Nie przegap
Strona główna / Manchester United / O dwóch takich, co podbili nasze serca

O dwóch takich, co podbili nasze serca

O dwóch takich, co podbili nasze serca
Jeden z nich miał trudne dzieciństwo. Jego matka robiła wszystko, żeby utrzymać życie swojej rodziny na godnym poziomie, sama jednak nie dawała sobie rady, przez co po zajęciach w szkole on sam spędzał dużo czasu pod znajdującą się niedaleko piekarnią i prosił wychodzących ludzi o parę franków. Drugi z nich miał lepsze warunki, jako dziecko całe dni spędzał na grze w piłkę. Dziś są bardzo dobrymi przyjaciółmi, których połączyły skomplikowane losy po przyjściu na Old Trafford. W tym miesiącu minęło już pięć lat, od kiedy do Manchesteru United przybyli Patrice Evra i Nemanja Vidić.

Dużo więcej problemów jako dziecko miał Francuz. Po treningach w Les Ulis biegł na stację kolejową ze swoim przyjacielem Mamadou Niakate (który aktualnie trenuje lokalne francuskie drużyny). Wsiadali do pociągu w kierunku dzielnicy handlowej Les Halles w Paryżu. Włóczyli się nocami po mieście, kradnąc drobne rzeczy, które następnego dnia sprzedawali w swojej okolicy. Marzyło im się od czasu do czasu wejść do jakiegoś klubu, ale swoje eskapady częściej kończyli przesiadując w tanich knajpach z jedzeniem. Do domu wracali pociągiem o szóstej rano. Życie Evrze uratował futbol, który pozwolił wyrwać się z Les Ulis, dzielnicy morderców, gwałcicieli i handlarzy narkotykami. Mając 16 lat był blisko powrotu na stałe do wujostwa w Senegalu. Niedawno kupił tam swojej matce w prezencie dom. Vidić miał łatwiej. Prowadził beztroskie życie, spędzając większość czasu na podwórku, grając z bratem Dušanem w najprostszą wersję piłki nożnej, gdzie bramkę wyznaczały dwa kamienie. W wieku siedmiu lat poszli razem na swój pierwszy trening do klubu. Po dwóch latach jego brat przerwał treningi piłkarskie i przepisał się do sekcji koszykarskiej.

Kariery obu zawodników też się różniły. Evra, po rocznych treningach w Paris St. Germain został zaproszony do gry w malutkim włoskim klubie z Sycylii, Marsala. Już w wieku 17 lat musiał przenieść się do Włoch, gdzie bardzo szybko się usamodzielnił. W następnym sezonie występował już na zapleczu włoskiej ekstraklasy, jednak w ciągu całego sezonu zaliczył zaledwie trzy występy. Wracając do Francji w roku 2000, trener Nicei zmuszony był znaleźć zastępstwo dla kontuzjowanego lewego obrońcy i wyznaczył do tej roli ówczesnego napastnika, Evrę, który swojej pozycji już nie zmienił. Z kolei Nemanja Vidić niedługo przed swoimi 15. urodzinami podpisał kontrakt z Red Star Belgrad. Gdy Evra przenosił się do Nicei, Serb wyjechał do Suboticy na roczne wypożyczenie. Zadziwił trenera z Belgradu i ten włączył go w następnym sezonie do pierwszego składu drużyny, a po 12 miesiącach mianował zaledwie 22-letniego piłkarza kapitanem.

