Nie przegap
Strona główna / Z ostatniej chwili / Pozwolić, nie pozwolić?

Pozwolić, nie pozwolić?

Pozwolić, nie pozwolić?
Idzie święto, bo na pewno można nazwać świętem dzień, gdy do Polski przyjeżdża ekipa pokroju Manchesteru City i to nie w celu letniej zabawy, ale poważnej walki o punkty. Cała Wielkopolska i większość miłośników futbolu w Polsce zaciera ze zniecierpliwienia ręce i rezerwuje sobie przynajmniej dwie godziny wolnego czasu w czwartkowy wieczór. Zdaje się, że to właśnie dla nich urządzono naprędce przedstawienie mające spełnić rolę przedsmaku właściwych zmagań na Bułgarskiej.

Otóż wczoraj gruchnęła informacja, iż mecz pomiędzy Lechem a The Citizens może się nie odbyć. Przynajmniej formalnie, bo nikt o zdrowych zmysłach nie wyobrażał sobie, by do takiej sytuacji mogło dojść. Chociaż, gdzie ja chcę szukać rozsądku – jeśli wśród szerokiej rzeszy urzędników znajdę go tyle, co na lekarstwo, to co najwyżej homeopatyczne, a więc warte, jak sama nazwa wskazuje, niewiele. Bezpośrednim powodem takiego obrotu sprawy miał być brak stosownego pozwolenia na rozegranie spotkania. Takiej decyzji nie podjęto w trosce, a jakże, o bezpieczeństwo.

Loża VIPPolicyjne zastrzeżenia dotyczyły m. in. braku ogrodzenia uniemożliwiającego wtargnięcie kibicom na boisko, brak właściwego oznakowania wejść i wyjść oraz uszkodzona nawierzchnia kostki brukowej. Obawy były tym poważniejsze, iż podczas weekendowego spotkania kilkunastu zapewne miejscowych kibiców „próbowało przedostać się do kibiców Wisły”. Wobec tak poważnych incydentów każdy argument jest dobry, by chronić przybyłych na stadion poprzez odebranie im możliwości oglądnięcia uwielbianej drużyny, nie mówiąc już o rzeszach fanów zasiadających przed telewizorami. Oczywiście, władze Poznania w osobie prezydenta również miały spore wątpliwości dotyczące nadchodzącego święta. W ten sposób piłkarze gości mogli być odprawieni na równi z fanami Kolejorza do domów. W innym przypadku złamano by prawo.

Całe szczęście, że niebiosa czuwają nad Lechem i udało się zadowolić organa władzy. Co prawda, zastrzeżenia są dalej, ale udobruchany rządca stolicy Wielkopolski łaskawie zezwolił na zorganizowanie spotkania. Rozumiem, że martwiono się o ewentualny stan miejskiego stadionu utrzymywanego przez podatników, o który właściciel dbać musi. Nie zmienia to faktu, że panika była wybitnie niepotrzebna, a jej powody niebywale rozdmuchane. Owszem, istnieją domysły głoszące, iż w związku z nadchodzącym świętem, tym razem nie futbolu, lecz demokracji, pewne jednostki chciały pokazać, że dobro ludzkie jest dla nich najwyższą wartością, ryzykując nie tylko ośmieszenie, ale i ewentualne sankcje, lecz kto by tam wierzył w teorie spiskowe? Wszak powszechnie wiadomo, że ludzie, którzy wydali niemałe pieniądze, by znaleźć się dziś wieczorem na arenie zmagań Ligi Europejskiej, musieli zostać zmuszeni siłą, by pójść na tak niebezpieczne wydarzenie. Na pewno byliby dozgonnie wdzięczni, gdyby ktoś mógł ich od tych mąk uratować.

Przewiń na górę strony