Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Mania wielkości, czyli pośmiejmy się…

Mania wielkości, czyli pośmiejmy się…

Mania wielkości, czyli pośmiejmy się...
W sobotę na Santiago Bernabeu Barcelona rozbiła Real 6:2. Podopieczni Juande Ramosa wyglądali przy Katalończykach jak ligowy średniak. Nawet Liverpool na ich tle w meczu na Anfield wyglądał na klasowy zespół. Teraz, kilka dni po derbach Hiszpanii, postanowiłem napisać tekst. Być może bardzo subiektywny, momentami bulwersujący. To moje zdanie, a blog jest po to, aby je wyrazić. Do dzieła!

Powyższy zamieszczam skrót z sobotniego spotkania. Real został zmiażdżony, rozwalony, zrównany z ziemią. 6:2. Piłkarze ze stołecznego klubu stracili 6 bramek u siebie! Choć mogło być ich więcej i Barcelona mogłaby upokorzyć Real bardziej, a sam Messi mógł strzelić hat-tricka. Real Madryt – zespół, który żywił nadzieję na obronę tytułu i oczekiwany sukces w Lidze Mistrzów.

No właśnie – europejskie puchary. 5 raz drużyna z Madrytu odpada w przedbiegach – zaraz po wyjściu z grupy przegrywają w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Zespół budowany za wielkie pieniądze z wielkimi nazwiskami.

Pepe. Kupiony za 30 milionów euro portugalski obrońca. Przepłacony, bo Ferguson za niewiele więcej sprowadził Ferdinanda (30 milionów funtów). Z jedną różnicą – Ferdinand pokazuje co sezon klasę. A Pepe?

Moi znajomi podczas rozmowy pytają znajomego kibica Realu: „Jak zagrał 30-milionów?”. Najczęściej kończy się to śmiechem, ale fanowi zawodników z Madrytu do śmiechu nie jest. Kibice nie przepadają za Pepe, po prostu Real za niego przepłacił. Dodam, że Vidic, najlepszy obrońca w Premier League, został sprowadzony do Manchesteru za 7 milionów funtów.

Carlos QueirozW 2003 roku poprosiłem Florentino Pereza o podpisanie kontraktu, ze zwyczajnym 20-latkiem grającym w Martimo. Oni odpowiedzieli, że ten zawodnik nie zasługuje na grę na Santiago Bernabeu. Był to oczywiście Pepe, którego kilka dni później Porto ściągnęło, za zaledwie 1,4 milionów funtów.
Carlos Queiroz, były trener Realu Madryt.

Kilka lat później Real go kupił… za 20 milionów.

Zimą Real sprowadził z Portsmouth Lassanę Diarra, za którego zapłacił ponad 20 milionów euro. Z tego co wiem Lass gra przeciętnie, a już na pewno nie tak, jak tego oczekiwano. Cóż – Manchester sprowadził Carricka za 16 milionów funtów i jest jednym z lepszych środkowych pomocników w Europie. W meczu z Barceloną środek pola i obrona Realu nie istniała, a Diarra biegał, biegał i nic poza tym. No cóż – takie są skutki – oprócz dobrych napastników należy zainwestować także w solidnych obrońców. Powróćmy jednak do sobotniego spotkania. W drugiej połowie Lass przeniósł się na prawą obronę po zejściu Ramosa…

…którego podczas opuszczania murawy wygwizdali kibice Realu! Na Santiago można było słyszeć jeden gwizd. Wygwizdać zawodnika zespołu, któremu kibicuje, gdy ten przebywa na boisku w koszulce ukochanej drużyny? Nigdy nie przyszłoby mi to nawet przez myśl. Wstyd.

Real MadrytTo już nie pierwszy raz, kiedy kibice Realu pokazują swoją „miłość” do klubu. Fani Królewskich (jak i kilkanaście miesięcy temu sympatycy Barcelony) często przygotowuję akcję „Białe chusteczki„. Co tu dużo mówić – chusteczki higieniczne nie są drogie, a kibicom zawsze mogą się przydać. Warto mieć ze sobą zawsze jedną paczkę – nie ze względów, do jakich te chusteczki służą. Gdy idziesz na Santiago Berbabeu warto się zaopatrzyć, bo nie wiadomo jakim wynikiem zakończy się spotkanie. Jeśli gospodarze przegrają, cały stadion wyciąga i macha białymi chusteczkami piłkarzom i trenerowi. Taka już mają tam zwyczaj. Taka jest mentalność na hiszpańskich boiskach :) Państwo z Półwyspy Iberyjskiego jest szczególnym przykładem potęgi kibiców, gdzie moc białej chusteczki zwolniła niejednego trenera. Wstyd do potęgi drugiej. A nie tak dawno „kibice” Barcelony zwyzywali swoich „ulubieńców” na lotnisku.

Kiedy Brian Clough starał się przed laty o trenerski angaż w Barcelonie, zapytano go, jakby zareagował, gdyby tysiące kibiców wymachiwało w jego kierunku białymi chusteczkami. Znany z ciętego języka Anglik odparł, że zna na tyle dobrze hiszpański, by powiedzieć kibicom, żeby się wypchali. Rozmówca Clougha zrobił wielkie oczy, a sam Anglik pracy w Barcelonie nie dostał.
– fragment felietonu Krzysztofa Bandycha

Kibice?

Głupie i nieprzemyślane transfery to domena Realu. Sprowadzenie Owena czy Cassano nie tylko było wyrzuceniem pieniędzy w błoto, ale także zepsuły karierę tych zawodników. Real słynie z tego, że nie potrafi sam wychować świetnych piłkarzy. Real to swoisty twór, a nie klub, który buduje zespół na tradycji i wychowankach…

Kolejne moje spostrzeżenie. Moim zdaniem każdy solidny zespół powinno się budować od obrony i od pierwszej linii układać formację zespołu. Jeśli mamy stabilną obronę możemy kombinować z atakiem. Znam jednak kilku kibiców (m. in. Realu czy Barcelony) dla których piękna gra i ofensywne akcje liczą się bardziej niż wynik. Po meczu Barcelony z Chelsea w tamtym tygodniu moi znajomi, kibice Barcelony, pytali „No kto ładniej grał? Kto?”. Mnie to nie obchodzi. Obchodzi mnie wynik. 0:0. Rezultat, który promuje zawodników z Londynu do awansu. No ale Barcelona jest najlepsza na świecie, bo oni grali piękniej, a „Joga Bonito!” to najważniejsza zasada w piłce nożnej – pf, bzdura.

Najlepszym przykładem jest dwumecz w półfinale Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie. Manchester zmierzył się z Barceloną. W pierwszym meczu na Camp Nou, gospodarze mieli ok. 80% posiadania piłki, tworzyli ładne akcje. Diabły się broniły i broniły. 0:0 – taki rezultat utrzymał się do końca tego meczu. W rewanżu Scholes przyćmił Katalończyków i jednym strzałem pokazał więcej finezji niż Barca w dwumeczu. Cóż, piękna gra nie pomogła, a Manchester wygrał Ligę Mistrzów.

Jak to ktoś kiedyś ciekawie zauważył – atakiem wygrywa się mecze, a obroną puchary.

Juande RamosZ piękną, widowiskową grą wiąże się też zmiany trenerów. Fabio Capello, włoski szkoleniowiec został zwolniony ze swojego stanowiska w Realu po wygraniu w lidze. Drużyna Mistrza Hiszpanii podziękowała za współpracę Włochowi, bo podobno zespół nie grał pod jego wodzą ładnego futbolu! Wygrywali spotkania jedną bramką, często „męczyli” mecze, choć grali skutecznie i solidnie w obronie. Mało strzelali i mało tracili. To była dobra recepta na sukces – Real został mistrzem Hiszpanii. Teraz Capello prowadzi reprezentację Anglii i nie zdziwię się, jeśli zawojuje z drużyną Trzech Lwów na MŚ w RPA. W Anglii oczekują się sukcesów, a Capello wydaje się być ich gwarancją. Jeden minus, a dla zarządu Realu najważniejszy aspekt – drużyna nie gra widowiskowo, z polotem. Niektórzy mają różne priorytety. W piłce ważne jest zwycięstwo, a nie piękna gra.

To nie pierwszy raz – w Madrycie zwalniano już trenerów za zbyt brzydką grę. Jupp Heynckes, który mimo odzyskania dla Realu Pucharu Mistrzów, nie zdołał utrzymać posady trenera, ponieważ rzekomo zarządowi nie podobał się prezentowany styl. Real zmienia trenerów jak rękawiczki – po dobrej grze Realu pod wodzą Schustera nadszedł kryzys i postanowiono od razu zatrudnić Ramosa. Powinno się szkoleniowcom dawać czas. A del Bosque, pod wodzą którego Real grał jak z nut, został zwolniony (dzień po zdobyciu przez Real Madryt 29. tytułu mistrza Hiszpanii), bo podobno był już za stary.

Uważam, że Real to śmieszny klub. Kandydaci na prezesa obiecują gruszki na wierzbie, Kaki i innych Ronaldo. Zarząd ich wybiera, a potem można tylko powiedzieć – obiecanki, cacanki, a… głupiemu Realowi radość. Może Real powinien obrać inną drogę, aby zacząć wygrywać? Mnóstwo indywidualności, nic poza tym. Kupują wielu piłkarzy z innych krajów, z inną piłkarską kulturą. Najważniejszym zadaniem nie jest kupno kolejnych, a stworzenie z nich kolektywu, jedności. Ale jak?

Nie wkur… mnie i nie zmieniaj mnie w tym momencie!
– Guti do trenera podczas opuszczania boiska w meczu z Atletico.

A weź przestań, k…, przecież zostało pięć minut!
– Guti do trenera, gdy ten w 85. minucie meczu z Malagą wysłał go na rozgrzewkę.

Dla uściślenia – Guti jest wicekapitanem Realu. Właśnie dlatego uważam, że Capello był dobrym trenerem dla takiego zespołu jak Real. Wprowadził tam rygor i nie pozwalał na wszystko swoim zawodnikom.

Czy potraficie sobie wyobrazić sobie taką sytuację w United pod wodzą Fergusona?

Chciałbym jeszcze poruszyć kwestię… Czemu ludzie określają mecz Barcelony z Realem jako „Derby Europy”? Uważam, że to spora przesada. Świadczy o tym chociaż przewaga innych lig nad ligą hiszpańską. Po raz kolejny na łamach Redloga upieram się, że „hiszpański zaścianek” jest zdecydowanie gorszy nie tylko od Premiership, ale także Serie A. Uważam, że liga włoska stoi na wysokim poziomie, a komentarze o jej „przeciętności” są nie na miejscu. Zespoły w Serie A takie jak Lazio, Viola czy Napoli robią wrażenie, pomimo, że nie walczą o mistrzostwo. W Hiszpanii, moim zdaniem, takich drużyn nie ma. Jest co prawda Barcelona, która jest w półfinale Ligi Mistrzów. Ale czy istnieje tam jakiś poważny zespół poza Katalończykami, Realem i (ostatnio) Villareal? Jestem przekonany, że obecnie trzeci Juventus poradziłby sobie z Atletico, bądź wcześniej wymienionym Villareal. Dodam, że Bianconeri pokonali w tym sezonie Real. Dwa razy.

Przeczytałem gdzieś ostatnio bardzo interesujący komentarz. Jeśli obecny mistrz teoretycznie drugiej najlepszej ligi na świecie traci u siebie 6 bramek, nie ma obrony i odpada piąty rok w 1/8 finału LM to coś jest nie tak. Czy uważacie, że Barcelona też zdobyłaby ponad 100 goli grając w Anglii czy we Włoszech? Barcelona na wyjazdach z takimi zespołami jak M’boro, Everton, Villa czy West Ham łatwo traciłaby punkty i maszyna prowadzona przez Guardiolę nie działałaby tak, jak teraz.

„Messi niczym Maradona” – przeczytałem w tamtym roku podobny tytuł w gazecie. Argentyńczyk, grający w Barcelonie, przebiegł pół boiska i strzelił gola. Jak dla mnie może mijać pachołki z Malagi czy Sportingu Gijon. Wiem, że z angielskim zespołem by tego nie zrobił. To samo Guti – grając w Premiership, zginąłby wśród pomocników pokroju Fletcher czy Carrick. Nie miałby nic do gadania przy niedocenianych Brytyjczykach.

Przeciwko trzeciemu zespołowi w Anglii, Chelsea, Barcelona nie potrafiła strzelić gola na Camp Nou. W meczu wyjazdowym z drugim miejscem w Hiszpanii strzelili 6 bramek. Trafienie zaliczył też Pique, który gra w pierwszej jedenastce Barcelony, a w United nie błyszczał i został sprzedany. Nie miał szans, żeby się pokazać? Kontrargument jest tutaj Evans, który w tym sezonie świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków, gdy brakuje Vidica lub Ferdinanda. Uważam, że jest o wiele lepszy od Pique.

RaulDlaczego napisałem ten tekst? Chciałem wyrazić swoje zdanie, opisać, co czuję wobec tego klubu. Zbierało się i zbierało, aż w końcu mogłem wszystko przekazać Wam. Nie przepadam za tym klubem, to fakt. Nie chciałem w żadnym momencie tego tekstu nikogo urazić. Dla kibiców Real ciągle jest najlepszy, Robben jest lepszy od Messiego, a Ramos lepszy od Puyola. Jak to nazwał mój kolega z redakcji, Maniak, osoby zarządzające tym klubem mają dziwne tendencje (czego najlepszym przykładem jest Calderon). Ferguson konflikty z Realem szybko ucinał krótką i zwięzłą ripostą. „He should ask General Franco about that” czy „Jesus Christ. I wouldn’t sell them a virus” to wypowiedzi, których nie zapomnę. Za to kocham tego człowieka.

Niech ten sezon będzie dla nich nauczką za arogancję ich kibiców i samego klubu. Ach, zapomniałem. Oni są ciągle galaktyczni. Wstyd do potęgi entej.

Przewiń na górę strony