Nie przegap
Strona główna / Premiership / Podsumowanie 14. kolejki Premier League

Podsumowanie 14. kolejki Premier League

Podsumowanie 14. kolejki Premier League
Derby północnego Londynu były spotkaniem, na które czekała cała piłkarska Anglia. Tottenham liczył na przełamanie złej passy w wyjazdowych spotkaniach z odwiecznym rywalem, natomiast Arsenal w wypadku zwycięstwa mógł objąć prowadzenie w ligowej tabeli. Pozostałe spotkanie nie zapowiadały się równie emocjonująco, ale padło w nich wiele goli i doszło do kliku niespodziewanych rozstrzygnięć. Zapraszam na podsumowanie 14. kolejki Premier League.

Manchester United pokonał na swoim boisku Wigan, dzięki czemu zrównał się punktami z Chelsea. Czerwone Diabły długo nie mogły się jednak uporać z dobrze zorganizowaną drużyną gości. Dopiero pod koniec pierwszej połowy podopieczni Fergusona przeprowadzili składną akcję. Park zauważył w polu karnym niepilnowanego Evrę, a ten strzałem głową nie dał szans Al-Habsiemu. Po zmianie stron Manchester kontrolował przebieg gry, w czym pomogły dobre zmiany Fergusona. Szczególnie istotne było wejście Scholesa, który świetnie kierował grą United, dzięki czemu Czerwone Diabły zaczęły sobie stwarzać coraz więcej sytuacji. Gospodarzom pomogła też ostra gra zawodników Wigan. Najpierw za bezmyślny faul drugą żółtą kartkę zobaczył Alcaraz, a chwilę później z boiska, za atak dwoma wyprostowanymi nogami, wyleciał Rodallega. Grający w dziewiątkę podopieczni Martineza spisali się jednak całkiem dobrze, pozwalając wbić sobie tylko jedną bramkę. Jej autorem był Hernandez, który strzałem głową pokonał bramkarza gości, po dośrodkowaniu Rafaela. Manchester stworzył jeszcze kilka sytuacji, ale nie potrafił po raz trzeci umieścić piłki w siatce i wynik nie uległ już zmianie.

Szansy objęcia pozycji lidera nie wykorzystał natomiast Arsenal. Kanonierzy mimo dwubramkowego prowadzenia nie zdołali pokonać Tottenhamu, przez co pozostali na 3. miejscu w tabeli. Derbowe spotkanie zaczęło się jednak dla podopiecznych Wengera znakomicie. Już w 9. minucie Fabregas zagrał piłkę z głębi pola, do której dopadł Nasri. Błąd popełnił Gomes, za późno wychodząc z bramki, co bezlitośnie wykorzystał Francuz, mijając bramkarza Kogutów i umieszczając piłkę w siatce z niemal zerowego kąta. Po tym trafieniu Kanonierzy poszli za ciosem i już w 27. minucie mogli się cieszyć z kolejnego gola. Błyskawiczną kontrę wyprowadził Fabregas, który podał na skrzydło do Arshavina, a dośrodkowanie Rosjanina na bramkę zamienił Chamakh. Do przerwy sytuacja na boisku nie zmieniła się. Arsenal miał spotkanie pod kontrolą, a Koguty nie potrafiły w żaden sposób zagrozić bramce Fabiańskiego. W drugiej połowie zobaczyliśmy jednak inny mecz. Duży wpływ na zmianę obrazu gry miała sytuacja z 50. minuty. Długą piłkę zagraną przez Assou-Ekotto przejął van der Vaart, po czym zgrał ją do Bale’a, a Walijczyk nie miał problemów z pokonaniem polskiego bramkarza Kanonierów. Gdy wydawało się, że Arsenal oponował sytuację, nieodpowiedzialnie we własnym polu karnym zachował się Fabregas. Po rzucie wolnym, dotknął piłkę ręką i sędzia bez zawahania wskazał na 11. metr. Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się van der Vaart i na tablicy wyników ponownie wyświetlił się remis. Piłkarzy Wengera kompletnie nie zadowalał podział punktów, dlatego ruszyli do zdecydowanych ataków. Najlepszych sytuacji nie wykorzystali jednak Fabregas i Koscielny. Zemściło się to w 86. minucie, kiedy dośrodkowanie van der Vaarta z rzutu wolnego na bramkę zamienił Kaboul. Do końca spotkania nic się już nie wydarzyło i Koguty mogły się cieszyć z historycznego zwycięstwa.