Evra przed przyjściem do Manchesteru United występował w AS Monaco. W najlepszym dla siebie – na tym etapie kariery – sezonie, 2003/04, Francuz swoimi występami na lewej stronie boiska zadziwiał wielu obserwatorów. Wpadł w oko Carlosowi Queirozowi, który prowadził wówczas Real Madryt. To z AS Monaco w ćwierćfinale Ligi Mistrzów odpadli Królewscy. W kolejnej rundzie rozgrywek na Evrę czekała rosnąca w siłę potęga Romana Abramowicza. Po 10 minutach meczu z Londyńczykami, Jimmy-Floyd Hasselbaink agresywnym atakiem rozciął mu nogę w taki sposób, że było mu widać kość. Zagroził klubowemu lekarzowi, że jeśli będzie namawiał trenera na zdjęcie go z boiska, to go zabije. W przerwie meczu owinął mu solidnie kostkę bandażem. Przez kolejny miesiąc, łącznie z finałem Ligi Mistrzów, Evra występował z kawałkiem… piersi z kurczaka w bucie. Pomagało mu to zmniejszać ból. Śmieje się, że po końcowym gwizdku przegranego finału mięso wyglądało na trochę ugotowane. Bliznę po starciu z Hasselbainkiem ma do dziś.

Nemanję Vidicia Sir Alex Ferguson po raz pierwszy widział w akcji, nieświadomie, w listopadzie 2002 roku na Stade de France. Wybrał się tam, ponieważ jak sam mówił wielokrotnie, nudzi mu się w przerwach reprezentacyjnych, a wtedy w lubianym przez niego Paryżu, Francuzi mierzyli się towarzysko z Jugosławią. Vidić był świeżo upieczonym reprezentantem kraju, miesiąc wcześniej zadebiutował przeciwko Włochom w eliminacjach do Euro 2004. Trener Jugosławii zdecydował się wystawić w obronie tylko trzech zawodników, dzięki czemu gospodarze bez problemu wygrali 3:0.

Po trzech latach Fergusona znów przyciągnęło do Vidicia, tym razem świadomie. Występował on wówczas w Spartaku Moskwa, do którego z etykietą najdroższego obrońcy w historii rosyjskiej piłki przechodził w lipcu 2004 roku. Podekscytowany jego występami w Rosji, pod koniec roku 2005 zadzwonił do Serba i umówili się na spotkanie. 5 stycznia 2006 roku za około 7 milionów funtów na Old Trafford trafił 25-letni Vidić. Historia transferu Patrice’a Evry wyglądała inaczej. Ze względu na kontuzję Gabriela Heinze szybko poszukiwano jego solidnego zastępcy, a jednym z polecających Francuza Fergusonowi był Carlos Queiroz. Na Evrę polował także Inter Mediolan i Liverpool, ale jak sam piłkarz wyznaje, po sukcesie jaki w Manchesterze odniósł jego rodak, Eric Cantona oraz bezpośredniej rozmowie z Sir Aleksem Fergusonem nie miał już wątpliwości gdzie chce kontynuować karierę.

Początki obu zawodników nie były łatwe. Vidiciowi trudno było znaleźć optymalną formę, ponieważ sezon w Rosji skończył się w połowie listopada. W Evrze pokładano wielkie nadzieje, gdyż w klubie obok Mikaëla Silvestre’a był jedynym zdrowym lewym obrońcą. Ogrywali się razem w rezerwach, gdzie w pierwszym meczu trener podjął decyzję o zdjęciu ich z boiska po zagraniu zaledwie 45 minut. Piłkarze byli przerażeni. Zastanawiali się po co się w ogóle godzili na transfer. Francuz został rzucony na głęboką wodę. Swój debiut zaliczył w derbach Manchesteru, na stadionie rywala. W dniu meczu, o godzinie 9 rano, widział Louisa Sahę i Mikaëla Silvestre’a jedzących makaron. Podkusiło go, żeby też spróbować. Czuł się źle i wymiotował w swoim pokoju, ale nie chciał o tym nikomu mówić, żeby nie pomyślano, że przestraszony chce się wymigać od gry. Pierwsza połowa meczu (nigdy przedtem nie grał tak wcześnie – w południe) w jego wykonaniu była kompletnie nieudana, a na jego flance szalał Trevor Sinclair. Na drugą część meczu już nie wyszedł, a Ferguson powiedział mu w szatni, żeby usiadł na ławce i w spokoju oglądał angielską piłkę.

Nie wiemy, ilu zawodników po takim debiucie by się poddało. Evra się nie poddał. Jak sam wspomina po pięciu latach, ten mecz to jedno z jego najlepszych wspomnień z pobytu w United. Dlaczego? Głównie dlatego, że to jego pierwszy mecz w czerwonej koszulce. Dlaczego jeszcze? Ponieważ uświadomiło mu to, że nie osiąga się szczytu kariery samym występem w finale Ligi Mistrzów. Zrozumiał, że w piłce nożnej bez przerwy trzeba nad sobą pracować, a szczególnie w Anglii należy zwrócić na to większą uwagę. I w taki sposób Evra, który nigdy wcześniej nie chodził na siłownię, w Carrington stał się jej stałym bywalcem. W podobny sposób wypowiada się Vidić. Uważa on, że dobrze jak od czasu do czasu przychodzą słabsze mecze, gdyż wtedy trafia do ciebie, że nie jesteś idealny i nieustannie musisz doskonalić swoje umiejętności. Francuz widział, jak przez tydzień po przegranej z City każdy w klubie chodził ze zwieszoną głową i zdał sobie sprawę, że w tym klubie nie ma miejsca na porażki. Jeszcze bardziej zaskoczony był tym, że na mecz Pucharu Anglii z Burton Albion, grającym kilka klas rozgrywkowych niżej przyszedł komplet widzów, 75 tysięcy. Dopiero wtedy zrozumiał jakiego klubu jest częścią.

Wszystko zaczęło się układać lepiej, kiedy pod koniec lutego 2006 roku Manchester United sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej. Zdobycie trofeum dodało drużynie pewności siebie, a nowym zawodnikom pokazało, że trudności nie będą trwały wiecznie. Nemanja Vidić zaczął częściej grać u boku Rio Ferdinanda (w moich oczach stawał się bardziej Nemanją Vidiciem, niż piłkarzem który przypomina mi rysami twarzy pewnego trenera skoków narciarskich). Patrice Evra miał pecha w postaci Mikaëla Silvestre’a. Forma jego rodaka naprawdę imponowała pod koniec sezonu. Osobiście mam taką migawkę z jego ówczesnych występów – związaną także z Vidiciem. Serb wślizgiem na połowie rywala wywalczył piłkę, trafiła ona pod nogi Silvestre’a, a ten 50-metrowym crossem do Wayne’a Rooneya zaliczył asystę przy jego golu w ligowym spotkaniu z Arsenalem.

I choć Evra przez pierwsze miesiące pobytu w Anglii obawiał się, że nie doczeka już jako zawodnik United przygotowań do nowego sezonu, wszystko ułożyło się pozytywnie. Półroczna adaptacja w nowym środowisku okazała się wystarczająca dla dwójki obrońców i bez problemu wkroczyli w sezon 2006/07 – według Nemanji Vidicia – najważniejszy. Uzasadnia krótko: forma jaką drużyna prezentowała przez 10 miesięcy była niesamowita, a tytuł mistrza Anglii po czterech latach posuchy dodał całemu klubowi niebywałej pewności siebie. Takiej, na której w następnych dwóch sezonach zbudowany został sukces w kraju i Europie. Solidnych fundamentów zbudowanych w tamtym okresie nie zniszczyła nawet porażka w finale Pucharu Anglii z Chelsea.

To właśnie porażka po dogrywce z Londyńczykami, obok finału Ligi Mistrzów z 2009 roku jest największym zawodem Vidicia podczas gry w Manchesterze United. Uważa, że z Chelsea zabrakło szczęścia, a z Barceloną mogli i powinni wygrać. Szczególnie, że jak uważa Evra, Katalończycy zagrali dobrze, ale nie rewelacyjnie. Był to pierwszy raz, kiedy Francuz widział United nie grające w swoim stylu. United, które miało szansę na zwycięstwo, ale ostatecznie go nie osiągnęło. Piłkarze jednak doceniają swoje osiągnięcie, ponieważ wystąpić w dwóch finałach Ligi Mistrzów pod rząd nie jest łatwo. Potrzebujesz zarówno regularności, jak i szczęścia. I właśnie to szczęście, które potrzebne jest w Lidze Mistrzów, powoduje, że cenniejsze dla Serba jest mistrzostwo Anglii. Tam liczy się konsekwencja i stała forma, którą prezentujesz każdego tygodnia, przez okres 10 miesięcy.

