Nie przegap
Strona główna / Premiership / Zbliża się koniec Premiership?

Zbliża się koniec Premiership?

Zbliża się koniec Premiership?
O tym, że współczesny futbol jest nierozerwalnie związany z pieniędzmi, nie trzeba nikogo przekonywać. Olbrzymie sumy płacone za zawodników, wielomilionowe kontrakty i góry złota uzyskane ze sprzedaży praw do wizerunku to – można rzec – futbolowa codzienność. Mało kto jednak zwraca uwagę na inny finansowy aspekt życia piłkarza, mianowicie podatki. A jak się okazuje, może być on kluczowy dla futbolowego układu Europy.

Już niebawem, bo w kwietniu 2010 roku, w Anglii ma wzrosnąć podatek dla osób zarabiających ponad 150 tysięcy funtów rocznie. Dotychczas wynosił on 40%, jednak już za niecały rok każdy krezus będzie musiał oddać aż 50% swoich dochodów. Zdecydowanie mniej zapłaci się za to w Hiszpanii, Włoszech, Francji i Niemczech, a więc krajach, które mogą się poszczycić najsilniejszymi zespołami piłkarskimi. Co to oznacza w praktyce? Z grubsza można nakreślić dwa możliwe scenariusze. Pierwszy zakłada, że właściciele najbogatszej dotąd Premiership będą musieli znacznie zwiększyć swoje wydatki na płace dla zawodników. Drugi wariant, bardziej pesymistyczny, przewiduje odpływ gwiazdorów do innych państw, gdzie obciążenia podatkowe będą znacznie mniejsze. Można się także spodziewać zdecydowanie mniejszego napływu cudzoziemców na Wyspy.

Według angielskiego dziennika The Guardian, przeciętny piłkarz w Premier League zarabia obecnie 1,1 miliona funtów na rok. Z momentem wejścia w życie nowych przepisów, przeciętny zawodnik będzie musiał oddawać ponad 100 tysięcy funtów więcej. Jeżeli zajrzymy piłkarzom w kontrakty, łatwo można obliczyć, że Rooney pozbędzie się w ten sposób 450 tysięcy funtów, Lampard 560 tysięcy funtów, a Robinho aż 700 tysięcy funtów! Jak widać, w grę wchodzą znaczne sumy, więc bardzo możliwe, że zawodnicy kierujący się przede wszystkim portfelami, zaczną uciekać z Wysp Brytyjskich. No, chyba, że każdy klub znajdzie sobie jakiegoś szejka złotodajną krowę, z której będzie mógł doić pieniądze na pokrycie budżetu płacowego.

A jak uciekać to tylko do Hiszpanii. W kraju Florentino Pereza obowiązuje specyficzny system podatkowy, który ulgowo traktuje nierezydentów (a więc osoby mieszkające poza granicami kraju) i pozwala im przez pierwsze 5 lat pobytu w Hiszpanii na opłacanie podatku od dochodów wysokości 24%. Dopiero po tym okresie, osoby korzystające z tego przywileju zaczyna obowiązywać normalny podatek (w wysokości 43% dla tych najlepiej zarabiających). Jak na dłoni widać więc, że na Półwyspie Iberyjskim zawodnik może zarobić niemalże dwa razy więcej niż w Anglii. A przypominam, że różnica ta jeszcze się pogłębi wraz z wejściem nowych stawek podatkowych w kraju Albionu z początkiem przyszłego roku. Kto wie, być może będziemy świadkami futbolowej emigracji z Wysp Brytyjskich?

Skoro już przy emigracji jesteśmy, całkiem niedawno dało się zaobserwować transferowy ruch na linii Rosja – Reszta Świata. Najsilniejsze ligi w Europie szeroko otworzyły drzwi dla przybyszów ze wschodu i w rezultacie na Wyspach pojawili się np. Pawluczenko, Arszawin czy Zhirkov. Przenosiny do Anglii były dla nich niewątpliwie awansem sportowym, jednak wiązały się także z pewną obniżką zarobków. Swoje zaniepokojenie angielskimi podatkami wyraził ostatnio zawodnik Arsenalu Londyn, Andriej Arszawin. Portfel Rosjanina dość boleśnie odczuł zmianę drużyny zimą tego roku. Kiedy Andriej grał w swoim ojczystym kraju, musiał oddawać tylko 13% klubowej pensji. Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że na Wyspach stawka podatkowa jest trzykrotnie wyższa.

Andriej ArszawinMam problem ze swoim kontraktem. Wyniknęły pewne niuanse związane z opodatkowaniem. W rezultacie dostaję mniej pieniędzy, niż oczekiwałem [48 tys. zamiast ok. 70 tys. funtów – przyp. aut.]. Sytuacja nie jest krytyczna, ale i tak trzeba to naprawić. Aktualnie pracuje nad tym mój agent. Moja rada dla innych Rosjan, którzy mogą przenieść się tu latem, to większe staranność przy ustalaniu kontraktu.

Andriej Arszawin

Jeszcze gorzej maluje się finansowa sytuacja przeciętnego zawodnika we Włoszech. Wszystko dlatego, że na Półwyspie Apenińskim najbogatsi muszą oddawać aż 43% swoich dochodów. W związku z tym, konta bankowe Kaki oraz Ibrahimovica na pewno odczują zmianę klubowych barw swoich właścicieli. Podobnie wygląda sytuacja Karima Benzemy, który we Francji musiał oddawać aż 40% własnych zarobków. Być może niebawem tym finansowym szlakiem prowadzącym na Półwysep Iberyjski podążą Xabi Alonso, a także Franck Ribery, który również musi oddawać lwią część swojej pensji.

Jak widać, Hiszpania jest prawdziwym rajem finansowym dla zawodników, przynajmniej przez pierwsze pięć lat pobytu. Niskie podatki są zapewne silnym argumentem Florentino Pereza w negocjacjach kontraktowych z kolejnymi gwiazdorami. Hiszpański biznesmen zapewne już zaciera ręce w związku z podwyżką podatkową, jaka ma zacząć obowiązywać w kwietniu przyszłego roku w Anglii. Wówczas to część piłkarzy może zapałać nagłą chęcią przeprowadzki. Uchwała o zwiększeniu obciążeń podatkowych w kraju Albionu będzie także korzystna dla klubów z reszty Europy, gdyż pojawi się przed nimi szansa na dogonienie najbogatszej ligi świata. A jeżeli nie na dogonienie, to przynajmniej na zmniejszenie dystansu, jaki zdążył się ostatnimi czasy wytworzyć.

Ciężko ocenić już teraz, jak działania brytyjskiego rządu odbiją się na Premiership. Wiele będzie zależało od tego, jak zareagują angielskie zespoły (bądź, w niektórych przypadkach, ich właściciele), a także, jak wykorzystają tę sytuację kluby zza granicy. Ważne zadanie spoczywa także w rękach menedżerów, aby ci prowadzili rozsądną politykę transferową i płacową, pozwalającą zakontraktować zawodników gwarantujących sukcesy na szczeblu międzynarodowym. Na chwilę obecną można jedynie zacytować klasyka: „tylko Bóg zna przyszłość” i mieć nadzieję, że ta przyszłość będzie się malowała w różowych kolorach.

Przewiń na górę strony