Zwyciężyć na własnym boisku udało się Liverpoolowi. The Reds nie przemęczając się specjalnie, pokonali najsłabszy w lidze West Ham. Spotkanie od pierwszego gwizdka sędziego miało bardzo jednostronny przebieg. Popularne Młoty ograniczały się jedynie do zagrywania piłki do wysuniętego Cole’a, licząc na utrzymanie wyniku 0-0. Podopieczni Hodgsona szybko wybili im to jednak z głowy, strzelając pierwszego gola już w 18. minucie. W dużym zamieszaniu po rzucie rożnym najlepiej odnalazł się Glenn Johnson i umieścił piłkę w bramce Greena. Liverpool poszedł za ciosem i szybko powiększył swoje prowadzenie. Najpierw na listę strzelców skutecznie wykonując rzut karny, wpisał się Kuyt, a dziesięć minut później dzieła zniszczenia West Hamu dokończył Maxi Rodriguez, pokonując angielskiego bramkarza strzałem głową. W drugiej połowie The Reds znacząco spuścili z tonu, a samo spotkanie przeistoczyło się w bezładną kopaninę. Szansę na podwyższenie wyniku miał jeszcze Torres, ale jego uderzenie zatrzymało się na poprzeczce. Dzięki temu zwycięstwu Liverpool awansował na 9. miejsce w tabeli.

Wpadki rywali do tytułu wykorzystał Manchester City, który rozgromił na wyjeździe Fulham. Dzieło zniszczenia zaczęło się już w 6. minucie, kiedy ze świetnego prostopadłego podanie Barry’ego skorzystał Tevez, pokonując bezradnego Schwarzera. Po tym trafieniu gra odrobinę się wyrównała, ale Fulham nie stworzyło sobie żadnych dobrych sytuacji. The Citizens poszli więc za ciosem i w przeciągu trzech minut podwyższyli swoje prowadzenie do stanu 0-3. Najpierw fantastyczną bombą sprzed pola karnego popisał się Zabaleta, a chwilę później Tevez znalazł w polu karnym Yaya Toure, a ten umieścił piłkę w długim rogu bramki Australijczyka. Po przerwie do natarcia ruszyła drużyna Fulham, ale City wytrzymało zryw gospodarzy, po czym zdobyło czwartego gola. Ponownie z dystansu huknął Zabaleta, a piłkę po drodze do bramki podbił jeszcze Tevez, całkowicie zmieniając kierunek jej lotu. Podopiecznych Hughesa stać było już jedynie na honorowe trafienie, które na swoje konto zapisał wprowadzony po przerwie Zoltan Gera.

Największą niespodzianką 14. kolejki była jednak porażka Chelsea z Birmingham. Niebiescy stworzyli sobie mnóstwo sytuacji do przechylenia wyniku na swoją korzyść, ale zatrzymał ich rewelacyjny w tym spotkaniu Foster. Anglik bronił jak w transie, wielokrotnie zatrzymując napastników The Blues w beznadziejnych sytuacjach. Zespół McLeisha wykazał się natomiast zabójczą skutecznością, bezlitośnie wykańczając jedną z nielicznych akcji zaczepnych. Larsson znakomicie znalazł podaniem Jerome’a, ten zgrał piłkę głową do wchodzącego w pole karne Bowyera, a były zawodnik Leeds nie miał problemów z pokonaniem Cecha. Mimo porażki Chelsea wciąż znajduje się na pierwszym miejscu w tabeli, ale od drugiego Manchesteru United oddziela ją już tylko lepszy bilans bramkowy.

