Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Szejkowie muszą być szaleni

Szejkowie muszą być szaleni

Szejkowie muszą być szaleni
Arabscy właściciele Manchesteru City są wdzięcznym obiektem kpin. Mieli kupować zawodników po 30-40 milionów za sztukę, z tego pułapu cenowego przybył tylko Robinho. Mieli sprowadzić C. Ronaldo, Fernando Torresa, Dymitara Berbatowa, Gianluigiego Buffona, a także obiekt westchnień Realu – Kakę, za którego zaproponowali niepoważnie poważne pieniądze.

Tymczasem na City of Manchester Stadium w styczniowym okienku przybyli odpowiednio: Shay Given, Wayne Bridge, Craig Bellamy oraz Nigel de Jong. Są to dobrzy gracze, zwłaszcza marnujący do tej pory karierę w Newcastle Given, ale gdzie Irlandczykowi do Buffona albo Bellamy`emu do Torresa? To zupełnie tak jakbyście zaprosili przyjaciół na pieczonego dzika, a na stół wystawili rozgotowane parówki. No wiocha, po prostu wiocha.

Manchester City znany był jako angielski średniak, ubogi i gorszy klub z Manchesteru. Ostatnim ważnym osiągnięciem tego klubu był Puchar Zdobywców Pucharów w 1970. Trochę dawno. Od tej pory raczej nikt nie ekscytował się osiągnięciami Man City, bo i nieszczególnie było czym. A teraz, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie gazety pisały o The Citizens. Klub, który średnio radzi sobie w lidze, coś tam gra w UEFA ale nikt na nich nie postawiłby pieniędzy, regularnie pojawia się w prasie. Szejkowie zapewnili sobie darmową reklamę. Najpierw kupowali Buffona, kiedy ten transfer się znudził zaczęli kupować Kakę. Teraz postanowili kupić Messiego. Każdy z tych transferów wyskakiwał nagle, przypominając o klubie, jeden po drugim. Emocje powinny sięgać zenitu, a mi zbiera się na ziewanie.

Szejkowie porywają się na graczy-symbole. Kaka jest w Milanie bogiem, Buffon został z Juve nawet podczas zesłania do Serie B. Messi to dziecko Barcelony, jest w tym klubie od 13 roku życia. Czy są oni jednak nie do wyrwania? Coraz mniej jest graczy, którzy zostaną w swoim klubie choćby cały świat pukał do ich drzwi. Teraz nie puka świat, tylko ogromne walizy z pieniędzmi walą w drzwi, a wizja na pewno jest kusząca.

Jeśli miałbym oceniać, kto z tego wymienionego wyżej trio byłby skłonny dołączyć do Man City to postawiłbym chyba na Buffona i Kakę. Włoch nawet przebąkiwał coś że jakby co to on może, z jakąś taką nieśmiałością, ale ewentualnie. Kaka znany jest z głębokiej wiary. Mimo tego, często puszcza w zapomnienie przypowieść o bogaczu, co mu trudno będzie przez ucho igielne dostać się do Królestwa Niebieskiego i wyszarpuje coraz wyższy kontrakt od klubu, strasząc, że przejdzie do Realu. To daje powody by sądzić, że zanim pomyśli o klubie, pomyśli o swojej kieszeni, a tę lubi mieć pełną. Zagrożeniem dla niej jest finansowa zapaść klubu, który ma ciąć budżet, renegocjować kontrakty z piłkarzami i to nie po to by dać im ekstra forsę. Tylko Messi wydaje mi się być w tym towarzystwie kimś naprawdę związanym z klubem. Może dlatego że jest wychowankiem, tym wymierającym gatunkiem w wielkich klubach.

Czy szejkowie naprawdę chcę wydawać seryjnie tak wielkie pieniądze na paru graczy? Tylko ta trójka kosztowałaby prawie 300 mln funtów, a to prawie połowa tego co Abramowicz wydał na Chelsea. Nikt nie jest wart takich pieniędzy, to czyste szaleństwo. Pojawiają się głosy: ale kto bogatemu zabroni. Ja odpowiem że zdrowy rozsądek.

Szejkowie są biznesmenami a nie beduinami, którym trysnęła ropa w namiocie. Nie żebym fetyszyzował postać „biznesmena”, daleki jestem od tego. Ale szejkowie prowadzą rozległe interesy, warte setki miliardów dolarów, na paru kontynentach. Do czegoś takiego nie dochodzi się spełniając kosztowne kaprysy i sprzedając ropę.

W Man City miała zacząć się kręcić jakaś szalona karuzela. Transfery o jakich nikomu się nie śniło nigdy przedtem i jakich nikt nie zobaczy później. Wywalanie trenera po miesiącu niezadowalających wyników. Tylko piłek ze złota miało nie być bo za ciężkie. Tymczasem, nic takiego się nie stało, ale szejkowie nadal są traktowani jak krezusi sypiący złotem. Mimo że jeszcze nie sypnęli. Może do tych transferów nie doszło bo Arabowie ich tak naprawdę nie chcieli. Może chcieli tylko rozgłosu jaki one zapewniają, nawet jeśli nie wychodzą. Rozgłos nie szkodzi klubowi, kluby żywią się tym że ludzi obchodzi mecz, że ich gracze mają fanów a drużyna kibiców.

Legenda o ich rozrzutności zaczęła żyć własnym życiem i pojawiły się plotki że kupią Chelsea, potem że kupią Milan, a może oba kluby naraz. Bo kto zabroni bogatemu. Do tej pory nie zdarzył się żaden z tych, zaplanowanych raczej przez dziennikarzy, zakupów. A Manchester City spokojnie się wzmacnia, trenerowi dają pracować bez jakiegoś suszenia i stawiania ultimatum mimo tego, że daleki jest od wykonania imponującej rozpiski planowanych zwycięstw (zwycięstwo w Lidze Mistrzów już za trzy lata!). Robią biznes, mający ręce i nogi i mający na siebie zarabiać. I robią to w mądry sposób, w taki w jaki wszyscy się spodziewali że tego nie zrobią.

Autor: Adam Wiśniewski

Przewiń na górę strony