Nie przegap
Strona główna / Ogólne / Florentino Pérez – Sauron futbolowego świata

Florentino Pérez – Sauron futbolowego świata

Florentino Perez
Na temat polityki transferowej Realu Madryt napisano niemal wszystko… niemal wszystko co najgorsze. Wśród dziennikarskich artykułów nazwisko Florentino Pereza przewijało się w letnich miesiącach częściej niż doniesienia o nowych, potencjalnych zamachach Al-Kaidy czy kolejnych, wakacyjnych promocjach operatorów komórkowych. Porażające swą wielkością sumy transferowe i nazwiska gwiazd prezentowanych na Estadio Santiago Bernabeu, budziły na przemian oburzenie i zazdrość reszty piłkarskiego panteonu. Swoją dezaprobatę wyrażali najbardziej znaczący ludzie związani z piłką nożną: Sir Alex Ferguson, Joan Laporta, Silvio Berlusconi, Pep Guardiola, Uli Hoeness, Johan Cruyff czy Louis Van Gaal.

Nawet sam arcybiskup Katalonii postanowił szepnąć parę ganiących uwag w lokalnej prasie. Powszechnie wieszczono upadek projektu Pereza opartego na najlepszych graczach globu . To co niewyobrażalne , stało się realne w zaledwie kilka miesięcy – Cristiano Ronaldo oraz Kaka zostali oficjalnie zaprezentowani światu w blaskach jupiterów i błysku fleszów setek paparazzi zgromadzonych na trybunach madryckiej świątyni. Dwie ikony futbolu warte ponad 160 mln euro – tego świat jeszcze nie oglądał. Wydawało się , że nic nie przebije „ery Galacticos” z Figo, Ronaldo, Zidanem i Beckhamem w składzie… tak się tylko wydawało, a dokonał tego jeden człowiek – Fiorentino Perez.

Pewnie teraz zastanawiacie się , co to ma właściwie wspólnego z United? Co jest niby takiego szczególnego w „szaleństwie” prezydenta Realu Madryt? Odpowiadam – w tym szaleństwie jest metoda… metoda na wyciągnięcie klubu z finansowego kryzysu. Z nieukrywaną zazdrością muszę przyznać jedno – to naprawdę działa. Dzięki transferom gwiazd madrycki klub renegocjuje umowy sponsorskie i telewizyjne. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że nowy kontrakt z Adidasem ma zapewniać ok. 50 milionów euro rocznie wpływów do klubowej kasy, co byłoby 100% wzrostem wartości w stosunku do obecnej umowy, a to przecież tylko jeden z licznych sponsorów madryckiej ekipy.

W planach Fiorentino Pereza jest też podbicie azjatyckich rynków telewizyjnych oraz zwiększenie i tak już astronomicznych przychodów z tytułu sprzedaży praw medialnych zapisanych w aktualnej umowie o wartości 1,1mld euro. Swoją cegiełkę do interesu dokładają również piłkarze, których reklamowy wizerunek przyciąga ludzi zarówno przed telewizory jak i na stadionowe ławy.

Planowane są też pierwsze kroki pod budowę ogromnego kompleksu rozrywki w rodzaju francuskiego Disneylandu na terenach należących do klubu, który w przyszłości miałby stać się samonapędzająca maszyną do zarabiania pieniędzy. Pierwsze wymierne korzyści tej działalności widać już teraz, kiedy Real regularnie zmniejsza swoje zadłużenie wynoszące na dzień dzisiejszy poniżej 340 mln euro, a mające sięgnąć rzędu 230 mln euro w roku następnym… Można się bać, można się śmiać i można podziwiać, ale jedno trzeba przyznać – prezydent hiszpańskiego giganta ma rozmach.

Tymczasem w United sytuacja wciąż wygląda nieciekawie. Amerykańsko – wyspiarska współpraca zdecydowanie lepiej sprawdza się w Afganistanie czy przemyśle filmowym niż w futbolowym biznesie. Sięgające ponad pól miliarda funtów zadłużenie właścicieli MU i rosnące w zastraszającym tempie odsetki zaciągniętych kredytów nie napawają optymizmem. Tylko w ostatnim sezonie straty z tego tytułu kosztowały klub 42 mln funtów. Nieciekawa sytuacja finansowa odbija się znacząco na grze zespołu. Szkocki trener jeszcze nie tak dawno nie skąpił grosza na wzmocnienia drużyny. Najdroższy swego czasu obrońca świata Rio Ferdinand (cena transferu – 30 mln funtów), największy w ostatnich latach angielski talent Wayne Rooney (sprowadzony za 25 mln funtów), argentyński crack Juan Sebastian Veron (zakupiony za ponad 28 mln funtów) czy ciągle niespełniony w Manchesterze bułgarski snajper Dymitar Berbatow (wyceniony przez Tottenham na 31 mln funtów) to przykłady mocarstwowej polityki United… polityki, która wydaje się odchodzić w zapomnienie. Symboliczny przełom nastąpił przy sprzedaży Cristiano Ronaldo do „madryckiego Mordoru” oraz pozbycie się Carlosa Teveza.

Jak ważni dla angielskiej ekipy byli to gracze pokazuje obecny sezon. Każdy kibic „diabelskiej drużyny” z sentymentem pewnie wspomina dwa poprzednie „tłuste” lata, kiedy Manchester wspinał się na wyżyny piłkarskiego kunsztu , którego próżno doszukiwać się w tym roku. Kosmetyczne zmiany w postaci Obertana czy Owena nie napawają optymizmem na przyszłość. Dobrym transferem wydaje się zakup Antonio Valencii , który powoli zapełnia wyrwę na prawej flance, powstałą po sprzedaży Portugalczyka. Enigmatyczna postawa sir Alexa na rynku transferowym wydaje się zaskakująca w stosunku do letniego szału zakupów w Madrycie.

Światło na całą sprawę rzuca najnowsze zestawienie finansowe Manchesteru United za rok 2009. Otóż właśnie transakcja na linii Anglia – Hiszpania uratowała Czerwone Diabły przed wielomilionowymi stratami w budżecie klubu, gdyż pieniądze madryckiego Realu zostały wpompowane w odciążenie zadłużenia mistrza Anglii. W tym roku bilans jest dodatni, ale czy w następnym Manchester United nie będzie zmuszony pozbyć się kolejnej gwiazdy, by znowu ratować swój budżet? Wobec zaistniałej sytuacji paradoksalny wydaje się ostatni ranking prestiżowego magazynu „Forbes”, który uznał „Red Devils” za najbogatszy obok „Królewskich” klub piłkarski na świecie. Jakże przewrotne bywają koleje losu…

Mimo wszystko Manchester United radzi sobie całkiem dobrze. Ostatnie lata znaczone były pasmami zwycięstw i sukcesów, których inne kluby mogą Czerwonym diabłom jedynie pozazdrościć. Strategia Fergusona, dotycząca prowadzenia klubu z Old Trafford od lat działa bez zarzutu, a więc miejmy nadzieję, że i w tym trudnym czasie przyniesie oczekiwane rezultaty.

Tymczasem Florentino Perez niczym tolkienowski Sauron planuje kolejne podboje. Z niespotykaną dotąd siłą umacnia finansową potęgę Realu Madryt. Los Blancos ósmy sezon czekają na tryumf w Europie i z każdym kolejnym meczem wydają się bliżsi sukcesu. Czy uda im się w tym roku? Przekonamy się za parę miesięcy, kiedy najważniejsze europejskie rozgrywki wejdą w końcową fazę.

Jednego możemy być pewni – oko Saurona czuwa.

Przewiń na górę strony