Skomplikowane początki, pozycja na boisku i brak przyjaciół w nowym środowisku zmusiła obu piłkarzy do lepszego poznania się. Dziś są naprawdę dobrymi kumplami. Jak wspólnie zgodnie twierdzą, najważniejsza na boisku jest rozmowa. Wychodzą z założenia, że trzeba komunikować się ze sobą bez przerwy, wskazywać popełniane błędy i zwracać uwagę na dobre strony rywala. Evra jest szczęśliwy, że obok siebie ma kogoś takiego jak Vidić, pozwala mu to z mniejszymi oporami angażować się w akcje ofensywne, ponieważ wie, że na wypadek jakiegoś błędu, prędzej czy później i tak naprawi go Serb, jego zdaniem ktoś nie do przejścia. Serb, który całkiem niedawno, w meczu z West Bromwich Albion przypadkiem potraktował Evrę ciosem z łokcia w twarz, dodając potem sympatyczne „Szczęśliwego Nowego Roku”. Francuz się zastanawia jak to możliwe, że tak szybko zleciało mu pięć lat u jego boku.

Od aktualnego sezonu Nemanja Vidić jest kapitanem Czerwonych Diabłów. Za jakiego kapitana uważa go Evra?  Jest to bardzo dobry lider, który nie zawodzi reszty piłkarzy. I mimo tego, że w drużynie jest na dobrą sprawę wiele inspirujących piłkarzy, jak Rio Ferdinand, Ryan Giggs czy Paul Scholes, to Serb swoimi zwycięskimi pojedynkami z przeciwnikami dodaje reszcie zawodników wiary w swoje możliwości. Wiele ludzi porównuje Vidicia do Steve’a Bruce’a, który pełnił tę funkcję w latach 90-tych, ale ten podkreśla, że chce tworzyć swoją własną markę i zakończyć porównania. Czasem musi umieścić głowę w miejscu, w którym niektórzy nie umieściliby nawet nogi i nie jest to łatwe, ale nie ma przesadnych oporów, ponieważ nie chce przegrać walki o piłkę. Jak sam tłumaczy, jego zadaniem jest zabierać ją przeciwnikom. Sir Alex Ferguson wybrał idealnego kapitana. Zawodnika, który rzadko jest kontuzjowany, a swoją pewnością siebie i niezawodną grą mobilizuje kolegów.

Podczas pobytu w United Serb stał się liderem na boisku, a kim stał się Evra? Francuz jest klubowym DJ-em. Przed każdym meczem w spokoju przygotowuje w domu listę piosenek do zaprezentowania kolegom. Zmienia ją za każdym razem, ponieważ da się usłyszeć protesty, jeśli dwa mecze pod rząd puszcza ten sam kawałek. Miesza gatunki, żeby trafić do każdego – dlatego można trafić na angielską muzykę, trochę rytmów R’n’B oraz na rytmy brazylijskie. Jeśli za puszczanie muzyki zabiera się ktoś inny niż Pat, w szatni słychać gwizdy. Kiedy ten nie może pojechać na wyjazdowe spotkanie, DJ-em jest Nani. Jednak Vidić uważa,  że średnio mu to wychodzi, bo tylko Patrice umie nastroić drużynę, podczas gdy Portugalczyk od razu zapuszcza ostre i szybko męczące piosenki. Rio Ferdinand czasem kłóci się z Evrą, że to jego iPod jest najlepszy, ale Francuz nieskromnie uważa, że nie ma racji, bo na jego jest wszystko, każdy znajdzie coś dla siebie… spośród 4000 pozycji. Kiedy ktoś woła „Pat, puść muzykę” to wszyscy wiedzą, że właśnie się zaczyna mecz. Tanecznym hymnem w szatni jest „Rise up” Yvesa Larocka. Jeśli ktoś mówi, że jest za głośno, Patrice odpowiada „spokojnie” i daje jeszcze głośniej. Pewnego dnia zaprezentował w szatni twórczość zwycięzcy francuskiego „Idola”, Christophe’a Willema, a po paru dniach słyszał, jak niektórzy trenerzy podśpiewują refren jego najpopularniejszego utworu „Double je”.

