Nie przegap
Strona główna / Premiership / Podsumowanie 27. kolejki Premier League

Podsumowanie 27. kolejki Premier League

Podsumowanie 27. kolejki Premier League
W 27. kolejce Premier League najciekawiej zapowiadały się derby Manchesteru. The Citizens chcieli stać się pierwszym zespołem w tym sezonie, który wywiezie komplet punktów z Old Trafford, natomiast Czerwone Diabły, wygrywając mecz, chciały do minimum zniwelować szansę lokalnego rywala na mistrzostwo Anglii. Zapraszam na podsumowanie tego spotkania jak i całej kolejki.

Manchester United pokonał w derbowym pojedynku Manchester City i umocnił się na pozycji lidera tabeli. W pierwszej połowie mecz był bardzo wyrównany, a okazji bramkowych było jak na lekarstwo. Najlepszą sytuację dla City zmarnował David Silva, strzelając obok bramki van der Sara, w pojedynku sam na sam. Gospodarze wykorzystali brak skuteczności hiszpańskiego pomocnika i kilka minut przed zejściem do szatni objęli prowadzenie. Długą piłkę spod własnej bramki zagrał van der Sar, pojedynek powietrzny wygrał Rooney, a genialne podanie Giggsa umożliwiło Naniemu wyjście na czystą pozycję i pokonanie Harta. Po przerwie Czerwone Diabły kontrolowały grę, a wszystkie ataki City rozbijały się o świetnie spisującą się formację defensywną. Warto zwłaszcza pochwalić Chrisa Smallinga, który raz po raz wygrywał pojedynki powietrzne, a także znakomicie powstrzymywał Carlosa Teveza. W 65. minucie przypadek zadecydował o golu wyrównującym dla City. Piłkę w pole karne dośrodkował Wright-Phillips, a strzał Dżeko odbił się od pleców Silvy i wpadł do bramki, obok kompletnie zdezorientowanego van der Sara. Podopieczni Fergusona nie złożyli jednak broni i na kilkanaście minut przed końcowym gwizdkiem ponownie objęli prowadzenie. Dośrodkowanie Naniego odbiło się Zabalety i spadło idealnie w miejscu, gdzie stał Rooney. Anglik popisał się niesamowitym golem przewrotką, który jest murowanym kandydatem do nagrody dla bramki sezonu. Perfekcyjnie uderzona piłka wpadła w samo okienko bramki Harta, a Old Trafford eksplodowało z radości. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i przez kolejny rok kibice United śmiało mogą głosić, że Manchester jest czerwony.

Swój mecz zremisowała Chelsea, po raz kolejny pokazując, że nie potrafi się całkowicie otrząsnąć z kryzysu. Spotkanie z Fulham ukazało wszystkie słabości podopiecznych Ancelottiego – brak formy podstawowych pomocników i fatalną skuteczność napastników. W marnowaniu sytuacji brylował zwłaszcza Fernando Torres, który dwa razy miał szansę na pokonanie Schwarzera, ale zamiast soczystych uderzenie podawał piłkę w stronę Australijczyka, albo nie potrafił jej dobrze przyjąć. W drugiej połowie oba zespoły ograniczały się głównie do prób strzałów z dystansu, ale, albo były one niecelne, albo z łatwością radzili sobie z nimi bramkarze. W doliczonym czasie gry szansę na zdobycie pełnej puli mieli podopieczni Marka Hughesa. Dobrze spisujący się tego dnia Luiz sfaulował Dempseya, a Mike Dean podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł sam poszkodowany i trafił prosto w Cecha, przez co mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Trzy punkty na swoje konto zapisał natomiast Tottenham, który nie bez problemów rozprawił się z Sunderlandem. Początek spotkania należał zdecydowanie do Czarnych Kotów, które już w 11. minucie objęły prowadzenie. Gyan otrzymał piłkę od Richardsona, po czym odwrócił się i natychmiast strzelił w długi róg bramki Gomesa, nie dając mu szans na skuteczną interwencję. Po tym trafieniu gospodarze przez długi czas spokojnie kontrolowali grę i skutecznie powstrzymywali wszystkie akcje ofensywne Kogutów. Zaspali jednak pod koniec pierwszej połowy, gdy po rzucie rożnym Piennara kompletnie niepilnowany Dawson głową pokonał Gordona. W 57. minucie Tottenham wyszedł na prowadzenie. Bohater z poprzedniej kolejki, Niko Krajcar, doszedł przed polem karnym do bezpańskiej piłki i precyzyjnym strzałem umieścił ją w lewym rogu bramki Gordona. Sunderland nie chciał pogodzić się z porażką, ale w kilku sytuacjach podopiecznym Bruce’a zabrakło szczęścia (strzał Richardsona zatrzymał się na poprzeczce) i ostatecznie to Koguty mogły cieszyć się ze zgarnięcia pełnej puli.

Wygrać udało się również Arsenalowi, który na swoim boisku pokonał Wolverhampton. Wynik spotkania w 16. minucie otworzył, znajdujący się ostatnio w świetnej formie, van Persie. Piłkę ze skraju pola karnego dośrodkował Fabregas, a Holender efektownym strzałem z pierwszej piłki umieścił ją w siatce. Gospodarze po objęciu prowadzenia wciąż nacierali na bramkę Wilków, ale świetnie między słupkami spisywał się Hennessey, ratując swój zespół w często beznadziejnych sytuacjach. W 56. minucie nie miał jednak nic do powiedzenia, gdy po szybkiej kontrze Walcott podał piłkę do van Persiego, a Holender podwyższył wynik na 2:0. Mimo kolejnych okazji wynik nie uległ już zmianie i Kanonierzy zapisali na swoje konto kolejne trzy punkty.

Zwycięską serię zakończył Liverpool, zaledwie remisując na Anfield z Wigan. W pierwszej połowie sporą przewagę osiągnęli The Reds, co przełożyło się na bramkę z 24. minuty. Piłkę dośrodkował Aurelio, wybijać próbował Gohouri, ale futbolówka spadła wprost pod nogi Meirelesa, który pięknym wolejem pokonał Al-Habsiego. Tuż po golu Portugalczyka szansę na podwyższenie wyniku miał Suarez, ale jego strzał zatrzymał się na słupku. W drugiej odsłonie gry gospodarze oddali pole Wigan, a podopieczni Martineza zaczęli stwarzać sobie coraz lepsze sytuacje. W 65. minucie gościom udało się wykorzystać jedną z nich i doprowadzić do remisu. N’Zogbia dośrodkował z prawego skrzydła, lot piłki przedłużył Alcaraz, a do siatki z najbliższej odległości wepchnął ją Gohouri. Liverpool próbował jeszcze odzyskać prowadzenie, ale strzał najaktywniejszego na boisku Suareza tym razem zatrzymał się na poprzeczce i piłkarze The Reds musieli zadowolić się jednym punktem.

Lokalny rywal Liverpoolu, Everton, po raz kolejny pokazał się ze słabej strony i uległ Boltonowi. Kłusaki wyszły na prowadzenie już w 10. minucie, kiedy po rzucie wolnym wykonanym przez Holdena najwyżej w polu karnym wyskoczył Gary Cahill, a piłka odbita od Heitingi całkowicie zmyliła Howarda. Po trafieniu gospodarzy do głosu doszli The Toffees, ale mimo sporej przewagi w posiadaniu piłki, nie potrafili realnie zagrozić bramce Jaaskelainena. Podopieczni Coyle’a wykorzystali nieporadność gości i w 67. minucie podwyższyli swoje prowadzenie. Piłkę głową do Sturridge’a zagrał Lee, a młody Anglik strzałem z pierwszej piłki pokonał Howarda. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie, dzięki czemu Bolton wciąż pozostaje w rywalizacji o europejskie puchary.

Najbardziej emocjonujące spotkanie w tej kolejce zobaczyli kibice zgromadzenie na The Hawthorns. West Bromwich zaledwie zremisowało z West Hamem mimo, że do przerwy beniaminek prowadził trzema bramkami. Wynik już w 3. minucie otworzył Dorrans, fantastycznym strzałem z dystansu pokonując Greena. Chwilę później na listę strzelców wpisał się Thomas, precyzyjnie uderzając ze skraju pola karnego w prawy róg bramki. Gdy po dośrodkowaniu Dorransa w 32. minucie gry, do własnej siatki piłkę wepchnął Reid, wydawało się, że Młoty zapiszą na swoje konto kolejną porażkę. Po przerwie kibice na The Hawthorns zobaczyli jednak zupełnie inną drużynę. Niedługo po rozpoczęciu drugiej odsłony gola kontaktowego zdobył Demba Ba, który pokonał Myhilla po świetnym dośrodkowaniu Noble’a. Zaledwie siedem minut później Młoty zdobyły kolejną bramkę. Po świetnie rozegranym rzucie wolnym w idealnej sytuacji znalazł się Cole i strzałem głową zmniejszył prowadzenie gospodarzy. West Ham uparcie dążył do zdobycia wyrównującej bramki, co ostatecznie udało się w 83. minucie. Po zamieszaniu w polu karnym piłka spadła po nogi Demby Ba, a ten ekwilibrystycznym strzałem zapewnił Młotom 1 punkt.

Remisem zakończyło się także spotkanie innego beniaminka, Blackpool, który podzielił się punktami z Aston Villą. Podopieczni Houlliera objęli prowadzenie w 10. minucie, kiedy po świetnym podaniu Benta sytuację sam na sam skutecznie wykończył Agbonlahor. Anglik minął Kingsona i spokojnie umieścił piłkę w pustej bramce. Odpowiedź Mandarynek była natychmiastowa. Z rzutu rożnego dośrodkował Adam, a najszybciej przy futbolówce znalazł się Grandin, strzałem głową pakując ją do siatki. W pierwszej połowie oba zespoły stworzyły sobie jeszcze kilka sytuacji, ale brakowało precyzji w ich wykończeniu. Drugą odsłonę gry kibice na Bloomfield Road zapamiętają głównie przez brutalny faul Makouna, za który kameruński pomocnik zasłużenie zobaczył czerwoną kartkę. Mecz zakończył się remisem, a sytuacja Blackpool w tabeli staje się coraz mniej ciekawa.

Po jednym punkcie na swoje konto zapisali także piłkarze Blackburn i Newcastle. Obie drużyny miały okazję na zdobycie zwycięskiej bramki, ale strzał Santa Cruza zatrzymał się na słupku, a uderzenie Lovenkrandsa trafiło w poprzeczkę, przez co spotkanie zakończyło się zasłużonym remisem.

Wygrać udało się natomiast Birmingham, które dzięki trzem punktom zdobytym przeciwko Stoke oddaliło się od strefy spadkowej. Zwycięskiego gola dla drużyny McLeisha zdobył, w doliczonym czasie gry, znajdujący się ostatnio w dobrej formie, Nikola Żigić. Piłkę w stosunkowo łatwej sytuacji wypuścił Begović, co pozwoliło Jeromowi na dośrodkowanie wprost na głowę Serba, który z łatwością trafił do pustej bramki, zapewniając gospodarzom trzy punkty.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Robin van Persie
Holender znajduje się w ostatnim czasie w genialnej formie, strzelając bramki w niemal każdym spotkaniu. Nie inaczej było w meczu przeciwko Wolverhampton, gdy dwa strzelone przez niego gole dały pewne zwycięstwo Kanonierom. Jeżeli uda mu się utrzymać taką dyspozycję i uniknąć kontuzji, które często go trapią, może być ważnym punktem Arsenalu w walce o najwyższe cele.
Jedenastka kolejki:
Hennessey (Wolves-1*) – Gohouri (Wigan-1), Smalling (Man Utd-1), Kompany (Man City-3), Salcido (Fulham-1) – Nani (Man Utd-6), Dorrans (WBA-1), Kranjcar (Tottenham-1), Walcott (Arsenal-4)– van Persi (Arsenal-2), Ba (West Ham-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony