ci pierwsi dzielą się na przeciętnych, dobrych i tzw. gwiazdy. W każdej drużynie świata ktoś gra pierwsze skrzypce. To właśnie na owej gwieździe koncentruje się niemalże cała uwaga kibiców i mediów. Przykłady piłkarzy-gwiazdy znamy. Ale jak to jest, gdy to menedżer jest największą gwiazdą drużyny?

W coraz większej części najlepszych drużyn świata trener odgrywa role dominującą. Media nie piszą o kontuzjach zawodników, ich wspaniałych bramkach czy aferach w szatni. Gazety rozpisują się o podróżach menedżera, o tym z kim rozmawiał, kogo podglądał i co zjadł na kolację. Niewątpliwie taki trener musi mieć silną osobowość i dominujący charakter. Musi być także charyzmatyczny. Postanowiłem wziąć pod lupę kilu takich szkoleniowców i przeanalizować ich pracę.

Manchester United nie zaznał zmiany menedżera od 6 listopada 1986 roku. To już prawie dwie i pół dekady szkockich rządów na Old Trafford. Co trafiło do galerii klubowej? To wie każdy. Masa pucharów, tarcz, pater i statuetek. Ferguson jest bez wątpienia najlepszym trenerem na świecie, a co za tym idzie, skupia uwagę mediów. Wszyscy dziennikarze przed każdym sezonem zachodzą w głowę, kiedy Szkot powie dość i przejdzie na emeryturę. Na drugim planie są dopiero plotki transferowe. Taka postawa musi nieść za sobą olbrzymi autorytet, jakim cieszy się u piłkarzy. Czy ktoś kiedyś wygrał sprzeczkę z sir Alexem? Potrafił utemperować takich krnąbrnych zawodników jak Cantona, Beckham czy Ronaldo. Na przedmeczowych konferencjach zawsze najwięcej pytań pada pod jego adresem, na drugim planie są zawodnicy. Myślę, że poprzez taką sytuacje zawodnicy zyskują mnóstwo pokory, mniej gwiazdorzą, a co za tym idzie dają więcej dla drużyny. Sprawdza się to już od 25 lat.

Jose Mourinho, lub The Special One, jak sam o sobie powiedział. Najbardziej oblegany i pożądany trener świata. Każdy prezes chciałby, by jego klub prowadził charyzmatyczny Portugalczyk. Mistrzostwa Portugalii, Anglii, Włoch, puchar UEFA, dwa razy Puchar Ligii Mistrzów. To wszystko przez zaledwie 9 lat – imponujące. Były szkoleniowiec Chelsea wyróżnia się na tle innych całkowitym brakiem skromności. Szanuje mało którego trenera na świecie, bez pardonu wypowiada się o sędziach, za co często ląduje na trybunach. Media o nim pisały, piszą i będą pisać. Będąc w Realu, wśród gwiazd największego formatu, on mówi, że tęskni za ligą angielską i chce tam wrócić. Co najlepsze, nikt nie wytyka mu tego i nie atakuje. To pokazuje, jakim szacunkiem się cieszy. Mając w składzie Ronaldo, Kake, Benzeme czy Casillasa, nadal to on jest największą gwiazdą swojej drużyny i bez względu na to gdzie przyjdzie mu pracować, zawsze tak będzie. Któż z nas nie pamięta ślizgu po trawie w garniturze za kilkanaście tysięcy funtów, po strzeleniu gola na wagę awansu? Tłumy go kochają i chcą go oglądać.

Z trenerów reprezentacji narodowych na myśl przychodzi mi wiele nazwisk. Sven-Göran Eriksson, Jürgen Klinsmann, wreszcie Diego Armando Maradona. Ale najbliższym mi przykładem będzie „nasz” Leo Beenhakker. Gdy obejmował kadrę Polski, przemawiały za nim sukcesy w Realu Madryt, Feyenoordzie czy drużynie narodowej Trynidadu i Tobago. Wielki następca Pawła Jansa miał wprowadzić nową jakość do gry biało-czerwonych. W jakimś stopniu mu się udało, bez wielkich gwiazd europejskiego formatu ograł portugalskie gwiazdy, awansował na Euro, ograł Czechów. W tej drużynie to on błyszczał, Polacy byli zafascynowani jego filozofią futbolu, holenderskim stylem gry, jak i jego osobą. Kontrowersyjna reklama pewnego banku, zrobiła z niego celebrytę. Błyszczał pełnym blaskiem, lecz gdy Grzegorz Lato doszedł do władzy, owy blask zaczął blednąć. Kolejne afery z jego udziałem odbiły się na wynikach Polaków, co ukazało nam, jak wiele od niego zależy. Media skupiały się na nim tak bardzo, że po porażkach na Euro nie mówiono o piłkarzach tylko o trenerze. Czy każdy kojarzy Piotra Gizę, Pawła Golańskiego czy Tomasza Zachorskiego? Nie, ale każdy wie, kim jest Leo.

Ostatnim trenerem, o którym pragnę wspomnieć jest Jose Maria Bakero. Do Polski przybywał jako były świetny zawodnik Barcelony, której niewątpliwie jest legendą. Obejmując Polonię Warszawa, stał się nowym zjawiskiem w Polsce. Był już co prawda Dan Petrescu, ale Bakero jako piłkarz osiągnął znacznie więcej. Media interesowało to, jak żyje, jak dostosował się do chłodnego środkowoeuropejskiego klimatu, co sądzi o Ekstraklasie i co wie o naszych piłkarzach. Wyniki były zadowalające, słaba drużyna po fuzji z Groclinem odżyła, była dość wysoko w tabeli, gdy nagle został zwolniony. Ku uciesze poznańskich kibiców podjął się pracy w Lechu. Wyniki w Lidze Europejskiej są zadowalające. Nie ma już Lewandowskiego, nie ma Peszki, gwiazdą zespołu jest teraz Jose. Czy mu z tym dobrze? Odnoszę wrażenie, że tak. Teraz Lech zaczął wygrywać w lidze, Bakero zyskał zaufanie, wszystko jest na dobrej drodze.

Menedżerowie-gwiazdy znajdą się w każdej lidze. Ich drużynom wiedzie się różnie, ale to oni są zawsze w centrum uwagi. Myślę, że dla klubu taka opcja jest dobra. Piłkarze mają więcej spokoju, mogą się bardziej skoncentrować na grze, a trener jest wizytówką drużyny i odciąża z presji swoich podopiecznych niczym dobry ojciec.

Przewiń na górę strony