Nie przegap
Strona główna / Premiership / Głównie o historii – a tą angielska piłka ma wspaniałą

Głównie o historii – a tą angielska piłka ma wspaniałą


W Anglii znana była już w średniowieczu. Wraz z rosnącą jej popularnością rosła też liczba wypadków, jakim ulegali jej uczestnicy. Mniej lub bardziej poważne złamania, zranienia, stłuczenia, ale i naderwania całych kończyn, tudzież częste przypadki zgonów sprawiły, że władze Królestwa zakazały tej gry. Na lokalnych podwórkach, łąkach, czy zapomnianych angielskich uliczkach football doczołgał się do XIX wieku, który okazał się dlań rokiem wspaniałego rozkwitu…

Wtedy to trafił do szkolnych programów nauczania. To właśnie placówki edukacyjne miały znaczący wpływ na dalsze losy piłki nożnej w Europie, bowiem to przy nich powstawały pierwsze footballowe zespoły. Rok 1863 to już oficjalne spisanie zasad tego sportu, osiem lat później oddzielono go od rugby i zorganizowano pierwszy piłkarski turniej w historii – o Puchar Anglii. Aston Villa, Blackburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Derby County, Everton, Preston North End, Stoke City, West Bromwich Albion i Wolverhampton Wanderers – między innymi te zespoły rywalizowały ze sobą o pierwszy w historii tytuł mistrza Anglii – krajowa liga powstała w 1888 roku. Wówczas też wprowadzono zawód profesjonalnego piłkarza. Kolejne rozgrywki ustanawiano już w XX wieku, najmłodsza jest tu Tarcza Wspólnoty z 1908 roku. Jak na tej mapie historycznej kształtuje się obecność czołowych dziś drużyn Anglii?

Chelsea

Oczywiście najmłodszym spośród aktualnych gigantów angielskiego footballu jest Chelsea Londyn. Jako jedyna została założona w XX wieku (rok 1905), może się też poszczycić najmniejszą liczbą zdobytych do tej pory trofeów – m.in. 4 krajowe mistrzostwa, 6 pucharów. Rosyjski miliarder żydowskiego pochodzenia, Roman Abramowicz jest tym, który w ustach wielu niejako ‘’stworzył’’ londyńską ekipę. Powszechnie odmawia się Chelsea wcześniejszej wagi na krajowej i międzynarodowej arenie piłkarskiej. I to jest błąd. 8 sezonów pracy Abramowicza w Londynie to wprawdzie transferowy wydatek rzędu 650 milionów, jednak nie bez przyczyny Rosjanin przybył właśnie tam. Ostatnia dekada ubiegłego stulecia to milowy skok, jaki zespół poczynił. Jeszcze na początku lat 90′ ekipa ‘’The Blues’’ tkwiła w drugiej angielskiej lidze, a w ogólnokrajowych gazetach pojawiła się ledwie raz – za sprawą rekordowego, jak na swoje możliwości, transferu Dennisa Wise’a. Piłkarz sprowadzony został za 1 milion funtów. Rok 93′ to już awans do Premiership.

6 lat później zespół uplasował się na trzecim miejscu w kraju, wcześniej (1997) sięgając po Puchar Anglii, Puchar Zdobywców Pucharów (1998), Superpuchar Europy i Puchar Ligi. Kolejne sukcesy przyszły w pierwszym sezonie nowego tysiąclecia – Chelsea sięgnęła wówczas po kolejny Puchar Anglii i Tarczę Dobroczynności. Zespół pięknej historii, wielkich nadziei, aspiracji i przede wszystkim – tysięcy wiernych fanów. Do takiej Chelsea Londyn przybył Roman Abramowicz – nie po to, by zniszczyć panujące dotąd wartości w angielskim footballu, a po to, by podać rękę zespołowi, który nie bał się rozpychać niewielkimi łokciami wśród nie tylko sportowych, ale przede wszystkim finansowych potentatów kraju, w jakim football to niemal religia.

Liverpool

Rok 1892 Hiszpania zapamięta przez narodziny Francisco Franco, późniejszego generała, który na zawsze zmieni jej historię. Kilkaset kilometrów dalej, na świat przychodzi inny późniejszy generał – Władysław Anders. 4 miesiące po Bolesławie Bierucie. Anglii los nie obdarował tego roku tak ważnymi z historycznego punktu widzenia narodzinami, choć zapomnieć nie można o urodzonym 3 stycznia 1892 roku Johnie Ronaldzie Reuelu Tolkienie. Światło dzienne ujrzało tego roku inne istnienie, owoc rozwijającej się na razie tylko w Anglii wszechobecnej pasji footballowej. Ogarnęła ona m.in. Johna Houldinga, ten, 3 miesiące po narodzinach Tolkiena, dał początek klubowi, który jawi się pod nazwą FC Liverpool. Zespół, który dziś znamy m.in. z największej liczby zdobytych w Europie Pucharów (5) spośród wszystkich brytyjskich ekip, nie miał jednak łatwych początków.

To jak został założony nie napawa jego fanów dumą. W 1891 roku John Houlding, kierując się żądzą zarobku wykupił całość praw do stadionu, na którym grywał założony 13 lat wcześniej Everton. Gdy to uczynił, podniósł zespołowi czynsz za wynajem stadionu o 250%. Klub zdecydował się opuścić obiekt i przenieść na inny, położony dalej – Goodison Park. Taki stan rzeczy nie odpowiadał jednak kilku zawodnikom Evertonu, którzy decydowali się na bunt i pozostali na dotychczasowym Anfield Road. Mając stadion, kilku zawodników i skromny budżet, Houlding wpadł na kolejny zarobkowy pomysł – założył klub, który dziś znamy jako FC Liverpool. Swój zespół nazwał jednak wówczas Everton Athletic, co wymuszone zostało przez byłych zawodników dawniej stacjonującej tu ekipy. Klub miał być spadkobiercą Evertonu. Na nazwę tę jednak nie godziły się władze ligi – zmieniono ją zatem na FC Liverpool.

Kolejny cios dla fanów to dalsze losy klubu. Pierwszym trenerem zespołu był John McKenna, na Anfield niemal natychmiast sprowadził nowych zawodników. Nie byli to jednak, jak się spodziewano Anglicy, a Szkoci – 13 szkockich zawodowych piłkarzy. Wielu fanów nie mogło tego wówczas Liverpoolowi wybaczyć. A była to dopiero zapowiedź późniejszej polityki transferowej klubu, który dzięki szkockim nogom wywalczył pierwsze (1901) i drugie (1906) swoje krajowe mistrzostwo. Zaraz po wojnie ‘’The Reds’’ zdobyli kolejne 3 tytuły mistrzowskie. Historia Liverpoolu to jednak przede wszystkim dwa wydarzenia końca XX wieku. Rok 1985 – Finał Ligi Mistrzów rozgrywany na stadionie Stadionie Heysel w Brukseli. Zaraz przed pierwszym gwizdkiem fani L’poolu zwalają jedną ze ścian na kibiców Juventusu Turyn. Ginie 39 ludzi. Mecz został jednak rozegrany – zwyciężył Juventus.

Czarny dzień dla światowego footballu, ale ze sportowymi konsekwencjami głównie dla Anglików. Na sześć lat tamtejsze zespoły wyrzucono z europejskich rozgrywek. Wielu największych wówczas piłkarzy globu odchodziło z tej bezapelacyjnie wtedy najmocniejszej ligi świata, po to by walczyć o międzynarodowe puchary. Liverpool znajdował się w absolutnej światowej czołówce. W ciągu jednego dnia odebrano mu szanse na trwalsze zapisanie się w historii sportu. Działanie z pewnością słuszne, ale prawdą pozostaje, że angielski football wiele lat podnosił się po latach posuchy, jakie spotkały go po roku 1985.

O czym niewielu wie – L’pool spotkała w historii jeszcze większa tragedia… 4 lata później, podczas półfinału Pucharu Anglii na stadionie Hillsborough w Sheffield (stamtąd pochodzi najstarszy piłkarski klub świata – Sheffield FC z 1857 roku) stratowano co najmniej 96 osób. Przyczyna: przeludnienie stadionu. Liverpool FC grał wówczas z Nottingham Forest. Rok później ‘’The Reds’’ zdobyli swój ostatni do tej pory tytuł mistrza kraju.

Arsenal

Dial Square założono w 1886 roku. A była to dopiero pierwsza z kilku nazw późniejszego Arsenalu. Royal Arsenal to brytyjskie zakłady zbrojeniowe – pracownicy właśnie tej firmy założyli jeden z najbardziej obecnie utytułowanych brytyjskich klubów. Royal Arsenal, później Woolwich Arsenal. Dlaczego dziś nazwa brzmi inaczej? Klub miał spore problemy finansowe spowodowane jego kiepską lokalizacją. Skoro fani nie chcieli przychodzić na mecze – zespół przeniósł się w 1913 roku bliżej fanów. Wraz z przenosinami na Highbury przemianowano nazwę na Arsenal Londyn. Zespół, patrząc przez pryzmat historii, grający niezwykle regularnie. 13 tytułów mistrzowskich, 8 – wicemistrzowskich. 10 Pucharów Angii, w finale którego gościli w sumie 17 razy.

Jedna z głównych ofiar banicji angielskich zespołów po tragedii z 1985 roku. Domeną Arsenalu są jego kibice – ‘’ The Gooners’’ zagwarantowali londyńskiej ekipie między innymi fenomenalną stadionową frekwencję sprzed 2 lat – 99%. Co ciekawe, aż 8% spośród tychże najbardziej zagorzałych fanów klubu to przedstawiciele rasy innej niż biała. Czyni to Arsenal Londyn numerem 1 w tej kwestii w całym kraju. A z kim najczęściej spierają się owi fani? Fulham? West Ham? Chelsea? Tottenham? Okazuje się, że nie. Choć każdy z tych zespołów z racji położenia geograficznego jest odwiecznym rywalem Arsenalu, przeprowadzona kilka lat temu ankieta wśród fanów ‘’The Gunners’’, jako największego przeciwnika klubu wymieniła Manchester United. Przyczyna jest prosta: United są od paru ładnych lat głównym rywalem londyńskiej ekipy w walce o tytuł mistrza Premier League.

Manchester United

Czas na klub najstarszy spośród obecnej elity ligi angielskiej. 7 lat po ustanowieniu rozgrywek o Puchar Anglii i 10 lat przed pierwszym turniejem o mistrzostwo kraju, grupa kolejarzy z Manchesteru zakłada zespół piłkarski o nazwie Newton Heath Lancashire & Yorkshire Railway. Nazwę skrócono jednak do Newton Heath (”The Heathens”). Mecze do 1893 rozgrywali na North Road – pierwszym stadionie piłkarskim powstałym w Manchesterze. Stamtąd przenieśli się na mieszczący 50 tysięcy fanów obiekt Bank Street. Wydaje się, że jak na ówczesne warunki to dużo. W 1923 roku mecz o krajowe mistrzostwo pomiędzy West Hamem a Boltonem obejrzało przeszło 127 tysięcy widzów.

Dlaczego w czasach mniejszego przecież zaludnienia i niższej promocji footballu liczby te sięgały takich wielkości? Przyczyn jest kilka, ale najważniejszą ówczesny brak kontroli nad ilością przybyłych na mecze kibiców. Na stadion wchodziło tyle osób, ile tylko mogło się zmieścić, co często prowadziło do tragedii. Dodajmy, że finał Mistrzostw Świata w 1950 roku oglądało na żywo 200 tysięcy widzów. Według nieoficjalnych informacji, kibiców mogło tam być nawet ponad 100 tysięcy więcej. Wracając jednak do Manchesteru – rok 1902 jest jednym z czarniejszych w jego historii. Wtedy to klub stoi na skraju bankructwa. Pojawia się jednak J. Davies – człowiek, który uratował jeden z trzech najlepszych ówcześnie angielskich zespołów. Spłacił jego długi, doprowadził do pierwszego filmowego nagrania meczu zespołu i przede wszystkim zmienił jego nazwę na znany dziś wszystkim Manchester United.

Klubowe barwy z kolei przemianował na znane dziś wszystkim czerwień i biel. Aspiracje miał jednak takie, by z United stworzyć zespół epokowy, dlatego też 8 lat później przeniósł jego siedzibę na Old Trafford, na zachód od centrum miasta. Analizy techniczne wykazały bowiem, że obiektu z Bank Street nie będzie można znacząco powiększyć, a to w planach miał Davies. Warto tu zwrócić uwagę na fakt, iż obecne klubowe barwy zostały zatem wprowadzone przez osobę, która tchnęła nowego ducha w klub, wyrwała go z zapaści finansowej, stawiając pierwszą cegiełkę obecnego sukcesu. Tymczasem protest przeciwko aktualnym władzom Manchesteru wyrażany jest m.in. przez powrót do barw z okresu wcześniejszego – wielu fachowców zwraca zatem uwagę, że chcąc zamanifestować ogromne przywiązanie do klubu winniśmy nosić te barwy, które zaproponował bohater Manchesteru – Davies, nie zaś zielono-złote. Niemniej jednak – w rok po przeprowadzce zespół zdobył swój drugi tytuł mistrza kraju.

Rozpoczęły się jednak wówczas długie lata posuchy przerwane dopiero ”Erą Busby’ego”. Były piłkarz dwóch największych rywali United – Liverpoolu i Manchesteru City zrewolucjonizował wszystko to, co o ówczesnym footballu wiedzieli specjaliści. Nowe metody treningowe zaowocowały pasmem sukcesów, w tym mistrzostwem w 1956 roku, gdy średnia wieku piłkarzy w zespole wynosiła ledwie 22 lata. Busby był też pierwszym trenerem, który wprowadził angielską drużynę do europejskich pucharów, skąd odpadała dopiero w półfinale (1957). Kolejny rok był bez wątpienia najtragiczniejszym w historii ”Czerwonych Diabłów”.

6 lutego 1958, drużyna wsiada do samolotu po zakończonym meczu w Monachium. Maszyna startuje, nim jednak zdążyła na dobre wznieść się w powietrze – rozbija się. Ginie 8 piłkarzy, 4 pracowników sztabu szkoleniowego i ponadto 15 pasażerów. Klub miał zostać rozwiązany – nie wyobrażano sobie jego istnienia po tym wydarzeniu. Matt Busby wylądował w szpitalu. Zastąpił go Jimmy Murphy – kolejny bohater United. To on nie dopuścił do rozwiązania klubu. Później do klubu wrócił Busby, który zdołał w pełni odbudować zespół – 2 krajowe mistrzostwa i 1 puchar były zapowiedzią pierwszego wielkiego sukcesu United. W 1968 roku, jako pierwsza angielska drużyna, Manchester United sięgnął po Puchar Europy. Znamy piłkarzy, jak Denis Law, Bobby Charlton i George Best? To właśnie oni rozsławili wówczas ekipę z Old Trafford, kolejno zdobywając Złotą Piłkę przyznawaną corocznie od 1956 roku przez magazyn France Football najlepszemu piłkarzowi kontynentu. Najpełniejszą mitycznością otoczono tego drugiego – Charlton w United wystąpił 754 razy, strzelając przy tym 247 bramek. Zdobył też najwięcej goli w historii reprezentacji Anglii na Mistrzostwach Świata – w sumie 14.

