Nie przegap
Strona główna / Maciej Szczęsny: Kuszczaka stać na więcej

Maciej Szczęsny: Kuszczaka stać na więcej

Maciej Szczęsny
Podczas drugiej edycji Football Business Conference, na którą zostaliśmy zaproszeni przez organizatora, Sport&Business Foundation, nasz wysłannik miał okazję przeprowadzić kilka bardzo ciekawych wywiadów. Jedną z osób, która dość nieoczekiwanie pojawiła się na konferencji w Centrum Olimpijskim, był Pan Maciej Szczęsny, pięciokrotny Mistrz Polski (z czterema różnymi klubami) oraz reprezentant Polski. Znalazł on dla nas kilka minut i odpowiedział na zestaw jedenastu pytań.

Redlog: Czy myśli Pan, że po ostatnim zwycięstwie (10:0) nad San Marino Polska reprezentacja w końcu zacznie grać na miarę oczekiwań i awansuje do Mistrzostw Świata w RPA?

Maciej Szczęsny: Ja cały czas wierzę, że awansuje do Mistrzostw Świata, natomiast czy zacznie grać na miarę oczekiwań to trudno powiedzieć, bo różnica poziomów jaki potrafi zaprezentować nasza drużyna jest tak olbrzymia, że momentami traci się zaufanie do tego właśnie poziomu. Akurat przeciwko San Marino, które grało bardzo marnie i było kiepskim przeciwnikiem, nasi piłkarze zaprezentowali wszystko to co mają, a nawet więcej. Nie dość, że grali ambitnie, czego się od nich zawsze wymaga, to jeszcze grali dobrze technicznie, szybko, z pierwszej piłki, strzelali dużo pięknych bramek. Fajnie by jednak było, gdyby w przeciągu czterech dni nie zdarzały im się właśnie takie wahnięcia, jakie im się zdarzyły. Jednak, dość szczęśliwie, pomagają nam rywale, dość niespodziewanie dzieląc się w niektórych przypadkach punktami. Szansa na awans absolutnie cały czas jest, a ja wierzę, że my tę szansę wykorzystamy.

R: Ludzie bardzo ekscytują się wysokim zwycięstwem nad San Marino, jednak nie wykonano planu minimum, który zakładał zdobycie czterech punktów. Po tych dwóch meczach powinniśmy być zadowoleni czy raczej zmartwieni?

Wojtek i Maciej Szczęsny

Maciej Szczęsny: Wojtek był bardzo samodzielny, zwłaszcza że prowadzenie treningów z własnymi dziećmi to jest sprawa, która najczęściej ludziom się nie udaje. Po pierwsze rodzice często miewają nadmierne wymagania.

MSz: Naturalnie, że musimy być zmartwieni. Jestem sympatykiem tej reprezentacji i mam nadzieję, że wciąż trzeźwo oceniam różnicę klas pomiędzy Irlandią Północną a Polską. Muszę więc przyznać, że mnie nawet cztery punkty w ogóle by nie satysfakcjonowały. Mógł to uczynić jedynie komplet punktów. Jednak, jak już mówiłem, rywale dość szczęśliwie dzielą się punktami i nam nie uciekli. Cały czas szanse są i to nie tylko matematyczne, ale naprawdę realne. Zachowamy je pod warunkiem, że naszym zawodnikom nie będą zdarzały się takie wpadki, które trudno ocenić i trudno opisać. Sam wynik w meczu przeciwko Irlandii Północnej był fatalny, ale przede wszystkim poziom, jaki zaprezentowali był żenujący.

R: Grał Pan w kilku klubach piłkarskich oraz przez parę lat w reprezentacji. Którego trenera piłkarskiego uważa Pan za największego fachowca i człowieka, który najbardziej Panu pomógł w rozwoju?

MSz: Miałem do czynienia z kilkoma bardzo dobrymi trenerami i trudno wskazać jednego, który miałby sposób pracy i komplet takich cech, które ja akurat uznawałbym za optymalne. Jeden świetnie się rozumiało z zespołem i znajdowało z nim wspólny język, Innu był bardzo dobrym taktykiem, jeszcze inny był świetnym szkoleniowcem. Także wyróżnianie jednego byłoby niesprawiedliwe.

R: Artur Boruc – od bohatera do zera w jeden mecz. Ludzie, którzy wychwalali go podczas EURO 2008 teraz wieszają na nim psy. Proszę o skomentowanie tej sytuacji.

Tomasz Kuszczak

Maciej Szczęsny: Tomasz Kuszczak to już nie jest chłopak nastoletni i powoli zaczyna być tak, że najwyższa pora aby zostać pierwszym bramkarzem. A czy koniecznie w Manchesterze? Moim zdaniem nie.

MSz: Na pewno nie w jeden mecz. Po pierwsze zawalił ostatnie dwa mecze, ze Słowacją także przegrał wygrany mecz. Po drugie widać, że ma jakiś kłopot ze sobą i to chyba nie tylko czysto sportowy. Poszedł na wojnę z całym światem – wielu ludzi i środowisk obraża, krytykuje czy lekceważy – a jak przychodzą kłopoty na boisku, to nie potrafi wytrzymać ciśnienia i nie daje sobie z tym rady. Myślę więc, że problem jest nie tylko czysto sportowy, ale z czego on wynika to już nie moja sprawa. To jego życie prywatne. Myślę jednak, że to, co poza boiskiem robi i jak się zachowuje to sprawa, którą powinien przemyśleć i ocenić.

R: Chciałbym przejść do tematu Pana syna – Wojtka – który trenuje w Arsenalu. Jakie są Pana odczucia w związku z tak dynamicznie rozwijającą się karierą syna, który już teraz debiutuje w rezerwach Premiership?

MSz: Oczywiście pozytywne. Cieszę się, że jest tam gdzie jest, że jest w nieco innej cywilizacji, gdzie ma doskonałe warunki do treningu. I nie mam tu na myśli tylko sprzętu i boiska, ale również całą infrastrukturę oraz zorganizowanie klubu piłkarskiego. Dzięki temu można mu narzucać większe oczekiwania i wymagania, na pewno wyższe, niż gdyby grał u nas. Cieszę się, że się do tego zaadaptował. Jestem również pewien, że rozumie, że wyłącznie dzięki stawianiu sobie bardzo wysokich celów można dojść do prawdziwego mistrzostwa. Myślę, że przy okazji bozia go obdarzyła właściwymi warunkami fizycznymi i refleksem, także daje chłopiec radę.

R: Jaka była Pana rola w kształceniu syna? Pomagał mu Pan stawiać pierwsze kroki, czy całkowicie samodzielnie trenował i podejmował decyzje?

MSz: Był bardzo samodzielny, zwłaszcza że prowadzenie treningów z własnymi dziećmi to jest sprawa, która najczęściej ludziom się nie udaje. Po pierwsze rodzice często miewają nadmierne wymagania. To rodzi konflikt, a dzieci z kolei bardzo często potrafią powiedzieć „tego ja nie umiem”, „tego się nie da zrobić”. Znajdują przy tym różnego rodzaju wymówki w momencie, gdy trening przestaje być tylko i wyłącznie przyjemnością, a zaczyna być nieco stresujący i wymaga wysiłku. Także niezbyt wiele pomogłem w tym względzie synowi i myślę, że żaden z nas tego nie żałuje.

R: Podobno kiedyś Wojtek zapytany w wywiadzie jak to jest być synem sławnego ojca, odpowiedział, żeby dziennikarze spytali Pana, jak to jest mieć sławniejszego od siebie syna. Jak Pan odnosi się do takiej wypowiedzi swojego dziecka?

MSz: Jeszcze nie mam syna sławniejszego ode mnie, ale pewnie niedługo tak będzie i myślę, że będę się tym cieszył i nie będzie to dla mnie źródłem żadnego stresu. Ja swoje ambicje sportowe zrealizowałem i dlatego nie mam poczucia głodu czy niedowartościowania. Także nie będzie mnie bolało jeśli on sławą, dorobkiem i sukcesami mnie prześcignie. Wręcz przeciwnie, kibicuję mu i im szybciej coś osiągnie, tym lepiej.

R: Odrzucając na bok ojcowską miłość, patrząc realistycznie, kiedy możemy się spodziewać, że Wojtek Szczęsny będzie regularnie grał w Premiership?

Ryan Giggs oraz Cristiano Ronaldo

Maciej Szczęsny: Liverpool zasygnalizował taki poziom, taką klasę i taką odporność nerwową, że końcówka może być emocjonująca. Jednak to Manchester ma przewagę.
 

MSz: W sporcie trzeba mieć duże szczęście do ludzi, duże szczęście do miejsc oraz czasu, a także szczęście polegające na łączeniu tych trzech poprzednich w jedno. W dodatku powinno dopisywać zdrowie, a z tym ostatnio u Wojtka akurat różnie bywało. Myślę, że jeśli Pan Bóg nie będzie już go karał kontuzjami, to mam nadzieję, że w przeciągu trzech lat będzie piłkarzem dobrego klubu, w silnej lidze europejskiej. Oczywiście byłoby mi miło, gdyby to był Arsenal, bo pewnie i Wojtek już czuje jakiś sentyment do tego klubu. Jednak wiadomo, że jeżeli tam się nie odnajdzie, będzie pewnie szukał swojego miejsca na Ziemi gdzie indziej. Także mam nadzieję, że jest to kwestia 36 miesięcy.

R: Zarówno ja, jak i moi koledzy z redakcji jesteśmy fanami Manchesteru United. Chcielibyśmy więc wiedzieć, co Pan myśli o Tomaszu Kuszczaku?

MSz: Przyznam, że był taki moment w jego przygodzie z piłką, że sądziłem iż już się prawie przedarł do pierwszego składu Manchesteru United i było kwestią kilku miesięcy, kiedy zostanie bramkarzem numer jeden i wtedy rozkwitnie jako bramkarz. Tak się jednak nie stało, więc pewnie on czuje trochę żalu, tak jak i ja czuję niedosyt, ponieważ stać go na więcej. Nie jest to już chłopak nastoletni i powoli zaczyna być tak, że najwyższa pora aby zostać pierwszym bramkarzem. A czy koniecznie w Manchesterze? Moim zdaniem nie.

R: Z racji tego, że syn gra w Arsenalu pewnie obserwuje Pan trochę ligę angielską. Jak Pana zdaniem będzie wyglądał dalszy wyścig o mistrzostwo i kto go wygra?

MSz: Przyznam, że nie obserwuję zbyt uważnie ligi angielskiej. Jednak szczęśliwie dla Manchesteru ma on taką przewagę, jaką ma – jeden punkt i mecz zaległy – natomiast nie da się ukryć, że gdzieś od miesiąca Liverpool zasygnalizował taki poziom, taką klasę i taką odporność nerwową, że końcówka może być emocjonująca. Jednak to Manchester ma przewagę. Rewanż z Liverpoolem już został rozegrany, czyli na rzecz tej drużyny już bezpośrednio nie stracą punktów. Może im to wystarczyć.

R: Czy myśli Pan, że dzięki programowi „Orlik 2012”, promowanemu tutaj przez Pana Wiceministra Półgrabskiego, polscy piłkarze będą mogli grać w Anglii i niekoniecznie będą to bramkarze?

MSz: Mała jest na to szansa. Jak rozumiem, mówimy o piłkarzach urodzonych tu, wychowanych tu oraz sportowo tu kształcących i dojrzewających. Myślę, że jest bardzo niewielu piłkarzy, którzy tu się kształcili sportowo i mogliby jak równy z równym rywalizować z Anglikami, Niemcami, Holendrami. Niestety wiele nam brakuje, począwszy od selekcji, od wyławiania tych, którzy spełniają wszystkie warunki – są nie tylko sprawni ruchowo, ale przy okazji mają pewne cechy wytrzymałościowe. A jeśli mają te drugie, to brakuje im tej sprawności, są mniej zorientowani w przestrzeni i nigdy nie osiągną mistrzostwa technicznego. Problemy są więc spore, począwszy od selekcji, poprzez to, jakie młodzież ma warunki do trenowania, a raczej jak dalece ich nie ma.

Warszawska Gwardia wypuszczała co roku jednego ligowca, grającego na bardzo przyzwoitym poziomie. Stamtąd pochodzili Dziekanowscy, Szczęśni, Piechniczkowie, Baranowie i inni, którzy grali na naprawdę przyzwoitym poziomie w naszej lidze. Na tej Gwardii zlikwidowano najpierw jedno boisko, potem zlikwidowano drugie boisko, a być może za chwilę o Gwardii warszawski sport całkiem będzie musiał zapomnieć, bo zostanie zlikwidowana. I taki los spotyka bardzo wiele klubów. Trudno więc marzyć, abyśmy konkurowali z tymi krajami, które budują boiska oraz przeznaczają na selekcję i wychowywanie młodzieży gigantyczne kwoty. Które po prostu na to stać.

R: Dziękujemy za udzielenie wywiadu.

Pytania: Wiktor Marczyk
Opracowanie: Wiktor Marczyk
Rozmawiał: Wiktor Marczyk


Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zmieniamy formułę cyklu „10 pytań do…”. Jak widać w ferworze wywiadu bezpośredniego trudno trzymać się sztywnych ram, czasami wychodzi więcej, czasami mniej pytań. Ponadto postanowiliśmy usystematyzować pojawianie się wywiadów, więc od przyszłego tygodnia w każdy piątek otrzymacie świeży wywiad ze znaną osobistością ze świata piłki nożnej i nie tylko. Dlatego też zmieniamy nazwę cyklu na „Piątkowa rozmowa z…”. Już teraz czekają na Was wywiady z dziennikarzami, piłkarzami i ludźmi piłkarskiego biznesu z Polski i zza granicy.

A w przyszłym tygodniu gościem „Piątkowej rozmowy z…” będzie Pan Mark Schumacher, Project Manager organizowanej przez UEFA akcji społecznej „Eat for goals!”. Zapraszamy do lektury już w piątek!

Jak zwykle czekamy na Wasze uwagi i propozycje osób, z którymi wywiady chcielibyście przeczytać.

Przewiń na górę strony