Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Gdy wszyscy chcą do Madrytu

Gdy wszyscy chcą do Madrytu

Gdy wszyscy chcą do Madrytu
Najpierw Kaka, później Ronaldo a teraz Benzema – Florentino Perez z uporem godnym lepszej sprawy realizuje swoją wizję nowych „Galacticos”. Po kolei zgarnia najgorętsze nazwiska na rynku, monopolizując listę największych hitów transferowych tego lata. Wysysa wszystko, co najpopularniejsze, dla reszty świata zostawiając ochłapy w postaci drugorzędnych kopaczy. I cóż ma począć biedny Ferguson? Stracił dwie gwiazdy ataku, a teraz Midas z Madrytu zgarnia mu sprzed nosa wszystkich, którzy mogliby je zastąpić. Według najświeższych doniesień mediów, także Franck Ribery przebiera nóżkami na myśl o przeprowadzce do stolicy Hiszpanii. Jeśli on również wybierze Santiago Bernabeu, sir Alexowi zajrzy w oczy widmo sezonu z jakże przeciętną, w porównaniu do ostatnich lat, drużyną. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… co oto będzie, co to będzie…?

Jeśli ktoś nadmiernie przyzwyczaił się do oglądania United sięgających rok w rok po kolejne najważniejsze trofea, może mieć kłopot z zaakceptowaniem obecnej sytuacji. Jak to? Nie będziemy trzeci raz z rzędu w finale Ligi Mistrzów? Nie zdobędziemy 19-go tytułu, żeby w końcu zrzucić Liverpool z grzędy? Przecież to takie… oczywiste – my co rok coś wygrywamy! Ba! Jeden puchar to bieda, porażka i w ogóle powód do wstydu! Bez co najmniej dwóch chłopaki nie powinny się pokazywać następnego lata na Old Trafford. Jeśli nie zdobędą nawet jednego, musi nastąpić koniec świata!

Haaaallllooo! Ziemia do rozkapryszonych kibiców! Witamy w brutalnej rzeczywistości futbolu, Panie i Panowie. Nie wiem, czy pamiętacie, ale był taki rok, gdy „Czerwone Diabły” nie tylko nie grały w finale Ligi Mistrzów, ale w ogóle nie grały w fazie pucharowej. Parę lat temu ligą rządziła Chelsea, i to też kilka sezonów z rzędu. Jeszcze wcześniej był Arsenal, który doprowadzał nas do szału przechodząc cały sezon ligowy bez porażki. Gra w piłkę, nawet w wykonaniu tak wielkiej drużyny, jak Manchester United, nie jest jednym wielkim, nieprzerwanym pasmem triumfów. Na przestrzeni ostatnich 3 lat naoglądaliśmy się ich tyle, że teraz ciężko będzie się odzwyczaić, ale dla naszego własnego zdrowia będzie lepiej, jeśli przygotujemy się na nieco chudsze czasy.

Na początku wezwałem do miarkowania naszych oczekiwań wobec obecnej sytuacji, ale nie to jest w moim zamyśle głównym punktem tego tekstu. Zacząłem od opisu rynku transferowego i stwierdzenia, że najlepsze towary przechodzą Fergusonowi koło nosa. Ci z Was, którzy kojarzą nieco mój styl, mogli jednak dostrzec, że wstęp ocieka ironią. To dlatego, że w moim przekonaniu rozwój sytuacji w ostatnich tygodniach wcale nie jest dla United tak niekorzystny. Powiedziałbym wręcz, że pod pewnymi względami sukces Pereza w przyciąganiu największych gwiazd ratuje nasz ukochany klub przed dalszym uczestnictwem w tym szalonym, kompletnie idiotycznym wyścigu. Bo jaki sens ma rywalizowanie o piłkarzy z człowiekiem, który jest skłonny wydać np. 200 milionów euro w ciągu dwóch miesięcy na same zakupy?

Od momentu, gdy dowiedziałem się o sprzedaży Ronaldo, miałem nadzieję, że Ferguson nie będzie próbował go zastąpić innym wielkim nazwiskiem. Co prawda wraz z odejściem Teveza w formacjach ofensywnych United powstała jeszcze większa luka, ale wciąż trzymam się tego poglądu. Żadnego Benzemy, Ribery, Villi czy Eto’o. Żadnych gigantycznych wydatków. Nie ze względu na tak zwaną nową politykę transferową klubu – to mój pogląd rozwinięty niezależnie od decyzji włodarzy z Old Trafford. Jest oparty na kilku przesłankach.

Po pierwsze, nie na darmo wspomniałem o miarkowaniu oczekiwań. Uważam, że po kilku bardzo udanych latach tak czy inaczej powinniśmy się spodziewać pewnego spadku formy naszych ulubieńców – nawet, gdyby pozostali w niezmienionym składzie. Wielcy nie zawsze są wielcy, choć gdy odnoszą sukcesy, trudno nam sobie wyobrazić ich w roli przegranych. A jednak bardzo często tak się dzieje, vide przykłady Ronaldinho czy Raula, którzy na jakimś etapie swojej kariery przeżywali bądź przeżywają trudności, choć wcześniej byli bożyszczami tłumów. Podobnie Ronaldo – nie zawsze byłby nam w stanie zagwarantować sukcesy. Czy nie byłoby dla nas frustrujące oglądać drużynę równie mocną, co w Moskwie, a jednak przegrywającą z innymi gigantami? Zazwyczaj projekt sportowy, konstrukcja danego zespołu wyczerpuje swój potencjał po kilku latach na szczycie.

Dlatego zamiast czekać na dołek i wkurzać się, gdy już nadejdzie, władze klubu i menedżer mogą same zdecydować o tym, że należy odświeżyć to i owo w szatni. Oddając wielkie gwiazdy Ferguson poniekąd ryzykuje sprowokowanie spadku formy, ale z drugiej strony, to on o tym decyduje. Co za tym idzie, może mieć nad tym procesem pewną kontrolę. A to zawsze lepsze, niż obserwowanie, jak mimo twoich wysiłków wszystko dookoła stopniowo się sypie. Kto jak kto, ale sir Alex ma doświadczenie w przeprowadzaniu drużyny przez trudniejszy okres i odbudowywaniu jej. Robił to już kilkukrotnie, więc wierzę, że jest w stanie dokonać tego ponownie.

Po drugie, odejście Ronaldo w pewnym sensie uwolni pozostałych zawodników od poczucia bycia przytłoczonym przez sławę i talent Portugalczyka. Oczywiście nie jestem w stanie stwierdzić, czy komukolwiek w zespole faktycznie to przeszkadzało. Być może mieli to gdzieś, skoro mogli razem z nim zdobywać najcenniejsze trofea. Ale też można zastanowić się, czy przypadkiem niektórzy piłkarze pod nieobecność Cristiano nie będą w stanie bardziej rozwinąć skrzydeł. W tym kontekście najwięcej mówi się o Rooneyu, a może pojawią się także inni chętni. Zespół nie będzie mógł liczyć na to, że C-Ron jedną akcją przesądzi losy meczu a oni będą mogli doklepać piłkę do końcowego gwizdka. Teraz wszyscy pozostali będą zmuszeni skutecznie działa w trudnych momentach.

Poza tym, jeśli na Old Trafford nie zawita żadna wielka gwiazda, przekonamy się wreszcie, czy Park, Anderson, Fletcher i Carrick to tylko zgraja przeciętniaków, czy może są w stanie wygrywać bez pomocy kolegi z obficie nażelowanym fryzem. Okaże się, czy Nani to jedna wielka pomyłka a Berbatow faktycznie jest bezużyteczny ze względu na spowolniony metabolizm i nieuleczalną senność. A może Boss zaskoczy nas nader udanym transferem za kwotę mniejszą, niż 30 milionów funtów? Antonio Valencia stał się pierwszym kandydatem, a bardzo możliwe, że będą także kolejni. Czekam na zdolnych, acz nie super-sławnych piłkarzy mogących dobrze uzupełnić istniejącą ekipę. W końcu Vidić czy Evra też nie wzbudzali sensacji przychodząc na Old Trafford, a dziś wielu kibiców uważa ich za rewelacyjnych zawodników.

Po trzecie, od momentu ogłoszenia przez Manchester zgody na transfer Ronaldo, irytują mnie prasowe doniesienia na temat tego, jak David Gill i sir Alex wydadzą te 80 milionów funtów. Tak, jakby ich wydanie było czymś oczywistym. Mają kasę? No to ją przepuszczą, bo co innego można zrobić z 80 milionami? I tu zwracam się do dziennikarzy podobnie, jak wcześniej do kibiców. Haaaallllooo! A słyszeliście o tym, że klub ma spore zobowiązania do spłacenia i że wg przewidywań fachowców w następnych latach przychody nie będą rosły tak znacząco, jak dotychczas? Może jednak warto choć część tej okrągłej sumki zatrzymać w kasie? Wiem, że tak znany klub nie będzie miał kłopotów ze znalezieniem sponsorów, a także ma zagwarantowane pokaźne dochody z praw do transmisji telewizyjnych, ale to nie powód, żeby zapominać o elementarnej ostrożności i rozsądku w kwestiach finansowych. Perez jest idiotą – nie widzę powodu, by go naśladować.

Po czwarte, odejście Ronaldo i Teveza stwarza okazję, by większą rolę w drużynie zaczęli odgrywać inni zawodnicy. Nie tylko Rooney będący jej podstawowym graczem, ale też inni, dopiero próbujący sobie wypracować miejsce w składzie. Oprócz paru chłopaków, których nazwiska wymieniłem wyżej, jest też młodzież, która wobec szerokiej kadry i bardzo silnej obsady większości pozycji dotychczas nie miała szans się wykazać. Bardzo możliwe, że większość żółtodziobów trenujących w Carrington nie ma wystarczającego potencjału, by zastąpić największe gwiazdy. Bardzo możliwe, że jeśli Ferguson na nich postawi, klub na jakiś czas osłabnie. Ale jeśli w ogóle na nich nie postawi, to nie będzie szansy, by wyłowić wśród nich choć jeden naprawdę wielki talent. Poza tym, to sam sir Alex decyduje o ściąganiu młodziaków z różnych dziwnych miejsc dlatego, że uważa ich za bardzo perspektywicznych. Gdyby mu to wisiało, poprzestawałby na szkoleniu lokalnej młodzieży i masowym wyprzedawaniu jej za bezcen do trzecioligowych średniaków. Skoro natomiast tak się stara, by mieć na Old Trafford młodych Brazylijczyków, Norwegów czy Niemców, niech coś z tego wynika.

Poruszam ten wątek, bo nie zgadzam się z teorią, według której młodzian dysponujący ogromnym talentem „sam się wybije” na przekór wszystkiemu i wszystkim, w każdych warunkach i niezależnie od konkurencji. Można mnożyć przykłady zawodników, którym wyrobienie sobie marki i miejsca w mocnych drużynach zajmowało ładnych parę lat. Gdy w Barcelonie debiutował niejaki Carles Puyol, spora część kibiców obśmiewała się z jego pomyłek i z politowaniem odsyłała do drugiej ligi. Kilka lat później (i kilkadziesiąt poważnych wpadek kosztujących utratę gola później) ten sam człowiek stał się ich ulubieńcem, sercem i kapitanem zespołu, uważanym za jednego z najlepszych obrońców świata. Dlatego nie przekonuje mnie argument typu „gdyby Eagles był naprawdę dobry, to by się przebił”. Menedżer pewnie miał powód, by nie dawać mu więcej minut na boisku – pytanie tylko, czy tym powodem były niewystarczające umiejętności Chrisa (z którym nota bene wiązałem spore nadzieje), czy też może imperatyw odniesienia sukcesu już, teraz, bezzwłocznie, bez ryzykowania wpadek poprzez stawianie na niedoświadczonego gówniarza.

Moja recepta pod tytułem „olać gwiazdy” ma jedną zasadniczą wadę: najpewniej prowadzi do paru słabszych sezonów w wykonaniu United. Lecz jestem gotów uzbroić się w cierpliwość i przeżyć te momenty niepowodzeń, jeśli dzięki temu Ferguson spokojnie, metodycznie, po swojemu odbuduje „Czerwone Diabły”. Bardziej cenię sobie sukces osiągnięty w ten sposób, niż za pomocą kilku kupionych za gigantyczne pieniądze gwiazd. Poza tym, mam wrażenie, że nasz ukochany dziadek ze Szkocji ostatnio trochę za bardzo poddał się pędowi do natychmiastowego sukcesu, w efekcie czego zagubił tę odwagę, dzięki której niegdyś wypromował fenomenalne pokolenie wychowanków United. Teraz, gdy stracił Ronaldo i Teveza, ma szansę wrócić do korzeni, do pozytywistycznej pracy u podstaw. Jeśli może ona przynieść taki efekt, jaki dała w 1999 roku, jestem gotów czekać.

Przewiń na górę strony