Nie przegap
Strona główna / Premiership / Podsumowanie 9. kolejki Premier League

Podsumowanie 9. kolejki Premier League

Podsumowanie 9. kolejki Premier League
W 9. kolejce Premier League doszło do wielu ciekawych pojedynków, jednak na pierwszy plan wysunęło się spotkanie na szczycie, pomiędzy Manchesterem City i Arsenalem. Obie drużyny mają ogromne aspiracje, a bezpośrednie starcie miało przekonać, kto jest obecnie bliższy ich realizacji. Zapraszam na podsumowanie tego meczu jak i całej serii spotkań.

Manchester United przełamał w końcu serię spotkań bez zwycięstwa na wyjeździe i po zaciętym pojedynku pokonał Stoke City. Nie był to łatwy mecz dla podopiecznych Fergusona, ale dzięki determinacji i ograniczeniu błędów w defensywie, zakończył się on sukcesem. Stan gry otworzył w 25. minucie, znajdujący się ostatnio w bardzo dobrej formie, Hernandez. Meksykanin wykazał się w tej sytuacji niesamowitym wyczuciem i instynktem, kierując piłkę do bramki tyłem głowy. Po objęci prowadzenia Czerwone Diabły przejęły inicjatywę i kontrolowały grę. Wyglądało to dużo lepiej niż w poprzednich wyjazdowych spotkaniach, kiedy gracze United wygrywając, dawali się spychać do obrony, co doprowadzało do groźnych sytuacji, zamienianych przez rywali na bramki. Żeby jednak nie przesadzić z pochwałami, w konsekwentnej grze zdarzył się wyjątek, co doprowadziło do wyrównania. Złe podanie Scholesa zaczęło akcję gospodarzy, którą fantastycznym strzałem wykończył Tuncay. Gdy wydawało się, że kibice Manchesteru znowu będą musieli zadowolić się remisem, ze znakomitej strony pokazał się raz jeszcze Hernandez. Świetnie znalazł się w polu karnym i pewnym strzałem pokonał Sorensena. Tej przewagi Czerwone Diabły już nie roztrwoniły, dzięki czemu po meczu można było dopisać na konto zespołu 3 punkty. Powinno mieć to pozytywny wpływ na psychikę podopiecznych Fergusona, ponieważ po raz pierwszy w tym sezonie to oni w końcówce zdołali strzelić decydującą bramkę, a nie odwrotnie. Takie zwycięstwa zawsze dają drużynie większą pewność siebie, a tej ostatniej nigdy za wiele.

Hit tej kolejki, czyli spotkanie Manchesteru City i Arsenalu nie zawiódł fanów angielskiej piłki. O jego przebiegu zadecydowała sytuacja z 5. minuty, kiedy to Boyata niepotrzebnie faulował wychodzącego na czystą pozycję Chamakha, za co otrzymał czerwoną kartkę. Ta decyzja sędziego spowodowała zaostrzenie się gry (w pierwszej połowie pokazał on jeszcze 5 żółtych kartek, jedną po przerwie) i zmianę nastawienia taktycznego drużyny Manciniego. Starali się oni wprawdzie atakować, ale angażowali w akcję ofensywne małą ilość piłkarzy, co skazywało je na niepowodzenie. Grę gospodarzy w osłabieniu Kanonierzy wykorzystali już w 21. minucie, kiedy po ładnej dwójkowej akcji Nasriego i Arshavina, piłkę w bramce Harta umieścił ten pierwszy. Wynik mógł ulec podwyższeniu jeszcze w pierwszej połowie, ale karnego przyznanego za faul Kompanego na Fabregasie nie wykorzystał sam poszkodowany. Kluczowa dla wyniku spotkania była sytuacja z drugiej połowy, kiedy David Silva znalazł się oko w oko z Fabiańskim, jednak Polak spisał się bez zarzutu, parując strzał Hiszpana na rzut rożny. Niedługo po tej sytuacji wynik na 2-0 podwyższył Song i stało się jasne, że tego spotkania Arsenal już nie przegra. Wymiary zwycięstwa poprawił jeszcze wprowadzony w drugiej połowie rekonwalescent Bendtner i druga porażka City w tym sezonie stała się faktem.

