Nie przegap
Strona główna / Legendy / Kiedy mewy śledzą łajbę… – 15 lat po wybryku Cantony

Kiedy mewy śledzą łajbę… – 15 lat po wybryku Cantony

Cantona Kung Fu
Wczoraj – 25 stycznia – minęła piętnasta rocznica pamiętnego meczu Manchesteru United przeciwko Crystal Palace, w którym Eric Cantona (słusznie czy niesłusznie) odesłany z boiska po czerwonej kartce, nie wytrzymał wyzwisk kierowanych pod jego adresem przez dwudziestoletniego fana CP i postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość. Cóż się zmieniło od tamtego czasu…? Zastanówmy się.

A Było Tak…

Po tym, jak Cantona nieprzepisowo zatrzymał piłkarza Crystal Palace, wychodzącego z kontrą, Matthew Simmons, wtedy dwudziestoletni kibic, poderwał się ze swojego siedziska, i pospieszył do wyjścia z boiska, żeby rzucić stekiem wyzwisk w twarz francuskiego napastnika United. Niezależnie, w którą wersję uwierzycie (czy słowa Simmonsa to “Fuck off, you French cunt” czy “It’s an early shower for you”), Cantona odpowiedział w stylu, którego w tamtych czasach nawet po nim nie spodziewałby się nikt – wymierzył latające kopnięcie i Simmons mógł być zadowolony, że oddzielała ich barierka. Zanim stewardzi odciągnęli Erica, zdążył jeszcze posłać parę ciosów w stronę prowokatora. Następnie, w pokaźnej obstawie, Francuz został wyprowadzony z boiska. Na samego Simmondsa została nałożona kara £500 grzywny za rzekome groźby werbalne i niewerbalne. Cantona został skazany na dziewięć miesięcy zakazu uczestnictwa w wydarzeniach piłkarskich i wyrok więzienia, który po apelacji zamieniono na prace społeczne. W sądzie na swoją obronę Cantona miał do powiedzenia jedno zdanie – zdanie, które pozostawało przez długi czas zagadką (obstawiano, czy to sentencja jakiegoś niszowego filozofa francuskiego, czy może sam Eric ma także jeszcze jedną twarz, tym razem myśliciela)…

Kiedy mewy śledzą łajbę…

Eric postanowił skwitować całe zajście jednym zdaniem:
„Kiedy mewy śledzą łajbę, to tylko dlatego, że wiedzą, że do morza będą wrzucane sardynki”. Innymi słowy – prowokator powinien zdawać sobie sprawę z tego, co się może wydarzyć, jeśli będzie prowokował Cantonę. Za każdą akcją idzie reakcja, tylko czy francuski geniusz z Manchesteru mógł podejrzewać, że reakcją świata piłkarskiego na jego wybryk będzie stłamszenie, zniszczenie i prawie całkowite unicestwienie ducha zmagań piłkarskich? Czy myślał, że po jego wybryku (wraz oczywiście z innymi wydarzeniami mającymi miejsce równolegle), władze piłkarskie w kraju, który był, jest i na zawsze zostanie kolebką tego wspaniałego sportu, nakażą siedzieć podczas meczu, ściśle określą i bardzo mocno zaczną ingerować w treści i wygląd flag, banerów i transparentów wnoszonych na stadiony przez kibiców? Czy mógł się spodziewać, że Anglia wejdzie na drogę, która doprowadzi jej mieszkańców do bycia najbardziej obserwowanym narodem na świecie, a kamery CCTV będzie można spotkać częściej i w większych grupach, niż listonoszy, policjantów, sprzedawców gazet na rogach ulic i dostawców mleka razem wziętych? Czy gdyby wiedział, że po jego wybryku od wszystkich piłkarzy oczekiwać się będzie nieskazitelności, jako od wzorów do naśladowania, powiedziałby w wywiadzie po tym wydarzeniu „powinienem był walnąć go mocniej”? Chyba nie.

I’m NOT a Role Model!