Po przyjściu do United Patrice Evra poświęcił sporo czasu na studiowanie historii klubu. Jak podkreśla, bardzo ważne jest znać przeszłość drużyny, której koszulkę zakłada się w każdym spotkaniu. Dla Vidicia bardzo ważne jest to, że mają możliwość bliskiego kontaktu z sir Bobby Charltonem. Często przychodzi on do szatni porozmawiać, podzielić się spostrzeżeniami, dać parę wskazówek. Szanują go wszyscy, bo wiedzą kim był w przeszłości. Historia, która jest przypominana na każdym kroku ma dla nich wielkie znaczenie. Takie momenty jak obchody rocznic katastrofy w Monachium bardzo zbliżają do siebie zawodników i pokazują, że wszyscy są jak jedna wielka rodzina. Pat mówi, że jeszcze nigdy w United nie widział między zawodnikami zazdrości. W innych ekipach to norma, gdy gorszy zawodnik nie potrafi ukryć tego, że źle się czuje jak pokona go ktoś lepszy, przez co często w ramach odwetu dochodzi do poczęstowania go kilkoma siniakami, czasem trzeba ich rozdzielać. Częścią klubu są także kibice, którzy pomogli im zadomowić się w Manchesterze. Oboje zostali pozytywnie zaskoczeni tym, że kiedy szło im bardzo przeciętnie, to kibice nie gwizdali, a klaskali i motywowali do lepszej gry. Teraz wiedzą, że nie są lubiani z powodu dobrej gry, ale są lubiani, ponieważ ci kibice nigdy nie odwracają się od swoich zawodników.

Podziwiają sir Aleksa Fergusona. Nemanja po przybyciu do klubu myślał, że Wayne Rooney mówi w sposób niezrozumiały. Zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy usłyszał codzienny szkocki akcent Fergusona. W dalszym ciągu ma on takie chwile, że kompletnie nie rozumie co mówi, ale chodzi głównie o sytuacyjne żarty. Jeśli jest spotkanie z przekazywaniem instrukcji meczowych, Szkot doskonale zdaje sobie sprawę z różnych narodowości w ekipie – mówi dużo wolniej i używa prostych słów. Po przyjściu do United Serb poszedł na dwie, trzy lekcje angielskiego, ale zdecydował się je przerwać. Teraz z jego angielskim nie ma większych problemów. Na boisku starają się robić wszystko, żeby nie zezłościć Fergusona, a ten odpłaca się im prawdziwie koleżeńskimi relacjami. Po porażce Francji ze Szkocją przez tydzień śpiewał nad uchem Evry Marsyliankę, a na jego szafce napisał „pocałuj mnie w mój szkocki tyłek”. I taka kondycja w jego wieku powoduje, że oboje śmieją się, gdy ktoś wspomina o rzekomym przejściu na emeryturę. Patrice mówi, że nie potrafi sobie wyobrazić Fergusona spokojnie siedzącego w domu przed telewizorem.

Prowadzą spokojne, rodzinne życie. Evra ma syna Lenny’ego i żonę Sandrę, którą spotkał po raz pierwszy ponad 16 lat temu. Poznali się w szkole i wyjechali razem do Włoch. Jest to jego pierwsza dziewczyna i ma nadzieję, że ostatnia. Nie chce powtórzyć wyczynu trzykrotnie rozwiedzionego ojca, który – łącznie z Evrą – miał 25 dzieci. Kiedy na Old Trafford grał jeszcze Cristiano Ronaldo, często dokuczał Francuzowi, gdy ten rozmawiał przez telefon. „Czy to numer 20? Teraz rozmawiasz z numerem 4?”. Narodziny syna bardzo go zmieniły. Mówi, że na boisku jest o wiele bardziej zrelaksowany, nie unosi się tak jak wcześniej, nie jest nerwowy. Poza boiskiem jest skupiony na obowiązkach rodzica i zapewnieniu dziecku dobrego dzieciństwa, takiego, o jakim marzył, ale niestety nie doświadczył. Jego rodzinie czasem przeszkadza angielska pogoda, ale jego żona zbytnio nie narzeka – kiedy tylko Patrice jest szczęśliwy, ona z małym Lennym także. Plany na przyszłość? Pat chce od czasu do czasu opiekować się dziećmi, ponieważ lubi z nimi przebywać i grać w piłkę. Nie wyklucza także prowadzenia w telewizji jakiegoś programu rozrywkowego, wspólnie z Park Ji-Sungiem.

Vidić jest żonaty z ekonomistką z Belgradu, Aną Ivanović, z którą ma dwójkę synów, Lukę i Stefana. Wolny czas spędza z nimi w domu, ponieważ rzadko kiedy w Manchesterze jest dobra pogoda. Wybierają się często do ich ulubionej włoskiej restauracji San Carlo, ale czasem odwiedzą także znajdującą się niedaleko knajpkę z chińszczyzną. Rodzina jest dla niego niesamowicie wyrozumiała. Nemanja ma czasem takie dni, że nie czuje się najlepiej i nie chce mu się rozmawiać z żoną czy przez telefon z rodzicami. Pomaga mu, kiedy ma odrobinę spokoju i możliwość na wyciszenie się. Ana wielokrotnie zwraca mu uwagę na to, żeby na boisku częściej się uśmiechał, na co on ma krótką odpowiedź: to moja praca. Profesjonalnie podchodzi do obowiązków. Wie, że musi być skoncentrowany i zdaje sobie sprawę z tego, że nawet najmniejszy błąd może bardzo drogo kosztować jego drużynę. Jest to normalny człowiek, nieatrakcyjny dla paparazzi. Kibice szanują jego prywatność, nie narzucają mu się i spotkanie z nim ograniczają się do powiedzenia kilku ciepłych słów, poproszenia o zdjęcie i autograf.

Szanują swój klub. Vidić podpisał niedawno nowy kontrakt, który obowiązuje do końca sezonu 2013/14. Evrze za 18 miesięcy wygasa aktualna umowa, ale możemy się spodziewać, że niedługo dostanie ofertę jej przedłużenia. Szanują futbol, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, że bez niego nie osiągnęliby takiego luksusu życia. Szanują swój zawód, ponieważ – jak mówią – niewielu ludzi ma możliwość łączenia przyjemnego z pożytecznym, zarabiając niemałe pieniądze robiąc to, co lubią. Dziękują Bogu, że nie muszą jak zdecydowana większość ludzi wpadać w monotonię życia, wstając codziennie o 6 rano, żeby przez pięć dni w tygodniu chodzić do pracy, za którą nie przepadają.

Dotychczas rozegrali razem w United 437 spotkań. Każdy z nas ma nadzieję, że zostaną na Old Trafford tak długo, jak to tylko możliwe. Bo na dobrą sprawę nie da się ich nie lubić. Na boisku dokładni, prawie bezbłędni, za boiskiem weseli chłopcy. Uważają się za młodych, ale doskonale zdają sobie sprawę, że są na tyle doświadczeni, żeby dla młodszych kolegów być inspiracją i wzorem do naśladowania. I tak jak kiedyś oni czekali na moment, żeby wygryźć ze składu jakiegoś starszego od siebie, tak czeka ich to ponownie, ale w innej roli. Na razie jednak o tym nie myślą. Skupiają się na treningu, na wygrywaniu meczów, na prezentowaniu wyrównanej formy, która prędzej czy później przyniesie kolejne sukcesy. Za 12,5 milionów funtów sir Alex Ferguson pozyskał dwóch zawodników, bez których mało kto wyobraża sobie dzisiejszy Manchester United.

Przewiń na górę strony