Nie przegap
Strona główna / Premiership / Moda na narzekanie

Moda na narzekanie

Moda na narzekanie
Dokładnie dwa tygodnie pozostały do rozpoczęcia najlepszej, najpopularniejszej, najbardziej efektownej ligi świata. Sezon, w którym nawet sami kibice Manchesteru wieszczą sromotną porażkę ich ukochanego klubu. Wielu wątpi w jakiekolwiek trofeum, a obrona tytułu, po raz czwarty z rzędu, jest w ich opinii właściwie niemożliwa.

Wszechobecne demonizowanie, pesymizm i przewidywanie sromotnej klęski staje się coraz bardziej widoczne wśród fanów ekipy z Old Trafford. Wraz z odejściem Cristiano Ronaldo oraz Carlosa Teveza wielu kibiców zaczęło wręcz panikować, krytykować politykę transferową sir Alexa Fergusona, a transfery takich „gwiazd” jak Valencia czy Owen stały się swoistym gwoździem do trumny. Ferguson nie raz udowadniał, że jego zmysł transferowy jest fenomenalny, potrafił ściągnąć przeciętnego Cantonę, który teraz jest jednym z najbardziej znanych zawodników w historii klubu. Możemy jednak wymieniać wiele przykładów, jeśli chodzi o transfery, które z początku wydawały się głupotą, a później okazywały się strzałem w dziesiątkę. Nie chodzi mi jednak o obronę transferów wyżej wymienionych zawodników. Chciałbym zwrócić uwagę, że mimo straty dwóch bardzo istotnych graczy, drużyna sir Alexa Fergusona wciąż pozostaje bardzo silna i jestem przekonany, że jest w stanie walczyć o mistrzostwo kraju, ba, moim zdaniem jest w tym wyścigu faworytem. Bo jak nie Manchester, to kto?

Spotkałem dziś dwóch znajomych kibiców Arsenalu, którzy oczywiście byli wybitnie niezadowoleni z polityki transferowej Arsene Wengera. Nie ma co ukrywać, że sprzedaż Adebayora oraz Toure to ruchy co najmniej ryzykowne zwłaszcza, że już w zeszłym sezonie „Kanonierzy” wdarli się do czołowej czwórki właściwie rzutem na taśmę. Wenger pozyskał w tym okienku jedynie młode Belga, Thomasa Vermaelena, który ma wzmocnić defensywę na Emirates Stadium. Nikogo jednak nie przekonuje już sprowadzanie młodych, niesprawdzonych zawodników, których francuski trener Arsenalu uważa za wielkie talenty. Toure, który opuścił Emirates dwa dni temu na rzecz Manchesteru City, jest ostatnim z zawodników, którzy pamiętają wspaniały sezon 2003/2004. Wówczas Arsenal nie przegrywając żadnego spotkania zdobył tytuł mistrzowski.

Kontrakt Wengera wygasa w 2011 roku, wielu fanów londyńskiej drużyny z niecierpliwością wyczekuje tego dnia. Arsenal nie potrafi nawet włączyć się do walki o tytuł, półfinał Champions League wyszarpany w karnych z rąk słabiutkiej Romy, a później Vilareallu. Wszystko to sprawia, że posada Francuza w oczach kibiców wisi na włosku, a nadchodzący sezon zdaje się być ostatnią szansą na odzyskanie ich zaufania. Oczywiście Ci co bardziej złośliwi twierdzą, że zarząd ani myśli zwalniać aktualnego szkoleniowca, gdyż ten nie wydaje spektakularnych sum na transfery, a dzięki temu większe sumy trafiają do kieszeni szefów klubu. Na szczęście my nie musimy się o to martwić.

Kolejnym i w mojej opinii najpoważniejszym konkurentem do mistrzostwa obok Manchesteru jest londyńska Chelsea. „The Blues” nie osłabili się przesadnie, pozbywając się jedynie zawodników, którzy nie mieli szans nawet na ławkę rezerwowych. Wzmocnienia to młodziutki bramkarz, Ross Turnbull, napastnik Daniel Sturridge, sprowadzony z Manchesteru City oraz Jurij Żyrkow, pozyskany z CSKA Moskwa. Najciekawszą inwestycją wydaje się jednak nowy trener, Carlo Ancelotti. Nie od dziś wiadomo, że Roman Abramowicz poznał już smak mistrzostwa Anglii, dzięki Jose Mourinho, teraz najważniejszym celem jest Champions League.

Właśnie w tym celu został sprowadzony były trener Milanu, który ze swoją byłą drużyną sięgał po to trofeum dwukrotnie. Wszyscy zapewne mamy w pamięci moskiewski finał z 2008 roku kiedy to wymarzone trofeum przeszło tuż koło nosa popularnemu Romkowi. Należy sobie teraz zadać pytanie, czy Ancelotti podoła niełatwemu zadaniu i zwycięży w tych bardzo prestiżowych rozgrywkach, czy może nie da rady i zostanie szybko zwolniony. Moim zdaniem Włoch zawiedzie, poziom piłki nożnej w Europie niesamowicie się wyrównał, wydaje się, że w tym roku o miano najlepszej drużyny w Europie nie będą walczyć jedynie kluby angielskie plus Barca. Do walki mogą włączyć się Real, Inter i wiele innych klubów, które tylko czekają na dogodną okazję do sprawienia niespodzianki.

Częste zmiany trenerów to nie jedyny problem Chelsea, na początku przyszłego roku zostanie rozegrany Puchar Narodów Afryki w Angoli, podopieczni będą musieli poradzić sobie wtedy bez Salomona Kalou, Didiera Drogby, Michaela Essiena oraz Johna Obi Mikela. Co prawda w styczniu „The Blues” nie mają zbyt wymagających rywali (Hull, Sunderland, Birmingham oraz Burnley, przypadek?), jednak strata tak znaczących zawodników może poważnie odbić się na tym zespole. Dodam tylko, że Arsenal 30 Sierpnia czeka spotkanie z MU, może właśnie dlatego „Kanonierzy” pozbywają się zawodników z Afryki? ;). Mimo wszystko w moich oczach to właśnie Chelsea będzie najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł, sporo mądrzejsi będziemy po meczu o Tarczę Dobroczynności, 9 sierpnia.

Na deser zostawiłem sobie naszych ulubieńców. Chłopcy do bicia z północno zachodniej Anglii, obiekt kpin i żartów już nie tylko całej Anglii, ale i Europy. Rok w rok Benitez z coraz większym przekonaniem powtarza coś na wzór „Yes, we can!”, a zawsze kończy się tak samo. Ostatnie mistrzostwo Anglii wspaniały, niepowtarzalny Liverpool zdobył w 1990 roku, potem było już coraz… weselej. Od sezonu 1992/1993 ligę angielską zaczęto nazywać Premier League, Liverpool często bił się bardzo wytrwale, jednak mistrzostwo było nieosiągalne. Na dzień dobry dwa tytuły zdobył Manchester, oczywiście fani Liverpoolu mogli chodzić z podniesionymi głowami, bo przecież to ich ukochana ekipa ma najwięcej tytułów. Niestety ani się nie obejrzeli, a tu „Czerwone Diabły” z sir Alexem Fergusonem na czele „zrzuciły je z ich pieprzonej grzędy”.

Teraz już nieco poważnej, o ile o Liverpoolu można mówić w takim tonie, Rafa Benitez pozyskał zdolnego bocznego obrońcę, Glena Jhonsona, z drugiej strony odeszli Sami Hyppia, Jermaine Pennant, Alvaro Arbeloa oraz paru mniej znanych zawodników. Dodatkowo transfer Xabiego Alonso jest kwestią czasu, Hiszpan złożył już prośbę o pozwolenie na transfer. Można rzec, że Liverpool idzie w ślady Arsenalu i także się osłabia, ale kogo to obchodzi? Następny sezon i tak należy do nich, co nie? Oczywiście możemy sobie żartować, ale nie zmienia to faktu, że Liverpool w ostatnim sezonie nieco strachu nam napędził, panowie z Anfield Road mieli już całkiem sporą przewagę, jednak mimo ogromnych starań Torresa, Gerrarda i… no ok, inni też się starali, przewaga została roztrwoniona, a po mistrzostwo sięgnęli piłkarze Manchesteru United. Czy ten sezon może należeć do nich nieco dłużej, niż do gwiazdki? To akurat temat do dłuższej dyskusji.

Należy jeszcze wspomnieć o drużynach, które zawsze pozostają w cieniu „Wielkiej Czwórki”. Aston Villa, na czele z Martinem O’Neillem wydaje się być bardzo poważnym kandydatem do miejsca w pierwszej czwórce w nadchodzącym sezonie, Villians pozyskali już Downinga z Middlesbrough, a wydaje się, że wbrew doniesieniom prasy klubu z Villa Park nie opuści, mało tego, O’Neill wciąż szuka nowych wzmocnień, gdyż w jego opinii zespół wciąż jest za słaby na walkę o Champions League. Wszystko wydaje się jednak zdążać w dobrym kierunku, gdyż dziś Villa wygrała z FC Porto 2-1 w spotkaniu przedsezonowym. Everton, który również aspiruje do gry w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na świecie, nie wydaje się być zainteresowany wzmacnianiem składu, jedynym wartym uwagi transferem jest wypożyczenie Jo z Manchesteru City, jednak młody Brazylijczyk pokazał już, że niespecjalnie radzi sobie w Premier League. Najgłośniej do „Wielkiej Czwórki” puka oczywiście Manchester City, zespół zasilony olbrzymimi pieniędzmi szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich z dnia na dzień rośnie w siłę.

Sprowadzenie Carlosa Teveza, Emanuela Adebayora, Kolo Toure czy Roque Santa Cruza i tak już robi spore wrażenie, jednak mało kto wierzy, że Mark Hughes na tym poprzestanie. Linia ataku u naszego rywala zza miedzy jest już skompletowana, a nawet przepełniona, były piłkarz Manchesteru United jednak wie co robi i teraz szuka wzmocnień w defensywie, czego dowodem jest właśnie transfer Toure z Arsenalu. Bardzo głośno było o transferze Johna Terry’ego, ale kapitan „The Blues” dał jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru opuszczać Londynu. Nam pozostaje jedynie czekać na kolejne ruchy transferowe „Citizens”, a czy ten misterny plan wypali dowiemy się już niedługo.

Tekst może wydać się nad wyraz optymistyczny, jednak w mojej opinii to wszechobecne narzekanie, że bez transferu Ribery’ego, Villi czy innego pół-boga futbolu jest bezsensowne. Patrząc na naszą kadrę wciąż można zauważyć wiele bardzo znanych nazwisk, luki w składzie wydają się być wyszukiwanymi nieco na siłę, a Asia Tour pokazało, że zespół bez Ronaldo wciąż potrafi zagrać kawał solidnej, dobrej piłki.

Oczywiście mecze przedsezonowe należy traktować z przymrużeniem oka, jednak apeluje o nieco więcej zaufania do sir Alexa, bo on już nieraz udowadniał, że wie co robi, a nasza sytuacja na tle innych wcale nie wygląda tak tragicznie, jak to ostatnio można usłyszeć wśród fanów „Red Devils”. Na koniec chciałbym przytoczyć wypowiedź naszego lewego defensora, Patrice’a Evry, którego słowa moim zdaniem powinny być obiektem małych przemyśleń wszystkich krytyków sir Alexa, którzy uprawiają niespotykane czarnowidztwo:

Patrice EvraTo są wielcy zawodnicy, ale jest jeszcze reszta drużyny. Dwaj gracze nie tworzą składu. Mamy wielu klasowych piłkarzy w swoich szeregach i mówię wam raz jeszcze, że Manchester United jest ekipą, która nie składa się tylko z dwóch piłkarzy. Mam nadzieję, że będziemy lepszym zespołem i wszyscy do tego dążymy. Przygotowywaliśmy się bardzo dobrze w Azji i zagraliśmy kilka ciekawych meczów, to było fantastyczne tournee.

Ciężko trenujemy przed naszym pierwszym meczem w sezonie, które odbędzie się 9 sierpnia przeciwko Chelsea w finale o Tarcze Dobroczynności. Chcemy przynajmniej obronić tytuł Mistrza Anglii i spróbować wygrać Ligę Mistrzów.

Patrice Evra

Przewiń na górę strony