Na przegranej podopiecznych Manciniego najbardziej skorzystała Chelsea, która poradziła sobie bez większego wysiłku z Wolverhampton. Na prowadzenie Niebiescy wyszli w 23. minucie, kiedy dwójkową akcję Żirkowa i Anelki wykończył będący w tym sezonie w zabójczej formie Malouda. Wilki próbowały odgryzać się mistrzom głównie poprzez strzały z dystansu, ale zawsze na posterunku znajdował się Cech. W drugiej połowie gracze Ancelottiego stworzyli sobie kolejne sytuacje, jednak tego dnia ten, który powinien je wykańczać, czyli Drogba, nie znajdował się w najwyższej formie. Wyręczył go w końcówce spotkania jego rodak, Salomon Kalou, który po świetnym prostopadłym podaniu od Essiena nie miał problemu, by umieścić piłkę w bramce. Dzięki temu zwycięstwu Chelsea umocniła się na prowadzeniu w tabeli, wypracowując sobie 5 punktów przewagi nad grupą pościgową.

Na dobrym poziomie stało również spotkanie pomiędzy Tottenhamem a Evertonem. Zaczęło się ono dobrze dla podopiecznych Moyesa, którzy wyszli na prowadzenie po fenomenalnym uderzeniu z rzutu wolnego, wykonanego przez Bainesa. Anglik nie mógł trafić bardziej w okienko bramki Gomesa, a Hiszpan Arteta może mieć problem z odzyskaniem możliwości wykonywania stałych fragmentów gry po tym popisie możliwości lewego obrońcy The Toffies. Everton nie nacieszył się jednak długo z prowadzenia, a głównym winowajcą tej sytuacji był Tim Howard. Amerykanin źle obliczył tor lotu piłki po dośrodkowaniu Huttona, co spowodowało, że sam na sam z pustą bramką znalazł się van der Vaart, a takich sytuacji Holender nie zwykł marnować. W drugiej połowie podobnie jak w pierwszej gra była wyrównana i choć obie strony stworzyły sobie jeszcze sytuacje, to wynik nie uległ już zmianie. Ostatecznie mecz zakończył się zasłużonym remisem, który nie spowodował specjalnych zmian w układzie tabeli.

W pozostałych sobotnich meczach nie doszło do większych niespodzianek. Znajdujący się w bardzo dobrej formie piłkarze West Bromwich odprawili z kwitkiem kolejnego wyżej notowanego rywala, Fulham. Spotkanie zaczęło się jednak po myśli podopiecznych Hughesa, którzy wyszli na prowadzenie już w 9. minucie po atomowym strzale Zoltana Gery. Piłka nie wpadła jednak bezpośrednio do bramki, ale odbiła się od pleców bramkarza WBA Carsona i to właśnie na jego konto został zaliczony gol. Później wszystko potoczyło się jednak po myśli beniaminka. Stan gry wyrównał po prostopadłym podaniu od Brunta Mulumbu, a na prowadzenie wyprowadził West Brom Fortune, dzięki przytomnemu wycofaniu piłki w polu karnym przez Thomasa. W drugiej połowie bezsprzecznie przeważali już podopieczni Di Mateo, ale wynik nie uległ zmianie.

Sunderland uporał się na swoim boisku z Aston Villą. Czarne Koty przeważały przez większą część spotkania, stwarzając sobie sporą ilość sytuacji podbramkowych, ale o ich zwycięstwie zadecydował błąd obrońcy klubu z Birmingham. Richard Dunn, zamiast wybić dośrodkowanie Malbranqua na rzut rożny, umieścił futbolówkę w bramce Friedela. Tej straty podopiecznym Houlliera nie udało się już odrobić, dzięki czemu Sunderland pozostał niepokonany na swoim obiekcie.

West Ham po porażce z beniaminkiem z Newcastle znajduje się w coraz gorszej sytuacji. Wydawało się, że to spotkanie nie musi się skończyć źle dla popularnych Młotów. Na prowadzenie wyprowadził ich Carlton Cole, zamieniając na bramkę kiks kolegi z zespołu, Frederica Piquionne’a. Po tym trafieniu gra podopiecznych Avrama Granta kompletnie się jednak rozsypała. Przewagę osiągnęły Sroki, szybko zamieniając ją na gola wyrównującego autorstwa Nolana, a później na zwycięską bramkę Carolla, zdobytą po ładnym uderzeniu głową. Jeżeli West Ham szybko się nie otrząśnie i nie zacznie zdobywać punktów, to izraelski trener Młotów może być pierwszym managerem Premier League, który straci pracę.

Z pokonaniem beniaminka nie mieli natomiast problemów piłkarze Birmingham. Przewagę nad Blackpool udało im się udokumentować w 37. minucie, kiedy w zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazał się Liam Ridgewell i skierował piłkę do bramki z najbliższej odległości. W drugiej połowie po błędzie kapitana Mandarynek, Charliego Adama, piłkę przejął Żigić i podwyższył wynik na 2-0, przesądzając o zwycięstwie gospodarzy. Podopieczni Alexa McLeisha podnieśli się po dwóch porażkach i powinni zacząć wspinaczkę w górę tabeli.

W meczu ligowych outsiderów, czyli drużyn Wigan i Boltonu, padł remis. Pierwsza połowa była praktycznie bez historii, za to w drugiej zobaczyliśmy więcej ciekawych sytuacji, a także dwie bramki. Stan gry otworzył po ładnej akcji całej drużyny Rodallega, wyrównał w zamieszaniu podbramkowym niezawodny Elmander. Dzięki remisowi oba zespoły pozostają poza strefą spadkową, jednak tabela jest na tyle płaska, że nie mogą jeszcze czuć się bezpiecznie.

Od dna odbił się w końcu Liverpool, zasłużenie pokonując na swoim boisku Blackburn. The Reds wyszli na prowadzanie dopiero w drugiej połowie, głównie dzięki fantastycznej dyspozycji Paula Robinsona, który niejednokrotnie zatrzymywał piłki w beznadziejnych sytuacjach. Nie mógł jednak powstrzymać strzału głową Kyrgiakosa, co doprowadziło do objęcia prowadzenia przez podopiecznych Hodgsona. Jedna z nielicznych akcji gości przyniosła szybkie wyrównanie, kiedy kuriozalnego samobója zaliczył doświadczony Carragher. Liverpool odpowiedział na to trafienie już dwie minuty później, a zwycięską bramkę strzelił Fernando Torres. Mimo wygranej, The Reds wciąż znajdują się w strefie spadkowej, ale udało im się zakończyć passę spotkań bez zwycięstwa w lidze.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Javier Hernandez
Młody Meksykanin z powodu kontuzji Rooneya dostał swoją szansę na występy w pierwszym składzie i w pełni ją wykorzystał. W niedzielę to jego gole zadecydowały o pierwszym wyjazdowym zwycięstwie Manchesteru i wydaję się, że Chicarito jeszcze niejeden raz będzie straszył bramkarzy Premier League.

Jedenastka kolejki:
Fabiański (Arsenal-1*) – Hutton (Tottenham-1), Vidic (Man Utd-2), Jagielka (Everton-1), Baines (Everton-2) – Nasri (Arsenal-1), Essien (Chelsea-1), Song (Arsenal-1), Brunt (WBA-1) – Hernandez (Man Utd-1), Caroll (Newcastle-1)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony