Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Ocierając się o doskonałość

Ocierając się o doskonałość

Ocierając się o doskonałość
Kolejny mój tekst to pewne przemyślenia, które nasunęły mi się po „największym” widowisku piłkarskim ostatniego tygodnia – Gran Derbi. Mianowicie obecna sytuacja Barcelony, a także fascynacja i wielkie emocje towarzyszące pojedynkom Barcelony i Realu Madryt.

Często zadaję sobie pytanie, dlaczego wszyscy na świecie tak przeżywają te derby, czemu z taką niecierpliwością oczekują ich. Przecież świat piłkarski to nie tylko Real i Barca. W każdym sezonie jest wiele innych derbów, które powinny zwrócić naszą uwagę. Wreszcie – czemu na tydzień przed Gran Derbi, czy nawet wcześniej, wszystkie programy telewizyjne o tematyce sportowej, wszystkie portale internetowe tak nieustannie „trąbią” o tym meczu? Jako fanowi ligi angielskiej, a najbardziej fanowi Manchesteru United, cała ta tworzona otoczka nie podoba mi się. Jednak wytłumaczenie jest bardzo proste.

Główny powód jest chyba taki, że koniunktura napędzana przez wszystkie media na świecie wokół tego widowiska sama z siebie powoduje, że ludzie bardziej skupiają się na tym wydarzeniu. Przecież jak wiemy media to czwarta władza i ich wpływ na człowieka w dzisiejszym świecie jest niezmierny. Jednak patrząc na przebieg ostatnich Gran Derbi (wygrana Barcelony 5:0), nie jestem przekonany, czy – załóżmy – derby północnego Londynu nie były ciekawsze, gdzie Arsenal pewny zwycięstwa po pierwszej połowie (prowadził 2:0) uległ Tottenhamowi 3:2 w ostatecznym rozrachunku. Aczkolwiek ktoś powie mi o kompletnej nudzie derbów pomiędzy Manchesterem United a Manchesterem City, które miały miejsce również w tym sezonie. I niestety przyznam mu rację, ale natychmiast mu przypomnę derby sprzed roku, gdzie losy spotkania ustalił w 96. minucie Michael Owen, a cały mecz zakończył się wynikiem 4:3. I w tym momencie chyba nikt mi nie zarzuci, że pojedynki Barcy z Realem nie są aż tak emocjonujące jak te pozostałe. Bo co by nie powiedzieć o miażdżącym zwycięstwie Barcelony, to jednak był to mecz jednej drużyny, a takie chyba nas nie ciekawią. A przecież można również wspomnieć o pojedynkach Interu z Milanem, Rangersów z Celtikiem, Manchesteru United z Liverpoolem, Chelsea z Arsenalem. Barca i Real to wielkie drużyny, ale największych widowisk nie tworzą drużyny wielkie, ale średniacy lub drużyny nieposiadające takich gwiazd. Te gwiazdy nie potrafią błyszczeć w wielkich meczach. Przyczyn takiej hierarchii jest o wiele więcej.

Tak jak mówiłem w poprzednim akapicie, jednym z powodów takiego nagłośnienia są niemalże wszechmocne media, które nakierowują ludzi na rzeczy, które są najbardziej zyskowne. Bo jednak tłum widzów zasiadających przed telewizorami w czasie Gran Derbi jest ogromny, a pieniądze jeszcze większe. To samo tyczy się zysku ze sprzedanych biletów. Kolejny powód to atmosfera jaka tworzona jest między dwoma najlepszymi piłkarzami tego globu – Messim i Ronaldo. Zazwyczaj rywalizację Barcelony i Realu porównuję się do rywalizacji dwóch potęg piłkarskich, dwóch kolosów, a rywalizację tych piłkarzy do rywalizacji gladiatorów. Z jednej strony ładne to porównania, lecz z drugiej rywalizacje te nie uzyskiwały chyba takich rozmiarów, do jakich były przymierzane. Wina to z pewnością presji jaka jest wywierana na piłkarzach obu drużyn. Ciągły błysk fleszy i bycie w świetle jupiterów nie pomaga piłkarzom.

Dowód najistotniejszy to zespół Barcelony. Tytuł artykułu chyba dobitnie wskazuje, w jakim momencie jest Barcelona. Jest to zespół niemalże idealny, jednak od razu nadmieńmy, że ideały nie istnieją. Znakomici piłkarze, a szczególnie dwaj – Xavi i Iniesta – którzy w sposób prawie perfekcyjny potrafią zdominować jakże ważny środek boiska. Bardzo podoba mi się wypowiedź jedynego hiszpańskiego piłkarza, który zdobył Złotą Piłkę, a który, jak sam mówi, nie do końca rozumie styl Barcelony – Luisa Suareza: „Zanudziłbym się na boisku, gdybym musiał wymieniać tyle podań”. I chyba ma w tym trochę racji. Lecz ten nowoczesny sposób gry prezentowany przez Barcę zachwyca wielu i co ważniejsze jest skuteczny. Osobiście nie lubię takiego stylu gry. Wolę twardą i zdecydowaną piłkę angielską, gdzie każda formacja odgrywa wielką rolę. Ofensywy hiszpański styl jakoś mnie nie zwala z nóg. Oczywiście na dzień dzisiejszy Barcelona mogłaby być zaprzeczeniem tezy, że skupia się tylko na ofensywie, gdyż ma wyśmienitych obrońców, lecz według mnie są to postacie jednostkowe jak Puyol czy Pique. Co będzie, gdy Puyol zakończy karierę? Przyznajmy, że Pique to zawodnik rozwijający się i nie wiadomo, czy będzie w stanie dyrygować obroną. W moim mniemaniu kiedyś nadejdzie kres świetności Barcelony. Karierę skończy wyżej wspomniany Puyol, skończą Xavi i Iniesta, a sądzę, że to właśnie oni stanowią główną siłę Barcelony, bo co do Messiego nigdy nie miałem przekonania. Zawsze powtarzam, że jest to zawodnik mający za sobą doskonałych wykonawców, którzy przyczyniają się do jego sukcesu. Jakoś w reprezentacji już tak nie „błyszczy”.

Warte także uwagi są niepotwierdzone przecieki z „La Gazzetta dello Sport” o nominacjach w plebiscycie na piłkarza roku 2010, gdzie podobno w ścisłym finale są trzej gracze Barcelony – Xavi, Iniesta i Messi. Kontrowersje wzbudza to, że nie uwzględniono Wesleya Sneijdera, który zdobył z Interem potrójną koronę i jest wicemistrzem świata. Nawet jeśli wyniki te są niesprawiedliwe, to pokazują one, czym jest na dzień dzisiejszy Barcelona – niedoścignioną potęgą, którą tylko nielicznym udało się zatrzymać.

Ostatnim potwierdzeniem moich rozmyślań są dwie osoby kierujące poczynaniem swoich drużyn – Jose Mourinho i Pep Guardiola. Każdy sympatyk piłki nożnej był ciekaw, który z tych trenerów wyjdzie zwycięsko z bitwy, której atmosfera jeszcze przed jej rozpoczęciem była „podkręcana” przez obu tych panów. Ci obaj panowie przez ostatnie dwa lata osiągnęli wszystko, co się da w piłce nożnej. Guardiola ze swoją Barcelona w sezonie 2008/2009, a Mourinho z Interem w sezonie 2009/2010. Ludzi elektryzował również fakt, że Real Madryt pod sterami Mourinho zaliczył najlepszy start sezonu, jaki nie udał się nikomu wcześniej. Jednak dobitnie widać, że wszystkie dyskusje, założenia i „szastanie” statystykami tracą moc w chwili rozpoczęcia meczu. Te wszystkie plany i pomysły nie mają racji bytu w starciu z rzeczywistością.

Pragnąłem Wam nieco przybliżyć moją myśl na temat Gran Derbi, a także w dużej części moje zdanie o „Wielkiej Barsie”. Niestety, według mnie, musimy się na razie pogodzić z tym, że ludzie dalej będą w tak dużym stopniu zachwycać się pojedynkami obu tych drużyn, bo nikt dziś nie gra tak jak Barcelona, bo w żadnej innej lidze nie ma „pojedynku gladiatorów”, żadne inne derby nie są tak nagłaśniane i każdy docieka, co znów wymyślą Mourinho na spół z Guardiolą.

Autor: Dominik Miedziak

Przewiń na górę strony