Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Po pierwsze transfer mnie nie obchodzi

Po pierwsze transfer mnie nie obchodzi

Po pierwsze transfer mnie nie obchodzi
Nie mówi się o nich w okienkach transferowych. Potęgi światowego futbolu, choć zdają sobie sprawę z wartości tych zawodników, nie kuszą ich niebagatelnymi zarobkami – nawet nie próbują negocjować z danym klubem. Piłkarze ci nie są zainteresowani kosmicznymi pieniędzmi czy głośnym transferem. Kibice zdają sobie sprawę, że przejście tych zawodników do innego klubu jest wręcz nieprawdopodobne. Czy żywe klubowe legendy, bo o nich mowa, muszą więc darzyć swoje drużyny jakiegoś rodzaju uczuciem? Czy w potężnym i niekiedy brutalnym świecie piłki nożnej istnieje coś, co można nazwać szczerym i prawdziwym przywiązaniem do klubowych barw?

W grudniu 1986 roku Ryan Giggs, lewonożny zawodnik Manchesteru United został zaproszony na testy do drużyny Czerwonych Diabłów, której kibicował już jako dzieciak. Tuż po swoich siedemnastych urodzinach, dnia 30 listopada 1990, podpisał z Diabłami profesjonalny kontrakt. To już ponad dwadzieścia lat jak Ryan gra z herbem United na piersi. Paul Scholes swoje pierwsze treningi w tym klubie rozpoczął w wieku czternastu lat. Od roku 1993 aż po dziś dzień godnie reprezentuje barwy United.

John Terry gra w barwach Chelsea od 1998 roku. Steven Gerrard od początku swojej kariery seniorskiej reprezentuje barwy Liverpoolu, w którym to zadebiutował w 1998 roku.

Przeskakując na chwilę do gorącej Hiszpanii, znajdziemy się w Primera Division. W lidze tej szybko odnajdziemy sławną Dumę Katalonii i jej ikonę – Carlesa „Lwie serce” Puyola. W wieku siedemnastu lat przeniesiono go z jego pierwszego klubu do szkółki piłkarskiej Barcelony. 2 października 1999 roku zadebiutował w podstawowej jedenastce Blaugrany prowadzonej wówczas przez Louisa van Gaala. Od tegoż roku Carles reprezentuje barwy Dumy Katalonii i stanowi podstawowy filar jej obrony.

W historii futbolu nie brakuje jednak zawodników, którzy utracili szansę na zostanie klubowymi ikonami. Za przykład może nam tu posłużyć Thierry Henry, który w latach 1999-2007 reprezentował barwy Arsenalu Londyn. Zewsząd dochodziły głosy o rzekomym przejściu tego zawodnika do FC Barcelony. Przed finałem Ligi Mistrzów (2005/2006), w którym Kanonierzy mierzyli się z Blaugraną, Henry obiecywał, że zostanie w swoim obecnym wówczas klubie. Francuz miał więc ogromną szansę, aby stać się w przyszłości ikoną klubu z Emirates Stadium. Jak się później okazało, Henry dane słowo złamał, przenosząc się w następnym oknie transferowym na Camp Nou…

W tym temacie należy również wspomnieć o świeżym nabytku Manchesteru United jakim jest Javier Hernandez. Młody Meksykanin całuje herb Czerwonych Diabłów po zdobyciu dla nich bramki. Chicharito wiele razy wspomniał już o swoim przywiązaniu i szacunku do United. Nam pozostaje jedynie mieć nadzieję, że gesty Javiera nie są na pokaz, a jego słowa nie są rzucanymi na wiatr. Trzeba wierzyć, że w przyszłości Chicharito zostawi niemały ślad na kartach historii Manchesteru United i jeszcze wiele razy przysłuży się Diabłom.

Różne kluby kusząc kosmicznymi kwotami, sprawiają, iż coraz mniej jest piłkarzy, którzy nie chcieliby transferu. Zawodnicy są jak towar, który obraca się w rękach swoich kupców bez skrupułów. Piłkarze często sami wyrażają chęć transferu do innej drużyny. Równoznaczne jest to z tym, że dzisiaj bardzo ciężko o prawdziwe przywiązanie danego zawodnika do barw klubowych. Z coraz większym trudem przychodziłoby nam szukać futbolistów, dla których najważniejsza jest drużyna, a pieniądze natomiast schodzą na drugi lub nawet trzeci plan. Pomimo wszystko nie możemy mieć chyba wątpliwości, że piłkarze szczerze przywiązani do swoich klubów jeszcze są wśród nas, a w oczach wiernych kibiców mają bezcenną wartość.

Miłości, wierności, przywiązania ani żadnego innego uczucia nie możemy zmierzyć czy też obliczyć. Pozostaje nam jedynie ufać piłkarzom, że ich zapewnienia o przywiązaniu do barw nie są słowami rzucanymi na wiatr.

Przewiń na górę strony