Nie przegap
Strona główna / Premiership / Przed sezonem: Blackpool

Przed sezonem: Blackpool

Przed sezonem: Blackpool

Miejsce w zeszłym sezonie: 6. w Championship League.

Szanse na wygranie ligi: 5000-1.

Niemal wszyscy zakładają, że Blackpool zakończy sezon w dole tabeli Premier League, ale takie założenia mogą być niebezpieczne. O tej porze rok temu większość wróżyło tej drużynie spadek z Championship.

Ta drużyna ma zdolność do zaskakiwania, a nawet szokowania. Zaściankowa miejscowość, a właściwie plażowy kurort zdołał zebrać drużynę zwaną Tangerines, która potrafi stawiać czoła faworytom, a jej najmocniejszą stroną i bez wątpienia kluczem do utrzymania się w lidze będzie własny stadion.

Niestety dla nich, imponująca rozbudowa stadionu równała się z tym, że pierwsze cztery potyczki ligowe czekają ich na wyjeździe. Zatem pęd, jaki uzyskali awansując do EPL, może zostać gdzieś zgubiony w tych czterech meczach rozegranych poza ukochanym „miastem” kolejek, karuzeli i kręconych cukierków. Mimo to, Blackpool wreszcie dociera do obiecanej ziemi futbolu, jako wielka niewiadoma, zdolna do wszystkiego (no, prawie wszystkiego). Nikt z wielkich, a nawet nikt z dużych tej ligi nie zna tej drużyny, nie wie czego się spodziewać i możliwe, że zobaczymy kilka zaskakujących wyników (jak w zeszłym sezonie z Burnley).

Adrenalina płynąca z awansu oraz właśnie nieobliczalność sprawiają często, że nowo przybyłym do ligi drużynom udaje się zebrać kilka kluczowych punktów w czasie, gdy liście zaczynają spadać z drzew. To może pozwolić również drużynie Hollowaya uzbierać kilka(-naście) punktów przed Świętami. Mogliśmy to już obserwować dwa sezony temu, kiedy to imponująca kampania jesienna w wykonaniu Hull pozwoliła im przetrwać w lidze pomimo gigantycznego kryzysu formy po nowym roku.

Neutralni kibice będą zapewne kibicować Blackpool nie tylko ze względu na to, że prawdopodobnie choć raz spędzali w tym królestwie kiczu swój urlop; zapewne nie tylko ze względu na kolorową, kontrowersyjną i przyciągającą uwagę osobę trenera, ale także przez fakt, że filozofia Blackpool i ich managera na zawojowanie ligi to płynąca, swobodna, ofensywna piłka z mnóstwem wymian piłki. Brzmi nieźle.. Znajomo?

Oczywiście. Jeśli pomyślimy o tych przymiotnikach, stanie nam przed oczami reprezentacja Hiszpanii i ich Tiki-taka. Co więcej, to będzie doskonałe skojarzenie. Jak sam Holloway mówi: „Po obejrzeniu Mistrzostw stwierdziłem, że trzeba nam być bardziej, jak Hiszpanie. Musisz dbać o piłkę, kochać ją i robić wszystko, żeby nie oddać jej nikomu innemu”.

Celem Hollowaya jest strzelić więcej, niż przeciwnicy, nawet kosztem zaniedbania obrony, nie wspominając o przemycaniu jakichś szczęśliwych goli w kontratakach. Możliwe, że duch starego Barnsley Danny’ego Wilsona wróci wraz z Blackpool do EPL w 2010 roku. Zachęcające.

Niestety, pojawiają się też problemy, zwykle wynikające z najbardziej prozaicznych powodów z możliwych. Klub wciąż musi wypłacić premie za awans zawodnikom (nawet do 400000 funtów dla jednego gracza). Także wszechobecna w drużynie niechęć w stosunku do Karla Oystona nie pomaga. Ona też mogla być powodem, dla którego Holloway nie miał zbyt wielu opcji, żeby wzmocnić swój dość ubogi skład. Pieniądze są sporym problemem w Blackpool i drużyna nie jest od tego wolna.

Obrót Blackpool z zeszłego sezonu, sięgający „zawrotnej” sumy 7 milionów funtów, był przedostatnim, jeśli chodzi o wszystkie drużyny Championship (niższy obrót wykazało tylko Scunthorpe United). Klub wydał na płace niezwykle skromną, jak na standardy piłkarskiego świata, kwotę 4,8 miliona funtów.

Blackpool nie wydało jeszcze nigdy na jednego gracza więcej, niż 500 tysięcy funtów. Ekipa wspomagająca Hollowaya, pracująca na pełen etat, to „aż” cztery osoby (i to od tego sezonu, kiedy to trzyosobowy skład został wreszcie rozszerzony o trenera od przygotowania fizycznego).

Skład Hollowaya to 18 graczy w tym trzech bramkarzy, a najistotniejszym jak dotąd wzmocnieniem był Izraelczyk Dekel Keinan, przybyły do Anglii z Maccabi Haifa (co nie jest do końca pewne, bo izraelski obrońca nie figuruje w składzie na stronie Blackpool).

„Jesteśmy dwadzieścia milionów mil za innymi klubami” przyznaje Holloway, zapewne niezbyt zachęcony ostatnim towarzyskim meczem przeciwko Bristol City przegranym przez Blackpool 2-0. Co istotne, Blackpool nawet nie zmusiło do wysiłku „najlepszego bramkarza Anglii” – Davida Jamesa, bo oddało zaledwie jeden strzał w światło bramki.

Niestety, istotni dla drużyny gracze tacy, jak Keith Southern czy Billy Clarke pozostają kontuzjowani, co istotnie osłabia i tak już wąskie pole manewru Hollowayowi, a sam skład wygląda na słabszy, niż ten z zeszłego sezonu. Zespół będzie właściwie uzależniony od występów Szkota Charliego Adama, i Stephena Craineya, wydających się najmocniejszymi punktami na tyłach zespołu.

W ataku zapewne kluczowymi rolami obarczeni zostaną Jason Euell i Brett Ormerod, ale czy ich doświadczenie i zgranie pozwolą na przejście najlepszych linii defensywnych… Cóż, przekonamy się już niebawem.

Na dzień dzisiejszy w Blackpool wydaje się być więcej pytań, niż odpowiedzi.

Przewiń na górę strony