Nie przegap
Strona główna / Offtopic / Become a Legend.

Become a Legend.

PES 2009
Było już o tegorocznej edycji FIFY, myślę więc, że warto skrobnąć kilka słów o konkurencji – PES 2009. Podobnie, jak autora postu dotyczącego FIFY, mnie również nie interesuje udowadnianie wyższości jednej gry nad drugą. W zasadzie ograniczę się wyłącznie do jednego z trybów gry, który jest nowością, a który oferuje nam możliwość przeżycia czegoś, o czym każdy z nas marzył – kariery piłkarskiej.

Zaczynamy od wykreowania naszego zawodnika. Gra sugeruje nam, by broń Boże nie nazywać go własnym nazwiskiem, bo to niebezpieczne, gdy zaczniemy grać w nim w sieci. Mnie to nie grozi, poza tym pokusa jest zbyt wielka, wszak zobaczyć swoje nazwisko na koszulce ulubionego zespołu i strzelać dla niego gole – bezcenne. No właśnie, strzelać gole. Kim mógłbym zostać, jeśli nie środkowym napastnikiem? Radosne hasanie po skrzydle mnie nie bawi, liczy się tylko odgłos piłki rozrywającej siatkę. Ustawiam więc wszystko, co trzeba – pozycję na boisku, wygląd, wzrost, wagę, narodowość i buty, jakimi będę zdobywał bramkę za bramką. Przyglądam się swojemu wirtualnemu odpowiednikowi (nie jest zbyt podobny – nieco mnie fantazja poniosła) i widzę przyszłą legendę. Moja przyszłość jawi się w świetlanych barwach. Wcześniej jednak należy jeszcze zaznaczyć, w której lidze pragnę swoją przygodę zacząć. Pomijam w tym miejscu kwestię licencji, bo to jak zwykle w przypadku serii PES żałość, więc dla uproszczenia przyjmijmy, że wybieram ligę angielską i ruszam ku przeznaczeniu.

Pierwsze zadanie to rozegranie meczu. Jestem zawodnikiem jednej z dwóch drużyn, o których nigdy nie słyszałem i mam się pokazać, bo jak dobrze pójdzie, to trafi się jakiś angaż ciekawy. Niech tak będzie. W 10 minucie meczu strzelam gola – nic wielkiego, znalazłem się w polu karnym, ale wszak to świadczy o instynkcie snajpera. Później już niewiele mam do powiedzenia na boisku, bo moi kumple z drużyny to banda cymbałów. Mecz się kończy, pojawiają się oferty. Jedna ze Stoke City, druga z Hull City, trzecia z Manchesteru City. Tak, czy owak Nowak, jak to mówią. W tym momencie odzywa się moja przewrotna i nikczemna natura i wybieram Man City. A co? Niech wiedzą, że jest różnica skali – do nich się dostaniesz na samym początku, na United trzeba zasłużyć. Poza tym cudnie będzie się kiedyś na nich wypiąć. Podpisuję kontrakt i zaczynam pierwszy sezon.

Na początku uczestniczę w treningowych meczach wewnątrzdrużynowych. Z drugiego składu trzeba się przebić do pierwszego, a później pokazać się w pierwszym, by dostać się na ławkę rezerwowych w oficjalnym meczu. Nieco czasu mi to zabrało, bo statystyki na dzień dobry dość nędzne, a i koledzy z drużyny nie pomagają (ale o tym za chwilę). W końcu jednak osiagam cel i debiutuję w składzie. Najpierw wchodząc z ławki, później zaczynając już w pierwszej jedenastce. Dokładnego opisu dalszej kariery Wam oszczędzę. Powiem jedynie, że po czterech latach gry w City i strzeleniu dla nich łącznie ok. 50 bramek, United nadal mnie nie chcą, ale wciąż cierpliwie czekam. Udało mi się za to w wieku 20 lat zadebiutować w reprezentacji Polski. Gol strzelony w debiucie Włochom będzie niezapomniany. Podobnie jak pierwszy hattrick w meczu z Liverpoolem. To pozytywy, ale teraz pragnąłbym się skupić na tym, jak sprawa się ma z grywalnością. A tu niestety już tak różowo nie jest.

Trener ustawia moją drużynę w formacji 4-5-1. Autor posta w środku ataku, na skrzydłach zazwyczaj Robinho i Wright-Phillips. Wsparcie dla mojej skromnej osoby na papierze prezentuje się zatem całkiem przyzwoicie. Właśnie, wsparcie. Wsparcie zatem w praktyce wygląda tak, że jak Robinho czy Wright-Phillipsa nie wesprę na skrzydle, to skrzydło rzeczone nie istnieje. Ale nieszczęsne skrzydła to nie wszystko. Cała nasza drużyna to banda kretynów potykających się o własne nogi, podających piłkę przeciwnikowi, lub wybijających ją na aut w najmniej nawet groźnej sytuacji. Złośliwym z miejsca wyjdę na przeciw – tu nie o Man City się rozchodzi, koledzy grają w innych klubach i wygląda to wszędzie tak samo. AI w tej grze to jest czysta parodia, która bardzo często skutecznie zabija radość z gry. Przeszło 10 lat temu komputer pokonał Kasparowa w szachy. Zdaję sobie sprawę, że zdecydowanie mocniejszy, ale czy zaaplikowanie naszym pomagierom sensownych zachowań na boisku jest niewykonalne na maszynie jaką jest PS3? Zdarzają się mecze, w których twoją główną rozrywką jest przypatrywanie się głupocie swoich kolegów z drużyny, którzy albo nie potrafią przez długie minuty odebrać przeciwnikowi piłki, albo nie są w stanie jej rozegrać na własnej połowie. Dawno nie miałem do czynienia z czymś, co potrafiłoby człowieka tak szybko doprowadzić do szewskiej pasji. Spis idiotyzmów, jakich dopuszczają się nasi koledzy z boiska byłby spory, ale nie chcę nikogo nim zanudzić, proszę zatem wierzyć mi na słowo.

Niemniej jednak idea jest tak dobra, a chęć poprowadzenia własnej kariery tak duża, że człowiek brnie w to dalej, mimo że podejrzenia o masochizm stają się coraz bardziej uzasadnione. W końcu każdy z nas marzy/marzył o tym, by zostać profesjonalnym piłkarzem. Dzięki trybowi Become a Legend możemy choć po części, choć przez chwilę się takim poczuć. Szkoda tylko, że wykonanie często kuleje. Pozostaje mieć nadzieję, że pomysł ulegnie rozwinięciu w kolejnych odsłonach gry. Na dzień dzisiejszy bowiem za dużo tu niedociągnięć, które psują nam nastrój. A mimo wszystko i tak potrafi to nieźle wciągnąć. Zaś do United i tak wkrótce trafię.

Przewiń na górę strony