Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Żyjąc w czasach Beckhama 1

Żyjąc w czasach Beckhama 1

David Beckham
Będąc w Anglii można się zachwycić. Zachwyca świat, w którym ludzie żyją futbolem. Trzy z pięciu najbardziej absorbujących Anglików problemów latem 2007 roku dotyczyły piłki nożnej. Rodzynkami wśród piłkarskich trosk były terror oraz zakaz palenia tytoniu w klubach, pubach i miejscach pracy (wszedł w życie 1 lipca 2007). Napisy na autokarach „England goes smokefree” spotkały się z małym oporem – gdyby jednak zamienić ostatnie słowo sloganu na „footballfree” mielibyśmy do czynienia z pospolitym ruszeniem w obronie futbolu.

30 metrów na sekundę

Tematem numer jeden brytyjskiej prasy były przenosiny Davida Beckhama z królewskiego Madrytu to futbolowej prowincji – Los Angeles Galaxy. Alexi Lalas, menadżer amerykańskiego klubu (znany w Europie z pracy w Serie A) dopiął swego – mistrz rzutów wolnych i ikona współczesnej popkultury podpisał bajeczny kontrakt z Amerykanami. Angielskie brukowce (choć nie tylko!) rozpisywały się na temat najdrobniejszych szczególików transferu. Apogeum fascynacji transferem roku zostało osiągnięte, gdy każda z gazet opublikowała zdjęcia Becksa w nowym – całym białym – stroju Los Angeles Galaxy. Futbolowi laicy pewnie powiedzą, że Beckham to dziadek, którego sława i umiejętności wypaliły się już parę lat temu. Nic bardziej mylnego. Piłka uderzona przez exgalaktycznego pomocnika po rzucie wolnym nadal szybuje z prędkością 27 – 31 metrów na sekundę (potwierdzone naukowo) i trzepocze w siatce z tą samą gracją co niegdyś.

Pierwszym, który zajął się badaniem trajektorii lotu piłki uderzonej z rzutu wolnego był szwedzki matematyk. Peter Guthrie Tait. Zapalony golfista, który futbolówką zaczął się zajmować dopiero wtedy, gdy w małym paluszku miał analizę lotu piłki golfowej, opublikował swoje badania w naukowym czasopiśmie „Nature” pod koniec XIX wieku z pewnością przewraca się teraz w grobie żałując, że nie przyszło mu żyć w czasach Beckhama.

Drugim wydarzeniem pasjonującym Anglików w 2007 roku było przejęcie Manchesteru City przez kontrowersyjnego tajskiego biznesmena i polityka w jednym – Thaksina Schinawatrę – i związany z tym powrót na Wyspy Sven Gorana Eriksona. Frank (tak nazywają Schinawatrę Anglicy ze względu na podobieństwo nazwiska z Frankiem Sinatrą) zdecydował się podpisać kontrakt z byłym trenerem reprezentacji Albionu. Historia Eriksona na tym stanowisku to pasmo porażek zwieńczone totalną klapą podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Świata. Podopieczni Svena – pomimo pokładów talentów ukrytych w nogach – grali bez polotu i błysku, a jedyną osobą, która nie powodowała załamywania rąk był wspomniany już David Beckham. Angielscy dziennikarze zdawali się jednak szanować szwedzkiego szkoleniowca. Liczne artykuły, zdjęcia i wywiady stwarzały wrażenie, że Ericsson to postać ciesząca się nie lada estymą. W rzeczywistości głosy kibiców były zazwyczaj krytyczne i mało kto chciał, by Manchester City prowadził Goran Eriksson.

Anglia – państwo wyznaniowe

To nie wszystko. Równie pasjonującym problem było obsadzenie linii pomocy Manchesteru United w sezonie 2007/2008. Stara gwardia z Paulem Schoelsem, Ryanem Giggsem i magicznie uzdolnionym Cristino Ronaldo została wzmocniona przez ogranego w Europie Owena Hargreavesa. Jak tu ich upchnąć, nie zapominając jeszcze o sprowadzonym w zeszłym roku Carricku? Problem, który rozpatrywał sir Alex Ferguson był tylko pozornie jego problemem. Wraz z nim, równolegle rozwiązywano go w gazetach. Twardy orzech do zgryzienia – przy pomocy mediów – miał stać się miękką przekąską.

Fascynujące, że istnieją kraje, w których piłka nożna jest religią, a dziennikarze znają tajniki taktyki piłkarskiej. Ludzie zamiast rozprawiać – jak w Polsce – o politycznych bohaterach przez małe be, śledzą losy i prowadzą niekończące się dyskusje o prawdziwym bohaterze przez duże Be. Żyją wszakże w czasach Davida Beckhama.

Przewiń na górę strony