Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…
Największym upokorzeniem, jakie może nas spotkać, jest gwóźdź do trumny wbity przez największego wroga na oczach wielkiej widowni. Już w najbliższą niedziele możemy zostać świadkami takiej właśnie sytuacji. Mam tu na myśli oczywiście spotkanie na szczycie w angielskiej Premier League pomiędzy Liverpoolem FC a drużyną United z Manchesteru. Wielu ekspertów przewiduje, że od tego spotkania zależeć będą losy hiszpańskiego szkoleniowca drużyny z miasta Beatlesów, Rafaela Beniteza.

Po czterech kolejnych porażkach zanotowanych przez naszego odwiecznego rywala, Czerwone Diabły staną przed szansą wyeliminowania The Reds z walki o tytuł najlepszej angielskiej drużyny piłkarskiej. Mimo, że do zakończenia tych elitarnych rozgrywek zostanie jeszcze dwadzieścia osiem kolejek, to nie wydaje mi się, by Liverpool odrobił dziesięciopunktową stratę, bo właśnie tyle oczek będzie dzielić ekipę Fergusona od drużyny z Anfield Road w wypadku wygrania meczu przez team z Old Trafford. Ciężko sobie wyobrazić, by drużyna, która w pierwszych dziesięciu kolejkach zanotowała aż pięć porażek zdoła jeszcze włączyć się w walkę o tytuł mistrza kraju (dla przypominania: w całym poprzednim sezonie Liverpool tylko dwa razy schodził z płyty boiska pokonany).

Co więcej, mecz ten może okazać się ostatnim występem Rafy Beniteza w roli szkoleniowca The Reds. Wydaje mi się, ze wszystkich menadżerów prowadzących obecnie drużyny z najwyższego szczebla angielskich rozgrywek piłkarskich tylko Alex Ferguson oraz Arsene Wenger mogli by być pewni o swoje posady w obliczu pięciu porażek z rzędu. Zresztą coraz częściej docierają do nas głosy o kończącej się cierpliwości zarówno zarządu klubu jak samych sympatyków ekipy z czerwonej części Liverpoolu. Nie ma się czemu dziwić. Odkąd w 2004 roku Hiszpan, który zamienił Walencje właśnie na The Reds oczekiwano po nim więcej, aniżeli jego obecne dokonania. Oczywiście dwukrotne dojście do finału Ligi Mistrzów przy okazji raz wygrywając to cenne trofeum budzi szacunek, jednak kibicom LFC wciąż marzy się dziewiętnasty tytuł Mistrza Anglii, na który czekają już od 1990 roku.

Charyzmatyczny madrytczyk sam sobie zapracował na taką a nie inną sytuacje. Przypominam, że to właśnie on najbardziej „troszczył” się o Manchester United w trakcie przygotowań przedsezonowych kiedy to klub opuszczali kolejno Cristino Ronaldo i Carlos Tevez. Zamiast skupić się na swojej pracy i znaleźć jakąś alternatywę dla Xabiego Alonso przenoszącego się do Realu Madryt, ten wolał codziennie dostarczać mediom świeżą porcje komentarzy odnośnie tego, co dzieje się w United. Teraz gołym okiem widać, kto podczas przerwy letniej wykonał dobrą robotę, a kto te robotę porostu zawalił.

Jakby tego było mało Beniteza ma spory ból głowy odnośnie zestawienia podstawowej jedenastki na niedzielny szlagier. Po dwudziestu pięciu minutach środowego meczu w ramach Ligi Mistrzów przeciwko Olympique Lyon plac gry musiał opuścić kapitan zespołu Steven Gerard i jego występ w niedzielne popołudnie jest niepewny. Pod znakiem zapytania stoi również występ Fernando Torresa. Ich brak był już bardzo widoczny w wyżej wspomnianym pojedynku. Brak tych dwóch zawodników jest dla ekipy z Anfield sporym osłabieniem i nie trudno wskazać faworyta w meczu z Manchesterem United.

Chyba wszyscy sympatycy Czerwonych Diabłów pamiętają jakże upokarzającą dla nas porażkę z zeszłego sezonu, kiedy to na własnym terenie daliśmy sobie strzelić aż cztery gole, odpowiadając zaledwie jednym. Po tamtym spotkaniu w odstawkę poszedł Carlos Tevez, który już do końca sezonu popadł w niełaskę u Bossa i pożegnał się z zespołem wraz z zakończeniem sezonu. Nietrudno się domyślić, kto zostanie kozłem ofiarnym w sytuacji, gdzie trzy punkty pojadą na Old Trafford. Mam nadzieję, że podopieczni sir Alexa Fergusona zrewanżują się za porażkę z zeszłego sezonu i odbiorą jakiekolwiek nadzieje wszystkim sympatykom Liverpoolu na to, że jeszcze można się liczyć w tym sezonie na walkę o czołowe pozycję. Oby niedzielne popołudnie okazało się dniem sądu dla Rafy Beniteza, którego kibice żegnali by słowami it’s time to say goodbye Mr. Benitez!

Czy tak się stanie? Na odpowiedź musimy zaczekać do niedzieli do godziny 18:00, wtedy też powinniśmy znać wynik spotkania. Zarówno sobie jaki i wszystkim czytelnikom Redloga życzę jak najbardziej pozytywnych emocji podczas meczu.

Przewiń na górę strony