Nie przegap
Strona główna / Premier League: Klaruje się pierwsza piątka

Premier League: Klaruje się pierwsza piątka

Premier League: Klaruje się pierwsza piątka
Tempus fugit, i to szybko. Wydaje się, że to nadal początek, że hucznie ogłaszany jeszcze przed startem sezon 09/10 angielskiej Premier League dopiero się rozkręca. Można ulec złudzeniu, iż to, co widzimy w meczach, statystykach i tabelach o niczym nie świadczy. A jednak w poniedziałek spotkanie pomiędzy Fulham i Hull zakończyło dziewiątą kolejkę. 38 dzielone przez 9 daje 4,5. Co to oznacza? Nie mniej, nie więcej poza tym, że praktycznie ćwierć sezonu już za nami. Czas na wyciągnięcie (oby nie pochopnych) wniosków, pierwsze podsumowania i zabawy w jasnowidza.

» A czy Ty masz już swojego Cantonę na mecz z Liverpoolem?

W lecie reklamowano nadchodzące rozgrywki jako zmagania, które okażą się najciekawsze od lat. Trudniej niż zwykle znaleźć w tych rekomendacjach przesadę, gdyż rzeczywiście walka o najważniejsze trofeum w angielskim piłkarskim świecie zapowiadała się wyśmienicie. Do tzw. Wielkiej Czwórki coraz głośniej począł pukać Manchester City, a i inne kluby znudziły się dominacją kwartetu magnatów. Po niecałych 25% spotkań widzimy już, ile przedsezonowych obietnic się ziszcza. Zobaczmy więc, co na podstawie 9 (lub mniej jak w np. w przypadku AFC) meczów można powiedzieć o kilku najciekawszych aktorach widowiska.

Manchester United – lepiej niż zwykle

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje.jpg
Czerwone Diabły po raz trzeci z rzędu bronią tytuł najlepszej drużyny w Anglii. Dotychczas przyzwyczaili nas do tego, iż początek sezonu nie wychodzi im najlepiej. Według przewidywań wielu „mędrców” piłkarskiego światka United bez Ronaldo i Teveza mieli podtrzymać ten trend i już na starcie stracić wiele punktów do rywali. Tak się nie stało i pomimo głupiej wpadki z Burnley oraz straty punktów z Sunderlandem (jednym z dotychczasowych objawień) liderujemy wyprzedzając londyńską Chelsea mając na rozkładzie Arsenal i rywali zza miedzy. Świetnie spisuje się Giggs i Fletcher, w ataku rozstrzelał się Rooney, który obecnie zwalnia trochu snajperskie tempo, nieco gorzej formacja defensywna z rezerwowym bramkarzem na czele. Na szczęście do gry wrócił Edwin Van Der Sar, po rocznej przerwie w meczu MU wystąpi Owen Hargreaves, zatem dziury zostają załatane i znów posiadamy szeroką ławkę, która jest niezmiernie ważna w rywalizacji na dłuższym dystansie. Wszystko idzie dobrze i, choć droga stroma i śliska, znajdujemy się na dobrej drodze do tytułu mistrza.

Chelsea – tego można się było spodziewać

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje
Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Chelsea po raz kolejny jest najpoważniejszym obok Manchesteru United kandydatem do mistrzowskiej korony. Widać, że Carlo Ancelotti poukładał zespół jak należy i może być dumny z wyników swoich podopiecznych. Po sześciu zwycięskich meczach z rzędu przyszedł czas na straty. Kryzysik przyszedł w spotkaniu z Wigan, w którym m. in. dzięki czerwonej kartce Petra Cecha ponieśli niespodziewaną porażkę 3:1. Następnie po ważnym zwycięstwie w szlagierowym meczu przeciwko Liverpoolowi w The Blues polegli w równie ciężkim meczu z nierówno grającą, ale zawsze groźną, szczególnie u siebie, Aston Villą. Pomimo wpadek jest to drużyna, która odnalazła solidność i pewność w grze. Do meczu z United nie powinno się wydarzyć nic, co sprawiłoby, że losy tego meczu nie decydowałyby o obsadzie fotelu lidera. Swoje zdanie z sierpnia podtrzymuję: Chelsea będzie naszym najgroźniejszym przeciwnikiem w walce o pierwsze miejsce w lidze.

Arsenal – efektowność ponad wszystko

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje
Coś jest w obiegowej opinii, iż to Kanonierzy grają najbardziej widowiskową piłkę w Anglii. Drużyna z Emiratem Stadium w ciągu ośmiu meczów zaaplikowała przeciwnikom 27 bramek, co daje średnią ok. 3,5 strzelonego gola na mecz. Wspaniałe wyniki przeciwko Evertonowi, Portsmouth i Blackburn są w pewnym stopniu przesłaniane przez słabe wyniki w spotkaniach z klubami z tej samej części tabeli, co Arsenal. Kanonierom wybitnie nie idzie gra z drużynami z Manchesteru: najpierw porażka 2:1 z United dzięki m. in. kunsztowi strzeleckiemu Diabiego, a następnie uznanie wyższości City (4:2 – spory wkład w ten wynik miał były snajper The Gunners – Adebayor). Niepowodzenia te, zakładając zwycięstwo w zaległym meczu, plasują AFC na drugiej pozycji, gdyż mają zdecydowanie lepszy stosunek bramek niż Chelsea. Arsene Wegner buduje kolejną młodą drużynę, jednak w tym wypadku wiek powoduje więcej pozytywnych niż złych skutków. Co więcej, jednym z najważniejszych obecnie zawodników jest genialne posunięcie transferowe trenera londyńczyków – Thomas Vermaelen – który z pozycji obrońcy zdążył strzelić już 4 bramki! Objawieniem sezonu można nazwać też Alexandre’a Songa, czyli zawodnika, bez którego pomoc The Gunners prezentowałaby się zdecydowanie słabiej – wystarczy oglądnąć jego asystę z ostatniego spotkania przeciwko Birmingham. Bardzo optymistyczny początek daje podstawy do postawienia tezy mówiącej, że Arsenal będzie się liczył w walce o najważniejsze lokaty, ale powinni odpaść z głównej rywalizacji w końcówce sezonu.

Liverpool – powrót do tradycji

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje

» Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…

Po poprzednim sezonie („w którym to United nie byli lepsi, po prostu mieli tylko więcej punktów” – kto to powiedział? :P) niektórzy spodziewali się, iż Liverpool pójdzie za ciosem. Ale The Reds zdążyli nas przyzwyczaić do tego, iż jeden wyskok na kilka lat nie oznacza trwałej poprawy. Innymi słowy, wszystko wskazuje na to, iż Scouserzy kultywują tradycję odpadania z walki o mistrzowski tytuł już w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Liverpool zdążył już przegrać prawie połowę spotkań, co daje im na chwilę obecną lokatę nr 8, m. in. za Sunderlandem. Obecnie LFC ciągną tragiczną serię 4 przegranych meczów z rzędu, co powoduje przypuszczenia, że mogą mieć ogromne problemy z wyjściem ze swojej grupy w Champions League. Znów widać, w jakim stopniu dyspozycja drużyny uzależniona jest od Stevena Gerrarda i Fernando Torresa, którzy dziwnym zrządzeniem losu w jednym momencie doznali kontuzji. Poza tym, pojawiają się głosy krytyki dotyczące Rafy Beniteza. I jeszcze ten balon… Cóż więcej można napisać? Gdzieś po meczu z Manchesterem The Reds odzyskają chociaż część formy i zażegna kryzys, jednak piłkarze z The Reds na dłuższą metę nie dadzą rady dotrzymać kroku poprzedniej trójce, tym bardziej, że na ich dotychczasową lokatę chrapkę ma…

Manchester City – tworzenie z sensem

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje
W lecie klub z niebieskiej części Manchesteru zgodnie z przewidywaniami zrobił spore zakupy. I wbrew wcześniejszym przypuszczeniom Mark Hughes buduje drużynę z pomysłem. Nie popełnia błędów kolejnych trenerów Realu Madryt i oprócz kompletowania super-ataku inwestuje w pomoc oraz defensywę. Multum rywalizujących o miejsce w składzie napastników daje The Citizens potężną siłę rażenia umożliwiającą ustrzelenie Arsenalowi czterech bramek. W obronie świetnie radzi sobie nowy kapitan drużyny Kolo Toure oraz ściągnięty z Evertonu Joleon Lescott. A jak skład ma się do wyników? Piąta pozycja – przy zaległym spotkaniu – i rekord 5-2-1 (jedyna porażka to derby z United!) to wyniki, jakie zapowiadali zarówno sportowcy, jak i fani City. Dalsza część sezonu w wykonaniu niebieskich wydaje się być bardzo ciekawa, albowiem przy lekkim spuszczeniu z tonu Liverpoolu rysuje się realna szansa na zagoszczenie w pierwszej czwórce otwierającej furtkę do gry w Lidze Mistrzów. Jednak czy drużynę z City of Manchester Stadium stać na to? Różnie może być. Team znajduje się w fazie budowy, a zgranie i doświadczenie to arcyważny atut w lidze angielskiej. Osobiście, jestem zaskoczony in plus dyspozycja The Citizens; podopieczni Marka Hughesa przekonali mnie, iż są zdolni już w tym sezonie walczyć o wysokie (lecz nie najwyższe) cele. Ostateczne miejsce należące do przedziału <4,6> wydaje się najbardziej prawdopodobnym wariantem rozwoju sytuacji.

Tottenham – do n* razy sztuka

Po pierwszej ćwiartce sytuacja się klaruje
Koguty od dawna zapowiadają walkę o coś więcej niż miejsce premiowane grą w Lidze Europejskiej. Mimo niezłego składu i niemałego budżetu ostatnie parę lat nie był wybitnie udanych. Wystarczy spojrzeć na sezon poprzedni, kiedy to do momentu zwolnienia Juande Ramosa Tottenham okupował dno tabeli. Na dzień dzisiejszy londyńska drużyna okazuje się sporym objawieniem od samego początku okupując miejsca w czołówce. Do pełni szczęścia brakuje im tylko punktów z najlepszymi – United i Chelsea, choć w pierwszej kolejce postawili wysoko poprzeczkę Liverpoolowi i niespodziewanie ograli Scouserów 2:1. Koguty prezentują się szczególnie pozytywnie w ataku: Defoe, Crouch, Keane, a także świetny skrzydłowy Lennon to niejako gwarancja skuteczności. Pytanie brzmi: jak długo Koguty zdołają utrzymać tę formę i jak głęboki będzie dołek formy (albowiem kiedyś taki nastąpić musi)? Dla mnie Tottenham to wielka niewiadoma. Szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko, aby udało im się grać na wysokim poziomie przez dłuższy czas, ale pokonanie w swojej strefie Manchesteru City oraz Aston Villi do łatwych zadań nie należy. Mimo wszystko, typuję miejsce gwarantujące Ligę Europejską.

Portsmouth – what the hell is going on?

james_david.jpg
The Pompeys od paru lat kończyli rozgrywki w okolicach środka tabeli zdobywając opinię drużyny, z którą nikomu nie gra się ani łatwo, ani przyjemnie. W międzyczasie zdobyli Puchar Anglii eliminując po drodze Manchester United. Drużynę tą typowano do walki o utrzymanie, lecz aż takiej mizerii mało kto się spodziewał. Piłkarze z Fratton Park wyśrubowali niechlubny rekord ilości przegranych w lidze meczów z rzędu z czterech do siedmiu. Złą passę przerwało zwycięstwo z Wolves dające światełko w tunelu, wkrótce przesłonięte przez zespół Tottenhamu Hotspur. Czego skutkiem jest fatalna passa The Pompeys? Na pewno na słabiutkie wyniki złożyło się wiele czynników, w tym niekorzystne okno transferowe, w którym Portsmouth stracili wielu ważnych zawodników nie sprowadzając wartościowych zamienników na wszystkie opuszczone pozycje na boisku. Nie wydaje mi się, aby przesądzanie o końcowym spadku drużyny z południa Anglii. Prawdopodobieństwo ich relegacji, w mojej opinii, oscyluje wokół 50%.

Czas na podsumowanie. Do końca sezonu pozostało na szczęście strasznie dużo i jeszcze trochę czasu. Większość proroctw opartych na dotychczasowych wynikach zapewne weźmie w łeb, ale to dobrze – czym byłby sport, a zwłaszcza piłka nożna, gdyby wszystko dało się przepowiedzieć już na początku rozgrywek. Z drugiej strony, wydarzenia, które miały miejsce w ciągu pierwszych dziewięciu kolejek ustawiają kolejność w tabeli, która z biegiem czasu będzie coraz trudniejsza do zmian. Najważniejsze, że przed nami jeszcze 29 meczów ligowych, zmagania w angielskich i europejskich pucharach. O widowiskowość i poziom rozgrywek martwić się nie trzeba – o to zadbają piłkarze.

*n należy do N, n>2

Przewiń na górę strony