Wielokrotne powroty do tamtej sytuacji na pewno były uciążliwe dla Francuza. W jednym z wywiadów, zapytany, jak czuje się po takim wybryku, odparł “nie jestem wzorem do naśladowania, nie jestem jakimś wszechwiedzącym nauczycielem, mówiącym ci, jak masz się zachowywać.”. Może i nie jest, ale opinia publiczna zaczęła od niego i jemu podobnych właśnie tego oczekiwać. Zarówno piłkarze, jak i kibice dostali się na najwyższe stadia cenzurowanego. Każdy był obserwowany, jest obserwowany, a każde zachowanie odbiegające od normy i zdradzające emocje, jest tępione. Futbol został wykastrowany. Podczas, gdy do 1995 roku pozostawał on jedynym miejscem, gdzie nie trzeba było wszystkiego poddawać gruntownym przemyśleniom, a najważniejsze były czyny prosto z duszy, zgodnie z emocjami i pierwotnymi instynktami, teraz każdy musiał odpowiadać za wszystko. Nastała era sterylności. Wszyscy piłkarze musieli być poprawni politycznie. Sama gra, a właściwie interpretacja przepisów, zdecydowanie się zmieniła. Gra złagodniała, sędziowie zaostrzyli swoje oceny. Wybryk Cantony kosztował świat piłkarski, a więc i pośrednio kibiców, obdarcie z emocji i poddanie się schematom.

…sardynki będą wrzucane do morza!

A może cały problem polega na tym, że ludzie, często wiedząc o prawdopodobieństwie jakiejś sytuacji, racjonalizują ją i dochodzą do wniosku, bądź też oszukują siebie, że nie ma ona prawa mieć miejsca…? A może na siłę podporządkowują realia do swoich wyobrażeń, w imię bezpieczeństwa, poprawności politycznej i społecznej i tym podobnych zjawisk? Gdyby Simmons pomyślał chwilę dłużej i zdążyło mu przejść przez myśl, że sytuacja skończy się tak, jak się skończyła, w ogóle by do niej nie doszło… Może Cantona, wiedząc, że pośrednio obdziera swój ukochany futbol z nieprzewidywalności, z emocji, nie kopnąłby pyskatego wyrostka… Nie, akurat w to nie wierzę. Może gdyby ludzie nie chcieli na siłę zmieniać futbolu, ale zaakceptować pewne naturalne jego cechy, być może czasem ocierające się o prymitywizm i zwierzęcość, naszpikowane kipiącymi emocjami, przeradzającymi się czasem w agresję, wtedy nie bylibyśmy skazani na ten kompromis, nie zadowalający w pełni żadnej ze stron… Oczywiście, wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Kibice kochają emocje, kochają buntowników i wojowników. Czyż największymi ikonami naszego klubu nie jest właśnie Cantona i niepokorny Keano, czy nawet Becks? Czyż swego czasu ‘furory’ nie zrobił Zidane, nokautując ‘w słusznej sprawie’ krnąbrnego, pokrytego tatuażami i wyższego o głowę Włocha, albo wojujący Totti? Czyż nie przeszedł do historii klubu z Old Trafford mecz FA Cup z 1965 roku, kiedy to Jack Charlton i Denis Law zamiast walczyć o zwycięstwo, okładali się pięściami na boisku? To wszystko było piękną częścią futbolu. Teraz, mamy kopanie piłki… Ciśnie mi się na usta słowo „tylko”…

Oczywiście, nie popieram łamania sobie nóg na boisku, czy okładania się pięściami regularnie, ale zabieranie miejsca jakimkolwiek emocjom uważam za równie wyniszczające dla samego futbolu, z tym, że zdrowsze dla zawodników.

Piętnaście lat później…


Cóż pozostało z tej emocjonalnej gry, ocierającej się o rytuały plemienne, o walkę o dominację dziś…? Dziś nie mamy już nieprzewidywalności. Piłkarze często wydają się być robotami i rzadko kiedy któryś z nich straci głowę, spuści z wodzy swoje nerwy i okaże złość (dzięki Ci, Wazza!). Reszta jest wykastrowana z emocji. Dziś oczekuje się od graczy, żeby byli wzorami do naśladowania przez całe życie, a nie przywódcami w bitwie trwającej dziewięćdziesiąt minut. Na ironię, broniący Cantony piętnaście lat temu przyczynili się do tego, że i na kibiców nałożono dużo większe restrykcje, zakazy i objęto ich większym nadzorem. Czy dziś jest lepiej? Odpowiedzcie sobie sami, oglądając mecze na często pozbawionych jakiejkolwiek atmosfery stadionach. Odpowiedzcie sobie, pamiętając, że dziś zamiast Cantony i jemu podobnych, możemy częściej oglądać co najwyżej grymasy i wymachy Ronaldo (co nierzadko jest już dostatecznym powodem do obdarowania go żółtą kartką).

Przewiń na górę strony