Nie przegap
Strona główna / Podsumowanie 20. kolejki Premier League

Podsumowanie 20. kolejki Premier League

Podsumowanie 20. kolejki Premier League
W 20. kolejce Premier League najciekawiej zapowiadało się spotkanie Chelsea z Boltonem. Targana najpoważniejszym kryzysem od kilku lat drużyna Ancelottiego, mierzyła swoje siły z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie Boltonem. The Blues potrzebowali zwycięstwa, żeby utrzymać się w walce o mistrzostwo, natomiast Bolton liczył na zachowanie wysokiej lokaty w tabeli. Zapraszam na podsumowanie tego meczu jak i całej serii spotkań.

Manchester United zaledwie zremisował z Birmingham, po raz kolejny tracąc punkty w wyjazdowym spotkaniu. Piłkarze United zagrali przeciętny mecz, szczególnie w pierwszej połowie nie byli w stanie narzucić gospodarzom własnego stylu gry, przez co na boisku nie dochodziło do groźnych sytuacji. Jedynym zagrożeniem bramki Fostera był chytry strzał z dystansu Ryana Giggsa, ale Anglik poradził sobie z nim bardzo dobrze. W drugiej połowie przypomniał jednak o sobie najlepszy strzelec Manchesteru, Dimitar Berbatov. Rozegrał on ładną akcję z Gibsonem, po czym precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w prawym rogu bramki Fostera. Po tym trafieniu podopiecznym Fergusona udało się przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami i wydawało się, że tym razem 3 punkty bez problemów trafią na Old Trafford. Znowu zawiodła jednak koncentracja i zbyt kunktatorska taktyka. Czerwone Diabły oddały inicjatywę w ostatnich fragmentach spotkania, co zemściło się w 90. minucie, kiedy Bowyer po podaniu Żigicia z kilku metrów pokonał van der Sara. Błąd w tej sytuacji popełnił sędzia Lee Mason, który nie zauważył faulu i zagrania ręką serbskiego napastnika, a także pozycji spalonej na jakiej znalazł się strzelec bramki. Nie tłumaczy to jednak piłkarzy United, którzy powinni kontrolować przebieg gry do samego końca, zamiast po raz kolejny cofać się do obrony i liczyć, że tym razem uda się dowieźć skromną przewagę do końca spotkania.

Potknięcie Czerwonych Diabłów wykorzystała Chelsea, która na swoim boisku pokonała Bolton 1-0. Pierwsza połowa tego spotkania nie porwała kibiców na Stamford Bridge, gra toczyła się głównie w środku pola, a groźnych akcji pod obiema bramkami było jak na lekarstwo. Na szczęście w drugiej odsłonie fani zobaczyli dużo lepsze widowisko. Wynik mógł otworzyć już na początku tej części gry Drogba, ale jego strzał z ostrego kąta zatrzymał się na słupku. W 60. minucie gospodarzom udało się jednak dopiąć celu i po składnej akcji wyszli na prowadzenia. Essien wyprowadził piłkę z własnej połowy, po czym podał ją do Drogby. Napastnik The Blues zauważył lepiej ustawionego w polu karnym Maloudę, a Francuzowi pozostało tylko wepchnąć futbolówkę do pustej bramki. Po stracie gola Bolton odważniej zaatakował, dzięki czemu mecz stał się bardziej otwarty. Oba zespoły miały okazję do zmiany wyniku, jednak świetnie spisywali się zarówno Cech jak i Jaaskelainen. Dla podopiecznych Ancelottiego było to bardzo ważne zwycięstwo, ponieważ zakończyło ono passę 6 meczów bez wygranej i pozwoliło odrobić część start do pozostałych zespołów walczących o mistrzostwo.

Szansę na zbliżenie się do czuba tabeli wykorzystał również Tottenham, który pokonał na własnym stadionie Newcastle. Koguty zaatakowały od pierwszego gwizdka sędziego, jednak albo brakowało im skuteczności, albo świetnymi interwencjami popisywał się Tim Krul. Holenderski bramkarz wykazał się największym kunsztem pod koniec pierwszej połowy, kiedy fantastycznie wybronił strzał głową Pavlyuchenki, zbijając go na słupek. W drugiej odsłonie ataki gospodarzy nie ustawały, co w końcu przełożyło się na trafienie. W 56. minucie Lennon przejął piłkę na prawym skrzydle, po czym wpadł z nią w pole karne i precyzyjnym strzałem w długi róg bramki otworzył wynik meczu. Zaledwie dziesięć minut później piłkarze i kibice Kogutów byli świadkami swoistego deja vu. Z boiska za bezmyślne zachowanie (próba uderzenia głową Tiote) został wyrzucony Kaboul i podobnie jak w meczu z Aston Villą, podopieczni Redknappa musieli dokończyć spotkanie w dziesiątkę. Tym razem obyło się jednak bez nerwowej końcówki, gdyż w 81. minucie Gareth Bale po pięknej indywidualnej akcji na pełnej szybkości, pokonał Krula i ustalił wynik spotkania na 2:0.

Punkty stracił natomiast lokalny rywal Kogutów, Arsenal, który zaledwie zremisował z Wigan. Ryzykowną decyzję podjął przed tym spotkaniem trener Kanonierów Arsene Wenger, który wymienił aż ośmiu zawodników, w stosunku do zespołu który pokonał Chelsea. Mecz zaczął się dużo lepiej dla podopiecznych Martineza, którzy wyszli na prowadzenie już w 18. minucie. Faulowany w polu karnym był N’Zogbia, a karnego pewnie wykonał Ben Watson. Arsenal potrzebował sporo czasu, żeby odpowiedzieć na to trafienie, ale była to piorunująca riposta. W przeciągu pięciu końcowych minut pierwszej połowy, podopieczni Wengera wpisali się na listę strzelców dwa razy i do szatni schodzili, prowadząc z gospodarzami 1:2. Najpierw pięknymi nożycami popisał się Arshavin, dobijając strzał Bendtnera, po czym role się zamieniły i to Rosjanin zaliczył asystę przy trafieniu Duńskiego napastnika. Po zmianie stron Arsenal nie ustawał w atakach, ale gościom brakowało skuteczności przy ich wykończeniu. Mimo to wydawało się, że podopieczni Wengera dowiozą zwycięstwo do końca, szczególnie, że po bezmyślnym zachowaniu najlepszego do tego momentu piłkarza Wigan, N’Zogbii, który za uderzenie głowa Wilshera ujrzał czerwoną kartkę, gospodarze musieli grać w osłabieniu. Jednak już trzy minuty po wyrzuceni Francuza z boiska, padł wyrównujący gol. Na dalszy słupek z rzutu rożnego dośrodkował Watson, piłkę do środka zgrał Rodallega, a samobójczą bramkę na swoje konto zapisał, naciskany przez Caldwella, Squillaci. Pod koniec spotkania goście domagali się jeszcze rzutu karnego po zagraniu ręką McArthura, ale wydaje się, że Szkot zasłaniał twarz przed piłką. Ostatecznie roszady personalne Wengera okazały się być nietrafione i Arsenal musiał zadowolić się tylko jednym punktem.

W poważnym kryzysie wciąż pozostają piłkarze Liverpoolu, którzy na własnym boisku przegrali z ostatnim przed tą kolejką zespołem Wolverhampton, dla którego było to, jak na razie, jedyne wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. W pierwszej połowie jedynym godnym odnotowania zdarzeniem był strzał Meirelesa, który dobrze wybronił Hennessey. W drugiej odsłonie z boiska ciągle wiało nudą, kibice na Anfield zobaczyli jednak gola, ale było to trafienie dla gości. Prostopadłą piłkę w pole karne posłał Ebanks-Blake, błąd popełnili środkowi obrońcy The Reds, a Ward ze spokojem umieścił futbolówkę obok Reiny. Była to już ósma porażka Liverpoolu w tym sezonie i jeżeli forma podopiecznych Hodgsona szybko nie ulegnie zwyżce, na pewno nie ostatnia.

W dobrej dyspozycji pozostaje natomiast Manchester City, który wyraźnie pokonał Aston Villę. Podopieczni Manciniego strzelanie zaczęli już w 8. minucie, kiedy faulowany w polu karnym Balotelli sam wymierzył sprawiedliwości, pokonując Friedela z 11. metrów. Już pięć minut później amerykański bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Z rzutu rożnego dośrodkował Johnson, a najwyżej w polu karnym wyskoczył Lescott, umieszczając piłkę w bramce, mimo rozpaczliwej interwencji Bannana. W pierwszej połowie kibice na City of Manchester Stadium doczekali się jeszcze jednego trafienia. Świetna klepka Silvy z Yaya Toure zakończyła się strzałem Hiszpana, a do odbitej przez Friedela piłki najszybciej doskoczył Balotelli, strzelając drugą bramkę w meczu. W 55. minucie sędzia Michael Oliver podyktował kolejną jedenastkę tego dnia (za faul na Johnsonie), a przed szansą na strzelenie trzeciej bramki stanął włoski napastnik. Balotelli pewnie wykorzystał karnego, dzięki czemu City odniosła najwyższe zwycięstwo w tym sezonie, a on zapisał na swoje konto pierwszego hat tricka w Premier League.

Po słabym meczu z West Hamem, zwycięstwo odniosło Fulham, które wygrało na wyjeździe ze Stoke. Wynik spotkania rozstrzygnął się w pierwszej połowie, za sprawą jednego zawodnika, a mianowicie Chrisa Birda. W 4. minucie Anglik świetnie uderzył z dystansu, nie dając szans na skuteczną interwencję Begoviciovi, a już siedem minut później z podobnego miejsca skutecznie wykonał rzut wolny, podwyższając wynik na 0:2. Stoke nie stworzyło sobie zbyt wielu sytuacji; najlepszą z nich zmarnował Shawcross, którego strzał wybił z linii bramkowej Murphy.

Niespodziewanie wywieźć trzy punkty ze Stadium of Light udało się beniaminkowi z Blackpool. W pierwszej połowie podopieczni Steve’a Bruce’a stworzyli sobie mnóstwo okazji, jednak żadnej z nich nie potrafili zamienić na bramkę. Szczególnie zawiódł Gyan, który w dwóch świetnych sytuacjach nie potrafił skierować piłki nawet w światło bramki. Niewykorzystane szanse zemściły się na Czarnych Kotach już na początku drugiej połowy. Dośrodkowanie Eardley’a przedłużył Evatt, a piłkę z kilku metrów do bramki skierował DJ Campbell. Mimo straty gola Sunderland nie przestawał atakować; najlepszą okazję po rzucie wolnym stworzył sobie Bent, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce bramki Kingsona. Mandarynki wykazały się dużo lepszą skutecznością i w 90. minucie dobiły gospodarzy. Rezerwowy Philips popisał się ładną indywidualną szarżą prawym skrzydłem, po czym wypatrzył Campbella, któremu pozostało tylko skierować piłkę do siatki. Dla beniaminka było to już piąte wyjazdowe zwycięstwo, podczas gdy na swoim boisku podopieczni Hollowaya wygrali zaledwie dwa spotkania.

Swój wyjazdowy mecz wygrało także Blackburn, które pokonało West Bromwich 1:3. Już w 2. minucie po podaniu Pedersena z głębi pola w dobrej sytuacji znalazł się Kalinić i precyzyjnym strzałem w długi róg otworzył wynik spotkania. Podopiecznym Di Matteo udało się szybko zdobyć wyrównującą bramkę. W 17. minucie Tchoyi bardzo dobrze dośrodkował z prawego skrzydła, a piłkę do bramki wpakował Thomas. W drugiej połowie w przeciągu ośmiu minut goście osiągnęli dwubramkowe prowadzenie, na które The Baggies nie zdołali już jednak odpowiedzieć. Najpierw po standardowo rozegranym przez Blackburn rzucie rożnym drugiego gola zdobył Kalinić, a chwilę później po kolejnym kornerze z trafienia mógł się cieszyć, wypożyczony z Manchesteru United, Mame Biram Diouf. W 64. minucie Kalinić zakończył swój bardzo dobry występ niepotrzebnym, brutalnym faulem, a w konsekwencji czerwoną kartką. Gospodarze nie wykorzystali jednak przewagi jednego zawodnika, a pod koniec spotkania sami musieli grać w dziesięciu po czerwonej kartce dla Tamasa za taktyczny faul na Dioufie.

Remisem zakończył się natomiast pojedynek West Hamu z Evertonem. Oba gole zapisali na swoje konto podopieczni Moyesa. W 16. minucie Hibbert tak nieszczęśliwie próbował wybijać piłkę z pola karnego, że ta zatrzepotała w bramce Howarda. The Toffees mają jednak w swoich szeregach niezawodnego w tym sezonie Tima Cahilla. Australijczyk popisał się świetnym zagraniem wprost na buta niepilnowanego w polu karnym Colemana, a ten nie miał problemów z pokonaniem Greena. W drugiej połowie obie drużyny stworzyły sobie sytuacje na wygrania meczu, ale zarówno Carlton Cole jak i Fellaini nie potrafili zmieścić piłki między słupkami i obie drużyny musiały zadowolić się jednym punktem.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Mario Balotelli
Młody Włoch ustrzelił pierwszego hat tricka w Premier League, znacząco przyczyniając się do wysokiego zwycięstwa City nad Aston Villą. Jeżeli tylko napastnik The Citizens utrzyma podobną formę, to miejsce w drużynie Manciniego powinien mieć zapewnione, nie tylko w wypadku kontuzji czy dnia odpoczynku dla Teveza.

Jedenastka kolejki:

Kingson (Blackpool-1) – Carr (Birmingham-1), Lescott (Man City-1), Terry (Chelsea-2), Baird (Fulham-1) – Johnson (Man City-2), Modrić (Tottenham-1), Lampard (Chelsea-1), Bale (Tottenham-3) – Balotelli (Man City-2), Campbell (Blackpool-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony