Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Hazard w sporcie

Hazard w sporcie

Hazard w sporcie
Do niedawna traktowałem to jako nieszkodliwy niuans niemający większego znaczenia. Komentatorzy wspominali czasem o kursach na jedną czy drugą drużynę w trakcie spotkań albo dyskutowali o szansach na wygraną jak jeden do … według bukmacherów. Z przymrużeniem oka traktowałem też informacje o przyjmowaniu zakładów na prześmieszne tematy jak np. czy syn Beckhama zostanie w przyszłości piłkarzem. I tak niepostrzeżenie zjawisko to rozwijało się w najlepsze. W ostatnim czasie zaobserwowałem jednak niepokojąco silny trend obstawiania wyników wydarzeń sportowych.

Szczególnie młodsze osoby które nie znają jeszcze tak naprawdę wartości zarobionych pieniędzy wydają się mocno zainteresowane tym zjawiskiem i możliwością łatwego zarobku. W moim mieście jak spod ziemi wyrosło co najmniej kilka punktów, gdzie można obstawiać wyniki. Wśród znajomych zainteresowanych sportem ciężko spotkać osobę, która nie obstawia przynajmniej raz na jakiś czas. A znam też osoby wydające się być zupełnie uzależnione od tego typu „rozrywki”. Nie wiem, na ile moje środowisko jest wymiernym źródłem trendów panujących w naszym kraju, ale opinie znajomych z większych miast oraz artykuł, który (o zgrozo!) pojawił się dziś na łamach Redloga – „Propozycje bukmacherskie na nadchodzący weekend” – jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły i utwierdziły w przekonaniu, że świat wokół mnie zwariował.

Faktem jest, że pieniądze dyktują dzisiaj warunki gry w piłce nożnej i sporcie w ogóle. Ostatnim klubem spoza czołówki najbogatszych, który dodarł do półfinałów Ligi Mistrzów było chyba Porto, ale wyjątek ten potwierdza jedynie regułę. Nastał czas transferów za niebotyczne sumy i piłkarzy milionerów, których stać praktycznie na wszystko. Żądza pieniądza kieruje od dawna światem sportowym. Bukmacherzy sprytnie wprowadzili ją także do światka kibiców sportowych kusząc ich możliwością zarobienia łatwej gotówki na czymś, co stało się wcześniej ich pasją. Pomysł genialny w swojej prostocie okazał się być strzałem w dziesiątkę i tak hazard na dobre już przyssał się do sportu. Myślę jednak, że skala tego procederu przerosła najśmielsze oczekiwania jego pomysłodawców, którzy pewnie w wielu przypadkach zarabiają wielokrotność poborów najlepszych piłkarzy na świecie. Dlaczego obstawianie wyników tak nas kręci? Czy naprawdę możliwość szybkiego i przede wszystkim łatwego zarobku w połączeniu z odrobiną ekscytacji wystarczy, aby zawładnąć myślami, a docelowo i portfelami szarych mas ? Okazuje się, że tak. Przynajmniej na ogół.

Nigdy przecież nie ma tak, że wygrywamy zawsze – sprytne zasady obstawiania wyśrubowano w ten sposób, że wygrać wcale nie jest tak łatwo, jednak dostatecznie łatwo, aby wciągnąć w to szybko uzależniające się jednostki. Sport, a szczególnie piłka nożna jest na tyle nieprzewidywalny, że często możliwość wygranej sprowadza się do szczęścia lub jego braku. Powstaje pytanie – czy uzależnienie od ekscytacji, jaką dają zakłady, nie wpływa w nas na postrzeganie piłki nożnej, jej piękna i nieprzewidywalności? Czy zmierzając do buka, pod wpływem „dobrego” przeczucia, możemy z czystym sercem odpowiedzieć sobie „Nie to nie zmieni mojego postrzegania tego pięknego sportu”? Jakie możemy mieć gwarancje, że następnego meczu, który obstawimy, nie będziemy oglądać bardziej ekscytując się możliwością wysokiej wygranej pieniężnej niż okazją doświadczenia wspaniałego widowiska? Bo przecież od tego się zaczęło – od fascynacji daną dyscypliną sportu, czystej pasji niedającej się z niczym porównać, która potrafi łączyć ludzi i wyzwalać czyste emocje. Emocje, których największą zaletą jest to, że zapominamy o całym syfie tego świata choćby tylko na chwilę otrzymując w zamian dar „od boga futbolu” jakby to określił Król Eric.

Czy naprawdę warto mieszać w to pieniądze i niszczyć to piękno hazardem? Oczywiście ci z was, którzy obstawiają mecze mniej lub bardziej regularnie, mogliby z czystym sumieniem rzec, że meczów ukochanej drużyny obstawiać nie trzeba i po kłopocie. Taka logika przypomina filozofię Kalego. Nie zamiotę syfu pod swój dywan tylko pod czyjś, więc w chodzeniu po moim to przeszkadzać nie będzie, a przy okazji trochę zarobię – bukmacherzy właśnie na to liczą. Jedno jest pewne i potwierdzone – hazard uzależnia, więc wrócicie po więcej wprawiając w ruch cała machinę. Ujawniono już kilka przypadków, kiedy bardziej wpływowi bukmacherzy z powodzeniem kupowali mecze w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na świecie, jak choćby Liga Mistrzów. Póki co udowodniono im jedynie ingerencję w mecze fazy grupowej drużyn spoza europejskiej czołówki. Jednak jeśli ich imperium będzie rozwijało się nadal w tak dynamicznym tempie, kto da wam pewność, że z czasem nie będzie ich stać na ingerencję w mecze waszej ukochanej drużyny? Pamiętajcie o tym przy okazji następnych zakładów. Życzę miłego obstawiania…

Przewiń na górę strony