Nie kończy się za to dobra passa Boltonu. Piłkarze Owena Coyle’a nie przegrali już czwartego meczu z rzędu, dzięki czemu znajdują się na świetnej 5. pozycji w tabeli. Tym razem Kłusaki odprawiły z kwitkiem beniaminka z Newcastle. Wszystko zaczęło się w 17. minucie, kiedy Nolan kompletnie niepotrzebnie zagrał ręką w polu karnym. Howard Webb podyktował jedenastkę, którą na gola zamienił Kevin Davies. Wynik przed zmianą stron podwyższył jeszcze Lee i piłkarze Boltonu na przerwę schodzili w dobrych humorach. Po wznowieniu gry kolejne trafienie do dorobku Kłusaków dołożył znajdujący się w fantastycznej formie Elmander i było już jasne, że gospodarze tego meczu nie przegrają. Newcastle wykorzystało jednak rozkojarzenie przeciwników i już dwie minuty po golu Szweda, do siatki Jaaskelainena trafił Caroll. I gdy wydawało się, że czekają nas duże emocje w ostatnich minutach, poważny błąd popełnił Coloccini. Dał się przepchnąć Elmanderowi, który bez problemów wykorzystał sytuację sam na sam, pokonując Krula. Chwile później Argentyńczykowi puściły nerwy i po uderzeniu łokciem szwedzkiego napastnika Boltonu, wyleciał z boiska. Osłabione Sroki otrzymały w samej końcówce spotkanie jeszcze jeden cios. Jose Enrique zahaczył w polu karnym Daviesa, a sprawiedliwość wymierzył sam poszkodowany, ustalając wynik spotkania na 5-1.

Przegrała za to inna rewelacja rozgrywek, czyli zespół West Bromwich. Lepsi od podopiecznych Di Mateo okazali się piłkarze Stoke City, wygrywając wysoko 0-3. W pierwszej połowie nie doczekaliśmy się wielu spięć podbramkowych, jednak w drugiej odsłonie gry groźnych sytuacji nie brakowało. W 55. minucie sędzia podyktował rzut karny za faul Carsona na Jonesie, a okazji do objęcia prowadzenie nie zmarnował Etherington. Następne gole były już autorstwa wprowadzonego w końcówce spotkania Waltersa. Najpierw wykorzystał on drugi rzut karny przyznany tego dnia gościom, a następnie skutecznie dobił własny strzał, po bardzo ładnej asyście Jonesa. Dzięki temu zwycięstwu Stoke znalazło się na wysokim 8. miejscu w tabeli.

Wygrać udało się również zespołowi Blackpool, a na rozkładzie beniaminka znalazł się zespół Micka McCarth’ego. Mecz zaczął się świetnie dla gospodarzy, którzy objęli prowadzenie już w 3. minucie. Fenomenalnym uderzeniem z powietrza popisał się Varney, a Hahnemannowi pozostało tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Drugiego gola po zamieszaniu w polu karnym zdobył Harewood i Mandarynki schodziły do szatni z dwubramkowym prowadzeniem. W drugiej połowie Wilki stać było jedynie na kontaktowe trafienie. Jego autorem był Doyle, który wyskoczył najwyżej w polu karnym i umieścił piłkę głową w bramce. Wynik nie uległ już jednak zmianie, a sytuacja Wolverhampton w ligowej tabeli staje się coraz gorsza.

Od strefy spadkowej na większą odległość punktową udało się odskoczyć piłkarzom Blackburn Rovers. Pokonali oni na Ewood Park Aston Villę, do czego znacząco przyczynił się Morten Gamst Pedersen. Pod koniec pierwszej połowy pomocnik Blackburn zdobył gola z rzutu wolnego, przy którym spory błąd popełnił Friedel. Amerykanin źle ocenił tor lotu piłki i ta wpadła mu za kołnierz. W drugiej połowie The Villans stworzyli sobie kilka sytuacji do wyrównania, ale dobrze w bramce Rovers spisywał się Robinson. Niewykorzystane okazje zemściły się w 66. minucie, kiedy po mocnym strzale Nelsena, Pedersen zmienił kierunek lotu piłki, całkowicie myląc Friedela i podwyższając wynik na 2-0.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Carlos Tevez
Argentyńczyk kolejny raz w tym sezonie pokazał, że jest najcenniejszym zawodnikiem w drużynie Manciniego. Miał udział przy trzech z czterech trafień w meczu z Fulham, a obrońcy The Cottagers nie potrafili sobie z nim poradzić.

Jedenastka kolejki:

Foster (Birmingham-1*) – Zabaleta (Man City-1), Gallas (Tottenham-1), Nelsen (Blackburn-1), Evra (Man Utd-1) – Pedersen (Blackburn-1), van der Vaart (Tottenham-2), Yaya Toure (Man City-1), Bale (Tottenham-2) – Tevez (Man City-3), Elmander (Bolton-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony