Nie przegap
Strona główna / Premiership / Derby Manchesteru czas zacząć!

Derby Manchesteru czas zacząć!

Derby Manchesteru czas zacząć!
Ostanie derbowe spotkanie zawodnicy Czerwonych Diabłów rozstrzygnęli na swoją korzyść. Skromne zwycięstwo 1:0 zapewnił wówczas Wayne Rooney. Anglik wydarł tym samym piłkarzom The Citizens miano najlepszych w mieście. Przypominam, że w zeszłym sezonie to właśnie błęktini dwukrotnie triumfowali w walce o prymat w mieście. Miejmy nadzieję, że w obecnych rozgrywkach podopieczni Fergusona udowodnią kto jest lepszy i zanotują drugą wygraną. Już jutro derby Manchesteru!

Jutro, oprócz rywalizacji United z City, czeka nas także pojedynek najdroższego piłkarza na Wyspach – Robinho (32,5 miliona funtów) i potencjalnego następcy tego tytułu – Ronaldo, za którego szejkowie władający The Citizens byli w stanie jeszcze nie tak dawno wyłożyć 135 mln funtów (około 4 miliony baryłek ropy). Obawiam się, że po tym sezonie cena Portugalczyka może pójść w górę, bo ten zmierza pewnym krokiem po kolejną koronę króla strzelców. Jednak zważywszy na obecną sytuację w tabeli Premiership, wszelkie smaczki tego spotkania schodzą na dalszy plan. Priorytetem jest zwycięstwo osiągnięte wszelkimi środkami – jeżeli będzie trzeba, weźmy przykład z graczy Barcelony i pokonajmy rywali oddając w ostatniej minucie spotkania pierwszy celny strzał na bramkę. Jutro komplet punktów jest nam niezwykle potrzebny, bo wątpię, aby Liverpool potknął się w starciu z West Hamem.

Derby Manchesteru odbędą się już po raz 152. Jak na razie górą są Czerwone Diabły, które wygrały 61 spotkań, notując przy tym 41 porażek. Remis padł 49 razy. Statystyki przemawiają za United, podobnie jak argumenty czysto piłkarskie. Jednak nie należy lekceważyć rywala – The Citizens mają w swoich szeregach zawodników, którzy potrafią odmienić losy spotkania (takie uboższe wersje Inietsy). Mowa oczywiście o Irelandzie oraz rozstrzelanym ostatnio Robinho. Brazylijczyk trafia do siatki nieprzerwanie od trzech spotkań, a na przestrzeni całego sezonu zebrał już 14 goli, co daje mu trzecią lokatę w klasyfikacji najlepszych strzelców ligi. Zawodnicy Manchesteru City pozostają niepokonani od 12 kwietnia, wygrali ostatnie trzy spotkania ligowe – 4:2 z WBA, 2:1 z Evertonem oraz 3:1 z Blackburn. Szczególny szacunek budzi zwycięstwo na Goodison Park z podopiecznymi Moyesa (bramki dla City zdobywali właśnie Ireland i Robinho).

Trochę historii

Pierwsze ligowe derby Manchesteru odbyły się 3 listopada 1894 roku na stadionie Ardwick należącego wówczas do The Citizens. Mimo fatalnej pogody, na spotkanie przyszło ponad 15 tys. fanów. Z pojedynku zwycięsko wyszli gracze United, wówczas występujący jeszcze pod nazwą Newton Heath. Mecz zakończył się wygraną piłkarzy Newton Heath 5:2, głównie za sprawą Dicka Smitha, który zdobył aż 4 bramki. Piąte trafienie dla gości dołożył John Clarkin. Dla gospodarzy dwukrotnie trafiał Billy Meredith, dla którego był to debiut przed własną publicznością.

Strzelając dwie bramki w starciu z Newton Heath, Meredith zapewne się nie śnił, że kiedyś założy trykot rywala zza miedzy. Walijski napastnik czarował publiczność w Manchesterze na przełomie XIX i XX wieku. Grając w błękitnych barwach, podczas ostatniego spotkania sezonu 1904/1905 – decydującego o losie mistrzostwa Anglii – zawodnicy The Citizens mierzyli się z Aston Villą. Zwycięzca meczu miał sięgnąć po tytuł najlepszej ekipy na Wyspach. Przed wyjściem na boisko Meredith zaproponował rywalom 10 funtów w zamian za przegraną. Plan Billy’ego się nie powiódł, rywale zwyciężyli 3:1, a on sam został oskarżony o korupcję i zawieszony na półtora roku. Co więcej, piłkarskie władze pociągnęły do odpowiedzialności siedemnastu innych zawodników Manchesteru City i ukarały ich dożywotnim zakazem występowania w barwach The Citizens.

Podczas wielkiej aukcji, na której wyprzedawano zawodników, zjawił się ówczesny menedżer Czerwonych Diabłów i zakupił właśnie Mereditha. Przez ponad 15 lat gry w czerwonym trykocie, Walijczyk wystąpił w 335 spotkaniach. Wówczas to, mając już 46 lat, przeniósł się… z powrotem do Manchesteru City, w którym grał jeszcze przez trzy sezony. Ostatni raz wybiegł na boisko mając na karku 49 lat i 245 dni. Łącznie w błękitnej koszulce Billy wystąpił 390 razy. W Hall of Fame na stadionie Manchesteru City wisi obecnie tablica upamiętniająca tego wybitnego piłkarza.

To nie jedyny przypadek, kiedy zawodnik występujący w drużynie rywali zasłużył sobie na miano „legendy” w swoim byłym klubie. Swojego pomnika koło Old Trafford doczekał się również Denis Law – niesamowity napastnik Manchesteru United, który przez 11 lat występów z diabłem na piersi został ulubieńcem publiczności. Tej opinii nie zmieniła nawet bramka strzelona swojemu byłemu klubowi, po tym jak Law zamienił barwy czerwone na błękitne. A warto dodać, że zwycięski gol zdobyty przez Denisa podczas derbowego spotkania przyczynił się do tego, że drużyna Czerwonych Diabłów spadła w sezonie 1973/1974 do niższej klasy rozgrywkowej. Obecnie już mało kto pamięta, że piłkarze z Old Trafford potrzebowali w tym pamiętnym meczu z The Citizens kompletu punktów, aby utrzymać się w lidze, więc prawdopodobnie i bez gola strzelonego przez Lawa zostaliby zdegradowani.

Obecnie spadek żadnej drużynie nie grozi, za to Czerwonym Diabłom grozi mistrzostwo. Co prawda, po zwycięstwie nad The Citizens nie będzie jeszcze można świętować kolejnego trofeum, ale niewątpliwie komplet punktów znacznie przybliży podopiecznych Fergusona do ostatecznego sukcesu. Z kolei dla ekipy Marka Hughesa jutrzejsze spotkanie ma wymiar wyłącznie prestiżowy. Kto zwycięży, przkonamy się już niebawem. Obyśmy mogli dopisać trzy oczka.

Przewiń na górę strony