Nie przegap
Strona główna / Z ostatniej chwili / Jedyna bramka… a bo to tylko kolejki?

Jedyna bramka… a bo to tylko kolejki?

Jedyna bramka... a bo to tylko kolejki?
Po kilkutygodniowej przerwie specjalnie z okazji wyczynu Wayne’a Rooneya odświeżam cykl „Najładniejsza bramka…”. Już dziś, po pierwszym meczu footballowego weekendu w Anglii jestem pewny co do właściwego wyboru. Jest tylko Rooney, jego przewrotka i wszechobecny podziw.

Zapnijmy pasy, oglądnijmy to raz jeszcze. Potem kolejny raz. I jeszcze raz. I aż do późnej nocy.

„RooNEY! O MATKO BOSKA! CO ZA BRAMKA! PRZECIEŻ TO JEST W OGÓLE NIEPOJĘTE!

Jeśli to, co widzieliśmy powyżej, nazywamy golem, to żaden gol nie padł i nie padnie w tej kolejce. Bramka a wyczyn Rooneya to dwa różne światy, dwie różne rzeczy, dwie różne kategorie. Pięknie, że ów błysk geniuszu w czystej postaci miał miejsce w meczu z City. Więcej, przesądził o końcowym rezultacie. Jeszcze więcej – zrobił to piłkarz, który skisił całe 78 pierwszych minut, był naszym najsłabszym ogniwem.

Piłka nożna jest przewrotna. Piłka nożna jest piękna.

Wiesz już, Roksano, co by było, gdyby nie było piłki nożnej? Nie dane by nam było zobaczyć tego czynu doskonałego.

Przewiń na górę strony