Nie przegap
Strona główna / Premiership / Birmingham City – czarny koń rozgrywek Premier League

Birmingham City – czarny koń rozgrywek Premier League

Birmingham City - czarny koń rozgrywek Premier League
Walka w Anglii o miejsca premiujące do europejskich pucharów trwa w najlepsze. Mamy dużo chętnych drużyn, aby takowe miejsca zająć, jednak konkurencja jest wielka. Żeby utrzymywać się w czołówce, trzeba utrzymywać dość równą formę, a jest jeden zespół, który nie przegrał od 11 meczów! Nie jest to Chelsea, ani Manchester United, a… beniaminek – Birmingham City.

» Chcesz opublikować swój tekst na Redlogu? Wyślij go nam!
» Zapraszamy na nasz czat!

Narodzenie solidnej drużyny

Podopiecznym Alexa McLeish’a wszyscy wróżyli walkę o utrzymanie w lidze. Nikt nie dawał szans na walkę choćby o miejsce dające w przyszłym sezonie Ligę Europejską. Początek na to wskazywał. Po dość słabym początku w lidze, „okupowali” dolne lokaty Premier League. Sytuacja radykalnie zmieniła się po meczu z Arsenalem, gdzie przegrali 2-1, lecz później zaczęli rozgrywać świetne, zespołowe mecze. Do tej pory, przeżywają serię 11 meczów bez przegranej w tym wygrywając aż 7 potyczek, a kolejne spotkania nie wróżą obniżki formy. Obecnie zajmują 8 lokatę, tracąc jedynie 5pkt do czwartego Tottenhamu, a na taką pozycję, po ostatniej grze, mają jakąś szansę, na którą po cichu liczą sympatycy tej drużyny.

Seria 11-u spotkań bez porażki

Zaczęło się od zwycięstwa na własnym stadionie z Sunderlandem 2-1, po bramkach Ridgewella i McFaddena, dla gości zapunktował zaś Scott. Później przyszedł pechowy remis – pechowy, bo „The Blues” – taki mają przydomek (skąd my go znamy ;)) nie wykorzystali karnego w drugiej połowie, który mógł dać im zwycięstwo. Mecz zakończył się remisem i zapewne żadna z drużyn, nie schodziła z boiska zadowolona. W następnej kolejce na wyjeździe podejmowali FC Liverpool.

Wydawałoby się, że „The Reds” pewnie pokonają beniaminka, ale, jak to mówią, „pozory mylą”. Miejscowi zgodnie z planem wyszli na prowadzenie, po bramce Ryana Babela. Goście nie zamierzali się przyglądać, jak rywale wbijają im kolejne bramki i ruszyli do ataku. Na skutek nie trzeba było długo czekać, bo już w 26 minucie Christian Benitez wyrównał, a Jerome ustalił wynik do przerwy na 1-2. Po przerwie, tak jak się mógł każdy domyśleć, gospodarze ruszyli z ofensywą. W 71. min sędzie podyktował karnego dla „Czerwonych” po „faulu” na Babelu, którego obrońca Birmingham nawet nie tknął. Karnego wykorzystał Gerrard i tym samym, ustalił wynik tego spotkania. Liverpool próbował wielokrotnie strzelić kolejną bramkę, ale znakomita defensywa gości, nie pozwoliła na tę sztukę. Można powiedzieć, że naszym bohaterom tematu, znowu nie dopisało szczęście, bo co by było, gdyby sędzia podjął sprawiedliwą decyzję?

Kolejny mecz nie był tak ciekawy. Na własnym terenie podejmowali przyjezdny Fulham Londyn, którego ograli 1-0, po bramce Lee Bowyer’a w 16 min. Później już za dużo się nie działo, goście próbowali odrobić straty, jednak gospodarze mądrze operowali piłką, co dało im zasłużone zwycięstwo. Nie inaczej był w 14. kolejce. Birmingham ograli Wolves, grające „u siebie” 0-1. Bohaterem po raz kolejny został doświadczony pomocnik – Lee Bowyer, który już w 3 minucie pokonał bramkarza „Wilków”.

Tydzień później „The Blues” świętowali kolejne zwycięstwo z rzędu. Tym razem podejmowali na wyjeździe nierówne w tym sezonie Wigan. Gospodarze „z kopyta” zaczęli mecz. Już w33min Wigan objęło prowadzenie i taki stan pozostał do zakończenia pierwszej połowy. Gdy wydawało się, że „The Latics” panują nad sytuacją, goście wykorzystali zaspanie rywali i wpakowali 3 bramki, kolejno: Sebastian Larsson w 61, Benitez 66 i po raz kolejny szwedzki pomocnik w 72 minucie. Ekipa gospodarzy nie zamierzała się poddać i efekt zobaczyliśmy w 89 minucie, gdy Jodi ustalił wynik 2-3, na więcej nie wystarczyło czasu i 3 punkty powędrowały do Birmingham.

W następnym spotkaniu na St Andrew’s Stadium przyjechał West Ham. On także nie sprostał beniaminkowi i wyjechał z żadną zdobyczą punktową, bo gospodarze wygrali 1-0 po kolejnej zwycięskiej bramce Bowyer’a. Kolejnym pechowcem okazał się Blackburn. Drużyna ta także przyjechała z Birmingham bez żadnej zdobyczy punktowej, ponieważ rywal okazał się silniejszy, wygrywając 2-1, po dwóch bramkach Camerona Jerome, honorową zaś, zdobył Nelsen. Była to ich 5 wygrana z rzędu.

Koniec zwycięskiej serii miał miejsce w Liverpoolu. Everton rozpoczął mecz wyśmienicie, bo zdobył bramkę już w 5minucie, jednak gospodarze długo nie musieli czekać na odpowiedź – Birmingham w 22 minucie wyrównał, a strzelcem okazał się Larsson, który ustalił wynik spotkania. Goście mogą być usatysfakcjonowani 1 punktem, na trudnym terenie, jakim jest Goodison Park.

W 19 kolejce wydawało się, że zakończy się passa drużyny szkockiego managera. Do Birmingham przyjechał lider Premiership – Chelsea Londyn, która nie myślała o niczym innym, jak o zwycięstwie. Vice-mistrzowie Anglii, jednak się rozczarowali. Londyńczycy mieli wyśmienite okazje, jak choćby Lamparda, jednak znakomicie spisywał się bramkarz Gospodarzy – Hart.Jeszcze przed przerwą napastnik Birmingham Benitez zdobył bramkę, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Jak się potem okazało, o spalonym w ogóle nie było mowy. W drugiej odsłonie nic ciekawszego się nie zdarzyło i wynik nie uległ zmianie. Można powiedzieć, że po raz kolejny, arbiter skrzywdził gospodarzy.

Na zakończenie został ostatni pojedynek ze Stoke City na ich stadionie. Można byłoby się domyślać, że miejscowe Stoke urwie choćby remis rywalom, bo „The Potters”, pokazywali, że u siebie są bardzo groźną drużyną. Wynik okazał się jednak inny, gdyż „Niebiescy” okazali się drużyną silniejszą i to ona zdobyła jedyną bramkę, w tym meczu.

Birmingham City-Manchester United ?-?

Do niesamowitego beniaminka przyjeżdża dziś większości z nas ukochany klub – Manchester United. Patrząc na formę Birmingham City, można bez problemu powiedzieć, że mecz będzie niezwykle emocjonujący i niezwykle ciężki. Miejmy nadzieję, że po ostatnio średniej grze, Czerwone Diabły pokażą „pazur” i zatrzymają pędzący pociąg o nazwie Birmingham City, bo kto jak nie Manchester United?

Autor: Paweł Sędłak (Pawlo)

Przewiń na górę strony