Nie przegap
Strona główna / Trudne tematy / Ohh, Fuck Off! Start Playing Already!

Ohh, Fuck Off! Start Playing Already!

Ohh, Fuck Off! Start Playing Already!

United My Ass

Tak tak, nadszedł ten czas, w którym odkłada się różne rzeczy związane z pracą i odpala panel Redloga, żeby powiesić tekst i wyrzucić z siebie złość… Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie dyskusje mają działanie catharsis i, cholera, najczęściej piszę, gdy tego właśnie efektu mi potrzeba. Tak jest i tym razem, bo chłopcy w czerwieni w tym sezonie skutecznie martwią mnie z weekendu na weekend. Powiem więcej – Manchester United w tym sezonie mnie jawnie wku**ia. Jak można tak bezmyślnie, w tak nonszalancki sposób gubić punkty z takimi drużynami?! Jak może to mieć miejsce w przypadku Man Utd?! W głowie mi się to nie mieści!

Gramy do końca

Gdybyście mnie zapytali do września tego roku, za co najbardziej kocham United, odpowiedziałbym bez zawahania, że za grę do końca. To była tak charakterystyczna cecha tej drużyny, że każdy przeciwnik liczył się z tym, iż dopóki nie rozbrzmi ostatni gwizdek – mecz trwa. Ileż to teoretycznie przegranych meczów wygraliśmy dzięki uporowi, koncentracji do ostatnich sekund i walce oraz wierze? Mnóstwo. Zapewne większość z was pamięta te mecze… Zapewne większość z Was ma swój ulubiony comeback, w którym United udowadniali, że gra się 90+ minut. No właśnie… Absolutnie świadomie użyłem czasu przeszłego w drugim zdaniu tego akapitu. United przestało grać do końca. Na temat powodów możemy tylko spekulować, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że United nie gra tak, jak grało jeszcze niedawno. Gdyby nie chodziło o tę właśnie drużynę, myślałbym, że nastąpiła zmiana w podejściu na bardziej a’la Blackpool – „strzelmy jedną więcej niż oni”. Ale przecież mówimy o Manchesterze – maszynie, która z dokładnością zegarmistrza budowana była przez lata, łącznie z myślą taktyczną, podejściem do gry i wpajaniem walki. Mówimy o Manchesterze, który podobno ma parę najlepszych stoperów na świecie (w dodatku obu zdrowych, co nie zdarza się często). Mówimy o zespole z doskonale skonstruowaną linią defensywy i bardzo dobrymi defensywnymi pomocnikami, którzy do tego sezonu zwykle wychodzili obronną ręką z większości opresji. Mówimy o drużynie, która grając z dwoma pomocnikami w obronie, straciła w zeszłym sezonie chyba mniej bramek niż w tym, grając z podstawową obroną!

Gdzie tkwi szkopuł?

Bo że szkopuł gdzieś tkwi, chyba nie ma żadnych wątpliwości. Ciężko dyskutować o takich rzeczach, ale moim zdaniem w drużynie coś pękło, albo się zatarło i potrzebuje porządnego smarowania. Co? – nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę kilka faktów: że styl gry zmienił się kompletnie; że nagle 3/4 podstawowych graczy jest bez formy, a ich podejście przypomina to z przegranego przedsezonowego spotkania z Wizards; że wszystkie dotychczasowe podpory drużyny zawodzą, włączając w to nieomylnego i zawsze stającego na, a nawet nad, wysokości zadania Van Der Sara, dochodzę do wniosku, że to nie jest normalne. Cały czas krząta mi się po głowie „coś jest nie tak”. Oczywiście, daleki jestem od potępiania bramkarza United, gadania o starości i emeryturze. Gdyby nie on, dorobek pucharowy United wyglądałby zupełnie inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli nawet TAK niezawodna część maszyny przestaje działać, to coś jest nie tak. Nie wierzę w taki zbieg okoliczności, że nagle, bez konkretnej przyczyny, tak solidni gracze, jak Fletcher, Van Der Sar, Rooney, Ferdinand i kilku innych są kompletnie bez formy, a Giggs, Scholes czy Vidić są cieniami samych siebie. Coś jest nie tak i widać to gołym okiem.

Głupie argumenty

Wiem, że pisząc ten krótki tekst, wystawiam się na całą gamę głupich argumentów… „Wciąż jesteśmy niepokonani, jako jedyni w lidze”, „United zawsze ma słaby start” czy chociażby „Sukcesy nas zepsuły”… Wszystkie one są prawdziwe, ale cóż z tego? Nijak nie mają się do tego, że nasz wspaniały bramkarz popełnia najgorszy błąd w karierze. Są kompletnie nieważne w kontekście meczów, które były wygrane i które przegraliśmy przez brak skupienia, nieporozumienia i błędy indywidualne. Do pełnego catharsis muszę dodać, że nie były to mecze z gatunku najtrudniejszych. Brak koncentracji i niedyspozycja może skutkować złym dniem, w którym przegrywa się z Burnley na rozpoczęcie sezonu jedną bramką. Zły dzień i niemoc, a może brak zrozumienia i presja mogą doprowadzić do remisu z Blackburn w absolutnie kluczowym momencie sezonu. Wszystko to, jakkolwiek smutne dla kibica United, jest zrozumiałe i po kilku dniach rozchodzi się po kościach. To, co oglądamy na boiskach Premier League, jest co najmniej alarmujące, przykre i zastanawiające. Jednym słowem (którego nie lubię, ale pasuje tu jak ulał) – dziwne.

Złe dobrego początki?

Mam nadzieję, że są tu osoby czytające ten tekst, które pamiętają (nie tak odległy) sezon, w którym Arsenal bez porażki wygrał mistrzostwo kraju. Jest to chyba największy, przynajmniej w moich oczach, wyczyn Arsenalu i właściwie w tym sezonie zamyka się mój szacunek do tej drużyny. Wygrać ligę bez porażki to jest COŚ! Czy United na to stać w tym roku? Jeśli mam być szczery, to wydaje mi się, że nie, ale zawsze dobrze znaleźć jakieś pozytywne odniesienie, jakieś światełko w tym ciemnym, wilgotnym i śmierdzącym stęchlizną tunelu, do którego warto podążać… Mam więc nadzieję, która razem z wiarą są częściami tego starego, grającego do końca, idealnie poukładanego i skoncentrowanego do ostatnich sekund United, że jesteśmy na tej drodze; że Rooney za chwilę zacznie strzelać jak zawsze; że Van Der Sar miał skurcz, który nie powtórzy się przez następne 5 lat; że Fletcher, Ferdinand, Vidić, Scholes, Giggs i pozostali za chwilę się obudzą i pokażą, że to tylko chwilowe dołowanie, dotknięcie dna, od którego łatwiej odbić się porządnie w drodze na szczyt. Chcę wierzyć, że United wygra ten sezon, a jeśli nawet nie, to że nawiąże wyrównaną i zaciekłą walkę z Chelsea, w pięknym stylu i z pasjonującymi pojedynkami, walczyć będzie o tytuł do ostatniej kolejki. Wierzę… Przynajmniej dopóki wygrywając kolejny mecz 2:0, jakiś zespół ze środka tabeli nie pozbawi nas złudzeń, wyrywając tym razem 3 punkty i tytuł niepokonanych na raz.

Przewiń na górę strony