Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Rafał Nahorny: staram się pomagać, a nie przeszkadzać

Rafał Nahorny: staram się pomagać, a nie przeszkadzać

Rafał Nahorny: Staram się pomagać, a nie przeszkadzać
Na kilka tygodni przed końcem sezonu na temat Manchesteru United wypowiedział się nie kto inny, jak przywoływany przez Was wielokrotnie Pan Rafał Nahorny, specjalista do spraw piłki angielskiej w Canal +, wieloletni pracownik Przeglądu Sportowego. O korzeniach Schmeichela, końskim zdrowiu Ryana Giggsa i o tym, że Division Two jest ciekawsza od Serie A.

R: Zwyczajowo już nasze wywiady zaczynamy od przedstawienia bohatera poszczególnych wpisów. Proszę nam opowiedzieć o swojej karierze jako eksperta sportowego. Jakaś ciekawa anegdota, przełomowy moment, rady dla osób chcących uprawiać ten zawód?

RN: Jestem absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Studiowałem też podyplomowe dziennikarstwo na UW, skąd trafiłem do Przeglądu Sportowego. Spędziłem w nim 18 lat, pisząc o piłce nożnej i piłce ręcznej. W Canal + komentuję mecze Premiership – zawsze w doborowym towarzystwie – od sezonu 1994/95, co poczytuję sobie za wielki zaszczyt.

R: Przez tyle lat komentatorskiej kariery był Pan z pewnością świadkiem wielu niezapomnianych momentów w historii piłki nożnej. Proszę jednak przytoczyć jakieś zdarzenie boiskowe, które kompletnie odjęło Panu mowę i nie był Pan w stanie wydobyć z siebie głosu na antenie.

RN: Kilka lat temu podczas transmisji meczu Tottenham – Manchester United zaniemówiłem, gdy gospodarze do przerwy prowadzili już 3:0, a gdy doszedłem do siebie to, kwadrans przed końcem spotkania, było już 3:5. Pamiętam też, jak podczas finałów mistrzostw świata w USA, na które pojechałem jeszcze jako dziennikarz „PS” bardzo mi zależało na zobaczeniu w akcji Diego Maradony. Niestety, pierwszy mecz Argentyny mogłem obejrzeć dopiero w 1/8 finału, gdy grała z Rumunią. Ale kilka dni wcześniej Maradonę zdyskwalifikowano za doping i widziałem go tylko na trybunach, w eskorcie policjantów i ochroniarzy.

R: Podczas spotkań przytacza Pan wiele różnych ciekawostek dotyczących życia piłkarzy. Ile czasu zajmuje Panu przygotowanie się do danego meczu i jak Pan się przygotowuje?

RN: Przygotowania do transmisji zwykle rozpoczynam, jak tylko dowiaduję o tym, jaki mecz będę komentować w najbliższym czasie, a więc kilka dni wcześniej. Na bieżąco więc śledzę wszystko to, co dzieje się w angielskiej piłce, w brytyjskiej prasie, Internecie. A potem zdobytą w ten sposób wiedzą, w tym także historyczno-statystyczną, staram się z widzem podzielić. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że najważniejszy jest sam mecz, czyli strzały, bramki i bramkarskie parady, a moją rolą jest tylko uzupełniać komentarz kolegi, a nie jego prowadzenie. Staram się zatem pomagać, a nie przeszkadzać.

R: Czy w swojej karierze miał Pan okazję spotkać się z zawodnikami Premier League? Może z któregoś spotkania ma Pan szczególne wspomnienia?

RN: Najmilej wspominam wywiad, jakiego udzielił mi Peter Schmeichel. Podczas finałów EURO w Szwecji w 1992 roku duński bramkarz powiedział mi, że jego ojciec jest Polakiem, co „PS” umieścił na pierwszej stronie, bo wcześniej kibice w kraju o tym nie wiedzieli [drugie imię Duńczyka to Bolesław, dla uczczenia pamięci pradziadka – dop. red].

R: Co spowodowało, że jest Pan pasjonatem Premiership, a nie na przykład Premiera Division? Który moment w kreowaniu swojej pasji uznaje Pan za przełomowy? Czy inne ligi śledzi Pan z równym zainteresowaniem?

RN: Angielskim futbolem zainteresowałem się na początku lat siedemdziesiątych. Zawsze bowiem imponowały mi u Wyspiarzy ambicja, waleczność i nieustępliwość, które najczęściej szły w parze z wysokimi umiejętnościami piłkarskimi zawodników. Inne ligi, owszem, interesują mnie, ale bez bicia przyznaję, że więcej niż o Serie A, Bundeslidze czy Primera Division wiem o Championship, Division One czy Division Two.

R: Jeszcze kilka tygodni temu, kiedy podopieczni Fergusona regularnie inkasowali po trzy punkty, sprawa mistrzostwa Anglii wydawała się być przesądzona. Jednak niedawno przewaga Czerwonych Diabłów mocno stopniała. Kto Pana zdaniem będzie głównym rywalem MU w walce o mistrzostwo: przebudzony Liverpool, będący dużą niespodzianką obecnego sezonu, czy natchniona przez Hiddinka Chelsea? A może to pomiędzy tymi dwiema ekipami rozstrzygnie się sprawa tytułu? Jaki będzie wynik tego starcia?

RN: Wydaje mi się, że MU wciąż jest faworytem w walce o mistrzostwo Anglii. Wprawdzie Liverpool jest na fali, ale fakt, że MU ma jeszcze zaległe spotkanie u siebie z Portsmouth, powoduje, że to Czerwone Diabły są najbliżej tytułu. W najgorszej zaś sytuacji jest Chelsea, bo ciężko liczyć na to, że w końcówce sezonu tracić punkty będą zarówno MU jak i Liverpool. Poza tym Chelsea chyba nastawia się na Ligę Mistrzów.

R: Proszę przytoczyć i opisać sezon, w którym walka o ligowe trofeum w Anglii miała najbardziej zacięty przebieg.

RN: Sporo emocji musieli chyba przeżyć kibice w sezonie 1988/89, gdy przed ostatnią kolejką na czele tabeli znajdował się Liverpool, który u siebie w meczu z Arsenalem mógł sobie pozwolić nawet na porażkę jedną bramką. Londyńczycy jednak, dzięki bramce Michaela Thomasa w 90 minucie, wygrali 2:0 i to oni zostali mistrzami. A Thomas? Niedługo potem Arsenal sprzedał go do… Liverpoolu.

R: Teraz pytanie bardziej z ubocza angielskiej piłki. Co Pan myśli o Manchesterze City i ich nowych właścicielach. Z szumnych zapowiedzi pozostał jedynie wzbity kurz, drużyna Hughesa bije się w środku tabeli. Czy Walijczyk zostanie na City of Manchester Stadium i coś wywalczy, czy jednak szejkowie zgotują nam kolejne przemeblowanie zespołu w ciągu wakacji?

RN: Arabscy szejkowie, którzy kupili Manchester City w pewnym sensie naśladują Romana Abramowicza, który za wielkie pieniądze zbudował potęgę Chelsea. Na razie idzie im jak po grudzie, ale wstrzymajmy się jeszcze z ocenami efektów ich działalności. Czy rozstaną się z Markiem Hughesem? Jak nie wygra Pucharu UEFA, to niewykluczone, że tak.

R: Czy jest jakikolwiek polski piłkarz (poza bramkarzami), który Pana zdaniem poradziłby sobie w pierwszym składzie zespołu z Premiership? Może Paweł Brożek albo Jakub Błaszczykowski? Smolarek niemal nie istnieje w znajdującym się 7 pkt. nad strefą spadkową Boltonie, a był wielką gwiazdą reprezentacji.

RN: Ubolewam, że żaden z polskich piłkarzy z pola nie zrobił kariery w Premiership. Miałem nadzieję, że Grzegorz Rasiak i Euzebiusz Smolarek będą przynajmniej od czasu do czasu zdobywać bramki, ale przeliczyłem się. Ebi wciąż ma szansę, ale łatwo zgadnąć, że w nowym sezonie już go w Anglii nie będzie. Mogliby zastąpić go w Premiership, ale koniecznie zdrowi w formie, właśnie Jakub Błaszczykowski czy Paweł Brożek. Byle tylko nie w Boltonie…

R: Wielu managerów klubów z Premiership, między innymi sir Alex Ferguson, co roku nawołuje do wprowadzenia przerwy świątecznej. Co Pan sądzi o takim pomyśle?

RN: O przerwie zimowej w rozgrywkach ligowych w Anglii, przynajmniej dwutygodniowej, dyskutuje się na Wyspach od lat. Argumentów za jest sporo, ale wciąż przeważa ten finansowy, by liga grała i w styczniu i w lutym. Kibice raczej na tym nie tracą ale zdrowie piłkarzy cierpi na pewno.

R: Od wielu lat obserwuje Pan grę Ryana Giggsa na angielskich boiskach. W obecnym sezonie Walijski Czarodziej przeżywa swój renesans, został nawet nominowany do nagrody PFA. Jak Pan sądzi, z czego wynika jego dobra postawa? Jest to bardziej zasługa sztabu medycznego, sir Alexa Fergusona czy też samego zawodnika?

RN: Miałem przyjemność rozmawiać z Ryanem Giggsem, gdy reprezentacja Walii grała w Warszawie z Polską. To zawodowiec w każdym calu. Natura obdarzyła go wielkim talentem, ale też nie poskąpiła zdrowia i rozumu. Dlatego nie zdziwię się, gdy grać będzie w Premiership jeszcze przez dwa czy trzy lata.

R: Sezon w Premiership zbliża się ku końcowi. Kto Pana zdaniem zasługuje na miano najlepszego transferu, a kto na etykietkę transferowego niewypału? Kto na gracza, a kto na rozczarowanie roku? Proszę z nieco większym zainteresowaniem rozważyć kandydatury Czerwonych Diabłów.

RN: Łatwiej chyba o wytypowanie transferowego niewypału. Choćby ze względu na wydane miliony funtów – odpowiednio 20 i 15 – na to miano zasługują Robbie Keane, który zawodził w Liverpoolu i David Bentley z Tottenhamu.

Na początku sezonu rewelacyjnie grał Egipcjanin Amr Zaki z Wigan, ale ostatnio spuścił z tonu. Czy transferowym hitem jest Dymitar Berbatow? Jak MU wygra Premiership lub Ligę Mistrzów, mając w decydujących meczach w składzie Bułgara to nikt nie będzie tego kwestionować.

Najlepszy piłkarz sezonu? W kolejności alfabetycznej: Steven Gerrard, Nemanja Vidić i Ashley Young. Największe rozczarowanie? Menedżerowie – Roy Keane, Paul Ince i Tony Adams. A tak kiedyś pięknie grali w piłkę…

Pytania: Wiktor Jaszczak, Wiktor Marczyk, Łukasz Szoszkiewicz
Opracowanie: Wiktor Marczyk
Specjalne podziękowania: Grzegorz Kaczmarczyk


W następnym odcinku naszego cyklu wywiadów wystąpi Pan Michał Szadkowski, publicysta Gazety Wyborczej i sport.pl. Serdecznie zapraszamy!

Przewiń na górę strony