Tym, co jednak przede wszystkim stanowiło o wartościowości piłkarza, była jego niczym niezmącona gra fair play – Bobby Charlton w całej karierze ani razu nie ujrzał żółtej kartki, a grał w niemal 1000 profesjonalnych spotkań. Wracając jednak do wątku głównego – Matt Busby, trzeci bohater historii Manchesteru United, zrezygnował z posady trenera w rok po zdobyciu Pucharu Europy. Następne lata to drugi już okres posuchy. Trwał do kolejnej ery wielkiego szkoleniowca – tym był Alex Ferguson. Pierwszy sezon Szkota na Old Trafford – 11 miejsce. Kolejny – 2. W kolejnym było już katastrofalnie – United bliscy stali się spadku z ligi, a o Fergusonie zaczęto mówić jako o byłym już trenerze. Udało się jednak wygrać krajowy puchar i na jakiś czas uspokoić fanów. W 1991 klub stał się spółką akcyjną i od tamtej pory wgląd w jego finanse jest dostępny dla każdego. Fergusona na stanowisku trenera Manchesteru uratował jeden ledwie sprawny ruch – sprowadzenie w 1992 roku Erica Cantony. Już w następnym sezonie ”Czerwone Diabły” zdobyły swój pierwszy od blisko 30 lat tytuł mistrza kraju. A był to dopiero początek.

Gary Pallister, Denis Irwin i Paul Ince, czy Ryan Giggs, a później David Beckham, Gary Neville, Phil Neville i Paul Scholes dali United sukcesy, o jakich wcześniej ledwie marzyli. Najważniejszym była oczywiście pierwsza (po reformie Pucharu Europy) w historii europejskiego footballu, potrójna korona w 1999 roku (później powtórzyła ten wyczyn tylko FC Barcelona i Inter Mediolan). 2 zatem tytuły mistrza Europy, 11 razy wygrana krajowa liga, 5 pucharów i wiele, wiele innych – Alex Ferguson według historyków sportowych zasługuje na miano czwartego po Daviesie, Murphym i Busbym bohatera ekipy z Old Trafford. ”Bohatera”, ale nie postaci, która przyniosła klubowi rozgłos, a człowieka, który w najtrudniejszej chwili podał mu rękę, czy wręcz reanimował. Człowieka, bez którego nie byłoby dziś Manchesteru United, bo pamiętamy przecież, że przed Fergusonem klub z kiepskim perspektywami przez lata zajmował ligowe nisze.

4 gigantów. Dlaczego w lidze angielskiej hegemoni pojawili się dopiero w ostatnich latach? Ostatnich (sic!) – warto tu przytoczyć statystykę porównawczą – otóż w historii np. hiszpańskiej piłki tytuł trafiał w ledwie 9 różnych par rąk. W Anglii było takich zespołów aż 23. Dodajmy, że kolejnych 15 zespołów choć raz sięgnęło po srebrny, bądź brązowy medal.

Czy powodem braku hegemonii, jaką spotykamy przecież na kartach historii w niemal wszystkich innych ligach, jest wiek angielskiego footballu? Zdaniem specjalistów z uniwersytetu Staffordshire – tak. To tam narodziła się footballowa pasja, efektem jest sposób, w jaki na Wyspach podchodzi się do piłki nożnej – szczególny. Walka, nieustająca walka, która cechuje tamtejszych piłkarzy eliminuje możliwość przyjęcia strachu przed przeciwnikiem, uznania jego wyższości. Skutek jest taki, że dominatorów ligi (prócz L’poolu, który swoje górowanie według wielu specjalistów może właśnie kończyć) zdołały wyłonić dopiero ostatnie, skomercjalizowane lata, w których o sportowej jakości decydować zaczęły w sporej części pieniądze. Historycy z uniwersytetu Staffordshire twierdzą, że waleczność Anglików pokonać mogą tylko różnice w nakładach finansowych.

Póki co jednak, ich zdaniem, historia angielskiego footballu przez ładnych jeszcze kilka lat dalej sprawiać ma, że patrząc na mecze teoretycznych faworytów ze skazanymi na porażkę, nie będziemy tylko zastanawiać się, jak wysokie ci pierwsi osiągną zwycięstwo. Giganci są, ale jeszcze nie tak potężni względem innych, jak np. w Hiszpanii. I miejmy nadzieje, że szybko nie będą, bo właśnie ta ligowa równowaga sprzyja widowisku.

Przewiń na górę strony