Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / The Great Edwin?

The Great Edwin?

Edwin van der Sar
Ostatnio dział sportowy niemal każdego tworu publicystycznego na globie rozpisuje się o wyczynie Edwina van der Sara, który w dwóch kolejnych meczach pobił dwa rekordy. Pierwszy należał do Petra Cecha z Chelsea, który najdłużej w historii Premiership bronił się przed stratą gola – dokładnie 1025 minut. Kolejną barierą złamaną przez Holendra jest najdłuższy okres bez straty ligowego gola w histori Ligi Angielskiej. Należał do Steve’a Deatha z Reading i wynosił 1103 minuty. Co dalej? I czy Edwin van der Sar stanie się legendą rozmiarów Petera Schmeichela? A może już nią jest?

Warto wspomnieć, że przed Petrem Cechem rekord Premiership w długości skutecznego chronienia bramki dzierżyła wielka legenda klubu z Old Trafford – Peter Schmeichel. Wynik Great Dane’a to 694 minut.

Po raz kolejny bramkarz Manchesteru United może przejść do historii już podczas meczu z West Hamem w niedzielę. Jeśli podopieczni Gianfranco Zoli nie strzelą mu bramki do 74 minuty, pobije rekord Wielkiej Brytanii w najdłuższym okresie bez straty gola. Obecnie należy on do Chrisa Woodsa, który grając dla Glasgow Rangers od listopada 1986 do stycznia 1987, czyli przez 1196 minut nie został pokonany przez żadnego zawodnika ligi szkockiej.

Jednak to nie koniec. Do pobicia pozostały już tylko dwa rekordy. Jak się z pewnością domyślacie chodzi o rekord Europy globu. A te wciąż należą do, odpowiednio, Belga Dany’ego Verlindena i Brazylijczyka Geraldo Pereiry de Matos Filho. Pierwszy skutecznie strzegł swojej bramki nieprzerwanie od marca do września 1990r., w sumie przez 1390 minut. Żeby pobić ten rekord, van der Sarowi potrzebne są jeszcze mecze z West Hamem, Fulham i Blackburn. Drugi natomiast, były reprezentant zespołu Vasco da Gama Rio de Janeiro bronił swojej bramki przez prawie półtora roku – od maja 1977r. do września 1978r. Dało mu to niesamowity wynik 1816 minut bez straty gola. Żeby pobić ten rekord, van der Sar musiałby zagrać wszystkie mecze (i zachować czyste konto rzecz jasna) aż do 11 kwietnia, kiedy to United zmierzy się z Sunderlandem. Po drodze Czerwone Diabły będą musiały się jeszcze zmierzyć z wcześniej wspomnianymi West Hamem United, Fulham i Blackburn Rovers, a także z Newcastle United, Liverpoolem, drugi raz z Fulham i Aston Villą. Patrząc na nazwy klubów osiągnięcie to wciąż wydaje się niezwykle odległe.

W ciągu dwóch i pół roku spędzonych na Old Trafford Edwin zdobył praktycznie wszystkie możliwe trofea – dwa Mistrzostwa Anglii, dwie Tarcze Wspólnoty, Puchar Ligi, Ligę Mistrzów oraz Klubowe Mistrzostwa Świata. Do kompletu w czerwonych barwach brakuje mu Pucharu Anglii, który może zdobyć już w tym sezonie oraz Superpucharu Europy, który prawie udało mu się wygrać w październikowym meczu przeciwko Zenitowi Sankt Petersburg. Indywidualnie otrzymał w tym czasie dwa wyróżnienia: został zakwalifikowany do najlepszej jedenastki Mistrzostw Europy i statuetkę Barclays Merit Award, którą otrzymał za pobicie rekordu Petra Cecha.

W tych okolicznościach wydaje się zasadne postawienie bardzo istotnego pytania – czy Edwin dorówna takim zawodnikom, jak Peter Schmeichel? Czy mimo stosunkowo krótkiej kariery na Old Trafford van der Sara można zaliczyć w poczet najwybitniejszych bramkarzy w historii klubu? Czy 38-letniego weterana czekają jeszcze wielkie chwile? Może największy sukces ma przed sobą?

Jako wielbiciel robienia wszystkiego pod prąd zacznę odpowiadanie na pytania od końca. Myślę, że van der Sar jest właśnie w drodze po swoje największe honory. Sezon 2008/2009 może okazać się najwspanialszym w historii Czerwonych Diabłów. W tym roku Manchester United startował w siedmiu rodzajach rozgrywek, mogących mu dać trofea krajowe i międzynarodowe. Dwa zwycięstwa już mamy za sobą – mowa o Tarczy Wspólnoty i Klubowych Mistrzostwach Świata – tak samo, jak jedną porażkę – w meczu o Superpuchar Europy.

Przed nami emocjonująca rywalizacja o kolejne cztery trofea. W finale Carling Cup Diabły zmierzą się ze słabo dysponowanym Tottenhamem Hotspur, który już pokonały w rozgrywkach o FA Cup. Rozstrzygnięcie 1 marca na Nowym Wembley. W 5 rundzie FA Cup (1/8 finału) Manchester United zmierzy się z Derby County (drużyna z The Championship, wyeliminowana w półfinale Carling Cup – 4:3 w dwumeczu) lub Nottingham Forest (beniaminek The Championship, w magicznym sezonie 98/99 United pokonali ten zespół 8:1 – cztery bramki strzelił rezerwowy Ole Gunnar Solskjaer). W obu przypadkach zdecydowanym faworytem będą Mistrzowie Anglii i Europy. Liga przekroczyła już półmetek, a zespół van der Sara ma 2 punkty przewagi nad drugim Liverpoolem i zaległe spotkanie, które zostanie rozegrane w połowie lutego. 1/8 finału Ligi Mistrzów zestawiła obrońców tytułu z Interem Mediolan, prowadzonym przez byłego trenera Chelsea FCJose Mourinho.

Jak na razie wszystko wygląda bardzo dobrze i nic nie wskazuje na to, by United miało nie zdobyć przynajmniej jednego dodatkowego trofeum w tym sezonie. Van der Sar będzie miał jeszcze kilka okazji do pokazania swoich niebywałych umiejętności, poszerzenia swojej kolekcji medali, wywalczyć kilka indywidualnych tytułów i pobić parę rekordów. Myślę, że przed van der Sarem jeszcze kilka naprawdę ważnych momentów i z pewnością Edwin nie pozwoli sobie na odebranie przyjemności płynącej z ostatecznego sukcesu w rozgrywkach.

Myślę, że już w tej chwili Holendra można zaliczyć w poczet największych sław Manchesteru United w historii. Tak samo jak całą drużynę bez problemu można uznać za jedną z najlepszych w historii – wszechstronną, niemal kompletną, zdobywającą trofea. Jednak bramkarz udowadnia swoją klasę na każdym kroku – był ważną częścią wielu zwycięstw, niejednokrotnie dokonując cudów na bramce. Potrafił doskonale komunikować się z 8 różnymi formacjami obronnymi w ciągu ostatnich 12 spotkań. Mimo silnej rotacji w składzie i występów niedoświadczonych zawodników linia defensywna wyglądała bardzo pewnie i solidnie. W dużej mierze działo się tak dzięki Edwinowi.
Widziałem Schmeichela, jak grał. Uwielbiałem go oglądać. Tak samo uwielbiam oglądać van der Sara. Kiedyś próbowałem swoich sił w tym samym fachu, co oni i skosztowałem, jak trudna to praca. Jednak nie chcę porównywać Edwina i Petera. To są inni zawodnicy, różnie zachowujący się na bramce i na innych aspektach opiera się ich siła. Duńczyk miał świetny refleks, potrafił zastosować na boisku sztuczki znane mu z czasów, gdy grał w piłkę ręczną, świetnie grał nogami. Edwin to przede wszystkim świetny organizator linii obrony. Dzięki jego instrukcjom oraz kierownictwu defensorzy wybijają większość piłek zanim Holender musiałby interweniować. Jednak, gdy trzeba potrafi także błyskawicznie zareagować robiąc użytek ze swojego wzrostu (prawie 2m!). To zawodnik o wielkiej klasie, który mimo zaawansowanego wieku rozgrywa swoje najlepsze zawody w karierze. Tak, Edwin dorównuje Peterowi. I myślę, że jeszcze do czterdziestki będzie udowadniał, że kupienie go za 2mln było jak trafienie szóstki w totka.

Przewiń na górę strony