Nie przegap
Strona główna / Premiership / Podsumowanie 22. kolejki Premier League

Podsumowanie 22. kolejki Premier League

Podsumowanie 22. kolejki Premier League
W 22. kolejce Premier League najciekawiej zapowiadało się spotkanie pomiędzy Arsenalem a Manchesterem City. Podopieczni Manciniego chcieli zmazać plamę za dotkliwą porażkę, którą ponieśli na własnym stadionie, natomiast Kanonierom zależało na odrobieniu części strat do The Citizens i United. Zapraszam na podsumowanie tego pojedynku, jak i całej serii spotkań.

Manchester United nie bez kłopotów rozprawił się na swoim boisku z drużyną Stoke. Od początku spotkania inicjatywę przejęli podopieczni Fergusona, co przełożyło się na trafienie Hernandeza z 27. minuty. Nani, zamiast dośrodkować, wypatrzył Meksykanina w polu karnym, a ten w ekwilibrystyczny sposób skierował piłkę do bramki. Po strzeleniu gola Czerwone Diabły kolejny raz w tym sezonie nie poszły za ciosem i pozwoliły słabo grającym przeciwnikom wrócić do gry. Na początku drugiej połowy spotkania, z prawego skrzydła dośrodkował Tuncay, a akcję precyzyjnym strzałem głową sfinalizował Whitehead. Do zakończenia meczu pozostało jednak sporo czasu, dzięki czemu Manchester zdołał strzelić zwycięskiego gola. Znów z dobrej strony pokazał się najlepszy tego dnia na boisku, Nani. Portugalczyk oddał zaskakujący strzał sprzed pola karnego, który wpadł do bramki obok bezradnego Begovicia. Do końca spotkania podopieczni Fergusona kontrolowali grę i po końcowym gwizdku mogli cieszyć się z kolejnych trzech punktów, które umocniły ich na pozycji lidera.

Czerwone Diabły powiększyły swoją przewagę w tabeli, ponieważ mecz na Emirates zakończył się podziałem punktów. Znaczną przewagę przez całe spotkanie posiadał Arsenal, ale Kanonierom brakowało skuteczności w wielu bardzo dobrych sytuacjach. Wystarczy tylko wspomnieć strzały w słupek van Persiego i Fabregasa czy świetną sytuację Wilshera, który w dogodnej pozycji strzelił obok bramki. The Citizens zawiedli jednak dużo bardziej niż gospodarze, ograniczyli się bowiem tylko do defensywy, przez cały mecz praktycznie nie zagrażając bramce strzeżonej przez Fabiańskiego. W ich szeregach warto wyróżnić jedynie Joe Harta, który w kilku sytuacjach uratował skórę kolegom z pola. Obie drużyny musiały kończyć spotkanie w osłabieniu, po tym jak sędzia Mike Jones uznał przepychankę Sagny z Zabaletą za brutalną grę i wyrzucił obu obrońców z boiska. Remis na pewno bardziej ucieszył gości, którzy zdołali utrzymać przewagę nad goniącym ich zespołem Wengera.

Do największej sensacji w 22. kolejce doszło na Molineux. Tamtejsze Wilki pokonały rozbitą Chelsea, dzięki czemu wydostały się za strefy spadkowej. Od pierwszego gwizdka sędziego zaatakowali gospodarze, co opłaciło się już w 5. minucie. Bardzo dobrego dośrodkowania z rzutu rożnego Hunta nie przeciął żaden z piłkarzy Wolverhampton, ale piłka nieszczęśliwie odbiła się od nogi Bosingwy i wpadła do bramki. Po stracie gola podopieczni McCarth’ego pozwolili Chelsea przejąć inicjatywę, ale nie cofnęli się za głęboko, przez cały mecz szukając okazji do kontrataków. The Blues stworzyli sobie wprawdzie kilka sytuacji, ale nie zdołali strzelić wyrównującej bramki i spotkanie zakończyło się skromnym zwycięstwem Wilków. Podopieczni Ancelottiego po raz kolejny stracili punkty z przeciętnym rywalem i wydaje się, że ich szanse na obronę mistrzostwa Anglii są bardzo iluzoryczne.

Punkty stracił także inny kandydat do mistrzostwa, Tottenham, który przegrał na wyjeździe z Evertonem. The Toffees objęli prowadzenie już w 3. minucie, po mocnym uderzeniu z dystansu w wykonaniu Louisa Sahy. Był to dopiero pierwszy gol Francuza w tym sezonie, co bardziej zaskakujące, zdobyty jego słabszą, prawą nogą. Na odpowiedź Kogutów nie trzeba było długo czekać. Już osiem minut po trafieniu dla gospodarzy, niezawodny van der Vaart zdobył wyrównujące trafienie. Piłkę w pole karne dośrodkował Hutton, walkę w powietrzu wygrał Crouch, a Holendrowi pozostało tylko umieścić futbolówkę obok rozpaczliwie interweniującego Howarda. Po zdobyciu gola przewagę osiągnęli goście, ale wraz z początkiem drugiej odsłony gra się wyrównała. Zaowocowało to kilkoma pasjonującymi wymianami ciosów, ale na posterunku znajdowali się obaj bramkarze, skutecznie powstrzymując strzały rywali. Szczególnie Howard zalazł za skórę van der Vaartovi, dwa razy kapitalnie broniąc jego uderzenia. Na kwadrans przed końcem podopiecznym Moyesa udało się jednak przeprowadzić decydującą akcję. Gomes poradził sobie wprawdzie ze strzałem Sahy, ale przy dobitce Colemana nie miał nic do powiedzenia i musiał wyciągać piłkę z siatki. Everton nie wypuścił już prowadzenia do końca spotkania, dzięki czemu mógł zapisać ważne trzy punkty na swoim koncie.

Kolejny mecz przegrał natomiast lokalny rywal The Toffees, Liverpool. The Reds nie zdołali wywieźć nawet punktu z Ewood Park, za co głową zapłacił Roy Hodgson. Od początku spotkania więcej sytuacji stwarzali sobie gospodarze, ale na gola trzeba było czekać aż do 32. minuty. Wtedy ładnym prostopadłym podaniem w pole karne popisał się Mame Biram Diouf, a sytuację sam na sam z Reiną z zimną krwią wykorzystał Olsson. Gdy klika minut później Benjani przyjął piłkę w polu karnym i mimo asysty Kyrgiakosa, spokojne odwrócił się i potężnym strzałem umieścił ją pod poprzeczką, było wiadome, że Liverpool stanie w drugiej połowie przed zadaniem niemal niewykonalnym. W 57. minucie piłkarze Blackburn pozbawili gości wszystkich złudzeń. Lewą flanką, przy biernej postawie bardzo słabego tego dnia Johnsona, przedarł się Hoilett, a Benjaniemu pozostało tylko dołożyć nogę i podwyższyć rezultat na 3:0. The Reds stać było tylko na kilkominutowy zryw, który zaczął i skończył Steven Gerrard. Anglik w 81. minucie zmniejszył rozmiary porażki potężnym strzałem ze skraju pola karnego, pokonując Bunna, a kilka minut później przestrzelił karnego, ostatecznie pozbawiając Liverpool nadziei na jakąkolwiek zdobycz punktową. Nowym trenerem klubu z Merseyside został Kenny Daglish, którego kibice na Anfiled witają niemal jak zbawcę. Może odbudowana atmosfera wokół klubu będzie impulsem dla piłkarzy Liverpoolu, ponieważ w obecnej dyspozycji nie stać ich na więcej niż miejsce w dolnej połówce ligowej tabeli.

Dotkliwą porażkę ponieśli również piłkarze West Hamu. Po stosunkowo dobrych kilku ostatnich spotkaniach, Młoty zostały rozgromione przez Newcastle. Na St. James Park gospodarze wyszli na prowadzenie już w 18. minucie. Walkę o górną piłkę wygrał Leon Best, po czym otrzymał zwrotne podanie od Lovenkrandsa i pewnym strzałem pokonał Greena. Ci sami piłkarze, ze sporą pomocą bloku obronnego gości, strzelili kolejną bramkę. Duńczyk dośrodkował, a Anglik strzelił do opuszczonej bramki, podwyższając rezultat na 2:0. Trzeci gol padł po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Tomkinsa, z czego skrzętnie skorzystał Nolan. Po przerwie demolka Młotów postępowała nadal, z regularnością szwajcarskiego zegarka. Po godzinie gry Best skompletował hat-tricka, zamieniając na bramkę świetne podanie Nolana. Trzy minuty później po dokładnym dośrodkowaniu Bartona na listę strzelców wpisał się Lovenkrands, dokładając trafienie do dwóch asyst i ustalając wynik na 5:0. Mimo tak dotkliwej porażki, Aram Grant utrzymał posadę na Upton Park, przynajmniej do następnej ligowej kolejki.

Wygrać, choć nie tak efektownie, udało się również Sunderlandowi. Czarne Koty pokonały na wyjeździe Aston Villę i umocniły się na 6. miejscu w tabeli. W pierwszej połowie jedyną wartą zarejestrowania akcją był strzał Heskeya, który po świetnym podaniu Downinga z kilku metrów trafił tylko w poprzeczkę. Ten sam piłkarz w 68. minucie musiał opuścić boisko, po tym jak uderzył Jordana Hendersona w twarz. Sunderland wykorzystał grę z przewagą jednego gracza i w 80. minucie strzelił zwycięską bramkę. Po uderzeniu Zendena z rzutu wolnego piłka odbiła się od muru i wyszła w pole, a tu już czekał Bardsley i potężnym strzałem umieścił ją w rogu bramki Friedela. Cenne zwycięstwo goście okupili stratą Dannego Welbecka, który zszedł boiska z kontuzją pachwiny.

Pierwszy mecz na wyjeździe wygrali piłkarze Birmingham, pokonując beniaminka z Blackpool. Wynik, po koszmarnym błędzie Crainey’a, otworzył Alexander Hleb, przerzucając piłkę nad bramkarzem gospodarzy. W drugiej połowie podopieczni McLeisha mogli podwyższyć wynik spotkania, ale strzały Jerome’a i Larssona zatrzymały się na słupku. Mandarynki otrząsnęły się z przewagi gości i w 68. minucie zdołały wyrównać. Piłkę w polu karnym zgrał Taylor-Fletcher, a znajdujący się ostatnio w dobrej formie Dj Campbell, nie miał problemów z trafieniem do siatki. Po trafieniu gospodarze poszli za ciosem, ale dobrze w bramce Birmingham spisał się Foster, nie pozwalając Blackpool na objęcie prowadzenia. Dzięki formie angielskiego bramkarza podopieczni McLeisha utrzymali się w grze, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zadali decydujący cios. Dośrodkował Beausejour, głową piłkę zgrał Johnson, a Dann zachował się niczym rasowy napastnik, przyjmując piłkę i posyłając ją do bramki obok bezradnego Kingsona. Trzy punkty pozwoliły odskoczyć Birmingham od strefy spadkowej, ale różnice między zespołami z dołu tabeli są wciąż bardzo niewielkie.

Pewne zwycięstwo udało się odnieś podopiecznym Marka Hughesa, którzy pokonali West Bromwich 3:0. Spotkanie ułożyła bramka do szatni, strzelona przez Simona Daviesa. Walijczyk uderzył z dystansu, a spory błąd popełnił Carson, przepuszczając do bramki piłkę lecącą wprost w jego rękawice. Fulham poszło za ciosem i w 56. minucie podwyższyło prowadzenie. Davies dośrodkował z rzutu rożnego, a Dempsey głową zdobył kolejnego gola. Kilka minut później doszło do kalki trafienia na 2:0, tym razem w roli strzelającego wystąpił Hangeland, a piłka ponownie zatrzepotała w siatce. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i gospodarze mogli dopisać trzy punkty do swojego dorobku.

Remisem skończył się natomiast mecz pomiędzy Boltonem a Wigan. W pierwszej połowie jedynym godnym odnotowania faktem, było zejście z boiska Toma Cleverley’a z kontuzją pachwiny. Młodego Anglika nie zobaczymy na boisku przez około miesiąc, co ostatecznie zakończyło temat jego przedwczesnego powrotu na Old Trafford. W drugiej połowie gra uległa ożywieniu, czego efektem były bramki. W 54. minucie na prowadzenie wyszli gospodarze. Mark Davies wypatrzył wbiegającego w pole karne Rodrigo Moreno, który umieścił piłkę nad interweniującym Kirklandem. Angielski bramkarz, kilka minut po trafieniu dla Kłusaków, musiał opuścić boisko po kontuzji, jakiej nabawił się w starciu z Elmanderem. Wigan zdołało wyrównać stan spotkania w 80. minucie, po akcji w iście katalońskim stylu. Piłka jak po sznurku przemieszczała się pomiędzy kolejnymi graczami gości, ostatecznie trafiając do Stama, który z kilku metrów wepchnął ją do bramki. W końcówce spotkania do ataków ruszyli podopieczni Coyle’a, ale zabrakło im skuteczności i czasu, przez co musieli zadowolić się jednym punktem.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Leon Best
Młody Anglik pod nieobecność podstawowych snajperów spisał się świetnie, strzelając pierwszego w karierze hat-tricka i walnie przyczyniając się do zwycięstwa Newcastle nad West Hamem. Jeżeli Best dłużej utrzyma taką dyspozycję, Andy Caroll może w końcu znaleźć wartościowego partnera w formacji ataku.

Jedenastka kolejki:

Howard (Everton-1*) – Bardsley (Sunderland-1), Kompany (Man City-2), Hangeland (Fulham-1), Elokobi (Wolves-1) – Nani (Man United-5), S. Davies (Fulham-1), van der Vaart (Tottenham-4), Lovenkrands (Newcastle-1) – Best (Newcastle-1), Benjani (Blackburn-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony